Coaching, powrót do źródeł cz.2

przy biureczku, spotkanie
przy biureczku, spotkanie

Dlaczego coaching bywa nieskuteczny? Z jakiego powodu bywa krytykowany? Gdyż jest przegadany a gadatliwy coach obiecuje złote góry  a potem tylko zagaduje. Najczęstszym grzechem coachów jest uwikłanie się z klientem w pogaduchy. Spotkaliśmy, idziemy na spotkanie, mieliśmy spotkanie, kiedy znowu się spotykamy, porozmawialiśmy, no to porozmawiajmy. I tak ze spotkania na spotkanie snuje się rozmowa, toczą się słowa i opowieści, narracja ubijana jest jak piana. Człowiek jest istotą narracyjną uwikłaną w opowieści o sobie. Jego życie jest opowieścią, w którą wierzy, którą powtarza ale opowieść jest daleka od decyzji i działania. W marzeniach, zwłaszcza niespełnianych możemy być bogatsi i piękniejsi, mądrzejsi i bardziej doświadczeni niż w konfrontacji z realnymi wynikami. Dlatego brak wykorzystania w procesie zmiany namacalnego doświadczenia i realnego przeżycia klienta może skutkować zmianami pozornymi. Między innymi z tego powodu klient zmienia się deklaratywnie, jest często zainfekowany myśleniem życzeniowym, fantazjowaniem i gdybaniem. Werbalnie, w słowach i w myślach, jest gotów przystać nawet na daleko idące zmiany.

Wiele osób w swoich deklaracjach bywa przebojowymi i podkreśla znaczenie konsekwencji. Po tygodniu, dwóch wraca stare, wdrukowane silne wzorce z przeszłości znowu się odzywają, czasem ze zdwojoną mocą, gdyż były tylko przez czas jakiś stłumione, nieco wycofane. Wzorce są jak wyzwalacz, jak kieliszek wódki dla alkoholika, który w jednej chwili łamie lata trzeźwości. Dopiero zmiana na poziomie odczuwania, przeżycia, doświadczenia może mieć znamiona zmiany trwałej. Gdy czterdziestoletni urzędnik, specjalista, dyrektor, prezes firmy zacznie doświadczać jak dziecko, zacznie również uczyć się nowych wzorców spontanicznie i entuzjastycznie jak dziecko, zyska też dostęp do własnej kreatywności, która przy dorosłych, analitycznych funkcjach umysłu jest niemal nieobecna. Ilu jednak ludzi zdobywa się na co dzień na kreatywność, w której marze farbami po płótnie, tańczy taniec żywiołów, lub tworzy mapę idealnego rozwiązania z wycinków gazet?

Jeśli jednak potrafisz zaprosić drugiego człowieka do ćwiczenia, to w istocie uzyskujesz wpływ na zmianę jego nawyku. Jeśli będzie on tylko czytał lub słuchał, w jego świadomości zazwyczaj zostaje tylko ułamek nowego, a zmieniające doświadczenia może się pojawić tylko na chwilę, lub wcale. Zatem skuteczność coachingu lub inaczej skuteczny coaching to świadomie zarządzany przez coacha proces oparty na ćwiczeniach, zadaniach, planowaniu, technikach kinestetycznych, technikach przestrzennych, eksperymentach, działaniach, aktywnych zmianach, symulacjach, korektach,  działalności twórczej i pytaniach oraz feedbacku. Ogrom zadań dla coacha. Prawdziwy trening. Zarządzanie tymi zadaniami i reakcjami klienta oraz całą relacją coachingową nazywam świadomym zarządzaniem procesem zmiany. Wobec tak postawionych zadań wobec coacha i coachingu – łatwo się domyślić dlaczego niektórzy uparcie twierdzą, że coaching to sztuka zadawania pytań.

