Cudowne objawienie za sprawą brudnych naczyń

przewodnik i cichy mistrz, czuwa nade mną
Wielki przewodnik i cichy mistrz, czuwa nade mną :)

Uff! Już po półmetku. Mogę napisać szczerze. Nie ma co ukrywać. Podobnie jak profesor Środa, o której pisałem, nie lubię tych świąt. Odkąd nie ma Michała, w zasadzie nie mam z kim o tym szczerze pogadać. Szczerze? To znaczy czuję opór, no może niezbyt wielki, ale jednak. Ot, takie przekonanie, że nie mogę wprost powiedzieć co myślę, a raczej co czuję. W zasadzie mogę, dlatego robię to na blogu.

Wobec Michała mogłem pozwolić sobie na każdą opinię, a wobec innych…no cóż. Właśnie o to chodzi. Nie lubię tych świąt. Ludzie nie chcą prawdy, chcą pewności i bezpieczeństwa napisał Anthony de Mello, a jego cytat na blogu umieścił Sylwester.

Wiem, wiem – ludzie muszą świętować. To wymóg procesów społecznych, które nieuniknienie prowadzą nas od codziennej sfery profanum, do świętowania, do magicznego obszaru sacrum. Jakie to sacrum jednak malutkie…malusieńkie. Jak w kolędzie, o maluśkim, ale wielkim Królu Zbawicielu. Lubimy ten ludowy, niemal socjalistyczny wątek, że w stajence narodzony, bo miejsca w gospodzie nie było. Biedny i samotny jak każdy z nas. Wygnany i ścigany przez Heroda. Nie ważne, że historyczny Herod Wielki został pomylony z Herodem Antypasem, a historia o narodzeniu w Betlejem została dopisana do oficjalnego kanonu setki lat po śmierci Chrystusa. Legenda wciąż przemawia, choćby przez cały system mikołajowo-kulinarnych ceremoniałów. Jak ta współczesna – o Harrym Potterze. Pewnie dlatego oficjalny kościół tak krytykuje cykl J.K. Rowling, gdyż wątki są tak bardzo zbliżone. Samotny, mieszka pod schodami w komórce, ale ma ogromną moc w walce ze złem i jak dorośnie…to dopiero pokarze, Temu, którego imienia wymawiać nie wolno.

często przedstawia się jako ekolog albo buddysta, na swój sposób rozczulające
często przedstawia się jako ekolog albo buddysta, na swój sposób rozczulające

Uginające się stoły od nadmiaru jedzenia. Przesłodzone pierniki, nietrafione prezenty, zachrypnięte kolędy, dyskusje o polityce, księżowskie połajanki, fałszujący organiści. Daję radę. Robię się milczący, wycofany, daleki. Raczej uprzejmie słucham niekończących się rozmów o niczym. Niedorzecznych opinii, irytujących komentarzy. Nie znoszę rozmawiać o niczym i niczym się nie zajmować przez tyle godzin.  A chwilę wcześniej zajmować się muszę całym tym konsumpcyjnym rytuałem – bo jestem przecież organizatorem imprezy. Stroikami, świeczkami, pasztecikami, prezentami, obrusami, miejscem przy stole i setką drobiazgów, gdyż rytuał właśnie z nich się składa.   A potem niemal każdy świętujący, gość, biesiadnik, zachowuje się jak polski polityk. Zna się na wszystkim, a najlepiej na biznesie i gospodarce, choć w życiu nie zaryzykował nawet stu złotych we własnym przedsięwzięciu. Jak co roku w telewizji Steven Seagal zabija masowo wrogów. Jak miło.

