Coaching, powrót do źródeł cz.4

własna droga bywa niebezpieczna
własna droga bywa niebezpieczna

Na pewnej dużej konferencji poświęconej edukacji, która odbyła się późną wiosną, wielu prelegentów odważnie podkreślało, że polska edukacja służy wykształceniu człowieka korporacyjnego. Nie w znaczeniu praktycznym, dba się raczej sezonowe mody na kierunkach nauczania, lecz w kontekście mentalności, sposobu myślenia i reagowania.  

Oczywiście klasyczne, konserwatywne instytucje nadal twierdzą, że miarą prawdy jest głoszona i zmonopolizowana przez nie doktryna, jedynie słuszny system, tymczasem współczesny człowiek coraz lepiej siebie poznaje i dzięki temu coraz lepiej siebie wyraża. Niestety doktrynerstwo na świecie ma się dobrze, zarówno w sferze ortodoksyjnych religii: od islamu, po konserwatywne chrześcijaństwo, w obszarze polityki, zwłaszcza tej populistycznej, od nacjonalizmu po neofaszyzm i rasizm . Niestety, żaden z tych demonów nie zdechł, nie padł z głodu ani z wycieńczenia, gdyż nieustannie karmiony jest nową energią. Tymczasem urósł nam diabeł równie straszny, jeśli nie straszniejszy – media oficjalnego nurtu, które zabierają naszym dzieciom rozum – począwszy od tandetnej rozrywki nastawionej na ocenę i rywalizację, po ogłupiające przemocowe gry i filmy aż do jedynie słusznych zmanipulowanych informacji, w których to wojna i agresja pokazywane w tonie sensacji stanowiącej centralny temat.

Tak kształtuje się przestraszony, niepewny swego losu, wciąż zagrożony pracownik korporacji, która spycha go do konsumpcji niepotrzebnych mu do życia towarów i usług innych korporacji. Utrwala się alienacja współczesnego człowieka i anomia społeczna, czyli brak zaufania i brak poczucia wspólnoty. Oczywiście każda korporacja od politycznej, po religijną i biznesową – mówi: chodź to nas, tylko my mamy dla ciebie rozwiązanie, było ci źle, gdyż byłeś w niewłaściwej korporacji lub zbyt mało się starałeś. Nasz batonik, nasz cukierek, nasz program, tylko nasze ubezpieczenie, tylko ten fundusz uszczęśliwi ciebie i twoją rodzinę. Chętnie powiemy ci też, kim masz być, wystarczy tylko kupić kilka gadżetów z naszej listy, one uczynią cię tym właśnie: człowiekiem modnym, aprobowanym i spełnionym.

Całe szczęście w społeczeństwach otwartych, o wyższym poziomie edukacji, a dzięki temu samoświadomości, coraz trudniej młodych ludzi poddać indoktrynacji ideologicznej i wysłać na wojnę, zantagonizować przeciwko sobie, popchnąć do celów, które są niezgodne z osobistymi wyborami. W tym sensie coraz większy obszar jest wolny od totalitaryzmu, ideologicznej hegemonii, choć droga jest jeszcze długa.

Jednym z modeli uruchamiających mechanizm wzmacniający samoświadomość i wolność poglądów jest coaching, który zaprasza do mierzenia prawdy miarą osobistego sukcesu. Moja prawda jest inna od twojej, gdyż wyraża inne potrzeby, dlatego inna będzie też miara mojego sukcesu, inna twojego. W tym sensie sukces jest zawsze mój, osobisty, zindywidualizowany, w coraz mniejszym stopniu społeczny, poddany ocenie. Pomimo, iż w przestrzeni medialnej królują plebiscyty, konkursy, eliminacje, turnieje coraz większa grupa ludzi  porównuje swoje osiągnięcia do swoich poprzednich osiągnięć. Punktem odniesienia dla siebie stają się oni sami. Kryterium jest poprawienie własnych wyników, w drodze do osiągnięcia efektu. Jest nim coraz częściej stan psychofizyczny wynikając z zaspokojenia potrzeb poprzez osiągnięcie sukcesu według własnej miary. Kultura masowa narzuca nam rozwiązania powszechne, utylitarne, czyli konsumpcyjne, lecz coraz lepiej rozumiemy zarówno potrzebę jak i siłę własnego indywidualizmu wbrew głównemu nurtowi mody lub populizmu.

cdn.