 

Coaching, powrót do źródeł cz.2
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

37 komentarzy

  1. @Dżo-ann
    Wpisy Pana Macieja czytam na bieżąco, mniej ostatnio komentuję. Może to jakiś wpływ pisania magisterki? To bardzo miłe móc zobaczyć, że ktoś zauważył wkład we wspólną rozmowę :-)

  2. No Dżo-ann ja się teraz tak czuję, jakby codziennie był nowy dzień nowego życia.
    Co rano to nowość. Morze nowości. Lubię to uczucie. Dzisiaj na mojej porannej lekcji mój uczeń narzekał, że w Dublinie pełno różnych narodowości i języków, przebierańców (moja mama też tak zawsze mówi).
    A ja to uwielbiam. Tę całą kolorową wieżę babel. I jeszcze te knajpki z całego świata.
    W piątek usiadłam w marokańskiej, gdzie do zielonej herbaty zaserwowano mleko migdałowe.

    Jestem fanką nowych smaków, zapachów, różnych kolorów skóry i całej tej barwnej mieszaniny.
    To trochę tak jak podróżowanie po różnych zakątkach globu.
    No ale tęsknię za śliwkami z działki mojej mamusi ;-) I za winogronem.
    Słowem, zawsze jest coś za coś.

  3. @Dżo-ann jestem, jestem, obserwuję, czytam, zastanawiam się, sny mi się dziwaczne śnią…. ;) Szykuję się do działań artystycznych, dla fajnych ludzi robię breloczki do kluczy, żeby im spokój w domu zapanował, koleżance segregator coby w firmie dobrze się działo a znajomym kartki dla klientów, żeby nadal im się dobrze współpracowało :) Roboty huk :) W między czasie trzeba ćwiczyć coachowanie, zajrzeć do kawiarni Pana Wiesia i dobrej kawki się napić, wysłać kolejny komplet CV, Benenwicza poczytać jak i innych autorów różnistych, kabaret obejrzeć, wiadomości unikać, trochę pomarudzić, że człowiek utknął i nic się nie dzieje ;)

  4. Halo? Halo? Autorze? Nie piszesz nic. U Ciebie żadnej nowej notki, u Hanny Bakuły też ta sama sierpniowa analiza socjologiczna, u Anny@ Dziuni też. Lud chce bułek, chleba i rozwoju :-)

  5. @Ania
    Jednak co Ania to Ania. Szczecin musi się cieszyć, że ma takiego fajnego i wszechstronnego lekarza.
    Gdzie Aniula?
    O Damian wrócił. Dawno się nie uaktywniał?

  6. Post krótki, ale bardzo treściwy i bogaty w nauki. Na pewno obiecujący złotych gór oraz nieprzegadany, dziękuję!

    W poprzednim poście napisał Pan o fizjologii ciała, pracy z ciałem oraz wrażeniom kinestetycznym w coachingu. Czy miał Pan na myśli wykonywanie ćwiczeń przez coachee ?

    Dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam!

  7. teczowy duzy

    ale tez rozowy i garnatowy w groszki do torebki
    i jeden w stonowanym brazie na wypadek ,jakby trzeba powazniej

    kalosze jezynowe, okulary fioletowe

    jestem zabezpueczona na jesien…a klimat szczecinski jest deszczowy raczej o tej porze

  8. Ania,
    Czyli u Was też Weltschmerz i mewi prysznic? Spleen, no powiedziałabym spleen, ale to raczej Beaudlaire, Paris, Montmartre, absynt, ale ja się tam poczułam jednak dopieszczona i spleen to nie to samo co wojaczka o świat ;-)
    Kolorowy parasol, ale w sensie tęczowy?
    A Magda pierwszy dzień nowego życia?

  9. Dzo-an
    u nas nieoczekiwanie deszczowo,
    na czas naprawilam swoj duzy kolorowy parasol
    ;)))))))))

    Krakow ma swoja „dusze”
    ;))

  10. magda
    ;)))))))))))))))))

  11. Dziś.W Krakowie słońce, głogi na zakrzówku sie czerwienią, pierwsza kadrowa na plakatach pod Wawelem i sporo turystów: Austriacy, Włosi, Hiszpanie. Spotykam coachów znanych w Krakowie. Fontanny przy plantach jeszcze działają. Spotykam psychologów znanych w Krakowie. Nie rozmawiam tylko wymieniam dzień dobry. Na Berka Joselewicza w mieszkanku Mordechaja – tak, tego Mordechaja wciąż świeci się światło. Taki typowy krakowski Weltschmerz czy cuś.

