Coaching, powrót do źródeł cz.1

do źródeł
do źródeł

Coaching odkryłem już po ponad dziesięciu latach uprawiania zawodu psychoterapeuty. W tamtych czasach dopiero tworzyły się standardy psychologiczne, licencje, tłumaczono pierwsze, kanoniczne książki. Odkrycie coachingu było dla mnie powalającym doświadczeniem dzięki nowym metodom. Podejście projektowe, nastawienie na cel, całościowy obraz człowieka w sytuacji, której doświadcza, nastawienie na rezultat, poczucie odpowiedzialności. Całe szczęście od lipca tego roku coach i mentor są oficjalnymi zawodami w Polsce.  I starczy. Jestem przeciwnikiem zamykania coachingu w korporacyjnych ramach, obligatoryjnych certyfikatach, gdyż w polskiej mentalności wyniknie z tego kolejne zamknięte środowisko, jeśli nie klika, co przyniesie mniej pożytku niż ochrona standardów. Już nie raz w widziałem jak w naszym kraju tworzy się jakiś system, w założeniu mający regulować standardy oraz etykę i w efekcie ów system stawał się koterią, swoistą radą starszych, która rozdzielała konfitury, gdyż tylko ona miała do nich dostęp. Oczywiście marny pieniądz psuje dobry pieniądz. Nie ma rozwiązań idealnych. Słabo lub źle przygotowani coache świadczą tak zwane usługi dla ludności. Podobnie jest ze środowiskiem dawnych eneleperów, których część najpierw zaczęła psuć samą ideę nlp, oraz obszar rozwoju osobistego, z pomysłami w rodzaju neuro lingwistic seduction i tym podobnymi bzdurami i manipulacjami, a potem hurtem wszyscy przemianowali się na coachów. Może i tę chorobę przechorujemy. Jak? Poprzez nieustanne odwoływanie się do dobrych praktyk i edukację oraz informację. Od lat wierzę, że te trzy elementy są skuteczniejsze niż sztuczne, sztywne urzędnicze regulacje.

Po pierwsze: coaching to nie jest zadawanie pytań. Już o tym wiele pisałem. Wracam do tego wątku nieustająco by wskazywać na skuteczniejsze modele. Cytuję tu kilka wątków z mojej nowej książki Coaching, zabawa, kreatywność, gdyż warto zwrócić uwagę na główne, użyteczne mechanizmy coachingu, które wiele lat temu tak mnie zachwyciły i przekonały do metody. Udzielanie informacji zwrotnej i zadawania pytań oczywiście w znakomity sposób pozwala kierować rozmową, mobilizować klienta i prowadzić go celu. Jednak przegadana relacja bardzo szybko staje się dla klienta rutynowym, przewidywalnym doświadczeniem i w efekcie może on coraz mniej wynosić z kolejnych sesji. Przyzwyczaił się od lat do rozmów, do przekazu słownego, jest w gadaniu nierzadko mistrzem. Może bez końca snuć na jawie i we śnie, w myślach i w czasie spotkań z ludźmi swoje narracje, opowieści, uzasadnienia. Korporacja, uczelnia, biuro świetnie ten mechanizm wzmacniają. Od spotkania do spotkania, do kolejnych omówień, postanowień i narad. Słowa, słowa, słowa. Klient bez końca może mówić: Kim był, co zrobił, co by zrobił, jak sądzi, jak mógłby postąpić, dlaczego czuje się skrzywdzony albo silny? W końcu ktoś mówi: Zróbmy coś! Świetnie! Porozmawiajmy o tym, co zrobić?

