Cztery myśli na koniec roku

1.

No i po świętach. Resztki makowca wydziobują wrony. Dobrym sposobem na poświąteczny nastrój są kolejne święta. Sylwester i Nowy Rok, a potem za chwilę Trzech Króli i pierwszy długi weekend. Nie ma się co wzdragać przed świętowaniem świętego Walentego 12 lutego, że to umowne święto komercyjne, naciągane i bez znaczenia. Jakie by nie było. Każdy powód jest dobry by świętować.  Zwłaszcza miłość! Boże Narodzenie raczej rodzinne, Sylwestrowy wieczór raczej towarzyski. Świętuj, raduj się, lecz zastanawiaj się, co świętujesz. To ważne! Jak mówi profesor Maultsby, mózg nie zna się na żartach i wszystkie twoje obietnice, radości i obawy bierze na serio. Każde stwierdzenie: to trudne; chyba nie; nie uda się bierze na serio, lecz również każde: a dobrze mu tak. Życzenia się spełniają, ale tylko te, w które skrycie wierzysz, oraz te, których się boisz. Nasza atawistyczna natura wciąż skłonna jest ufać sugestiom. Słowa leczą i słowa kaleczą. Myśli potrafią być jak kartka papieru, można na niej zapisać wzór chemiczny lekarstwa, można ostrym rantem przeciąć skórę.       

2.

Z racji opieki nad małym stadkiem zwierzaków tradycyjnie spędzam Sylwestra w ich towarzystwie. Mali, domowi przyjaciele, lecz również hodowlane zwierzęta, nie podzielają ludzkiego upodobania do hałasu, petard i wybuchów. Chcesz dowiedzieć się więcej o stresie, o reakcji na bodźce ekstremalne, interesujesz się psychologią, psychosomatyką – zacznij od kotów, psów, koni, świnek, kanarków. Staram się zmniejszyć stres zwierzakom, przede wszystkim pokazując, że sam się nie boję. Stado musi mieć swego przewodnika, w warunkach domowych raczej nie powinien to być zwierzak. Dlaczego? Gdyż często dźwiga odpowiedzialność za całą rodzinę. Pies obrońca, kot drapieżnik na serio traktują swoje role. Dlatego tak silnie przeżywają różne sytuacje, które kojarzą im się z odpowiedzialnością za stado. Na przykład odganianie intruzów. Kto dla psa lub kota domowego jest intruzem zakłócającym porządek i ład domowy? Nie kto inny jak ciocia z Wrocławia, która przyjechała na święta, mama i tata w odwiedzinach, albo przyjaciele, którzy w padli na kawę i świąteczny piernik, wraz z dwójką pociech, które zamierzają owczarka Rubena i kotkę Samantę ujarzmić.

3.

Lubię Sylwestra, to bardzo szczególny, lecz również dziwny moment w roku.  Ludzie są pobudzeni, podekscytowani, choć przybył im rok i nieuchronnie ubyło trochę życia. W perspektywie długi styczeń. Mało światła słonecznego, mało powodów do radości. Długi początek nieznanego, ale też i plany. Za chwilę ferie, wyjazdy na narty, a jeśli nie narty, to coraz częściej w zasięgu krótkiego lotu i poświątecznych oszczędności jakiś cieplejszy zakątek, albo przynajmniej trochę luzu, urlopu, wolnego od szkoły. W Sylwestra pięknie ubrani, zwłaszcza panie nad wyraz piękne i modne, muzyka i taniec, szaleństwo, odliczanie minut – ludzie gotowi są na dziki szał. Właśnie w ten dzień chcą stracić kontrolę, odjechać, zagubić się. W strumieniach alkoholu, w dymie jointów, pobudzaczy i dopalaczy popadają w szaleńczy trans. Dlaczego ludzie wybierając trans zamiast wglądu we własne motywacje? Może chcą zapomnieć o troskach? Może w ten sposób próbują odgonić lęki, strachy, obawy, demony? Może chcą przywołać dobre energie, wspierające siły, własne nadzieje na przyszłość? W każdym razie Nowy Rok jest cichy. Cudowny. Uwielbiam 1 stycznia i ciszę, świadomość snu, nowego transu setek tysięcy ludzi. Zbiorowe milczenie na kacu, we śnie, w wizjach, nadziejach, planach, obietnicach.  Cisza. Słychać sny, aż na ulicach.

4.