  12. @Magda Trolle zadziałały, piwa nie żałuj :)

  13. No właśnie, ja mimo, że z daleka śledzę to, co dzieje się na Ukrainie i ten podskórny czający się wszędzie lęk w Polsce. Że znowu będzie jakaś wojna. Tutaj o wojnie nikt nie rozmawia, Irlandczycy jak zwykle po prostu się bawią. I czy w ogóle można żyć bez lęku w kraju z taką historią jak Polska?
    Aniula, CV można wysyłać i z Polski, ale jak mnie zaproszą na interview na następny dzień, to jednak lepiej być pod ręką. Poza tym, ja już tutaj sobie zbudowałam kawałek dobrego świata, i nie chcę znów tego burzyć. No i dobrze mi tutaj, w tym domu, z tymi ludźmi.

    Co do facetów, Dżo-ann, to ja w ogóle nie mam teraz do nich głowy.
    Zapraszają mnie tu i tam, a ja najczęściej odmawiam.
    Ale decyzja o zostaniu tutaj już chyba jednak zapadła.
    Od jutra mam uczyć 13-latkę wszystkich przedmiotów through English.
    Już się cieszę ;-)

  14. @Magda w sumie z Polski też CV można wysyłać do Irlandii :)

  15. Dżo-ann ,ja tez o tym mysle ,wspolczuje tym ,co znalezli sie na wojnie,wspolczuje tym ,co nawet nie bardzo rozumieja o co se wojna i dla kogo toczy,o tych ,dla ktorych zabraklo srodkow leczniczych i opieki medycznej,wody,chleba ,pradu….

    co by, zrobila ,gdyby wojna doszla do nas?
    czy Niemcy i Rosja podzililiby Polske na liniii Wisly?
    czy Niemcy mowiliby na Pomorze „ziemie odzyskane”???
    jak traktowano by nas ,Polakow?w ktorym zaborze wolalbym sie znalezc?
    czy ucieklabym przed wojna jak lekarze z Ukrainy?

    dzisiejsze dobra dewaluuja sie momentalnie, wartosc ma zloto i kasza…i cokolwiek co mozna do pieca wrzucic, zeby ogrzac sie…woda
    /200 m do Odry/
    200 m d domu stoi stary poniemeicki bunkier,a Szczecin caly jest”podpiwniczony” schronami ..na wszelki wypadek wysprzatam piwnice..dzis rozumiem pokolenie babci ,ktoa zawsze mialo pudelko swiec ,10 kg maki w zapasie,a w piwnicy prowizorycznie mozna bylo zamieszkac ,jakby co…..to nie wzielo sie znikad….

  16. No facetów przystojniaków i mądrasków mamy też w kraju nad Wisłą. Trudniej się czasem dogadać, kiedy znika bariera języka akurat ta bariera ułatwia budowanie siedziska domowego. Wiem to raczej z obserwacji jak na razie. Oj mamy fajnych facetów i jest na kim oko zawiesić i na szyi się uwiesić, więc Magda nie czuj presji na pewno ten właściwy, upolowany przez Ciebie, a Ty przez niego zjawi się w swoim czasie :-)
    Szybuj dziewczyno wysoko ;-) Mnie też to dotyczy, choć czasem ciągnie mnie do ciszy, samotni i zgłębiania.
    Ukraina. Żal mi żołnierzy szczerze powiem. I rosyjskich i ukraińskich. To jest chore to co tam się dzieje. Jakiś oligarcha chciał pewnie bez paszportu do swojej rezydencji krymskiej jeździć, więc ludzi się napuszcza na siebie i upokarza.
    Myślę, że im się nie opłaca nas przestać doić – za duży zysk. Afryka ma ebolę, ale oni nie grzeją w zimie i nie płacą horrendalnych sum haraczu. Chcę wierzyć, że wolą utrzymywać tego typu niewolnictwo i nas przy życiu jednak bez robienia powtórek z rozrywki. Choć dużo o tym myślę. Ja, a co dopiero ludzie z małymi dziećmi?
    Oligarchowie zabezpieczeni na pokolenia – to są dopiero ubermenschowie,a przecież nie śpią na ropie jak szejkowie arabscy?