Jeśli relacja coachingowa ześlizgnie się w tego rodzaju rozmowę niestety szybko się zdeformalizuje i może przybierać formę rozmowy koleżeńskiej, pseudo-psychoanalizy lub typowej korporacyjnej gadki-szmatki. Jest łatwiejsza dla obu stron, bo kulturowo uzasadniona: Usiądźmy i porozmawiajmy. Pomówmy o tym. Omówmy to. Tym samym równie szybko zagadujemy sprawę. Może nawet w czasie sesji panować z tego powodu bardzo miła atmosfera, gdyż wszystko, co jest przedmiotem rozmowy, pozostaje pod kontrolą klienta, który bardzo często toczy wewnętrzną wojnę karnawału z postem. Chęć lub potrzeba zmiany spiera się z chęcią stabilizacji, przewidywalności, bezpieczeństwa. Chęć pozostawania w znanej strefie komfortu [nawet, jeśli znane jest niewygodne, bolesne, trudne] rywalizuje z nowym, niepewnym, nieznanym. Mało tego – zarówno klient jak i coach mogą szybko utonąć w opowieściach, słowach i co gorsza, w narzucaniu przez coacha własnych poglądów i rozwiązań. Słowem, coaching staje się doradzaniem. Może nawet czasami jest miło, wręcz ciepło i przyjacielsko, lecz niestety równie skutecznie jakby pójść z kolegą na piwo, albo rozmawiać z nieznajomym w pociągu na trasie do Katowic. Przypadkowo, może coś z tego wyjdzie pożytecznego.

 Kanał percepcyjny, dzięki, któremu od pierwszych dni życia uczyliśmy się najszybciej, bez wysiłku, to doświadczanie, czyli metoda kinestetyczna związana z ruchem, zmysłami, odczuciami, doświadczeniem i osobistym przeżyciem; metoda niesłychanie rzadko wykorzystywana w edukacji dorosłych w Polsce, lecz niestety omija również dzieci i młodzież. Jest raczej rzadkością niż normą. Szkoła to wciąż zakuwanie ze słuchu, lub zapamiętywanie wyrywkowych obrazków. Natomiast wszystko, czego się nauczyliśmy we wczesnym dzieciństwie, czyli najistotniejszych dla istnienia w danym środowisku wzorców, zachowań, zasobów – nauczyliśmy się poprzez naśladowanie, powtarzanie, zabawę i kinestetykę. Wykorzystanie kinestetyki nie tylko przyspiesza proces coachingu, ale daje nadspodziewanie szybkie i trwałe efekty. Niestety niewiele z tego wynika, że jakaś uczelnia promuje nową, ciekawą dyscyplinę, gdy uczy jej po staremu – metodą wykładu i testu, czyli z użyciem niemal wyłącznie słuchu i w drugiej kolejności wzroku? Zdarzyło mi się, że zacne uczelnie odrzucił nasz program coachigowy argumentując, że nie są uczelniami zawodowymi tylko akademickimi, więc nie będą uczyć praktyki, tu się studiuje. Jednak gdy w miejsce teorii pojawia się eksperyment, osobiste doświadczenie, ćwiczenie, przeżycie, silne emocje, a ponadto ruch – nauka poprzez doświadczenia, zmiana poprzez empirię: wówczas to co przed chwila było tylko twórcze, zabawowe, teoretyczne – staje się nie tylko realne, namacalne – lecz również proces zmiany gwałtownie przyspiesza. Oprócz tego, doświadczenie, które staje się realne, namacalne, fizycznie odczuwalne – staje się nowym faktem, doznaniem zapamiętanym przez wszystkie zmysły, także przez umysł somatyczny, czyli pamięć mięśniową. Cieszymy się, martwimy, odczuwamy przecież całym ciałem.

cdn.

Coaching, powrót do źródeł cz.1
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

29 komentarzy

  1. @Dżo-ann to i tak skrót tego co się działo :) Człowiek ma w nocy odpoczywać a nie żyć drugim życiem :)

  2. @Magda a tego piwa skapnęłaś ? Wiesz komu? :)

  3. @Aniula intrygujesz powiem Ci intrygujesz. Ciekawie opisany sen.

