Coaching to nie tylko pytania

Coaching nie jest wyłącznie sztuką lub techniką zadawania trafnych pytań. Przykro mi, kto tak twierdzi niewiele wie na temat psychologii pozytywnej i mechanizmów zmiany, lecz również na temat samej dziedziny coachingu. Traktowanie coachingu jako swoistej erudycji zubaża efekty edukacyjne, a nawet może powstrzymywać skutki kreatywności i wyhamowywać proces zmiany, lub w ogóle go nie wzbudzić. Oczywiście pytanie jest pożyteczne, cudowne, skuteczne. Jest bazowym narzędziem filozofii, erystyki – sztuki prowadzenia sporów, argumentacji, dialektyki. Bardzo przydaje się w coachingu. Niestety wiele podejść i szkół ogranicza coaching tylko do sztuki stawiania trafnych pytań i udzielania feedbacku. Tymczasem “przegadana” relacja bardzo szybko staje się dla klienta rutynowa, przewidywalna i w efekcie coraz mniej może on wynosić z sesji. Przyzwyczaił się od lat do rozmów, do percepcji i przekazu słownego, jest w gadaniu nierzadko mistrzem. Może bez końca snuć na jawie i we śnie, w myślach i w relacji swoje narracje, opowieści, uzasadnienia. Korporacja, uczelnia, biuro świetnie ten mechanizm wzmacniają, od spotkania do spotkania, do kolejnych omówień, postanowień i narad. Słowa, słowa, słowa. Klient bez końca może mówić: Kim był, co zrobił, co by zrobił, jak sądzi, jak mógłby postąpić, dlaczego czuje się skrzywdzony albo silny? W końcu ktoś mówi: zróbmy coś! Świetnie! Porozmawiajmy o tym, co zrobić?

Tego rodzaju rozmowa coachingowa niestety szybko się deformalizuje i może przybierać formę pseudo-psychoanalizy lub typowej korporacyjnej gadki-szmatki. Jest łatwiejsza dla obu stron, bo kulturowo uzasadniona: usiądźmy i porozmawiajmy. Pomówmy o tym. Omówmy to. Tym samym równie szybko zagadujemy sprawę. Może być nawet bardzo miło w czasie sesji, ale wszystko pozostaje pod kontrolą klienta, w którym bardzo często toczy się wojna karnawału z postem; chęć lub potrzeba zmiany spiera się z chęcią stabilizacji, przewidywalności, bezpieczeństwa, pozostawania w znanym [nawet, jeśli znane jest niewygodne, bolesne, trudne]. Mało tego – zarówno klient jak i coach mogą szybko utonąć w opowieściach, słowach i co gorsza, w narzucaniu przez coacha własnych poglądów i rozwiązań. Słowem coaching staje się doradzaniem. Może nawet czasami jest miło, lecz niestety równie skutecznie jakby pójść z kolegą na piwo, albo rozmawiać z nieznajomym w pociągu na trasie do Katowic. Przypadkowo może coś z tego wyjdzie pożytecznego.

Kanał percepcyjny, dzięki, któremu od pierwszych dni życia uczyliśmy się najszybciej, bez wysiłku, to doświadczanie, czyli metoda kinestetyczna związana z ruchem, zmysłami i osobistym przeżyciem; metoda niesłychanie rzadko wykorzystywana w edukacji dorosłych w Polsce, lecz również dzieci i młodzież omija. Wszystko, czego się nauczyliśmy we wczesnym dzieciństwie, czyli najistotniejszych dla istnienia w danym środowisku wzorców, zachowań, zasobów – nauczyliśmy się poprzez naśladowanie, powtarzanie, zabawę i kinestetykę. Wykorzystanie kinestetyki nie tylko przyspiesza proces coachingu, ale daje nadspodziewanie szybkie i trwałe efekty. Co z tego, że jakaś uczelnia promuje nową ciekawą dyscyplinę, gdy uczy jej po staremu – metodą wykładu i testu, czyli z użyciem niemal wyłącznie słuchu i w drugiej kolejności wzroku.

Gdy w to miejsc pojawia się eksperyment, osobiste doświadczenie, ćwiczenie, przeżycie, silne emocje, a ponadto ruch – nauka poprzez doświadczenia, zmiana poprzez empirię: wówczas twórcze staje się nie tylko realna, namacalne – lecz również proces gwałtownie przyspiesza. Oprócz tego doświadczenie, które staje się realne, namacalne, fizycznie odczuwalne staje się nowym faktem, doznaniem zapamiętanym przez wszystkie zmysły, także przez umysł somatyczny. Cieszymy się, martwimy, odczuwamy przecież całym ciałem.

