Cuda w polskiej medycynie i rewolucja

Rok w rok w Polsce umiera ponad 100 tysięcy ludzi na choroby nowotworowe. Według oficjalnych statystyk. W czasach, kiedy pracowałem w służbie zdrowia obowiązywał przepis, który uznawał pięcioletni okres bez wznowienia choroby nowotworowej za wyleczenie. I po tym okresie, jeśli ktoś zachorował, traktowano to jako nowe zachorowanie. Źle to wyglądało w statystykach, marne wyniki. A tu Europa czeka za drzwiami. Co więc zrobiono. Zmieniono przepis. Polska specjalność! Zmieniony został – nie sposób finansowania, nie diagnostyka, a nawet nie szkolenia, ale przepis! Najprostsze, najtańsze rozwiązania. Cyferka. Trzy zamiast pięciu! Teraz ten okres to trzy lata. Trzy lata bez objawów, równa się wyleczenie. A potem, jeśli ktoś ma pecha, nowa choroba. Cud medycyny.Ilość skutecznych terapii lawinowo wzrosła. Wyleczeni pacjenci przybyli z dnia na dzień.  Co roku znika z naszej mapy 100 tysięcy ludzi. Oficjalnie. Jeśli lekarz, jako przyczynę śmierci wpisze inną chorobę, statystyka onkologiczna tego nie wykaże.  Cud uzdrowienia! Elbląg, Kalisz, Koszalin, Tychy, Wałbrzych albo Płock znikają z mapy. I cisza. Smutna, tragiczna, katastrofa, w której ginie kilka osób przykuwa uwagę mediów na wiele dni, toczą sie dyskusje, nawet ekipy rządowe stawiane są na równe nogi. A tu w ciszy i beznadziejności umierają dziesiątki tysięcy.  Dlaczego nasze władze nic z tym nie robią? Dlaczego od tylu lat nie ma reformy NFZ, służby zdrowia, profilaktyki, masowych badań okresowych w grupach ryzyka?

cud uzdrowienia tkwi w statystyce!
cud uzdrowienia tkwi w statystyce!

Kiedy Michaś był w szpitalu, a wracał tam wiele razy, przechodziłem do jego sali przez korytarze pełne wyczekujących ludzi w przychodniach, poradniach, przed gabinetami lekarzy, profesorów, ordynatorów, po badania, do izby przyjęć, na oddziałach dziennych. Setki smutnych, zagubionych, przerażonych ludzi. A to był dobry szpital, bardzo dobry, jeden z najlepszych, świetnie prosperujący. Są gorsze, bywają większe tłumy, dziesiątki dni oczekiwania, wiele godzin w kolejkach. Wiele osób powtarza smutny żart, że trzeba mieć zdrowie, żeby w Polsce chorować. Pewnego dnia przechodziłem przez taki tłum, w którym tliła się nadzieja na wizytę u profesora, u samego profesora! Michał był u kresu tej drogi, o krok przed zimnym zakładem patomorfologii, gdzie odbiera się już tylko ciała bliskich. Dlaczego nasz rząd nic nie robi by to zmienić? To wbrew pozorom nie jest kwestia bardzo skomplikowanych analiz. Lecznice rządowe wyglądają wciąż nieco lepiej, to jednak jest powód poboczny. Leki, farmaceutyki, aparatura medyczna, odczynniki, zamówienia publiczne, refundacje to ogromny rynek. To gigantyczny worek pieniędzy, kto nimi rządzi ten ma władzę. Rynek zdrowia, a raczej chorób w starzejącym się społeczeństwie to żyła złota. Kto rządzi tymi „kopalniami złota”? Feudalny świat, koteria medycznych zależności na styku firmy farmacutyczne, NFZ, lekarze. Nie wszyscy lekarze. Książęta, profesorowie, ordynatorzy – „właściciele” publicznych placówek zdrowia, które zarządzane są jak prywatne folwarki.  Słowo „folwark” jest użyte świadomie. Budzi skojarzenia z nierentownym, źle zarządzanym XIX -wiecznym majątkiem ziemskim. Jak zbankrutuje, to w ostateczności ziemianin przeniesie się do miasta. Lekarze stażyści i pozostały personel niewiele mają w tym systemie do gadania. Brak prywatyzacji, to kolejny cud służby zdrowia!