  4. Schizofrenia to jest gdy się człowiek rozsypuje na kawałki, drży, nie ma bezpiecznej więzi z nikim i niczym, a niepokój wewnętrzny zupełnie psychotyczny (czyt. zbyt silny dla układu emocjonalnego do udźwignięcia) rozsadza. Jak ciągnie kogoś w dwóch różnych kierunkach to jest zwyczajne rozdwojenie jaźni ;-) też to czasem miewam. Niegroźne a twórcze ;-)

  5. @Magda sama wiesz: nie ma się tu spieszyć do czego. Coś Cię tam zatrzymuje – ciekawe? Naszą jesień znasz a tam jesień słyszałam też jest podobno piękna.

  6. Dzień spędzony na dwóch biegunowo różnych działaniach. Z jednej strony się pakuję i żegnam, z drugiej wysyłam oferty pracy do Dublina. Kompletna schizofrenia. U nas dzisiaj buro za oknem, winorośl zabarwiła się już na czerwono. Jestem rozdarta. Oczywiście biorę wszystko na swoje barki, całą odpowiedzialność za tę decyzję. Może jednak próbować zostać? Zawalczyć o tę Irlandię?

  7. Tak biadolimy po co ta jesień i zima. Nie mogłoby być cały czas zielono np. i chłodniej albo ciepło? Wierzcie lub nie, ale na moje oko po to Bóg je stworzył, żeby człowiek stworzył książkę :-)

  8. @Magda rozejrzyj się jeszcze a najlepiej idź gdzieś na ciastko i kawę, i tak usiądź i poczekaj może pojawi się „ping” ( warto też poprosić o wsparcie tamtejsze Trole, ale im to trzeba trochę piwa skapnąć :) :) Nawet jeśli wrócisz do Łodzi, to i tak na wiele rzeczy popatrzysz z innej perspektywy, a do Dublina zawsze można wrócić ;) Ja tobym znalazła wróżkę ;) Wierzysz czy nie , ale czasem krew ze swojej ziemi będzie wiedzieć czy tam pasujesz :)

  9. Wczoraj rozmawiałam ze znajomą o pracy, rzuciła mimochodem hasło ” a może byś weszła w biznes stalowy?”. Stal, słowo, które jak dla mnie kojarzy się z czymś twardym i zimnym, mimo, że przekuwam słabość w siłę to ta stal ciąży okropnie. Plus do tego w nocy sen , że pracuję w firmie, w której ( w realu) ludzie wykańczają się psychicznie, i zjeżdżam po schodach na niebotycznych szpilkach…. Nic mi się nie stało, bo jakoś wymanewrowałam, ale popatrzcie jak siedzą w człowieku złe doświadczenia… Zasadniczo w tej firmie ze snu , mimo , że kojarzyła się negatywnie, nic na to nie wskazywało, że tam jest źle. Miałam dwóch przewodników, jedną przyjaciółkę, która nawet mnie przed kimś ostrzegał i służyła radą i kolegę, który przekazywał potrzebne informacje…. A w sumie na końcu okazało się , że idziemy na spotkanie by zrobić burzę mózgów i znaleźć nowy kolor dla przedsięwzięcia… Utknęłam w klatce poprzednich miejsc. Mimo, że nie ma zagrożenia, człowiek szykuje się jak do wojny…. Nikt mnie tam nie oceniał, nie poganiał, nie ignorował. A to w sumie ja miałam pomagać innym dzięki umiejętności obserwacji. Intrygują mnie jednak te szpile ogromne, na których chodziłam :) Zamotany ten sen straszliwie :)

  10. No idzie jesień i przyroda będzie umierać a my nie możemy się dołączać ;-) Magda Twoja decyzja ostateczna i zrobisz jak czujesz, ale w tym co piszesz dużo żalu i jeszcze potrzeba może jakiegoś ważnego irlandzkiego doświadczenie przed Tobą?
    Okres soków malinowych do herbaty, grzańców niegrzańców, gorących czekolad, miodów, wieczorów z książką przy kominku, piecyku przed nami?