U mnie natomiast dominuje coachingowy, optymistyczny nastrój i również lekka ekscytacja. Bilans roku i rozliczenie. Otwieram notatnik kilka lat temu przywieziony z Florencji, w którym zapisuję i rozliczam plany, wpisuję nowe – słowem klasyczna procedura coachingowa, a jednak specjalna, świąteczna, w 365 dzień roku. Rok 2006, 7, 8, 9, 10 za chwilę za nami 2011. Dotykam powoli kartek w kalendarzu. Jaki był styczeń 2011? Jaki był marzec? Jaki wrzesień? Dokąd wyjeżdżałem; co spędzało mi sen z powiek; co mnie radowało; kogo spotkałem; co odkryłem nowego; jakie fascynujące miejsca zobaczyłem; co napisałem; co przemyślałem; kto umarł; kto się urodził; kto został moim przyjacielem; kto mnie oszukał; kto się zgubił; kogo odnalazłem; którędy wędrowałem; gdzie były niepotrzebne skróty; gdzie długie, wyczerpujące marsze; jakie dzieła sztuki widziałem, jakie cuda; jakie zmiany; kiedy postawiłem ostatnią kropkę w mojej książce? Coaching. Radosne odwiedziny we własnym życiu. Ludzie. Miłość. Analiza stanu obecnego i sytuacji wyjściowej. 31 grudnia 2010. Powoli zbliża się 31 grudnia 2011. Plany na przyszłość określone wskaźnikami powodzenia, a potem cały rok przede mną żeby wypełnić przestrzeń pomiędzy jednym i drugim. Od lat mam ogromną skuteczność. To mnie cieszy, ale chwilami również przeraża. Czasem wystarczy ślad, nawet maleńki sygnał żeby nieświadomy umysł w przejawionym świecie działał na rzecz danego celu. Uwielbiam ten coachingowy stan zaangażowania, ale się niekiedy obawiam skuteczności własnych sugestii. Dokąd skieruję swoją uwagę tam zaczyna się działanie, akcja, rozkwitają kwiaty, usychają chwasty. Praca, działanie, konsekwencje, ale i nieświadomy proces, który dopiero po czasie odsłania moje własne, ukryte intencje. Czasem się mylę i usychają kwiaty, a chwasty w najlepsze rosną. Umysł, wsparty mózgiem kreuje świat. Dlatego ze szczególną uwagą przyglądam się ludziom. Moje życzenia dla nich określają moje relacje do nich, z nimi, wobec nich, bez nich, przeciw nim, z nimi, obok nich, dla nich, przy nich, za nich, z nimi, w ich imieniu, z dala od nich, blisko nich… Buddyści wierzą, niektórzy niemal namacalnie, fizycznie, dosłownie, aż strach, że nasze myśli kreują naszą rzeczywistości, a zwłaszcza myśli, słowa i uczynki wobec ludzi stwarzają relacje, budują świat, tu i teraz, jutro, zawsze. Końcem pióra dotykam imiona na kartkach kalendarza…

Cztery myśli na koniec roku
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

7 komentarzy

  1. A jakiego koloru będzie Czarnoksiężnik w przyszłym roku?

  2. Piękne podejście do życia Elizo :) Bardzo mnie urzeka ta Twoja przeprawa i we wcześniejszych wpisach dojrzałość oraz wyczuwalna siła prawdziwej kobiecości. Życzę aby każdy szlak dzięki tym twoim cechom stawał się zielonym!

  3. Dla mnie wejście w nowy rok jest jak rozpoczęcie górskiej wędrówki.
    Wiem, dokąd chcę dojść, z kieszeni wystaje mapa (jak to w niektórych górach bywa nie jest zbyt dokładna, ale ufam, że pomoże mi dotrzeć do celu). Na drogowskazie czas 365 dni. Czekają mnie cudowne widoki, wiele wrażeń i nowe doświadczenia. Momentami będą trudne podejścia, gdzie niegdzie stromo, buty mogą obetrzeć, pogoda, bądź inne przeciwności udaremnić dotarcie tam, gdzie chcę. Tu i ówdzie będzie okazja na odpoczynek, posilenie się, radość ze zdobycia szczytu i refleksje po upadku. Być może okaże się, że miejsca opisywane w przewodniku jako wyjątkowe nie zauroczą mnie, natomiast w zachwycie chłonąć będę, dla innych niepozorny urok, (nie)zwykłości przyrody. Jak w każdej wędrówce towarzyszyć będzie mi ciekawość – co jest za kolejnym wzniesieniem? Dokąd wiedzie, ta nieuczęszczana dróżka? Być może znajdę nowe przejście? Wytyczę nowy szlak, czy zabłądzę? Kim są ci turyści? Jakie mają marzenia? O czym myśli uciekająca sarna? Dlaczego…?
    – Wędrówka jest radością – będę powtarzać sobie, by chęć jak najszybszego przebycia drogi nie przeszkodziła w smakowaniu górskiego krajobrazu.
    Po drodze spotkam innych turystów – z niektórymi powitam się zdawkowo, z innymi przejdziemy kawałek drogi, być może z kimś udam się na kolejną wyprawę.
    A za rok? Czas na świętowanie i kolejną wyprawę…

  4. „Myśli potrafią być jak kartka papieru, można na niej zapisać wzór chemiczny lekarstwa, można ostrym rantem przeciąć skórę”. Bardzo prawdziwe te słowa Maciejeczku :* (Lideczkę też całuję i córeczki i Karolcię :) i całą Rodzinę)

