Czy to coaching czy nie coaching?

miszcz chwilowo śpi...
miszcz chwilowo śpi…

Czy wciąż zajmuję się coachingiem? Z pewnością nie jestem milusińskim super cudotwórcą, łał -miszczem, co to samą gadką-szmatką oczyszcza umysły i jak słona woda konserwuje ogórki w głowie. Cytowany już przeze mnie Wiktor Osiatyński powiedział kiedyś, że raz zakiszony ogórek na powrót nie może stać się świeży. Coachu nie kiś swego mózgu i nie marynuj mózgów swoich słuchaczy, nie grzesz myślą, mową, uczynkiem i fałszywym działaniem. Manipulacja jest jak słona woda.

Odpowiedzialność

W coachingu, inaczej jak w terapii czy też w innych metodach rozwoju osobistego obwiązują moim zdaniem trzy zasady kanoniczne. Pierwsza z nich to podjęcie odpowiedzialności. Dość często jest mylnie rozumiana. Między innymi z powodu braku zrozumienia tudzież wyjaśnienia zasad coaching bywa atakowany. Celują w tym niektórzy dziennikarze, zawód ten zmarniał, gdyż dziennikarze często nie wykładają zbyt wiele wysiłku w poznanie tematu i piszą w tonie sensacyjnym. Ponadto i coachingu nie ominął celebrytyzm. Stał się workiem manipulacji, technik wpływu i tricków – nic też dziwnego, że budzi sprzeciw a co najmniej wątpliwości.

Tymczasem zasada odpowiedzialności oznacza, że klient zamiast przerzucać odpowiedzialność na zewnątrz, czyli uzależniając swoje sukcesy i zmiany od innych ludzi, od przypadku, jakichś innych czynników decyzyjnych zajmuje się tym, i tylko tym, na co ma przynajmniej częściowy wpływ i co ma przynajmniej w częściowej kontroli. Co chciałbyś uzyskać, co osiągnąć? Chciałbym żeby moja żona lepiej mnie rozumiała. Chciałbym żeby szef jaśniej przedstawiał swoje oczekiwania. Nie chciałbym żeby mój podwładny tak często się spóźniał. Błąd, tak postawione cele brzmią co prawda zachęcająco lecz są poza wpływem osoby, która jest określa. Najchętniej zmienialibyśmy świat wokół siebie, niestety świat zazwyczaj ma nas w nosie i raczej oczekuje, że to my się dostosujemy. Owszem mamy pewien wpływ ale bodaj jedynie na nasze własne decyzje, zaniechania decyzji, podjęte działania lub brak działań, lecz przede wszystkim mamy wpływ na nasze myśli, które interpretują rzeczywistość.

Terapia a coaching

Krytyka tej całej hucpy, która przywłaszczyła sobie termin „coaching” jest poniekąd słuszna. Niestety ze szkodą dla całej dyscypliny. Tym słuszniejsza, gdy pompuje w klienta/odbiorcę nierealistyczne nadzieje i oczekiwania. Gdy zdejmuje z niego odpowiedzialność lub przesadnie nią obciąża. Coaching nie jest bowiem terapią! Terapia jest prawnie zarezerwowana dla lekarzy oraz dla licencjonowanych terapeutów (oraz pielęgniarzy, dietetyków itd.) działających zawsze z upoważnienia lekarza i na jego zlecenie. Tylko lekarzom w Polsce wolno podejmować leczenie! Kto tego nie respektuje ten zwyczajnie łamie prawo!

Pacjent definiowany jest jako osoba, która cierpi lub choruje, tym samym nie ma wystarczających zasobów i sposobów do samouzdrawiania lub wiedzy jak tego dokonać. Ma natomiast dysfunkcje lub przeżywa cierpnie, których usunięcia oczekuje od lekarza i w jego imieniu działających terapeutów, fizjoterapeutów, dietetyków (np. na podstawie diagnozy popartej badaniami). Również profilaktyka zdrowia i zdrowienia jest domeną medycyny, jednocześnie a może zwłaszcza zdrowia psychicznego. Kto tego nie rozumie, szkodzi. Pacjent bowiem, nawet jeśli w ramach terapii jest zapraszany do aktywnego udziału w procesie leczenie (np. ćwiczenia, dieta itd.) ma prawo a nawet niekiedy obowiązek oddać odpowiedzialność za proces leczenie. Jak to? Z tej przyczyny, że nie ma pojęcia jak zoperować własną wątrobę, często nie ma nawet pojęcia jak się odżywiać żeby wyzdrowieć. Z tej przyczyny podpisując np. zgodę na operację oddaje odpowiedzialność w ręce fachowców, którzy wiedzą jak operować i co z tego ma wyniknąć. Pacjent często nawet nie powinien się wtrącać w proces terapii, gdyż tylko sobie zaszkodzi, np. przedwcześnie odstawiając leki.