 

Coaching, powrót do źródeł cz.4
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

29 komentarzy

  1. A najważniejsze zapomniałam, z Hashimotowcami to świętujemy każdy najmniejszy sukces :) A co na złość wszystkim malkontentom :)

  2. @ania świętuj z nami ;) Mam swoich hashimotowców, ludzi, którzy codziennie zmagają się ze swoim ciałem i psychiką, codziennie doświadczają różnego samopoczucia. Jak już coś ogarną, to wyłazi coś innego. Przez te zmagania wytwarza się jakaś niesamowita siła, empatia i przede wszystkim ludzie się uczą. Poznają swoją chorobę, czasem mam wrażenie, że niektórzy wiedzą więcej niż specjalni specjaliści. Wiedza pozwala walczyć o swoje ( tak tak w naszym systemie NFZ trzeba walczyć o skierowania na badania , o zwolnienia, o sanatorium, o dobrą diagnozę… ) Grupa daje wsparcie, rozwiązuje problemy zdrowotne, rodzinne , sądowe , nie ma znaczenia co. Ostatnio koleżanka się zapytała: ” Anka dlaczego ty nie możesz znaleźć pracy, wszędzie cię pełno, ciągle coś organizujesz , ciągle kogoś wyciągasz za uszy? ” Nie wiem . Może się mnie boją :) Zmuszam swoim zachowaniem do myślenia, działania, dokładności, odpowiedzialności… Dla niektórych to strasznie męczące jest :) Już zadawałam sobie rożne pytania typu ” Czy w ogóle chcę pracować? , Czy wiem w czym czuję się dobrze? itp. umiem odpowiedzieć, konkretnie rzeczowo jak to ja. Zastanawia mnie ta sytuacja, Nie wiem tylko czy blokada tkwi we mnie czy jednak na zewnątrz. No nic siedzę sobie w kościelisku i bliżej nieba szukam rozwiązania :) Co do tradycji, to już dawno ludzie zapomnieli o co chodziło i powielają często durne, wielokrotnie zmodyfikowane przez przypadek przekonania przykład : Córka przygląda się jak matka szykuje pieczeń. Ta wzięła mięsko obcięła z dwóch stron po kawałku a resztę wsadziła do brytfanki. Córka się pyta dlaczego to robi, matka odpowiada bo babcia tak robiła idź się do niej zapytać. Córka poszła do babci i pyta się dlaczego robiąc pieczeń odcina się kawałki mięsa po obydwu stronach. babcia mówi , bo taka tradycja ale niech idzie do prababci może ona wie . Prababcia się uśmiechnęła i dziewczynce odpowiada. Wiesz kochana ja odcinałam kawałki mięsa bo brytfankę miałam za małą . :) Moja ulubiona przypowieść :) I to tak jest z tymi tradycjami, obrzezaniami i innymi idiotyzmami. Lud ma być ciemny i religijny wtedy cwaniacy będą mogli się bogacić….

  3. Ania posłuchałam Na dłoni. Dziękuję.

  4. dzieki Magda;))))))))))

  5. Magda…i ja mam poczucie tymczasowosci chwili ,ktora trwa.
    Tymczasowosci zycia w ogole.
    ale czy to przeszkadza cieszyc sie tym wlasnie co trwa?

    na to wszystko stara juz piosenka Anny Marii Jopek….

    Tak łatwo z rąk wymyka się.
    Ucieka wciąż, znika we mgle.
    A ty je chcesz na własność mieć.
    Chcesz zamknąć na klucz. Przed światem schować.
    Skryć jak skarb, swój prywatny skarb.
    Niemożliwe.

    Bo szczęście to przelotny gość.
    Szczęście to piórko na dłoni,
    co zjawia się, gdy samo chce
    i gdy się za nim nie goni.

    Tym więcej chcesz im więcej masz.
    Wymyślasz proch, chcesz sięgnąć gwiazd.
    Lecz to nie to, nie to, nie tak.
    I ciągle czegoś nam brak do szczęścia,
    wciąż nam brak, tak zachłannie brak.
    Otwórz oczy.