  17. z ubermenschami tak sie tylk wydaje…kiedys pacjent powiedzial „latwo pani mowic,bo ma pani takie latwe zycie”..nic bardziej mylnego….
    co chwila dowiadujemy sie ,ze ktos slynny znany i podziwiany-ma depresje ,jest wyczerapany,konczy z zyciem ,albo w lepszej wersji z dotychczasowym zajeciem

    gdybysmy znalai wszystki rozterki problemy zyciowe i zdrowotne podziwianych przez nas idealow, moze wcale nie chcielibysmy sie z nimi zamienic…kto chcialby dostac w pakiecie raka,toksycznych rodzicow,nieuleczalnie chore dziecko,depresje ,alkoholizm sowj wlasny czy najblizszych???? i bog wie co jeszce ….

    w gruncie rzeczy nie swiadczy o welkosci czloweka ,jak „szczesliwe „pozornie ma zycie,tylko jak radzi sobie z tym ,co ma….
    a im dalej zyje,tym ostrzej widze ,ze nie ma sytuacji jednoznacznych
    i nie wiem ,czy bym sie chciala z kimkolwek na cokolwiek zamieniac…..
    mimo ,ze moje rozami nie jest uslane….i kto to wie ,co mnie jescze czeka

  18. Dzo-ann
    he he he,na kursie coachingu usiadlam kolo chlopaka ,ktory przedstawil sie tym imieniem…
    ;)))))myslalam ,ze spoznilam sie na jakies wprowadzenie do zabawy w Olimp-wiec gotowa bylam odpowoedziec „Atena”.
    ale on sie tak naprawde nazywa.
    mysle ,ze powinien wykorzystac swoje imie ;))

    metafory jakos tak latwo mi przychodza do glowy.
    a poza tym jestem juz strasznie stara.
    ;)))))))))))
    bo zaczynam kochac zycie

  19. magda
    nie zamykaja linii lotniczych;))))))zawsze mozna wrocic.

    w sytuacjach emocjonalnego napiecia przydaje sie ktos taki jak ad- kto zada konkretne pytanie-o bilans zyskow i strat,o „winien-ma”,trzezwo popatrzy na to co sie opyla….

    ja nazywam to „zewnetrzna lewa polkula”…i gdy sie gubie w sytuacji-ide do lewopolkulowca-niech spojrzy na moje dylematy z czysto ekonomicznego punktu widzenia;))))i z zdystansu niezaangazowanej emeocjonalnie osoby….
    na pewno nikomu nie pzwole decydowac za mnie ,ale spojrzenie z innej perspwktywy pozawala dostrzec aspekty ,ktorych nie widac,gdy sie tkwi w srodku pudelka.

  20. No co jednak Ania to Ania ;-) szczególnie metafora z Odysem i jego wędrówką tu wstrzelona perfect. No właśnie wiecie o co mi chodzi z pewnym takim terrorem ubermenscha w pacjentach, klientach – nas wszystkich? Idealizacja, stawianie na piedestał, bezbłędność, stuprocentowe zaufanie. Tak wyśrubowanym standardom trudno sprostać zwłaszcza jak się jest np. kardiologiem albo ratownikiem medycznym a człowiek hyc, mówi niewidzialnym gołym okiem lub Bogu swoje tak i go nie ma. Nawet fachowo wykonane sztuczne oddychanie Angeliny Jolie nie pomoże jeśli, jakaś dusza faceta ma tutaj kontrakt na tyle i koniec.

    Radziwiłowicz mi się podoba w Bez Tajemnic. O taki przykład człowieka ciepłego, wyrozumiałego lekarza, ale on też przeżywa że nie jest ubermenschem. Może mu zrobią tak w scenariuszu że będzie miał po rozwodzie jeszcze jakieś szczęście?