  11. A ja dziewczyny jestem na rozdrożu, bo nie wiem, czy zostać w Dublinie czy wracać do Łodzi.
    sprawa jest poważna, już zabukowałam bilet powrotny, ale wcale nie jestem pewna czy powrót do dobry krok. fakty są takie, że póki co nie znalazłam sensownej pracy, a z samych lekcji się nie utrzymam, mimo, że o lekcje w Irlandii o wiele łatwiej niż w Łodzi, bo ludzie mają kasę, a język jest im potrzebny naprawdę. Więc sama nie wiem. Powinnam się oczywiście spytać przede wszystkim siebie, czego chcę i do czego dążę. Sęk w tym, że osiągnęłam to, do czego dążyłam, a dalej nie mam pomysłu. A rzeczywistość na razie nie wskazuje mi żadnej drogi.
    Poza tym patrzę na ludzi, którzy osiągnęli naprawdę niezły sukces materialny, a często życie mają w rozwałce i myślę, czy warto. I w ogóle – pytanie – co powinnam dalej robić? Nadal mam wsparcie ludzi, z którymi dzielę dom i którzy mówią, nie poddawaj się bez walki. Ale widzę coraz więcej wyzysku i eksploatacji i myślę, wszędzie jest tak samo, nawet jeżeli tutaj każdy ma Iphone’a i chodzi w markowych ciuchach. Dzisiaj rzuciło mi się w oczy, że ci w markowych ciuchach, którzy wyszli z biur, wyglądali na zmęczonych i zestresowanych, a pomiędzy tym blichtrem bezdomni spali w śpiworach na ulicy, a inni bezdomni czytali książki na chodniku.
    Więc mój sen o Dublinie nagle przetyka nitka czegoś zbutwiałego i nie jest mi z tym łatwo.
    Bo kilkuletni plan się wali w gruzy.
    I co dalej? Oczywiście nie proszę o radę, chyba, że samą siebie.

  12. Zdaję sobie sprawę, że to wszystko co teraz robię, to takie małe cegiełki większej budowli, ale ciągle mam nieprzyjemne uczucie stania w miejscu. Nawet jak się ruszę, to tak jakby coś mnie przenosiło z powrotem w stare miejsce. Taki film był kiedyś o twórcy wehikułu czasu. W wypadku zginęła jego narzeczona i on chciał ją uratować, więc wybudował ten wehikuł. Mimo usilnych starań, nie był w stanie zmienić przeszłości ale zmienił przyszłość. Mnie chyba trzyma mocno przeszłość, mimo świadomości analizy, całej włożonej pracy w budowanie nowych pozytywnych myślokształtów. Zbliża się jesień, okres, który od wielu lat bardzo źle mi się kojarzy, trzeba będzie przetrwać…..

  13. Może tych ludzi z warsztatu to odroczenie w czasie uchroniło przed czymś gorszym dla nich, niebezpiecznym dla ich zdrowia albo włamaniem. Kazuistyka i mistyka newagowa, mówi że nie ma przypadków na tym świecie. Wszystko jest po coś. De Chardin (chyba go przerabialiście?) zbudował teorię do której Dawkins dodał swoją kontrteorię. Nie można myślę, żadnego z nich przekreślić. Ateizm i wiara w boga zawsze w pewnym punkcie się spotykają.
    No w każdym razie podobno nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło?

  14. Ułoży się jako tako jak zwykle trochę dobrze, trochę nie po naszej myśli, trochę zaskoczy pozytywnie. Będzie różnie, ważne żeby się nie dać wystraszyć urzędnikom, wojnom i totalnym katastrofom z mediów, bo to osłabia chęć do czegokolwiek. Wejdzie się pod koc przerażonym, otuli się człowiek, okokoni i palca nie wychyli z kryjówki.