Wyobraź sobie, że masz dobrze wyposażony warsztat samochodowy, jedyny w okolicy, nawet z porządnym urządzeniami i sensownym personelem, w którym możesz w zasadzie robić, co chcesz, bo jesteś uznanym autorytetem. Możesz jednak zadłużać go jak długo zechcesz, zajmować się samochodami jakimi zechcesz, mieć personel, który w zasadzie i tak musi u ciebie pracować, a w dodatku i tak za wszystko, nawet za twoje błędy lub niedopatrzenia zapłaci państwo. Jeśli przegniesz i tak ciebie oddłużą. To jest dopiero cud! Ten cud nazywa się: socjalizm, a dawniej feudalizm (chodzi mi o mechanizm władzy, nie o epokę historyczną). Nawet nie musisz się wysilać, żeby naprawiać nowoczesne samochody, nowoczesnym metodami – jesteś jedyny, twój warsztat i tak ma dobra opinię, bo nie ma innego. Zero konkurencji. Klienci przychodzą potulni, przestraszeni i są szczęśliwi, że w ogóle ich przyjąłeś. Na powitanie jako szef warsztatu mówisz nieodmiennie: Proszszsz, co panu dolega i od razu dodajesz: zobaczę co się da zrobić, ale niczego nie obiecuję. Klienci z czapką w ręku wychodzą z nadzieją. Mimo, że nie mają gwarancji, zero gwarancji. Ale to jeszcze nic. W trakcie wykonywania usługi nie ma informacji, nawet minimalnej: co, po co kiedy, co się będzie działo, jaki wynik? Stłoczony tłum nie ma często nawet numerka. Wychodzisz i wyczytujesz nazwisko, jakie ci się podoba. Pełna władza, całkowita  kontrola. Cud! Jesteś królem z minimalnym ryzkiem i odpowiedzialnością. Praca owszem jest męcząca, ale w dodatku prestiżowa. Zawód społecznego zaufania. Po co to zmieniać? Tylko szaleniec na twoim miejscu coś by w tym ruszał! Ten cud, to twój genialny biznes. Koszmar dla klientów, ale przecież jesteś etyczny, zaangażowany i zawsze można znaleźć jakieś usprawiedliwienie. I tak ty i twój personel staracie się ze wszystkich sił. Samochody są wyjątkowo awaryjne w okolicy.

Jeśli komuś z twoich znajomych lub krewnych tęskno za komuną, a tobie brak argumentów żeby go przekonać, że jest w błędzie, zaproś go do dowolnego szpitala o godzinie siódmej rano. Warunek: musi się zarejestrować do dowolnego specjalisty.

Po co to zmieniać? Ja jestem zadowolony. Nie musicie dziękować, wystarczy że będziecie mnie wielbić na klęczkach.
Po co to zmieniać? Ja jestem zadowolony. Nie musicie dziękować, wystarczy że będziecie mnie wielbić na klęczkach.

Tygrysy i koty bywają na prawdę wściekłe. Ale w szpitalu nie wybuchnie rewolucja. Stamtąd nie słychać krzyku pacjentów: To skandal! A jeśli dochodzą jakieś odgłosy, to nie jest to wołanie pacjentów. Owszem strajkują pielęgniarki, lekarze, pracownicy pogotowia, ale czy słyszałeś o strajku pacjentów? Dlatego my zdrowi musimy wołać w ich imieniu, krzyczeć na całe gardło i jak długo potrzeba! Rzucać śnieżkami w opancerzone auta polityków, wysłać maile, aż zatkają im się skrzynki, znudzą nasze petycje, aż przelękną się utraty władzy. Musimy protestować przeciwko feudalizmowi w służbie zdrowia, przeciwko traktowaniu pacjentów jak przedmioty, usługi, numerki, rozpoznania. Potrzebujemy rewolucji. Już! A nie kolejnego projektu, który zostanie „poddany pod dyskusję ze środowiskiem”. Od dawna wiemy co powie „środowisko”. Potrzebne są systemowe zmiany dla dobra naszych pacjentów. A po cichu to, co mówi król Julian w filmie Madagaskar: Po co to zmieniać? Ja jestem zadowolony. Nie musicie dziękować, wystarczy że będziecie mnie wielbić na klęczkach.

Musimy krzyczeć! Domagać się zmiany! Teraz! Jesteśmy to winni naszym chorym i zmarłym. Potrzebujemy szpitali jak z obrazka, jak z serialu doktor Hause. To nasz z Michałem dwugłos w tej sprawie. Mój żywy, jego zza grobu, tym mocniejszy. Pisz, mailuj, działaj, informuj, walcz! Zanim sam znajdziesz się w smutnej, szarej kolejce na końcu.