    Szczęście to ta chwila co trwa,
    niepewna swojej urody.
    To zieleń drzew, to dzieci śmiech.
    Słońca zachody i wschody.

    *****

    Więc nie patrz w dal,
    bo szczęście jest tuż obok nas.
    W zwyczajnym dniu, w zapachu domu,
    wśród chmur, w ciszy traw.
    Jest blisko nas, blisko tak, blisko tak!

  6. Dokładnie Ania. Docenić to co się ma.
    Ja mam teraz mnóstwo i to doceniam naprawdę.
    Naprawdę jestem wdzięczna.
    Za każdy dzień.
    To jest tymczasowe szczęście, i niedługo dobiegnie kónca, ale tym bardziej smakuję każdą piękną chwilę.
    Dzięki Ania za to przypomnienie.
    I masz absolutną rację z tą rodziną, jej brakiem, kasą, wolnym czasem, itd.
    Jestem zdrowa, jestem w swoim ukochanym mieście i otaczają mnie super ludzie.
    Robię to, co lubię.
    Czego chcieć więcej.
    Dzięki Ania ;-)

  7. Magda, nawet nie mysle;)))))

    klopot z ludzmi czasem jest taki ,ze …zawsze sa niezadowoleni-
    jak zarabiaja kase-nie maja czasu i narzekaja,
    jak nie maja kasy-nie potrafia sie cieszyc wolnym czasem…jak maja rodzine i jak jej nie maja,podobnie z praca,a nawet z pogoda itd itd ….i zawsze zazdroszcza innym tego czego im wlsnie brak….a najbarzdiej tego ,ze inni sa zadowoleni!!!!!

    choc de facto ci inni maja to samo

    mysle ,ze sukces Rycha polega na tym ,ze potrafi docenic to co ma.

    mysle tez ,ze czasem dobrze jak Rycho stoczyc sie do zera
    i dopiero wtedy docenia sie to wszystko,co sie ma.

  8. Dzo-ann
    na co komu ta dlugowiecznosc????

    moze lepsze zycie krotsze a wartosciowe?

    dobrze przezyte?

    prawdziwie ludzkie. pelne? spelnione?

    zegnam dzis kogos kto dla mnie byl “towarzyszem broni”

    50 lat zycia -to dlugo?czy krotko?

  9. Ale masz rację, że o wiele fajniej świętować sukcesy w towarzystwie.

  10. Ania,

    Ktoś ci zrobił przykrość.
    Ale i tak masz fajnie.
    Wiesz czego chcesz i idziesz swoją drogą.
    Odnosisz sukces.
    Czego chcieć więcej?
    Nie da się zadowolić wszystkich i w ogóle nawet nie warto próbować.
    Tak, Rychu z warsztatu i dla mnie był ważną inspiracją.
    I nadal jest.

  11. co jest dla mnie sukcesem?
    ze nie zazdroszczac innym robie to co dla mnie osobiscie wazne.

    ze nie gonie za tym ,co wazne dla innych i ze “pozwalam” im zyc wlasnym zyciem

    ze udaje mi sie reazliowalc moj wlasny zalozony plan, nawet jesli sie potykam, ze wciaz sie ucze, ze trzymam pion

    ze majac wciaz w pamieci “memento mori” ciesze sie zyciem i zdrowiem,obecnoscia przyjaciol i bliskich,dobra pogoda,
    potrafie czuc wdziecznosc i doceniac dobre gesty.

    i wartosciowych ludzi, ktorych wciaz w zyciu spotykam

  12. ale i tak zamierzam robic swoje.

    wiem,ze nie nadaje sie do korporacji, ze wole swoje wytyczone sukcesy niz te ,ktore narzucaja korporacje ,szefowie,rodzice i wszyscy lepiej wiedzacy….

    dlatego nie mieszkam na strzezonym osiedlu, nie boje sie jezdzic komunikacja miejska ,nie pogardzam zlodziejem, pijakiem,praca, ktora inni uwazaja za “ponizej”…lubie ludzi,nawet jesli czasem przykro mi z ich powodu….