    Tworzenie myślokształtów jest ważne niezależnie ile nam tego żywota zostało ;-) Jak masz dwójkę małych dzieci to trudno żebyś mogła teraz certyfikaty na poważnie robić. daj sobie czas, a nie tak wszystko już teraz, natychmiast, coach master w sekundę?

  15. Ja wiem, że to się wszystko złoży ułoży i będzie dobrze, ale katorgą dla lubiącego się uczyć jest niemożność tej nauki na dobrym poziomie. Jako samouk nadrabiam czytaniem i doświadczaniem ale przeraża mnie wizja rozpoczęcia oficjalnej praktyki w wieku 80 lat ;) Co już pozytywnie się nakręcę, to jakimś kanałem dociera informacja np: o ludziach którzy dostali zgodę na budowanie stacji rozbiórki starych samochodów. Wzięli kredyty, wszystko porządnie załatwili i nie wolno im prowadzić działalności. Jak się okazuje że w naszym kraju nie ceni się przedsiębiorczości, ponieważ jakiś urzędas z koziej …… wystawił źle zaświadczenie i nikt tego nie zweryfikował. Hasło „twórz swoją rzeczywistość” jakoś w Polsce leży i kwiczy…. Ja chyba jestem mało odporna na urzędników….

  16. @Dżo-an, a taka proza życia, kasa by się przydała na swój kąt ;) I żeby na emeryturę odłożyć, bo ZUS mnie przeraża :)

  17. @Aniula nie przejmuj się. Nie miałyśmy smykałki do komputerów to informatykami i tak byśmy nie zostały. Musimy grząźć w tym w czym grzęźniemy dalej. Wiking chyba Cię wybrał w takiej wersji w jakiej mu się dokładnie spodobałaś? Po co chcesz coś zmieniać na siłę wbrew swojej sytuacji?

  18. @ad a o które uczelnie chodzi? Tak ogólnie?

  19. Co do kinestetyki.
    Fajne, działa – natomiast na pierwszy rzut oka „mało biznesowe”. Czasem trzeba się nieźle uwinąć, żeby przekonać do tego typu działań w środowisku korporacyjnym.
    Jak atmosfera pójdzie w stronę zabawy – jesteśmy w domu!

  20. Matko jedyna, co to za uczelnie… I dziwić się potem produkcji młodych-bezrobotnych, lub absolwentów modnych, acz niepraktycznych kierunków kończących jako szeregowi wciskacze „produktów” (w slangu „doradcy”) w różnych korporacjach pana Cz.

  21. No no, to podobnie jak ” Znajdziesz odpowiedź na końcu drogi”…… ;) Mam nadzieję, że jak będzie mnie stać na kurs coachingowy to nie będę miała na niego czau , bo klienci i tak będą walić drzwiami i oknami ;)

  22. znalazlam fajny tekst „J ESLI CZEGOS CHCESZ,Z NAJDZIESZ SPOSOB, JESLI CZEGOS NIE CHCESZ ,ZNAJDZIESZ POWOD”

  23. O fajna metafora z tymi kurtkami. Jednak co Ania, to Ania ;-)

  24. aniula ,

    jak potrzebujesz puchowej kurtki na 20 stopniowy mroz
    to co ci da kupienie na wyprzedazy pieciu jesiennych wiatrem podszytych?

    nieprzydatne na zime ,kasa wydana,miejsca w szafie brak,frustracja rosnie…. i dalej nie ma co na grzbiet wlozyc
    ;))))))))
    przeciez nie musisz udawadniac nikomu ,ze „cos” tam jednak robisz ,chocby za darmo.to tez pozera czas i energie .zrob to ,o czym marzysz,albo co naprawde potrzebujesz. wartosciowe rzeczy kosztuja.