    A najbardziej mnie jednak zastanawia „zakaz pedałowania” i „Jak pokochałem Hitlera”. Pierwsze to hasło kibola, drugie tytuł jego książki. To taki terapeutyczny acting out, nie mogę sobie poradzić z własnym kawałkiem figury ojcowskiej w sobie, to chociaz napiszę o tym książkę i zostanę sławny w środowisku. Ludzie są strasznie pogubieni w tym czego chcą, czego pragną, co im się należy, czego pożądają a czego nienawidzą i już. Nienawiści wszakże lepiej nie tykać, nie przyglądać jej się bo zawadza o miłość. Agape i pastwienie się – takie dwa oblicza ma dzisiaj miłość.
    Już się nie mądrze. Pozdrawiam :)

  21. tuz przed moim zupelnie samodzielnym dniem nowej pracy,kolega ,ktory mnie uczyl nowego „rzemiosla” , rzekl „wspolczuje ci jutrzejszego dnia”.wiem ,jak to jest pierwszego dnia.
    ja tez sobie wspolczulam
    ale wiedzialam ,ze jest to” krok milow” do celu i bez tego pierwszego dnia nie bedzie nastepnych,lepszych i sprawniejszych.
    sa takie momenty w zyciu ,ze zupelnie swiadomie trzeba zacisnac zeby i to przetrwac.
    zrobic pierwszy raz ,a potem kolejny.
    \
    zrozumiec wage takich momento tez pozwolil mi coaching.
    jak rozniez tego ,ze wazyc nalezy sie na przemyslane wczesniej cele-wtedy pytania jak natretne korkociagi swidrujace glebiej ,sa potrzebne.
    potzreben jest zgromadzenie energii do zmiany,plan ,zabezpieczenie

    ale zyjemy w materialnym swiecie i caly ten plan trzeba „pchnac” w rzeczywistosci.

    coaching to moze byc bardzo rozny proces i bardzo rozna praca,bo coachee „zacinaja sie ” na roznych etapach.
    mysle ,ze dobry coach ,to wlasnie ten ,co potrafi te momenty rozpoznac-jak i znalezc odpowoednie narzedzia….

  22. cd….bo coaching to nie jest prozne gadanie
    coaching to przemyslenie i przymierzenie sie, zmierzeznie sie i trening /w koncu ze sportu to wyszlo /
    a potem trzeba stanac na biezni i pobiec ,rozegrac mecz, wziac nozyce i skrajac material,
    skopac dzialke albo poprowadzic lekcje nawet jesli to pierwszy raz
    ;))))))

  23. ale tez z zycia i lektur wiem ,ze „ludzie rozne som”…i jedni maja wieksza latwosc eksperymentowania,inni mniejsza,jedni musza przeczytac wszystko ,zanim zaczna cos robic ,inni robia i ucza sie w trakcie, nie potzrebujac instrukcji…choc czasem krzycza eureka nad czyms ,co w niej od dawna tkwi.;)))))

    jedni zmieniaja latwo i szybko …inni trzymaja sie kurczowo, jedni maja energie do zmian…inni latami pielegnuja i kontynuuja

    jednych trzeba zachecac do eksprymentow,innych hamowac ,ze zatrzymali sie na dluzej

    mnie jest moze latwiej z podrozami i eksperymentami ,bo jak przeczytalam w jakims gazecianym horoskopie calkiem trafne zdanie „w kazdym Blizniaku jest cos z Cygana”

  24. Magda , przeczytalam wasz poprzedni dialog…ten wpis Macieja jest troche dla ciebie;))))))jesli moge w ogole oceniac.,,,

    stare wzorce ciagna,tesknota za znanym ,poukladanym,znajomym ,choc niewygodnym.
    na zbudowanie nowego wzorca trzeba czasu,cierpliwosci i pracy. przebrniecia przez wszystkie dysonanse zwiazane z nowym….

    zastanawialam sie kiedys ,dlaczego w podrozy latwiej mi o kretywnosc ,o rozwiazania ,o luz i zabawe / nawet jesli jade „tylko” do warszawy czy poznaznia w sprawach sluzbowych…
    no wlasnie ,bo zostawiam wszelkie wzorce ,wszystkie krotkie smycze w domu.
    staje sie dzieckiem z szeroko otwartymi oczami gotowym ufac swiatu,brac zle za dobra monete i okazje do przygody….i nowych doswiadczen.