  13. no wiec po raz kolejny zycie wylalao mi wiadro zimnej wody na glowe…

    jesli juz chcesz isc swoja wlasna droga,ciesz sie ze swoic malych sukcesow po cichu….

    nie mozna powiedziec glosno:” udalo sie! jestem dumny z siebie. radze sobie, jest inaczej ,ale jest ok!”

    zeby bylo smiesznie…to co dla mnie oznaczalo sukces finansowy-dla moich kolegow bylo “prostytucja”,na ktora zaden z nich by sie nie zgodzil.a mimo to uznali ze mam lepiej niz inni…bo wczesniej wychodze z pracy, ktora jest wolontariatem objetym “umowa o szkolenie”….do parcy ,w ktorej zarabiam na utzrymanie.

    przypomina mi sie powoedzenie Konfucjusza…ze w dobrze zarzadzanym panstwie wstyd byc biednym,w zle zarzadzanym-wstyd byc bogatym.

    wstyd jest radzic sobie ,robic swoje ,uczyc sie i rozwijac.nie narzekac,nie jeczec,nie biadolic,tylko robic swoje jak Rychu w swoim warsztacie.
    i tak zawwsze znajda sie tacy ,co pozazdroszcza Rychowi zmarnowanych lat ,alkoholizmu niepelnosprawnosci…raka, samotnosci , bezrobocia i bog wie czego jeszcze….

    wiem ,czego jeszcze …najcenniejszej rzeczy ,jakiej mnie nauczyly ostatnie lata, ze …
    i tak zycie jest ok, ze jest przygoda dana raz, ze jest wlasnie teraz, ze to moje zycie.

    ale zyjemy w kraju ,gdzie trzeba narzekac ,licytowac sie na to ,kto ma gorzej…wtedy zostawia cie w spokoju. jesli tylko wyczuja ,ze masz dobrze / bo np byles na wakacjach,albo na kursie albo na jakims fajnym stazu-gdzie se czegos nauczyles/
    od razu spodziewaj sie kopniaka w tylek w postaci donosu,plotek, zlosliwosci….

    czlowiek podobno uczy sie mowic w dwa lata,milczec- cale zycie….

    z kim jednak swietowac sukcesy???

  14. Dżo-ann, ty się za dużo martwisz losem świata.
    Świat jest jaki jest, każdy widzi.
    Lepiej zrobić coś miłego dla siebie.

    Ja byłam z koleżanką na jobs expo, ale głównie były kursy, nie oferty pracy.
    Ciekawe obserwacje: oferty pracy w przemyśle ciężkim, sprzedaży, domu opieki i w IT.
    Czyli wszędzie jest tak samo,może poza domami opieki, których u nas na szczęście jeszcze nie ma.
    Tak więc decyzja o powrocie do Łodzi 16go już raczej ostateczna.
    Chyba, że jeszcze wydarzy się coś nieprzewidzianego.

    Jak Kraków u schyłku lata?

  15. Jest schizofrenia często nazywana w społeczeństwie schizofremią. Panie Macieju no i jeśli my mamy schizofremię, jakieś zaburzenia (zawsze delikatniej niż choroba) schizofreniczne jako Polska to naprawdę chorobowo przedstawia się to w krajach, które kobiecą seksualność mają za nic i obrzezania wykonują u małych Manowców od ręki.

    Tąpnęło to mną po raz nie wiem wtóry. Jak to zmienić? Jak wyzwolić Islamistów z przekonania, że Adam ponosi cała winę – jeśli w ogóle miłość, w tym seksualna to od razu trzeba mieć poczucie winy i niszczy życie Ewie w hidżabie czy burce. Nadużycia seksualne wobec dzieci wcale nie mniej niszczące, wiem. Ciarki po całym ciele, ale nie sposób nie myśleć o konieczności terapii dla katów, ofiar samych siebie wciąż krzywdzących ofiary. W końcu najwięcej statystycznie gwałtów przydarza się w rodzinie i bardzo bliskich relacjach.