  25. Na mój gust utrudniasz sobie zbytnim chceniem i napastliwym boksowaniem się z własną ambicją. Odpuść troszkę, poluzuj nadmierne naciskanie, dociskanie gazu, poczuj się dobrze w swojej skórze, naweeeet formalnie bezrobotnej (i co z tego nie Ty jedna?) i wtedy zobaczysz zmiany. Piszę to jako coach amator :-)

  26. cos jest w powiedzeniu,ze od ogladania meczow nikt jeszcze nie nauczul sie grac w pilke.
    ;)))))
    mialam byc coachem,zrobilam testy predyspozycji,potem kursy ,szkolenia ,zdalam egzamin…i nigdy nie otrzymalam certyfikatu,tylko powiadomienie,ze moja edukacja zakonczyla sie z sukcesem …wiec organizatorzy moga wziac fundusze unijne z czystym sumieniem.
    ;))))))))
    natomiast swiezo upieczone „srodowisko” budowalo struktury,stanowiska i zadalo skladek ,oplat za szkolenia,obowiazkowe dla podtrzymania /nieotrzymanego/ certyikatu , udzialu w zebraniach ,wyborach tak lokalnych jak ogolnopolskich, wisienki na torcie szybko zostaly podzielone pomiedzy swiezo upieczonych prezesow ;))))))))

    uznalam ,ze nie o to mi chodzilo.
    najwazniejsze bylo dla mnie ,ze dostalam do reki narzedzia…niektore znane mi i uzywane intuicyjnie,niektore nowe zupelnie.pal licho certyfikat.

    skutecznosc nie podlegala watpliwosci… problemy ,mimo ,ze wyciagniete z zeszytu „spraw do zalatwienia” dla celow szkoleniowych ,walkowane i rozpracowywane przez nas ,kursantow, roznymi ,takze kinestetycznymi metodami zaskutkowaly ,choc nie w tym celu je wymyslalismy…..czy przywolywalismy do rzeczywistosci.

    okazalam sie diabelnie skuteczna nie tylko dla moich kolegow,”klientow”,raz nawet dla mojego mentora-coacha…ale przede wszystkim dla najbardziej wymagajacego ,prawdziwego klienta-dla siebie samej.

    patrzac wstecz na ostatnie trzy lata, dokonywalam i dokonuje zmian-daleko zakrojonych,smialych,sensownych.dzialam celowo i dzwigam cala odpowoedzialnosc.

    czasem wpadam w dolki i nie do konca przewidziane wiraze…ale stoje na nogach i zmierzam do celu.
    w trakcie trwania kursów wydawalo mi sie to wszystko mrzonka, zabawa „co bys zrobil,gdyby ” a 10 krokow, ktore przemierzalam na narysowanej na podlodze linii dzis przemierzam w rzeczywistosci.

    o dziwo nawet banalne cele zostaly zrealizowane-na przyklad dzis maluje rzesy kazdego ranka,i nie jest to dla mnie nic trudnego;))))))

    nauczylam sie takze tego,ze mozna gadac i omawiac ,rozwazac opcje,ukladac i marzyc albo narzekac i zazdroscic innym- potem jednak -nalezy po prostu to zrobic. zaryzykowac.zmienic .wyjsc ze znajomego niewygodnego ,przyciasnego ubranka i uszyc nowe.poczuc sie chwilowo na lodzie ,puscic i zaufac, byc bezrobotnym ,niepelnosprawnym,zdanym na innych ,cierpliwym i gotowym robic to ,czego nigdy sie nie robilo….

    nie zostalam coachem
    i nie zaluje.
    zmienilam /a wlasciwie zmianiam / zawod
    wykorzystuje moj najlepszy kanal percepcyjny
    wiem ,ze najszybciej ucze sie robiac pewne rzeczy ,nawet ,jesli na poczatku idzie koslawo.nie ma szybszej drogi.

    rok temu zaczynalam sie uczyc jako bezrobotna.miesiac temu odebralam pierwsza skromna wyplate w mojej nowej pracy ;))))) za zupelnie samodzielnie wykonana odpowiedzialna robote. po tym poznalam, cel zostal osiagniety ;)))))