    dzieki temu nie tylko realizuje „niemozliwe”plany ,ale tez bawie sie i odpoczywam ,nawet jesli mam malo czasu….
    czasem osiagam cos zgola innego niz na poczatku myslalm ,ze dostane….

    przeniesienie takie sposobu myslenia w zycie codzienne pomaga mi bardzo.
    mniej sie frustruje.

    czasem cele wymagaja dluzszej perspktywy…
    czasem sprawdzania kursu,czasem warto dac sie jednak poniesc zyciu
    albo przeczekac niekorzystne wiatry

    nie byloby Odyseji ,gdyby Odys wsiadl na prom i prostym kursem dojechal do Itaki;))))))))

    w mozim zyciu bylo mnostwo zakretow,co bardzo pomaga mi przetrwac trudne momenty-wiem ,ze za bedzie jeszcze czas ,ze znow powiem „dobrze mi,zycie jest ok”
    umiem tez dzis delektowac sie takim czasem i g doceniac-jak sloneczny dzien jesienia….
    bo z zyciem ,jak z pogoda- „smakujmy” dobre dni
    a na zla pogode miejmy kalosze i parasol.
    najlepiej kolorowy
    ;)))))))))))))))))))))
    takie sa moje sposoby

    Dzo-ann…nie jestem ubermenschem ;))))))))))

  25. Aniula, nie mam tu głowy do chłopaków. Skupiłam się na celu, czyli szukaniu pracy i próbie
    osadzenia się tu na dłużej. Z wcześniejszych doświadczeń wiem, że jedno albo drugie. Jak się wikłam w układy z facetami, sprawy profesjonalno-bytowe idą w odstawkę. A tym razem sprawa jest zbyt ważna, żeby to zawalić. Jak się uda z pracą, kasą i Irlandią, to przyjdzie czas i na facetów. Co do Trolli – moi dobroczyńcy tu wierzą w anioły.

  26. No oczywiście gratuluję ukończenia kursu. Duża sprawa. Siedzisz cichutko jak myszka i nic się nie chwalisz…?

  27. To są moje luźne obserwacje @ad. Nie teoria, jakkolwiek brzmi, jak mówisz jak narzucanie mapy. Widzę sobie po swojemu. Nie jestem coachem, ale dorzucam tu swoje przemyślenia od czasu do czasu. Bazalnie masz racę.

  28. o Trollach – miało być :)

  29. @Magda stawiam na Trolle :) No nie może być, że Ci się tam żaden Irlandczyk nie spodobał :) Może ja za dużo myślę magicznie ale jak człowiek tak sobie wyjdzie z reala to dużo fajnych rzeczy się pojawia :) I to mój ostatni post o Troll, bo mnie w końcu zamkną :)

  30. Mój coachee określił fajny cel. Aż pozazdrościłam :) Ciekawość mnie zżera co będzie na następnym spotkaniu. Lubię tą wyzwalającą się pozytywną energię. Coachee wypada ze starego toru i zaczyna się bawić. Widać jeszcze sztywne szponki przyzwyczajenia ale powoli coachee piłuje i odcina :) No a ja się uczę cierpliwości, bo wiem sama po sobie , że na wszystko trzeba czasu, żeby był konkret i nie wracało stare.

  31. Tak się jakoś składa, że jutro z Dublina wraca moja rodzina, której nie widziałem połowy lipca. Są pewnie powroty radosne i powroty radosne mniej.
    Pytanie do czego wracasz, albo z czym zostajesz.

  32. I jeszcze jedno – mnie coaching interesuje od strony czysto praktycznej – w jaki sposób mogę zmienić swoje życie? Jak w końcu stać się skuteczną? Wyjść z głowy w real? Aż tyle. Bilet kupiony, ale wszystko inne da się jeszcze odkręcić.

  33. I jeszcze to o czym było w moim ukochanym Coaching Tao – że sami dla siebie jesteśmy największą przeszkodą. Sama dla siebie jestem największą przeszkodą. Sama sobie rzucam te kłody pod nogi.