  16. O matko jeszcze trudny artykuł o piekle kobiet tym razem w Egipcie (ostatnio były Indie na fali odbierania kobietom prawa do seksualności, odczuwania, życia) “Kobieta jest największym zagrożeniem mężczyzny, jego złym duchem prowadzącym na manowce. A zwodzi go zawsze tym, co ma pomiędzy nogami. Dlatego należy to wyciąć”. Shaker i zwolennicy obrzezania dziewczynek to chorzy ludzie, ofiary nierozumienia islamu, roli świadomości mężczyzny, kobiecej części w mężczyźnie i na odwrót :(((( To niestety ogromny problem i straszne cierpienie dla dziewczynek.
    W czym kobieta jest winna że jest kobietą a mężczyzna mężczyzną. Powiedzcie mi w czym :((((( Strasznie to wszystko wynaturzające nasze człowieczeństwo jako świata.

  17. Pradziadowie z Biblii żyli po 700 lat, 800, 1000 lat. Jeszua Ha-Nocri zwany u nas Jezusem Chrystusem według wielu danych potem spisanych zaledwie 33. W filmach amerykańskich z lat 80 ten 2014 miał być już rokiem niesamowitych możliwości technicznych i biologicznych.
    Pozdrawiam

  18. I jeszcze problem ateistów i agnostyków z Wszechobecnością Bożą jest rodzaju kategorii umysłu. Racjonalny, sprawy umysł nie jest go sobie w stanie wyobrazić, bo ON z natury to właśnie Niewyobrażalne.
    Mędrzec z brodą to tylko alegoria jego intelektualnej mądrości dziejowej.

  19. Myślę też o Japonii. Co i rusz jakieś państwo przeprowadza próby jądrowe na lądach i co jeszcze bardziej przerażające na oceanach. Bo to tak ładnie wygląda, jak się pokaże pawi ogon innym narodom. Potem dziwić się anomaliom przyrody: tsunami i wielkim powodziom.
    Polacy podobno śmiecą jak nikt, rzucają papierki i nie zbierają po sobie np. w Tatrach. Dobrze, że nie mamy bezpośrednio dostępu geograficznego do powyżej wymienionych zabawek. Lepiej byśmy opracowali antidotum, lekarstwo, sukces wszystkich zjednoczonych dziedzin nauki na długowieczność…

  20. Niewyobrażalny i poza wszelkimi zmianami ma w tym przekładzie wersję męską i generałowie z kraju, z którego dotarło do nas Chrześcijaństwo wierzyli nie dawali sobie prawa w odróżnieniu do prawosławnych Rosjan do własnej omylności czy błądzenia. Taka niezachwiana pewność siebie plus zrozumienie by nie “boleć nad śmiercią” jako łatwego rozprawienia się z życiem ludzi, wejścia w kompetencje Wszechobecności uwolnienia ich od męki i cierpień doczesnych, skrócenia drogi niepewności przekutej w Blitzkrieg – szybkie, błyskawiczne, prawie bez refleksji działanie pod dyktando niespełnionego, mającego w sobie masę odrzucenia (czyli przemocy, każde odrzucanie to dokonywana przemoc psychiczna , która idzie jak kostki domina).

    Rosjanie kojarzący się z nieokrzesaną dziczą, męską siłą, na którą nie dają sobie w duchu szeroko pojętej nauki prawa plus figura matki w Prawosławiu, kobiecość strącona z piedestału Niepokalanego Poczęcia. Matka w Polsce a Matka w Rosji – pierwsza jest Boska, Niezwykła, Anioł, w Rosji to kobieta z krwi i kości.

    Nieporozumienia między naszymi narodami od wieków brały się z różnic w pojmowaniu religii.
    Tak mnie wzięło na rozważania…

  21. heh ;-) …
    a gdzie Ania?
    Źródło. Źródła. Powrót do źródeł. Ważna część tragedii Niemców podczas drugiej wojny św. wynikała m. in. z mylnego zrozumienia zen, filozofii wschodu i aplikowania sobie do tego metamfetaminy albo kokainy z rana przez dowódców SS. Ryba psuje się od głowy. Poszukiwanie ojcowskiej figury w Adolfie Hitlerze nie niosło także ratunku dla pogubionych, wyrzekających się samych siebie (korzeni polskich, żydowskich) wielbicieli zwierzątek – generałów armii Trzeciej Rzeszy, ale nie o tym chciałam mimo, że wrzesień :>