Elbląg, Kalisz, Koszalin, Tychy, Wałbrzych albo Płock znikają z mapy. Rok w rok w Polsce umiera ponad 100 tysięcy ludzi na choroby nowotworowe. Jedna z wielu masowych, polskich chorób.

Cuda w polskiej medycynie i rewolucja
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

4 komentarzy

  1. z moich obserwacji wynika że najszybciej zmienić zachowania może kilkuletni pobyt za granicą, wtedy po powrocie ma się motywację do zmiany bo się czlowiek przyzwyczaja do logicznych rozwiązań. Dlatego taki Rząd na uchodztwie może nie był takim słabym rozwiązaniem ;) !!! Pamiętaj jednak że to coś co zabrało Michała dotyka także Dr. Hause tam odchodzi tyle samo ludzi z tego samego powodu, jedyna różnica to może warunki w jakich się to odbywa…

  2. też bym tak chciała żeby wśród lekarzy byli sami Małysze, żeby studia medyczne kształciły samych Marków Kamińskich, a swoją drogą czy lekarze mają na studiach w ogóle zajęcia z psychologii?…bo rzeczywiście jak się z niektórymi rozmawia…to chyba nie :(

  3. Witaj Krystyno – W moim myśleniu jest kilka wątków. Pierwszy: to system opieki zdrowotnej i jej finansowania – on działa źle i tu pojedyncze perełki, dobrze zarządzane placówki nie wystarczą w morzu potrzeb; drugi to postawa lekarzy, kiedyś rozmawiałem o tym z Michałem. W każdym zawodzie postawa, zaangażowanie, profesjonalizm rozkładają się statystycznie w określony sposób w całej grupie. Mówimy w statystyce o rozkładzie normalnym ( tzw.kapeluszowym) średniaków jest nawięcej a proporcjonalnie mniej osób wybitnych i słabszych.Tak jest wśród kierowców zwodowych, kucharzy i lekarzy. Jednak czasami model kształcenia, system zarządzania, nawyki kulturowe powodują, że w niektóych grupach społecznych, zawodach etc. jest więcej ludzi wybitnych, o wspaniałym secu, albo słabych, nieetycznych, o przeciętnuch zdolnościach. Holandia jest wielokrotnie mniejszym krajem od Polski a mimo to, ma nieporównywalnie większą gupę wybitnych piłkarzy, świetne kluby piłkarskie i osiągniecia w tej dyscyplinie, Kanada ma taką samą liczbę ludności jak Polska i ma wybitny hokej. To kwestia generalnych zasad czyli systemu, który w efekcie daje świetnych skoczków narciarskich, hokeistów lub lekarzy. My natomiast wciąż myślimy w kategoriach perełek, wyjątków, przypadków na tle codziennej szarzyzny i byle jakości. Perełki jak: Adam Małysz, Justyna Kowlaczyk, Jaś Mela czy profesor X albo Y niestety potwierdzają regułę. Cudownie, że ich mamy….lecz zespołowo klapa. Zwykliśmy sądzić, że lekarze to jakaś „misyjna” specjalna grupa, tym czasem ja najpierw wolałbym profesjonalnych ludzi z profesjonalnym sprzętem, w jasnych, pięknych salach dla pacjentów, którzy dostają taki sam model leczenia jak w Niemczech, USA albo zamorskiej Szwecji. System pod nazwą szpital ma działać, system edukacji lekarzy ma działać, kod etyczny ma funkcjonowac itd. a wtedy serce doktorów znajdzie pole do popisu, taki sprawny mechanizm wyeliminuje też większośc działań „bez serca”

  4. ogólnie to racja, co piszesz – sporo jednak w tym generalizacji, chwilami jest ciężko, kiedy z dzieckiem siedzi się w poczekalni i jest tłum ludzi, trudno to wytrzymać, płacze, zdenerwowanie…ale są też wspaniali lekarze, w mojej rodzinie przewijały sie niestety choroby i tylko dzięki sercu kilku wspaniałych lekarzy jesteśmy zdrowi, a bywało na prawdę źle…często lekarze są bezradni wobec sytemu chcieliby pomagać ale nie mogą, nie mają środków, aparatury albo pieniędzy na leczenie , to jednak zawód misji, czyli służba :)

Komentarze są wyłączone.