Jednak lubię swoją cnotę cierpliwości i swój dar w te święta, dar znikania. Lubię obdarowywanie ludzi, którzy nawet niewiedzą jak wielki to wysiłek z mojej strony, że uczestniczę w tych wszystkich rytuałach, choć od lat nie znajduję tu już nic swego. Moi krewni, przyjaciele, znajomi wciąż jednak świętują w ten uproszczony, powierzchowny sposób. Dla nich przymuszam się, uczestniczę. Udało mi się trochę zmniejszyć ilość jedzenia, wyeliminować mięso i alkohol, zmniejszyć sterty prezentów. Czytam nawet w Wigilię fragment z Dalajlamy – to już prawdziwy cud! Nie zmienię jednak tak szybko sposobu świętowania. A chciałbym żeby codzienność wielu ludzi zbliżała się do świątecznych deklaracji i obietnic. Tęsknię do wiedźm i szamanów, poetów i coachów, dzielenia włosa na czworo i żartów w stylu Mrożka, Mumio albo facetów z Pythona i do Michała.

cud brudnych naczyń
cud brudnych naczyń

Tego roku jednak odkryłem cud brudnych naczyń. W rodzinnym domu mojej żony, gdzie spędzamy święta nie ma zmywarki. Posiłków świątecznych zjada się milion pięćset sto dziewięćset i cała wielka zastawa jest w użyciu, więc co kilka godzin robi się zapaćkana sterta. Znacie to doskonale. Nie ma zmywarki, gdyż w sferze codzienności (profanum) mama zmywa dwa garnuszki po swoim posiłku. Ale w święta góra brudnych półmisków, waz, salaterek, sztućców, szklanek, szklaneczek, patelni i garnków zawala całą kuchnię. I ja tę stertę zmywam. Cztery, pięć razy dziennie. Zmywak, płyn, drapak i po godzinie, a może trwa to dłużej lub krócej, robi się czysto, świeżo. Lśniące salaterki znów gotowe do napełnienia stoją dumnie jedna na drugiej. Cud. Cudowna medytacja przy zlewozmywaku. Oczyszczenie duszy i brudnych garów. Mija mi nieco depresyjny nastrój, wywołany nieobecnością Michała, a może po prostu świętami. Zmywam, oddycham, wyciszam się. Jest cudownie.

koło dharmy obraca się...nauka, prawda, cisza, świętość
koło dharmy obraca się...nauka, prawda, cisza, świętość

Czyszczę brudne, porządkuję chaotyczne, nadaję sens świątecznemu szaleństwu. Odnajduję równowagę i spójność. Piana spływa po moich rękach. Działam. Tworzę ład. Cudowne objawienie za sprawą brudnych naczyń. Brudne naczynia, czyste naczynia – tak kręci się koło dharmy. Cisza, czystość, uporządkowanie, spójność, świętość.

Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

8 komentarzy

  1. Cholera, ja lubię myć naczynia. Nie wiem czemu ale porządkuje mnie to. Czuję się po ich umyciu o niebo lepiej :)

  2. Ja także lubię Święta, każdy przeżywa je po swojemu na przykład moja teściowa postanowiła spędzić je w nieustannym stresie i niepewności czy wszystko wypadnie po jej myśli. Wiem, że na swój sposób jest szczęśliwa pomimo tego, że przy wigilijnym stole zabrakło autentyzmu i refleksji. Może to takie płytkie szczęście, ale lepsze takie niż żadne:)

  3. a ja lubię święta …choinkę ..ten cały rozgardiasz …, że wykładam talerze i zmywam 365 ( bo kupiłam zastawę której w zmywarce nie można ..hihi )…
    ale w końcu jest czas pobiesiadować …( choć wszyscy zaraz narzekają że jak dużo – i tak co roku ) , że jesteśmy razem , w zdrowiu ! i że śnieg jest …i kotu łapy marzną i pcha sie na kaloryfer , że mam czas pomyśleć i popatrzeć w ogień kominka …że rzucam w świat niezliczone ilości życzeń dla siebie i dla innych …o spełnienie marzeń , o zdrowie , o radość , o przyjaciół wokół …ja lubię święta ..całe to świętowanie …mają magię w sobie …

  4. Co się stanie jak za rok będzie już zmywarka? Mam rok, w którym nastąpią zmiany :) …we mnie. Droga przyniesie mi nowe pytania, nowe nadzieje, nowe szanse i nowe skrzyżowania. Mam GPS, w mojej głowie, albo w ciele modzelowatym, albo w grasicy, może wszędzię po części kryje się – moja spójność:

    A prawda jest taka, że im bardziej rośnie moc człowieka im bardziej poszerza się jego wiedza, tym bardziej zawęża się droga, która może on kroczyć; aż wreszcie niczego już nie wybiera, lecz czyni tylko i wyłącznie to, co musi czynić…”
    to cytat z Ursuli K.Le Guin z Czarnoksiężnika z Archipelagu – jedna z moich ulubionych książek….

    i jeszcze znalazłem taki wiersz, bez tytułu, Josifa Brodskiego – na koniec tych świąt;

    Dotknij mnie – pod palcami poczujesz rzep uschły.
    Wilgoć wieczoru lub poranku, tętno
    kamieniołomu miasta, oddech stepowej pustki,
    tych, którzy już nie żyją, lecz których pamiętam.