    Himmler nosił przy sobie kopię Bhagavadgity, czyli Pieśni Pana.
    Jak rozumieć a jak zrozumiał go odtrącający samego siebie generał fragmenty?:
    “Mówi się też o nim, że nieprzejawiony jest, niewyobrażalny i nie podlega zmianom. Dlatego nie powinieneś boleć nad żadnym ze stworzeń”.
    “Jeśli ktoś sądzi o nim, że zabija a ktoś inny uważa, że może zostać zabity, to żaden z nich nie zna prawdy on nie zadaje ani nie podlega śmierci”

    Samotny Himmler czując pustkę wypełniał ją własną boskością. Niewyobrażalnego uczynił w sobie sprawcą rzezi i uprzedmiotawiał ofiary. Mistycyzm wschodni w niewłaściwych rękach powodował, że miecz był narzędziem w rękach człowieka przez którego działa bóg.

    Z drugiej strony 17 września wkroczenie Rosjan od wczesnych lat 20 wieku uczonych że męska potencja jest patologią a kobieta i pożądanie złem.

    Jin jang, męskie-kobiece, przemoc/seks- pożądanie/miłość, Adolf i Ewa Braun, zawsze z tyłu by piękne Polki na olimpiadzie we Wrocławiu mogły go wynosić, dobrzy żołnierze niemieccy wysyłani za karę na front wschodni. Tamte czasy i moje przemyślenia pod wpływem Slavoja Żiżka, Alice Miller, programów historycznych na ZDF iTvp Kultura :-)

  22. Cześć Dżo-ann,

    Miło cię słyszeć taką pełną werwy.
    Jak tam Kraków, złotawy jesienią?

    W Dublinie dzisiaj ważne decyzje i miłe chwile.
    Mój uczeń, Istvan, Węgier, którego przygotowuję do interview do dream job,
    przebukował mi bilet powrotny do Łodzi na 16go września.
    Wydał na to kupę kasy, bo tak mu zależało na lekcjach.
    Wydaje mi się naprawdę dziwne, że mam pracę,która jest ważna i potrzebna ludziom,
    dużo pracuję, a i tak system mnie zjada. Dziwne, dziwne.
    Właśnie przeczytałam tekst Chomskyego na FB o sposobach oszukiwania społeczeństwa przez media. Najważniejsze wydało mi się to – wpędzanie ludzi w poczucie winy, że to niby
    oni sobie nie radzą z systemem, że wina tkwi w nich.
    Bardzo ważne przesłanie od Macieja B.
    Otóż to – ja się już dałam wkręcić w to poczucie winy, że jestem mało zaradna, etc.

    No ale cóż – nawet jak człowiek zaczyna myśleć, to i tak bywa pod górkę.
    Cieszę się na jesień u mamy na działce.
    I na wszystkie zbiory owocowo-warzywne.
    I na powrót do moich ukochanych łódzkich uczniów.

  23. Hop hop!!!
    Jest tu ktosik?
    Ja dzień zaliczam do w miarę udanych :-)
    Co u Magdy w Dublinie, ups Krakowie ;-)
    Jak tam Aniula we Wrocławiu?
    Jak tam AgaWa – czyś się obraziła na wieki?
    Gdzie Panowie? Czy już się hibernują sportowo na ostrożne dla serca (podobno lepiej po trawie, czymś miękkim niż po betonie dla pęcherzyków płucnych?) bieganie?

  24. Od jakiegoś już czasu są Twoje Autorze bloga zdjęcia. Kapitalne, zwłaszcza ten księżyc z samolotem na niebie i ślimorek :)
    Kraków pochmurny, troszkę smętny w pogodzie ale słonko wygląda zza chmur. Zbieram się do pieczenia jabłek – może w wersji miód maliny. Nawiązując Owocnego Dnia Pracy!!!
    Podlizuszek Blogaskowy ;-)

  25. Naprawdę wszystkie info stacje w Polsce nadają tylko o wojnie.
    Ciarki po plecach.

    Co do człowieka korporacyjnego. Ja właśnie korporacji unikam jak diabeł święconej wody.
    Ale – jestem tu w Dublinie, mam pracę, w której wykorzystuję swoje talenty i umiejętności,
    pracuję dużo, a i tak ledwie mi wystarcza kasy na przeżycie.
    Jakie mam tu inne opcje?
    Też wybrać drogę korporacyjną.
    Czy tu, czy tam, nie o to mi w życiu chodzi.
    Jak przetrwać w świecie, w którym rządzi ta czy inna korporacja?
    Jak wyrażać siebie w pełni i uciec od systemu?
    I czy to w ogóle jest możliwe?
    Pytanie praktyczne – jak?