Brak wykorzystania do zmiany doświadczenia i realnego przeżycia klienta może skutkować również zmianami pozornymi. Między innymi z tego powodu klient zmienia się deklaratywnie, jest często przepełnionym myśleniem życzeniowym, fantazjowaniem i gdybaniem. Werbalnie, w słowach i w myślach jest gotów przystać nawet na daleko idące zmiany. W gębie bywamy odważni i stanowczy. Po tygodniu, dwóch wraca stare, wdrukowane silne wzorce z przeszłości znowu się odzywają, czasem ze zdwojoną mocą, gdyż były tylko przez czas jakiś stłumione, nieco wycofane. Dopiero zmiana na poziomie odczuwania, przeżycia, doświadczenia może mieć znamiona zmiany trwałej. Gdy czterdziestoletni prezes zacznie doświadczać jak dziecko, zacznie również uczyć się nowych wzorców spontanicznie i entuzjastycznie jak dziecko, zyska też dostęp do własnej kreatywności, która przy dorosłych, analitycznych funkcjach umysłu jest niemal nieobecna. Jeśli ćwiczysz w istocie zmieniasz, jeśli tylko czytasz lub słuchasz zazwyczaj zostaje tylko ułamek nowego, a zmieniające doświadczenia może się pojawić tylko na chwilę, lub wcale. Coaching to proces oparty na ćwiczeniach, zadaniach, planowaniu, technikach kinestetycznych, technikach przestrzennych, eksperymentach, działaniach, aktywnych zmianach, symulacjach, korektach,  działalności twórczej i pytaniach oraz feedbacku. Ogrom zadań dla coacha. Zarządzanie tymi zadaniami i reakcjami klienta oraz cała relacją coachingową nazywam świadomym zarządzaniem procesem zmiany. Tylko tyle i aż tyle wymagamy od studentów, którzy ubiegają się o certyfikat coachingowy w naszej szkole :-)

Zatem zawołanie: Do dzieła! W istocie zaprasza nas do coachingu przez duże C.

Coaching to nie tylko pytania
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

8 komentarzy

  1. Wpadliśmy na to z Grzegorzem jakieś 10 miesięcy temu

  2. Zawsze z szafy może wyjść fajne latające łóżko:)

  3. jak kupujecie nowy sprzet, skladacie taboret z Ikei,namiot albo zabawke,to
    -czytacie instrukcje obslugi
    -ogladacie schemat
    -w ogole sobie nie zawracie glowy instrukcja ,tylko probujecie od razu z elementow poskladac calosc ,albo uzyc sprzetu?;))))))))))))
    ;)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))

  4. Kto czytał książkę Dany Markowej /jesli dobrze pamietam nazwisko/” Twoje dziecko jest inteligentne?”o roznych typach uczenia sie ,w zaleznosci od dominacji kanalu percepcji?

    szkoda ,ze nie jest to podrecznik dla nauczycieli w naszym kraju.;))))))

    jedni za najwrazliwszy maja wzrok ,inni sluch,inni odbieraja swiat kinestetycznie…

    mow do mnie jeszce…a zapamietam z tego zaledwie kilka procent,pomyle daty,albo miejsca spotkan….ja musze zobaczyc…ale zeby cokolwiek wyrazic,uzywam calego ciala.

    moje dziecko zas ze sluchu powtarza cale opowiesci,przedstawienia teatralne ,uczy sie na pamiec dlugich i nudnych wierszy ,ktore dla mnie bylyby mordega….z obrazkow nie pamieta wiele.jego obrazki sa schematami dzialania…ale zeby zapamietac ze sluchu-musi sie ruszac-co jest zmora dla nauczycieli-zarowno w szkolce angielskiego ,jak i neimieckiego slysze to samo-przeszkadza,wierci sie,rusza,chodzi…i o dziwo,mimo ,ze nie patrzy na tablice,pamieta wiecej ,niz te skupione dzieci na przepisywaniu….ale jesli trzeba cos napisac,no wiadomo…koszmar….nieznosne ,lecz inteligentne…slysze.

    do mnie mowia obrazy,mam fotograficzna pamiec,wyczulona na swiatlo ,przestrzen,kolor.Ale tez dotykam,wacham,sprawdzam fakture,nawet gdy pisze ‘niedotykac’;)))))
    nie kupilabym ubrania ,w ktorym czuje sie niekomfortowo,butow,ktore nie sa miekkie i wygodne.zanim kupie,powacham ,jak pachna,choc to przeciez bez znaczenia;)))))
    Wacham tez ksiazki,mimo ,ze to glupie,zdarza mi sie nie zapanowac nad odruchem w empiku;)))))

    jako dzieci bawilismy sie,chodzac po ciemku po domu,dla odwazniejszych-wersja-po lesie;))))albo z zamknietymi oczami po miescie,albo samym nosem po lace.albo zgadywalismy co to jest-tylko dotykajac;)))))dzieciom wypada.kto zaniedbal lekcje,niech sie pobawi teraz;)))))
    wracajac do coachingu
    wszystko moze sie obrocic w proch ,jesli za duzo sie gada,omawa,rozpatruje,planuje….nawet jesli pytania sa dobre i drazace,energia potrzebna do przeprowadzenia zmiany rozproszy sie i skonczy sie na gadaniu.Slomiany ogien.w emocjach jest duzo energii-warto wykorzystac je do dzialania,nie tylko do niekonczacych sie rozmow z przyjaciolka ,ciotka,coachem….;)))))))))))))