    Dotknij mnie – a poczujesz pod czubkami palców
    wszystko to, co istnieje poza mną. beze mnie,
    co nie wierzy mnie, mojej twarzy, memu paltu,
    wpisując nas w swój bilans zawsze po stronie ujemnej.

    tłumaczenie S.Barańczak

  5. Gazeta.pl:
    „Ogromne kolejki do szopek w Warszawie.Największa do TU-154.”
    „Nigeria:muzułmanie kontra chrześcijanie.38 osób nie żyje.
    „Brzeziński-Własna polityka wobec Rosji.A broń mamy?”

    Głodny

    Mój Bóg jest głodny
    ma chude ciało i żebra
    nie ma pieniędzy
    wysokich katedr ze srebra

    Nie pomagają mu
    długie pieśni i świece
    na pierś zapadłą
    nie chce lekarstwa w aptece

    Bezradni
    rząd ministrowie żandarmi
    tylko miłością
    mój Bóg się daje nakarmić

    na dobry sen

  6. uff a juz myslalam ze tylko my z Michalem nie bylismy i teraz tylko ja nie jestem fanem tych Świat. Zalewającej nas chińszczyzny, promocji, gonitwy z wózkami po supermarkecie, siedzenia jedzenia, jęczenia jak to jesteśmy najedzeni, braku szczerych rozmow.
    Mycie reczne moze byc calkiem wciagajace i pozwala sie oderwac od stolu ekspertów we wszystkim :)

  7. ja również zastanawiam się,że czasami wolę ład po; niż napięcie przed i chaos w trakcie…
    nie mam zmywarki :) od dziś inaczej spojrzę na góry brudnych naczyń :) :)

  8. „Wszyscy jesteśmy Chrystusami”

    może, nasze tunele są większe i oświecone światłem uważności, może kończą się panoramą możliwości, może mosty słowem budujemy, nie palimy, może Jesteśmy i się tego nie wstydzimy, może przebudzeni ze snu inny śnimy, mówimy, nazywamy, smakujemy, może wciąż pozostajemy wobec siebie niemi.

    pójść swoją drogą czy się przyłączyć?

    w imię czego (ojca-przykazania,syna-oddania, czy spokoju-ducha), wybieramy rzeczy, których nie chcemy?

    możliwości tyle ile gwiazd na niebie,a wybieramy kompromisy, może karmimy w sobie małych chłopców i male dziewczynki, dziecięce pierwiastki, wyparte „codzienną rzeczywistością”,chociaż i tu przyszła mi do głowy myśl, że dziecko nie zje cukierka, który mu nie smakuje, nie bawi się zabawką, której nie lubi,w prosty sposób komunikuje co mu się nie podoba a z drugiej strony o czym marzy. Jeśli dziecku naprawdę na czymś zależy znajdzie sposób, wbrew wszelkim opiniom „starszyzny”, na to by zrealizować swój pomysł, wbrew logice dorosłych, bierności wbrew, jak np. strategia przyłapania gwiazdora (św.mikołaja), z odręcznie narysowaną mapą, przydzieleniem ról dzieciom i dorosłym (kto stoi przy drzwiach, kto na balkonie a kto przed domem, wszystkie wejścia i wyjścia zabezpieczone, dorosłe dzieci stoją na warcie, pozostałe przy choince)…znajdzie się sposób na złapanie gwiazdora (św.mikołaja)

    Maćku, odnalazłeś szczęście przy zmywaniu naczyń. „kto wie czy to dobrze, czy źle..”?
    A co jeśli za rok będzie już zmywarka? ;)

    Pozdrawiam

Komentarze są wyłączone.