    Fajerwerki przejmują mnie dreszczem. Od razu widzę zarwany wieczór sylwestrowy pani chirurga albo pana chirurga. Oberwane paluszki, silne zranienia małych i dużych chłopców. Bezmyślnie obijające się dopalone (może jeszcze wcale nie?) race w ogródkach, na przydomowych chodnikach. Przestraszone zwierzaki niestety nie pluszaki ;) Uważajmy Kochani. Bawmy się mądrze, w zgodzie z naszą wrodzoną gospodarnością, szczerym instynktem do spontanicznej zabawy.
    Kiedy pijemy piwko, szampana, alkohol nie wskakujmy w narty i hop siup ze stoku. Każdy kieliszek to 2 i pół godziny powrotu do siebie (średnio, a przecież każdy ma inny organizm). Wracając z bibek małe dzieciaczki wkładajmy do fotelików.
    Zachowajmy odpowiednie środki bezpieczeństwa. Bądźmy w zgodzie z duchem fajnej zabawy, ale i bądźmy dorośli :) Jako dorośli też możemy się świetnie bawić. Wszędzie :) absolutnie wszędzie :) byle z umiarem.
    Życzę wszystkim pięknego, obfitego w dobry humor i kaskę Roku :) Pełnego przyjaźni, miłości, serdeczności, żartobliwości. Całuję.

  5. Dużo zrobiłam w tym roku, wiem, ze w przyszłym znowu czeka mnie tyle samo, o ile nie więcej pracy. Jestem trochę wypompowana, choć na swoim facebooku umieszczam wysoko energetyczną muzyczkę, moze właśnie dlatego. Najbardziej cieszy mnie to, że jak dotąd–nie przerosło to moich sił. Zyczyłabym sobie w przyszłym roku przyjaciół, przyjaciół, przyjaciół.

  6. Wreszcie wróciłam do żywych ze świąt, chociaż nigdzie nie wyjeżdzałam. Jestem umordowana, ale bardzo szczęśliwa. Wiele rozmów na życiowe tematy i co najciekawsze – z bardzo liczną rodziną, częściowo zaproszoną przeze mnie, a częściowo – wskutek wizyt-niespodzianek („cześć, właśnie czekamy przed bramą, ale dlaczego wasza brama jest zamknięta?!” :)

    Rozmowy w święta są najważniejsze. Dobrze, że moje córki w tym uczestniczyły – wezmą z nich dla siebie to, co uznają za istotne, albo … nic. Za to nie mam najmniejszych wątpliwości, że utwierdziły się kolejny raz w przekonaniu, że zawsze mają na kogo liczyć…Było naprawdę fajnie, choć sprzątania potem sporo :)

    Sylwester będzie inny, ale do tego jeszcze daleko! Zakończenie roku w firmie to wariacja, czy tego chcemy czy nie. Nie jest to kwestia organizacji pracy ani zarządzania czasem. Pewne rzeczy należy wykonać dokładnie w tych dniach, ani wcześniej ani później. Idzie mi całkiem dobrze :)

    Na rok 2012 mam konkretne plany, szczególnie zawodowe i piszę to tu i teraz po to, żeby za rok samą siebie z tego rozliczyć. Odnoszę wrażenie, a właściwie mam pewność, że proces się już rozpoczął :) Czasem fajna dedykacja uskrzydla… dziękuję :)

    P.S. Zastanawiam się, co daje takie dokładne rozpamiętywanie, kto został moim przyjacielem, a kto mnie oszukał, czym się martwiłem, a z czego cieszyłem, itd…
    Czy i jesli tak, to dlaczego to jest ważne…Po co robić takie dokładne zapiski dotyczące swojego życia? Pamiętnik? Wiem, że niektórzy tak robią, ale nie wiem po co? To musi pochłaniać ogromną ilość energii, a więc może z nadmiaru energii…?

  7. A ja już któryś rok z rzędu cieszę się, że nic nie muszę. Ani uczestniczyć w przedświątecznych gonitwach, kupować prezentów w zatłoczonych CH, wypełniać brzuch masą jedzenia, przystrajać choinki. Patrzę na ludzi i zadziwia mnie ten amok w którym są.
    To samo tyczy się Sylwestra. Mogę położyć się spać o 20, choć z moich okien szczególnie pięknie widać fajerwerki, bo i trochę półwyspu Helskiego, Gdynię, Gdańsk. Ale właśnie, fajerwerki, biedne ptaki – myślę sobie. Nie mówiąc o innych zwierzętach, dla których to trauma.
    A w Nowy Rok rzeczywiście ta cisza jest błogosławiona, jakby wszelkie życie wymarło, jakby nastąpiła apokalipsa i przeżyli nieliczni, którzy błąkają się po ulicach.

    To wszystko co w tym okresie świąteczno-noworocznym wyłazi z ludzi i ukazuje w pełnej krasie, uwidacznia wg mnie to, na co najbardziej cierpi gatunek ludzki – na brak świadomości jako takiej.

Komentarze są wyłączone.