Zawodnik

Inaczej w coachingu. Klient to w istocie zawodnik. On sam decyduje jaką dyscyplinę uprawia – może to być bieg maratoński, może być projekt biznesowy w obszarze IT, może być nauka angielskiego i milion innych tematów. Coach, czyli trener co prawda powinien udzielić feedbacku, który zawodnika urealni (np. z twoją kondycją warto zacząć od dystansu 5 km, zamiast 15 km) jednak zawodnik podejmuje decyzję samodzielnie, sam też biegnie, sam gra w swoją grę. Coach uczestniczy w treningach, ustawia ćwiczenia, buduje strategię, denerwuje się i trzyma kciuki w czasie meczu, lecz ćwiczy zawodnik, gra zawodnik. Rezultaty omawia z trenerem lecz o każdym kroku na boisku w czasie meczu decyduje sam. Oczywiście pacjent może nie brać leków i nie stosować diety jednak najczęściej nie ma zasobów aby ocenić skład chemiczny leku, ani np. konieczność jego stosowania np. na czczo.

Odpowiedzialność w coachingu zatem ma być podjęta w tych obszarach, w których realnie klient może ją podjąć, czyli, powtarzając raz jeszcze – w sprawach, na które ma wpływ i które może choćby w części kontrolować. Coach odpowiada natomiast za trening, za proponowane ćwiczenia, za feedback, za rytm ćwiczeń, strategię przygotowania do zawodów (projektu) wykorzystanie potencjału zawodnika itd.

Dam przykład sportowy (coaching narodził się przecież w sporcie). Zgłasza się do coacha człowiek, powiedzmy 35 letni z zamiarem przebiegnięcia maratonu. W porządku, powie coach, ustalmy twoje oczekiwania. W jakim celu chcesz biec, w jakim czasie chcesz przebiec dystans, kiedy zamierzasz to osiągnąć? Jeśli czynniki psychiczne i ogólnofizyczne sprzyjają – można działać dalej. Teraz zmierzmy twoją sprawność fizyczną – zaproponuje coach, następnie wydolność oddechową, siłę mięśni, szybkość itd. Kiedy robiłeś ostanie badania? Czy i jakie masz ewentualne schorzenia? Dopiero w wyniku tych ustaleń zacznie budować z zawodnikiem ogólną sprawność, siłę, odporność na zmęczenie, być może również trzeba będzie zmniejszyć wagę, zmienić dietę. Dieta jednak wraz ze schorzeniem serca oraz żylakiem w lewej nodze będzie wymagała konsultacji z lekarzem. Może nawet konieczne okaże się wcześniejsze leczenie.

Druga z kluczowych norm, która decyduje o jakości coachingu to użyteczność, trzecia to ekologia.

cdn.

Czy to coaching czy nie coaching?
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

8 komentarzy

  1. Dał nam przykład Bonaparte jak Terapię rozumieć mamy :)

  2. Dla ścisłości: ja też czekam na cdn.
    Bonaprte: słowo terapia to bardzo szerokie pojęcie. Np. terapia lekami żeby się z przeziębienia wyleczyć. Lekarz podaje leki np. antybiotyk. Kto powinien ponosić odpowiedzialność za właściwość diagnozy, właściwe leki. Pacjent czy lekarz. Nigdzie nie zostało tu napisane, że w terapii nie ma odpowiedzialności. W tekście chodzi o rozróżnienie odpowiedzialności od odpowiedzialności. Przynajmniej ja tak rozumuję.

  3. Ja też :-)

  4. NA LITOSC BOSKĄ – co za BREDNIE – W TERAPII NIE OBOWIĄZUJE ZASADA ODPOWIEDZIALNOŚCI ?? Skąd Pan czerpiw inspiracje z jakiej terapii ? To w coachingu nie ma odpowiedzialnosci, dzis coachem jest każdy poo 3 dniowym kursie i opowiada głupstwa z kosmosu. Poza tym słowo TERAPIA jest tak samo trafne jak FIZYKA, jest wiele nurtów i szkól terapii a założenia którym nadaje Pan znamiona uniwersalnosci nie dotyczą WIELU szkól terapeutycznych np TSR. Prosze więc dbając o JAKOŚĆ samemu nie wprowadzac chaosu, chynba ze jets to sposób na zbudowanie swojejgo statusu „ostatniego prawdziwego coacha”

  5. Który to już raz tłumaczysz, wyjaśniasz, dajesz instruktaż i wykładnię?

    Za każdym razem jesteś co raz bardziej precyzyjny. Taka precyzja i przykłady są niezbędne. Edukacja ich potrzebuje, szczególnie w tak jeszcze nie rozumianej dziedzinie.

  6. Uwielbiam etap określania odpowiedzialności :) Zawsze rozbraja mnie jedno pytanie ” To ja tak mogę? ” Wtedy ogarnia mnie radość , bo wiem, ze zaczyna się dziać :) Od razu widać zmianę w ciele klienta…

  7. Czekam niecierpliwie na cdn. ;-)

  8. :)

Komentarze są wyłączone.