Dawcy i biorcy

dawca i biorca
dawca i biorca

Niestety niełatwo być dorosłym, jeszcze trudniej rodzicem. W obu rolach nie dość, że można popaść w uzależnienie od ludzi, sytuacji, substancji to jeszcze dzieci wciąż oczekują spełnienia ich oczekiwań, ponadto przekraczają normy, łamią zasady, wymagają opieki i kontroli. Trzeba je nakierowywać, dyscyplinować, motywować, uczyć, powstrzymywać i dawać. Rodzic bardziej jeszcze niż dorosły to przecież dawca. Mam na myśli nie tylko rolę biologiczną [tutaj czynnikiem, który wiele zmienia jest miłość] lecz również tę berne’owską społeczną i psychologiczną, gdyż rodzic to każda rola dominująca w hierarchii społecznej, każda rola dawcy. Dziecko ze swojej natury i konstrukcji to biorca. Jak napisałem poprzednio – chodzi tu o pewną pozycję społeczną i dyspozycję psychologiczną, w której pełnimy rolę dziecka, nie o wiek lub prawną zależność od opiekunów.

Dlatego dzieckiem może być zarówno strajkujący rolnik czy górnik, jak i nauczycielka czy pielęgniarka, choć w swoich zawodach pełnią funkcje iście rodzicielskie – są dawcami energii, rozwiązań, siły, wiedzy, opieki i najczęściej sami utrzymują własne rodziny. Tymczasem jak pod dotknięciem magicznej różdżki [jakże genialnie dostrzegli to zjawisko Eric Berne i Alvin Toffler] ów rodzic staje się przed kancelarią rządu dzieckiem, które domaga się, z transparentem w ręku, od wszechwładnego dawcy, spełnienia potrzeb, zaspokojenia żądań. Owszem rząd podejmuje ten skazany na porażkę dialog, wciela się, lecz nie konsekwentnie, w rodzica, który może mógłby i dać więcej ale…

Oczywiście to, co następuje po ale nie zadawala dziecka. Przywilejem dziecka jest bowiem przerzucanie odpowiedzialności na rodzica, na zewnątrz, oczekiwanie biorcy na zasoby. Zadaniem dziecka jest przymuszenie dorosłego do spełnienia żądań w jak najszerszym zakresie – uległością, buntem, agresją, biernym oporem chorobą lub przymilaniem. Rodzic lawiruje, ulega, czasem uzależnia dziecko od siebie, składa fałszywe obietnice lub, co wydaje się powszechną strategią w Polsce – przemilcza, przekłamuje i okłamuje dziecko. Stąd też rodzi się nieustanne podejrzenie w głowach dzieci, że rodzic [polityk, szef, urzędnik, lekarz, menedżer, nauczyciel itd.] ma ale nie chce dać.

***

Co w takiej sytuacji może zrobić dziecko, dorosłe dziecko? Zachowuje się podobnie jak dziecko biologiczne, jak nasz maluch w rodzinie – eskaluje swoje zachowania, przegina strunę, buntuje się i tupie, wrzeszczy na cały sklep, traci oddech od płaczu – słowem doprowadza siebie i otoczenie do szaleństwa. Z dzieckiem, które ma dwa latka lub sześć najczęściej potrafimy sobie poradzić, z nielicznymi wyjątkami rodzice starają się jakoś wyciszyć swoje maleństwo, niektórzy nawet zasięgają porady terapeuty świadomi, że swoją postawą prowokują małego członka rodziny, inni uciekają się do przemocy lub ulegają.

Jak reaguje dorosły lub rodzic na zachowanie innego dorosłego, który na moment stał się psychologicznym dzieckiem? Najczęściej popełnia błąd, gdyż zaczyna stosować dorosłą, racjonalną argumentację, negocjuje, odwołuje się do zasad. Wszystko to nie może zadziałać, gdyż są to komunikaty skierowane do drugiego dorosłego, czyli do osoby, która gotowa jest wziąć za swoje sprawy odpowiedzialności i negocjować. Dziecko natomiast chce dostać, już, natychmiast. Nie obchodzi go skąd, za ile i w jaki sposób. Nie obchodzi go co czuje rodzic, co pomyślą inni, jakie są warunki brzegowe. Co dzieje się, gdy dorosłe dziecko napotka inne dzieci? Wszystko jest możliwe. Mechanizmy rządzące grupą lub tłumem są w stanie popchnąć dowolny tłum w niemal dowolną stronę. Niestety jest to strona, którą zna i do pewnego stopnia kontroluje, tylko przywódca tłumu, najczęściej jakiś populista. Tak niestety rodziły się w historii Europy tak okropne wydarzenia jak krucjaty, rewolucje, ruchy faszystowskie, wojny i współczesne bitwy kibiców.

 ***

Skłonność do wchodzenia w role dziecięce wykazuje tę samą zależność co podatność na reklamy. Im mniej wykształcona i samoświadoma grupa, im mniej ma wyrobione potrzeby i gusta, im mniej wie czego chce i dokąd zmierza, tym łatwiej ulega manipulacji reklamowej, i niestety każdej innej. W tym znaczeniu brak współodpowiedzialności z grupą i w grupie wynika z braku chęci do brania odpowiedzialności za własne życie mimo niesprzyjających warunków a nawet wbrew nim. Owa skłonność jest skutkiem braku edukacji do osobistej wolności [jak chciał Eric Fromm], jest nieustająca ucieczką od wolności w pozycję dziecka, biorcy skazanego na dawcę, wszechwładnego rodzica, ukrytego w instytucjach państwa, mediów, religii i polityki.

 ***

Pięćset złotych zasiłku i niższe podatki? Dlaczego nie tysiąc pięćset a dlaczego nie trzy tysiące? A po co w ogóle podatki? Po co nam władza? Precz z partiami! Samochód dla każdego! I dodatki do mieszkań i dodatki na drobne wydatki! I podwyżki! I zniżki! Dla każdego podwyżki i zniżki! I skrócenie czasu pracy! I wydłużenie urlopów! I jeszcze coś się wymyśli.

Cdn.

Dawcy i biorcy
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

1 komentarz

  1. Bardzo dużo do myślenia dało mi zrozumienie, że w coachingu chodzi między innymi (a przede wszystkim) o przywrócenie odpowiedzialności.

    Zastanawia mnie jednak jak płynnie przechodzić z wywiadu, rozmowy, w coachingu do działania, do ćwiczeń, do zabawy. Innymi słowy jak zapraszać do zmiany, tak aby nie kończyło się na przyjacielskiej pogawędce, ale wręcz przeciwnie – aby kończyło się na działaniu, ruchu i w konsekwencji na realnych rezultatach, które po wykonanych ćwiczeniach mogą nadejść.

    Jak to wygląda ze strony praktyków coachingu, z długoletnim stażem?

    Pozdrawiam i dziękuję za serię wpisów. W niektórych miejsach napływają myśli pełne niezgody, czasem złości, a to właśnie dobre miejsce do rozpoczęcia kwestionowania i wątpliwości.

Komentarze są wyłączone.