  27. Dżo-ann jak to się mówi praktyka czyni mistrzem, tylko się zastanawiam, dlaczego mi tak opornie idzie zdobycie dokumentu potwierdzającego kwalifikacje. No bez tego ani rusz… No, bo ja bym chciała już ;) Hmmm a może to jednak nie ten kierunek, tylko taka cząsteczka czegoś większego…..i papier wcale niepotrzebny… Naprawdę ciężko ogarnąć perspektywę będąc bezrobotnym. Jedni powiedzą możesz wszystko, ale analizując swoje umiejętności, żeby coś robić musisz mieć odpowiednie dokumenty, trzeba się dokształcać a na to trzeba mieć pieniądze, których nie ma , ponieważ się nie zarabia… Czasem człowiek tak utknie i mimo, działań ( nie tylko siedzenia i gdybania) wydaje się , że nic się nie dzieje. U mnie dodatkowym ciśnieniem jest moje zdrowie. Teraz mam siły, opanowałam organizm ale nie wiem czy za 5 lat będę nad nim tak samo panować. Wynajduję różne warsztaty „darmowe” unijne, aby wchłaniać pozytywne bodźce, żeby w głowie nie zalęgły się strachy typu, że ciągle coś przegapiam. Zauważam dużo szczegółów, wychwytuję niuanse a z ogółem problem….

  28. Aniula chyba nic cenniejszego niż to że wykorzystujesz to, co już wiesz w swoim domu, wobec rozwijających się latorośli ;-) nie może się zdarzyć? Ostrożny coach amator bez certyfikatu na pewno nie jest gorszy niż coach partacz w swoim gabinecie po zbyt krótkim kursie? :)

    Coaching jest taką bryzą powietrza w zatęchłym systemie kucia, klasówek i odpytywania. W Polsce chwyta w karby nasze wady i jest lekiem na niepewność. Trochę mnie niemiło zaskakuje kiedy politycy skarżą się, że jesteśmy narodem narzekaczy. Myślę, że narzekanie to jedyny upust tego, co się nosi w sobie, kiedy nie utkniesz w ścianach bezpiecznego, dobrze urządzonego gabinetu. Jeśli ludzie na umowach o pracę z porządną stawką godzinową martwią się czy w ogóle odkłada im się coś na emeryturę to powinno dać do myślenia władzy. Ale władza woli się zajmować tęczą na placu zbawiciela – tęcza im przeszkadza a gówniane ceny za skup produktów dla rolników i potem przebitka w sklepach na przykład im nie przeszkadza. Pan europoseł Mikke z chorymi fantazjami o seksualnym wydźwięku (wiadomo że kobieta w hidżabie może kręcić męską fantazję równie mocno jak kobieta topless) co bardziej obserwujących niż gdaczących bez sensu po prostu zastanawia.

    Może jeszcze dożyjemy czasów jakiejś rewolucji coachingowej?

    Przeraził mnie też Bill Gates ostatnio. Mam szacunek dla tego co zrobił, jest mega inteligentny, choć i wychował się w cieplarnianych, dostatnich warunkach i teraz można przeczytać jego słowa obstające przy depopulacji ludności na świecie? Groza :(

    Każde czasy trochę stwarzają własnych antychrystów. Chory Adolf Hitler własnymi rękami zabił podobno jednego człowieka, ale cudzymi… właśnie tymi rękami sterowały przecież mózgi ich właścicieli. Teraz próbuje się stworzyć takiego antychrysta z Putina. Antychryst świetnie odwraca uwagę o wielu własnych interesów, układów, pomysłów na władzę i jest na kogo zrzucić winę za niewinne śmierci.
    Coaching, myślę jest fajny bo wyrabia mechanizmy myślenia. A to zawsze służy

  29. hmmm to nie wiem czy się cieszyć czy martwić tym , że coach i mentor to oficjalne zawody … kursy certyfikacyjne pewnie podrożeją… Co mi się wydaje ,że już jestem bliżej to jestem dalej…

Komentarze są wyłączone.