Czym jest świadomość? III

mit nieśmiertelności
mit nieśmiertelności

W pytaniu o świadomość, o samoświadomość nie chodzi przecież tylko o rezultaty. Raczej o pytanie tak ogólne i niepokojące za razem: Jak żyć? Jaki jest sens życia? Po co to wszystko? Dokąd zmierzam? Czego chcę od  życia, od siebie, od innych? A wreszcie: kim jestem? Jak moja tożsamość wpisuje się w moje cele życiowe?

Pytania tego rodzaju brzmią nieco banalne, zawierają w swojej treści jakiś natarczywy wątek, który dotyka spraw oczywistych ale w jakim sensie nie naszych. Dźwięczą w uszach i niepokoją, odpychamy je, lecz czujemy, że są ważne. Ich podstawowość, fundamentalność, ukryta w nich siła zarazem niepokojąca przyciąga i odpycha.  Życie jakie jest, każdy widzi. Zaabsorbowani codzienną bułką, kiełbasą, pieluchą, zeszytem, benzyną i ziemniakami, szefem, zestawieniem i bilansem jedynie w snach, lub w chwilach gwałtownego rozładownia emocji, w godzinach rozpaczy pytam o poczucie sensu. A jednocześnie nie dowierzamy, że ta odpowiedź jest pod ręką, co gorsza, że jest oczywista  a nawet możliwa.

Żyjemy bowiem w iluzji nieśmiertelności. Zawsze będzie na to czas żeby się zastanowić nad ważnym sprawami – odpowiadamy sami sobie. Na wakacjach, na emeryturze, zajmę się filozofowaniem, spełnianiem pragnień, podróżami, sobą. Inni odchodzą, chorują, umierają – dla nas to wciąż odległa perspektywa. Lecz kiedy przychodzą lata dojrzałe w  praktyce większość Polaków zajmuje się wtedy swoimi dorosłymi już dziećmi i wnukami. Najtańsza służba domowa i zarazem opieka nad dziećmi to dziadkowie – w ogóle nie trzeba im płacić. Dopóki sami nie stajemy się dziadkami – samoświadomość nie wydaje się potrzebna, nie ma na nią czasu, a gdy już stajemy się osobami dojrzałymi, dziadkami, staruszkami – już na nią jest za późno. Podobnie jak z jedzeniem, paleniem, piciem, wypoczynkiem – uświadamiamy sobie jaki miały wpływy, jaką odegrały rolę, gdy tracimy zdrowie i energię. Mit nieśmiertelności sprawił, że wcześniej w ogóle nie należało się tym zajmować. Co ciekawe społeczeństwo polskie starzeje się i będzie się starzeć lecz w naszej świadomości społecznej, reklamach, działalności instytucji i samego państwa nie ma śladu tego zjawiska. Oferta współczesnego świata jest skierowana do młodych i bardzo młodych ludzi. Nie myśl – kupuj!

Czym jest świadomość? III
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

8 komentarzy

  1. Tak, zgadzam się z ‚ania’. Też mam podobne podejście do otaczających mnie spraw.
    Żyjmy, używajmy najlepszych perfum na codzień, codziennie jest święto, bo mamy oczy które możemy otworzyć i potrzeć przez nie. Nie czekajmy ze zrobieniem ważnych dla nas rzeczy na później, bo może nie być żadnego „później”.

  2. z racji swojej pracy nie raz zdarzalo mi sie byc towarzyszem w ostatniej chwili.rozne to byly odejscia ….kazde nich bylo swoistym memento.

    osobiscie mialam juz okazjeprzekonac sie ,jak kruche jest zycie,jak latwo przekroczyc cienka linie,jak latwo stracic dziecko ,rodzica,przyjaciela,siebie.wcale nie trzeba byc ciezko chorym,starym,przygotowanym ….

    nie boje sie wlasnej smierci, mam poczucie ,jakby to nie byl pierwszy raz….

    w zasadzie tez niespecjalnie przejmuje sie okolicznosciami- kto bedzie,gdzie i kiedy….
    jedyne czego bym chciala w tej chwili,to byc przytomnym i swiadomym i wolnym od zyciowych powinnosci…niczego nie zalowac ,zdarzyc z „przepraszam”i „kocham”,wybaczyc komu trzeba, takze sobie ,nie zostawiac zalu i gniewu…puscic wszystko to,co ziemskie bez przywiazania….

    uswiadomilam sobie ,ze na taka chwile trzeba pracowac cale zycie…..

    przestalam odkladac zycie „na pozniej”,pracowac ponad sily, gnebic sie emocjami i cudzymi oczekiwaniami,wszystkim ,co „musze”….co powinnam,co inni uwazaja ,ze jest dla mnie konieczne
    ciesze sie tym ,ze jestem ,z kim jestem,co robie,co przychodzi,co wybieram.

