Deszcz

Tym razem Łasabi, nasz przyjaciel, lub jak kto woli – dobry znajomy, popadł w nastrój nostalgiczny przegryzając gigantyczną truskawkę sprowadzoną pewnie z jakiegoś izraelskiego kibucu.

– I na całe szczęście lato się skończyło i wróciła wiosna. Deszcze, miły chłód, a wraz z nimi powróciła równowaga. Meteopatia? Wydaje się kolejnym bon motem, a jednak pogoda na nas oddziałuje, nie ma w tym przesady. Oddziałuje jak pory dnia i zmiany stref klimatycznych, jak wysokość i dieta, jak świeżość wody i zatrucie powietrza. Ludzie od częstych zmian pogody, szybkości przeistaczania się jednych pór roku w drugie, popadają w szaleństwo. Obłęd spowodowany jest skrajnością temperatur, wiatrów, upałów, gradów, ulew, chłodów, kwitnienia, przekwitania, odbija się na relacjach. W naszym obszarze klimatycznym miesiące zimowe trzymają nas w ryzach, by pod koniec wyłączyć tę biologiczną i psychofizyczna kontrolę i puścić wszelkie hamulce, ożywić siły witalne. Wiosna, aż do bólu odsłania nagą ziemię, uwydatnia pozimowe brudy i szarości. Zabieramy się do porządków, mycia okien, sprzątania biurek, czyszczenia duszy a to wymaga wysiłku. Wraz z nimi czyszczą się również nasze ciała. Starzy trafiają do szpitali, by umrzeć niespodziewanie, wiosennie, w maju, wśród kwitnących kasztanów i bzów. A młodzi przeżywają najsroższy w życiu stres. Ściśnięte maturami, egzaminami, zaliczeniami ich serca i wątroby, nerki i grasice rozluźniają się na chwilę nad ranem, w bezsenne noce. Jeszcze powtórzyć trygonometrię, jeszcze poprawić literówki, jeszcze przypomnieć sobie kim był Mikołaj Trąba, a kim Jakub Świnka, kiedy była wojna 30-letnia i co to jest długość geograficzna?  A potem..Tylko kilka chwil wytchnienia zanim zacznie się lato: studia, szalona miłość, erotyczne uniesienia i zdrady, niechciane zakochania, niezawinione rozstania i nowe wyzwania. Jesienią, na wyciągnięcie ręki, już, już – ale dopiero za długą, długą chwilę zaczną się poważne sprawy: studia albo pierwsza praca dla jednych, dla innych, młodszych: gimnazjum albo liceum, nowi koledzy, nowe przedmioty. Na grobach dziadków zwiędną kwiaty i przyjdą pierwsze święta bez nich. Dziwne. Wiek metrykalny jako taki nie ma znaczenia, znaczenia ma to, jak odczuwamy czas. Z każdym rokiem pomiar czasu w naszych głowach się zmienia. I choć fizycy nie wiedzą czym jest czas, a nawet twierdzą, że czasu nie ma, czas odczuwamy wyraźnie, czasem boleśnie, gdzieś w okolicy złączenia brwi, albo gdzieś pod mostkiem, niekiedy w mrowieniu ramion i dłoni, w dziwnym skurczu. Czas to przyspieszjące wspomnienia, z czasem czas staje się galopadą obrazów z przeszłości i  tylko niektóre udaje się zatrzymać, na chwilę.

Jesienią zacznie się druga fala zmian, odejść, rozstań, śmierci, nieoczekiwanych powrotów, zamkniętych drzwi, niechcianych miłości, ciąż i długów zaciągniętych latem. Obfitość żniw jednych ucieszy, innych zaskoczy. Ziemia, ludzie, zwierzęta zaczną rodzić plony, płody, myśli, odkrycia. Nowi starzy zaczną umierać przed zimą, zaczarowani latem, prawie świadomi, że kolejna zima będzie zbyt długa, zbyt ciężka. Może zdąży się pomnik obstalować przed 1 listopada dla babci lub dziadka, dla mamy lub taty, dla samotnej cioci, która zostawiła w spadku mieszkanie i psa Bartusia. Wydatki. Zobaczy się, sprawdzi na ile wydatki pozwolą. Wyprawka do szkoły, książki, przegląd samochodu, cieknący dach. I na wakacje trzeba przecież wyjechać, zorganizować coś dla dzieci. W pracy też szaleństwo. Wiadomo wyniki spadają. Liczy się sprzedaż, sprzedaż i efektywność. Pogoda płata nam figle. Przedwczoraj zima, wczoraj lato, dziś wiosna, jutro pewnie znowu lato a może powrócą przymrozki? Wczoraj zima, jutro być może lato? Raz podnieceni jak obudzone pszczoły uspakajamy się na chwilę, w deszczu, w szumie kropel. Deszcz, deszcz. Dzieci wariują z nudów, a z nimi dorośli ale potem wszystko się uspokaja. Deszcz koi. Jest jak lekarstwo na sen. Jeśli za chwile wybuchnie lato, tym gorzej, poziomu szaleństwa nikt nie wytrzyma. Będzie jeszcze trudniej.

–  Lubię deszcz – westchnął Limon, drugi z przyjaciół, a może dobry znajomy, według kryteriów Gonza, naszego enfant terrible.

–  Tak, ludzie są wredni – odezwał się Gonzo.