  34. Mam poczucie, że ten post być może dla mnie najważniejszy ze wszystkich, tak jakby pan Maciej próbował mnie złapać za rękę w chwili, kiedy próbuję znów się wycofać w stare koleiny. Ja już obiektywnie wyszłam ze starego, a teraz znów chcę tam dać dyla. Znów schemat poddawania się przy najmniejszej trudności zwycięża. Nie jest dziwne, że ten sam temat uderzyła mnie najbardziej w Coaching Tao. Temat zmiany pozornej. Temat wracania w swoje stare schematy. Dziękuję panie Maćku. Może jednak uda mi się wytrwać w nowym.

  35. Dżo-ann, nie wiem czy można stworzyć jedną „teorię coachingu”. W ogóle wydaje mi się, że w naukach takich jak psychologia (choć psychologiem nie jestem z wykształcenia) tak jak w ekonomii (choć ekonomistą z wykształcenia nie jestem) można dać rok po roku nagrodę Nobla dla 2 przeciwstawnych teorii.
    Można pewnie wyróżnić pewne podstawowe założenia (czy podstawowe założenie = teoria?) dotyczące posiadania przez coachee zasobów do zmiany, kierowania ku przyszłości, towarzyszenia zamiast narzucania swojej mapy… itd. Pewnie są one wspólne dla większości „szkół” coachingu.
    Dalej pójdą wyróżniki – to o czym mówi Gospodarz; dla jednych szkół coaching to JEST sztuka zadawania pytań. Dla podejścia Norman Benett sednem jest eksperyment, a teraz też akcent idzie w stronę kreatywnej zabawy (jutro odbiorę „Coaching kreatywność zabawa” – zobaczymy co jest w środku :) ).
    Spójnej teorii „wszystkiego” nie przewiduję. Miarą racji jest tu skuteczność.
    Pozdrawiam!

  36. Być może to jest tak, że zagadujemy, snujemy i marzymy, boimy się nowego i wynajdujemy 100 powodów czemu NIE lecz wystarczy chwila zmiany, posmakowania i już tak naprawdę nie ma do czego wracać. Bo stare zniknęło.
    Ćwiczenie może dać nam przedsmak i apetyt na więcej.

  37. Mhm mhm człowiek ma tę łatwość utknięcia na samej opowieści, wizji lepszej wersji siebie. Już samo to, że w świecie, w którym jest oceniany i krytykowany, pojawia się ktoś, kto pozytywnie działa na neurony lustrzane, powoduje fajną i przyjemną mieszankę hormonów typu dopamina, serotonina, endorfiny w organizmie oraz poprzestawanie. Człowiek zwyczajnie poprzestaje na snuciu wizji, której weryfikacja może kosztować go jakąś porażkę – a to zna i wie, że fajne wcale nie jest.

    Jest też coś takiego – piszę teraz dalej z obserwacji samej psychologii, że wstydzimy się, jakoś uważamy za coś gorszego (mówimy nawet bachorze wróć jak dorośniesz, jesteś jak dziecko w znaczeniu pejoratywnym) bycie, zachowywanie się, samo poczucie się przez chwilę w skórze dziecka. Dziecko jest jeszcze małe więc jest automatycznie jeszcze głupie, naiwne a to przecież coś złego, gorszego – takie stereotypy pokutują w naszych głowach. Kiedy coś takiego siedzi w głowie trudno o dobre skojarzenie dziecka w nas które potrzebuje uwagi, dopieszczenia, nie bójmy się tego słowa czułości (wylewność jakoś irytuje, kojarzy się z przesadą) i wyzwala twórcze flow.

    I to skojarzenie, że coś całkiem nowego jak coaching nie może mieć już jasno sprecyzowanych, trudnych jednak podstaw teorii – ale ważnej dla praktyki?

    Coache, trochę jak lekarze i psycholodzy muszą być ubermenszami. Jeśli nie są ubermenszami, nadludźmi – nie mają choćby takich zadatków, świetnej autoprezentacji, świetnych dyplomów, „samych” dobrych komentarzy od ludzi (własne poskładane życie rodzinne, etyczność też świadczy o ubermenszu – musi go mieć, wszystko super cacy) to już mogą być skreślani, mogą być partaczami, konowałami coachingu.

Komentarze są wyłączone.