    podazam za ciekawoscia,
    zastanawiam sie ,albo dzialam bez zastanowienia,licze albo nie licze,nie zazdroszcze,ciesze sie sukcesami innych,zbieram doswiadczenia,probuje,czasem dostaje w tylek….zasem pukam sie w glowe,czasem mowie „nie”…,ciesze sie tym co piekne,jakbym byla turystka na planecie ziemia….

    podobno u schylku zycia najbardziej zalujemy tego ,czego nie zrobilismy,a nie tego ,co zrobilismy;))))))))))))))))

    zyje wiec dzis tak ,by niczego nie zalowac ,
    nawet gdyby za chwile zapukala Smierc z zaproszeniem do ostatniej podrozy…..
    niewazne ,ile zrobie,czy osiagne,czy zdobede…wazne ,ze podazalam wlasciwa droga;))))))))))))no bo wlasnie droga jest najwazniejsza,i wcale nie musze byc na szczycie.kazda droga jest wartosciowa i kazdego dnia sa wyzwania.
    ;)))))))))))
    i chwala bogu,ze dotarlo do mnie teraz ;))))))

  3. No czasem można nieciekawe rzeczy zobaczyć, to po co się stresować ;)

  4. Ostatnio podczas pewnej rozmowy o charakterze coachingowym z moim przyjacielem zadałem mu pytanie jak często zdarza mu obserwować samego siebie (jakkolwiek dziwnie lub niedziwnie to brzmi). Nie zdążył udzielić odpowiedzi i już zmieszany zapytał „Kto ma na to czas?”. Trzeba być filozofem, skończyć fakultety, najlepiej jeszcze psychologię, bo bez tego nie ma co ruszać z podróżą wgłąb.

    Jak stwierdził mój znajomy – przecież nikt nas nie uczy jak obserwować siebie, więc pewnie nie jest to takie konieczne do szczęścia?

    Konieczne? Możliwe. Dostateczne? Możliwe, choć bardziej prawdopodobne :-)

  5. Jest jeden problem z tą samoświadomością…bycie samoświadomym po prostu boli, nieustannie, dogłębnie, wierci ciało i umysł. Kiedy widzi się wyraźniej niełatwo jest żyć…

  6. Dobry czas żeby zacząć myśleć o świadomości jest zawsze. Ja swoim dzieciom to mówię od małego. Widzą, że umierają zwierzęta. W domu zmarła ich ukochana prababcia, wszyscy przy tym byli i każdy miał szansę coś z sensem zrobić na miarę swoich możliwości (podać szklankę wody).
    Wiedzą, że życie się kończy.
    Zaś standardem jest wysyłanie umierających do szpitala, chociaż każdy wolałby umrzeć w domu wśród bliskich. Potem zwłoki wypływają na chwilę na pogrzebie. Śmierć jest wypierana, nie mówi się o niej, dzieci „chroni” (czyt. OSZUKUJE) przed takimi strasznymi sparawami. Tym zajmuje się szpital z zakładem pogrzebowym.

    Problem polega na tym, że ludzie skupiają się na swoich emocjach (ach, jakież to patrzenie na umieranie jest przykre) zamiast zobaczyć, że w najtrudniejszej sytuacji jest osoba, która właśnie umiera, bo musi zostawić wszystko z ciałem włącznie. I że trzeba jej pomóc, bo drugiej szansy nie będzie. I że to ona, a nie my (!) – że to ona ma potężny problem. A my często zachowujemy się wtedy jak egzaltowana panienka („ach, nie mogę na to patrzeć”) zamiast ogarnąć się, nie myśleć AKURAT WTEDY za dużo i robić to co należy.
    A to zwykle dzieje się na opak: kiedy trzeba działać bez większego filozofowania, to MYŚLIMY. A wtedy, kiedy nic do roboty nie ma, to zamiast usiąść i myśleć, tracimy czas i energię na robienie bzdur.

  7. Przez dużą część życia coś mnie pędziło, strach, że zmarnuję czas…. o dziwo zatrzymała mnie choroba. Często jest tak, że ludzie kiedy stracą zdrowie budzą się i zaczynają w przyśpieszonym tempie realizują swoje marzenia…. u mnie to zadziałało odwrotnie. Przykład: poszukiwanie pracy. Kiedyś wpadałam z jednej do drugiej a teraz cisza…. No wiem, może to kwestia wieku, może wymagań…. Wykorzystuję czas tak radośniej, z większą satysfakcją, nic nie odkładam na emeryturę, bo wiem co znaczy nie mieć siły wstać z łóżka. Jeśli będą wnuki pewnie będę pomagać, ale bez przesady. Chcesz mieć dzieci to sobie to zorganizuj :)

  8. czyli kiedy jest dobry czas żeby zacząć myśleć o samoświadomości?

Komentarze są wyłączone.