    Chyba jednak wrócę do Łodzi i będę tam szukała odpowiedzi.
    Chyba, że w międzyczasie przyjdzie mi do głowy coś sensownego.

  26. Już nie produkujemy pracowników korporacji a pracowników produkcji trzyzmianowej, 6 latki w niektórych rejonach chodzą do szkoły na 6:30…. Jakaś dyrektor do spraw szkolnictwa stwierdziła ” trzeba się przemęczyć”…

  27. W coachingu bardzo podoba mi się elastyczność podejścia do sytuacji życiowej, w której znajduje się korzystająca zeń osoba. Brak tutaj miejsca na sztywne odpowiedzi czy jakiekolwiek reguły, możliwe do zaaplikowania dla każdego człowieka. Na pomoc przychodzi psychologia transpersonalna ze swoją koncepcją integralności – współistnieniu, współzależności.

    Gdzie integralność w telewizji, która przelewa w swoim strumieniu informacyjnym tyle osłabiającej energii? Po chwili brak przestrzeni na osobistą refleksję, samoświadomość swoich celów, wartości czy pragnień. Wierzę, że życie jest bez sensu, a jedynym prawdziwym sensem jest poznanie siebie.

    Dziękuję za krzepiące słowa Panie Macieju, pozdrawiam!

  28. Na tvn widziałam modela Mateusza w top model. Czy androgyniczność daje ludziom prawo do choroby zwanej znęcaniem się, pastwieniem, niszczeniem self? Dużo ludzi jest okrutnych w stosunku do innych, więc co dopiero mówić o zwierzętach. O poddawaniu w wątpliwość tego, że zwierzę czuje?
    Zdrowy indywidualizm jest potrzebny bardziej niż kapitalizm. Zdrowe poczucie własnej wartości cenniejsze niż jakikolwiek diament. Zawody: sprzątacza, pucybuta, kopacza rowów, sklepikarzy, kasjerów i fordanserów nie umniejszają godności i należy im się szacunek podobny do lekarzy czy ludzi wykształconych w kierunku prawa.
    Dziękuję za ten wpis! Jest genialny w swej prostocie i natchnął mnie do takich a nie innych konkluzji. Gratias :-)
    Sajonara!

    Dziękuję za tę notkę

  29. Potrzeba nam szybkiego wspierającego się nawzajem rozwoju nauki wszystkich dziedzin. Kiedy uczyłam się w szkole genetyka była jeszcze w powijakach, ale nad eugeniką pracowano już w pokoleniu 1939 i wcześniej.
    To niebywałe, że pojawiają się nowe niebezpieczne wirusy. Naukowcy powinni zgłębiać temat ludzkiej nieśmiertelności. John Paul The Second mówił “Czas ucieka wieczność czeka” i wskazywał nam kierunek badań duchowości, biologii i medycyny, fizyki, biotechnologii, farmacji i in. Ciało ludzkie – wehikuł duszy zapisane jest w matrycy genowej jakiejkolwiek jednej komórki macierzystej. Przy współczesnym rozwoju nauki- euscience – nauki sprzyjającej człowiekowi powinniśmy już móc odzyskiwać ważnych dla nas ludzi, a nie brzydko bawić się w ebolę i in.
    Brzmi jak fantasy, podobnie jak kiedyś telefon komórkowy, ale nie jest niemożliwe. W jakis sposób do przemysleń zachęcił mnie film: Dziwne przypadki B. Buttona. Kto jednak zna trochę biologii molekularnej, metody drukowania protez nóg i rąk czy genetyki wie, że ciało to też materia. Szansa dla nieutulonych w żalu? Człowiek niepotrzebnie marnuje czas.

Komentarze są wyłączone.