– Chłopie, a co ma piernik do wiatraka? – obruszył się Limon. – przecież Łasabi mówił zupełnie o czymś innym.

–  Nic, nic. – odparł Gonza. – Deszcz i zmiany pogody skojarzyły mi się z facetem, który jeszcze wczoraj kosił dziką łąkę razem z gniazdami ptaków. Dziś nie kosi, bo pada.

Deszcz
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

8 komentarzy

  1. Nie przejmujmy się sprawami na które nie mamy wpływu. Deszcz, upał, mgła, zimo.. Jest jak jest. Zajmijmy się tym na co mamy wpływ. Na cieszenie się kroplą deszczu, bo przecież nie trzeba podlewać trawnika… Na ulewę za oknem, bo wtedy lobię poleżeć z książka w łóżku i czereśnie będą słodkie. …Na zimne wieczory, kiedy mogę patrzeć na ogień w kominku…Uczę się doceniać chwile, kiedy mogę pobyć ze sobą. Tak po prostu, bez powodu. Nie zawsze potrafimy po prostu być. Pada… zimno… pochmurno… bądźmy :)

  2. A Gonzo nie ma problemów z tarczycą?

  3. Ja też lubię deszcz.
    Zwłaszcza ten majowy.
    I łagodną wiosnę zamiast szalonego, rozbuchanego lata.

  4. Ponoc deszcz zmywa wszystko…
    Serdecznosci
    Judith

  5. dziękuję za tę ponad codzienność myśl, ale jak to poukładać?
    Wstałem rano i zapytałem siebie, co składa się na moje własne poczucie szczęścia na co dzień i wtedy sięgnąłem po odpowiedź na tym blogu.
    Zastanawiam się teraz, jak przemierzać przez płynące chwile życia, przy powiązaniu z tym co nas otacza i wpływa na nas (jak zostało opisane w blogu „Deszcz”). Czy chodzi tylko o zidentyfikowanie tych własnych poczuć szczęścia i świadome gromadzenie ich w swoim najbliższym otoczeniu, lejkowanie dla siebie? Czy to jednak jest proces życia, który dzieje się z upływem czasu, starzenia się i te poczucia szczęścia będą inne dla innych naszych okresów, czasem „przypadkowe”, czasem wydaje nam się że sami mamy nad nimi kontrolę, i czy może musimy pogodzić się z sinusoidą nastrojów … radości, smutku, utraty, pecha, wygranych itd? A może odpowiedzią jest zakotwiczenie w medytacji i innych technikach zaglądania w siebie i niby stabilne przemierzanie przez ten świat i to co nas spotyka …

  6. Natura deszczu jest zawsze taka sama, pozwala rosnąć zarówno cierniom na bagnach, jak i kwiatom w ogrodach | De Mello
    Coachowie też są wredni – zadają niewygodne pytania. Zajmują się niewygodnymi obszarami i treściami. Wredna społeczność.

  7. czy w życiu chodzi o szczęścia różnych stanów tj. głównie chwilowe i ulotne szczęście w radości z powodu czegoś, ale też szczęście bez widocznych objawów radości tj. wewnętrzne szczęście chwili określonej pracy, nawet w nielubianej pracy, szczęście zmęczenia fizycznego, szczęście spokoju i ciszy, kontemplacji przyrody i innych zdarzeń lub zjawisk, szczęście w chwilach wychowywania dzieci i obserwacji ich zachowań, szczęście podczas spożywania posiłku, szczególnie innego niż przeważnie lub o poranku chrupiącego świeżego chleba…, szczęście momentu zrealizowania marzenia, szczęście momentu niesienia pomocy innym, szczęście bycia potrzebnym, szczęście bycia zrozumianym, szczęście odkrywania małego i wielkiego, szczęście wielu różnych stanów… ale dziwnie zbieżnych u większości zdrowych psychicznie ludzi. Czy właśnie te szczęścia gromadzimy przez życie i u kresu wspominamy? Czy mamy być tego świadomi i być uważni na co dzień i „wygrywać te momenty szczęścia” w każdej możliwej chwili, godzinie, które składają się na każdy dzień, potem miesiąc, rok i w końcu życie ? I tak bez końca dla kolejnych pokoleń…

  8. dziękuję za tę ponad codzienność myśl, ale jak to poukładać?

    Wstałem rano i zapytałem siebie, co składa się na moje własne poczucie szczęścia na co dzień i wtedy sięgnąłem po odpowiedź na tym blogu.

    Zastanawiam się teraz, jak przemierzać przez płynące chwile życia, przy powiązaniu z tym co nas otacza i wpływa na nas (jak zostało opisane w blogu „Deszcz”). Czy chodzi tylko o zidentyfikowanie tych własnych poczuć szczęścia i świadome gromadzenie ich w swoim najbliższym otoczeniu, lejkowanie dla siebie? Czy to jednak jest proces życia, który dzieje się z upływem czasu, starzenia się i te poczucia szczęścia będą inne dla innych naszych okresów, czasem „przypadkowe”, czasem wydaje nam się że sami mamy nad nimi kontrolę, i czy może musimy pogodzić się z sinusoidą nastrojów … radości, smutku, utraty, pecha, wygranych itd? A może odpowiedzią jest zakotwiczenie w medytacji i innych technikach zaglądania w siebie i niby stabilne przemierzanie przez ten świat i to co nas spotyka …
    Nic, żyję dalej i rozpoczynam sobotę :)

Komentarze są wyłączone.