Cuda i nuda

cuda
cuda

Często piszę w samolocie. Ilekroć podróżuję na wysokości 11 kilometrów w wielotonowej, żelaznej puszce rozpędzonej do szybkości tysiąca kilometrów na godzinę, jestem nieodmiennie zadziwiony tym faktem. Owszem wzbicie się w powietrze na jakimś latawcu, parę metrów nad ziemią mieści mi się w głowie, ale coś takiego! Niesamowity cud inżynierii. W necie można znaleźć mapę aktywności lotniczej i gdy widzę tysiące punkcików – samolotów przemierzające atmosferę wokół Ziemi, to zawsze towarzyszy mi zdziwienie. Jak to możliwe, że tak wielki ciężar lata? Jak to możliwe, że tak wiele samolotów na raz szybuje w przestworzach? Cud.

***

I tak mnie naszło, ponad chmurami (jeszcze niżej jest morze), że myśli można rozpinać w przestrzeni umysłu na różne sposoby. W tak zwanej publicystyce, w komentarzach do rzeczywistości – w necie, w felietonach i książkach można znaleźć idealizm i pragmatyzm, emocjonalność i realizm, mesjanizm i utylitaryzm, historyzm albo perspektywę. Prościej rzecz ujmując – albo pojawia się myślenie nieco pesymistyczne, możne nawet depresyjne, pełne przestróg, oparte na negatywnych emocjach i ocenach, zawsze korzystające z przeszłych doświadczeń, albo myślenie cokolwiek optymistyczne, idealistycznie, zachęcające do zmian, poszukujące nowych punktów widzenia w przyszłości.

Jeszcze prościej – albo oglądamy się za siebie z pewnym lękiem, powtarzając: „takie są reguły życia”, albo patrzymy w przyszłość w nadziei na poprawę losu, z ciekawością podróżnika, mówiąc sobie: „wszystko jest możliwe”. Jeden pogląd, ten hiperrealistyczny, przyprawiony jest defetyzmem, dlatego męczy optymistów i ekstrawertyków. Drugi ma znamiona życzeniowości, dlatego budzi nieufność realistów oraz introwertyków. Jeden odwołuje się do faktów, drugi do potrzeb. Rzadko udaje się oba nurty połączyć. Jeden jest nudny, drugi urojony. Wojna karnawału z postem.

***

Współczesna kampania polityczna lecz również życie mediów społecznościowych a nawet szerzej – marketing – opierają się na tych dwóch nurtach i precyzyjnie je wykorzystują. Coaching też nie jest jednorodny. Wojna karnawału z postem to również wojna metod i obietnic, które coach, trener, mówca, polityk, menedżer – składa swoim klientom. Jedni straszą, inni łudzą. Jedni odwołują się do analizy faktów, inni do entuzjazmu. Raz jest to straszenie, czyli gra na negatywnych emocjach, innym razem hurra optymizm, czyli fantasmagorie. Sugestie i techniki wpływu dla każdego dają coś miłego a umysły przywabione jak kot szelestem ulubionej piłeczki biegną to w jedną, to w drugą stronę.

***

Coaching jako metoda, jak ją rozumiem, zaczyna się od nurtu faktograficznego, od oceny rzeczywistość lecz zmierza, poprzez wyciąganie wniosków i traktowanie zdarzeń jako informacji, do tworzenia idealistycznej przyszłości, zawsze w odniesieniu do potrzeb, które mają zostać zrealizowane. Jako osobę zainteresowaną zawodowo coachingiem interesuje mnie już głównie podejście transpersonalne a ściślej duchowość zmiany, jej taoistyczny aspekt, czyli podążanie za własnym, wenętrznym głosem Tymczasem w polityce, w publicystce, w komentarzach – jeden nurt myślenia zwalcza drugi. Wcześniej inżynier – pragmatyk w naszej głowie, walczy z twórcą – idealistą. Jeden żyje dla chleba, drugi dla eksperymentu. Jeden pracuje, drugi woli się bawić. Jeden ocenia, drugi opisuje.

***

Reasumując – umysł gra na wielu instrumentach. Politycy, trenerzy rozwoju, media, sprzedawcy – opanowali znakomicie akordy, uderzając we właściwe struny. Nie tyle gramy co jesteśmy grani. Nie tyle tańczymy, co jesteśmy tańczeni. Chętniej reagujemy na sygnały alarmowe aktywizujące emocje, zwłaszcza jeśli pochodzą z lęku, niż na afirmację mglistych korzyści.

***

Tymczasem…no cóż – moja wina, zbyt wiele we mnie idealizmu i mesjanizmu, emocjonalności i historyzmu. Grzechy te sprawiają, że ciągle zamieniam się w jakiegoś emisariusza, i to spraw niemoich, albo inaczej, grzechem jest chęć pełnienia roli emisariusza, w dodatku w kraju ludzi przekornych i nieufnych, jakim jest Polska. Czegóż to staram się być wyrazicielem? No… szaleństwo – jakiegoś niezależnego myślenia, jakiejś auto refleksyjnej samoświadomości, jakichś odpowiedzi z pozycji obserwatora, wątpliwości, refleksji, analiz, syntez? Nuda. Nieznośny wątek edukacyjny. Narzucanie własnej mapy i co gorsza sposobu jej tworzenia. Wsadzanie „kija w mrowisko’? jakiego kija? Jakie mrowisko?

 ***

Wylądowałem. Samolot dotknął kołami ziemi. Kolejny cud. Jak to ustrojstwo ląduje? Jak wytraca wysokość i prędkość? Obiecuję, w pierwszym rzędzie sobie a także moim czytelnikom, rezygnację ze starego języka, na rzecz nowego, jeszcze bardziej nudnego. Odtąd na blogu same przyszłościowe, czyli urojone wizje, opisy możliwości, eksperymenty myślowe i poszukiwania. Nic o rzeczywistości.

ps. Urojenie to każda wizja i wizualizacja, czyli zmyślenie. Czym w takim razie różni się urojenie od planów na przyszłość? Niektórzy twierdzą, że wyłącznie interpretacją terapeuty lub psychiatry. Jak twierdzi Terry Pratchett tylko ignorant planuje, cóż bowiem planuje? – swoje fantazje. Człowiek rozumny – steruje :)

Cuda i nuda
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

5 komentarzy

  1. To mój pierwszy artykuł, który u Pana przeczytałem… i chyba zabieram się od razu za całego Bloga:) Pozdrawiam

  2. Panie Macieju może Pan przypominać o nie utożsamianiu autora z tekstem, ale tu działa syndrom aktora – to się nie da. Jak ktoś Pana osobiście nie zna, to przez tekst postrzegać będzie ;)

  3. tak na wszelki wypadek przypominam też swój starszy tekst http://blog.bennewicz.pl/?p=6774
    oraz myśli zawarte w “Zabić coacha”…nie utożsamiaj autora z tekstem, gdyż jedno i drugie to nie to samo :)
    człowiek jest jednak nieco bardziej wielostronny i złożony niż jego tekst…taka sytuacja…

  4. A jak tam u Pana integracja z Dajmonem? Jak jest, to widocznie tak ma być :) Nie życzę choroby szamańskiej :)

  5. … o już mu się Batman włączył :) :) :)

Komentarze są wyłączone.