  5. Fajnie jest oglądać zmianę z boku. Staram się na siebie też z boku spoglądać, ale lepiej robi to mój mężulo. Czasem wystarczy jedno słowo z jego strony i puszcza jakaś bezsensowna zapora. Ja też staram się pomagać mu w rozbrajaniu bomb z opóźnionym zapłonem no i wychodzi nam coaching partnerski:) Myślę, że spokojnie można być coachem koleżanki czy partnera, kwestią jest tylko to na ile coach jest w stanie zaakceptować dynamikę takiego coachingu:) Ktoś powie zbyt dużo wspólnych emocji, za dużo zaangażowania osobistego, brak szerszej perspektywy patrzenia na problem. Wszystko jest kwestią pojęć, indywidualnych umiejętności i doświadczenia. Nie ze wszystkimi wyjdzie ale warto próbować. Zawsze można powiedzieć ” Słuchaj wiem kto to zrobi lepiej niż ja” . Trzeba być bardzo dojrzałym, żeby to powiedzieć :)

  6. Metoda używania słuchu a później wzroku to przecież stała, konserwatywna metoda uczenia studentów na polskich uczelniach.
    Nie omija to nawet studiów psychologicznych. Już się denerwujemy z Michałem. Wprost domagamy się praktycznego podejścia, przykładów. Większej ilości ćwiczeń interaktywnych, większej ilości dyskusji, kinestetyki!
    Mamy wrażenie, że w tej walce jesteśmy osamotnieni. Studenci czytają. Zakreślają zdania w książkach a potem przychodzą “ćwiczenia” i ani słowa! Siedzą jak myszy pod miotłami bo nikt ich tego nie nauczył, nie zaproponował innej formy zajęć, nie wykształcił nawyku.
    Ćwiczenia to teraz drugi wykład, tylko w mniejszym gronie. WTF? się pytam! Przecież Ci ludzie za chwilę będą pracować z ludźmi. Zostaną postawieni na plac boju jak żołnierze. A tam… odpowiedzialność!

    Problemy Polskiej edukacji.
    To definicja problemu. Szukam rozwiązań.

    To co intuicyjnie wiedzieliśmy, Maciek zdefiniowałeś doskonale . Zwerbalizowałeś . Jakby potwierdzająca informacja zwrotna na nasze pytanie- dlaczego tak mało praktyki, która jest tak skuteczna?

    Ostatnio zamiast gadania postawiłem na pracę. Ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Żadna książka coachingowa, nawet najlepsza nie jest w stanie wiernie oddać pracy z klientem. To jak dżungla pełna niespodzianek. Doświadczenie, które obecnie zbieram jest bezcenne. Popełniam masę błędów- ale jakie to cenne informacje!

    Są pytania graniczne. Są też teksty przełomowe. Oto jeden z nich. Domagam się więcej ! :))))

    P.S
    Freudowska pomyłka z Rozalią? Ten Szczecin.. :)) Ale niech się Rozalia nie martwi, naprawimy błąd. Ze Szczecina przyślę do Warszawy maskotkę Mariana :) Będzie im raźniej.

  7. Dziękuję za świetnie rozszerzenie wyjaśnienia dylematu z mojej ostatniej superwizji. NBA = mówisz – masz :)

  8. Coaching mi się spodobał właśnie ze względu na to , że można robić ćwiczenia, eksperymenty, oraz uruchamiać wszystkie zmysły. Rzeczywiście można dużo gadać tylko co z tego, skoro tylko się gada. Jak w rozmowie wychodzi problem z określeniem np: cech potencjalnego partnera, to przerzucam się na test samochodowy:) Ludziska oczy robią jak okazuje się, że cechy przedmiotu idealnie pasują im do cech przyszłego partnera. Albo ćwiczenie z postrzegania rzeczywistości czyli “co ty widzisz co widzę ja:”) Kiedyś kolega mi powiedział, że przyłapał się na tym, że kiedy zadałam jakieś totalnie niewinne pytanie w zwykłej rozmowie on od razu zaczął się zastanawiać czy robię mu jakiś test ( sam chciał być zaskakiwany w różnych sytuacjach) Wybiłam mu to z głowy. Jeżeli chcemy osiągnąć cel to jedna i druga strona świadomie musi uczestniczyć. To nie chodzi o to żeby coach miał satysfakcję ” o widzisz jaki jestem genialny” albo “przyłapałem cię” . Osoba zaangażowana w proces sama powinna się sama zaskoczyć :)

Komentarze są wyłączone.