Determinacja

Niezrealizowane plany to zawracanie głowy – tak sądzę. Teraz wiele osób pisze znakomite cv, a nawet wykazuje się wielostronnym doświadczeniem zawodowym. Na piśmie, na papierze wszystko jest ok. Często nawet na początku relacji, entuzjazm, nowość angażują ludzi a potem robi się jakoś bezowocnie. Poznałem wiele osób mających rewelacyjne pomysły i świetne palny. Ileż pomysłów! Na co dzień, nieustannie pracuję z ludźmi, którzy chcą realizować swoje pomysły, cele, przedsięwzięcia. Czasem bardziej kreatywne, czasem mniej. Napiszę bloga, ktoś mówi. Pracujemy coachingowo. Sprawdzamy ekologię celu. W czasie pracy nad celem wychodzi na to, że co najmniej raz w tygodniu trzeba coś napisać, ale wcześniej zbudować stronę, mieć na nią pomysł i tal dalej. O, to już trudniej. Napiszę książkę mówi ktoś inny. Sprawdzamy cele. Wychodzi na to, że pomysł to nie wszystko, trzeba jeszcze to napisać, a słowo pisane inne jest od mówionego, gorzej się klei, a tu jeszcze redakcja, poprawienia tekstu, a jak przekonać wydawcę, skąd wziąć ewentualnie środki żeby wydać samemu? A tu na głowie działka, teściowie, dzieci oraz setka obowiązków. Gorzej. Założę firmę mówi ktoś inny. Badamy ekologię. Zezwolenia, konto w banku, owszem trzeba też uregulować wszelkie zaległości w ZUSie i Urzędzie Skarbowym, inaczej ani rusz. Też kiepsko. Ktoś wpada na pomysł, że zrobi serwis internetowy z poradami dla właścicieli  egzotycznych psów. Super. Liczy, przemierza się, sprawdza. Nawet umówił się z informatykiem i wtedy dopiero kilka w Internet i okazuje się, że już osiem takich serwisów działa. Fatalnie. Smutny powrót do pracy przy kasie, do biurka w open space, do rutyny. Czego brakuje w tych pomysłach z pozoru całkiem niezłych?

Przed wizytą w Katowicach, gdzie miałem wykłady i warsztat zrobiłem sobie krótkie podsumowanie własnego czasu pracy. Mój osobisty wzór czasu pracy wygląda w przybliżeniu tak: Minęło mi jakiś czas temu 25 lat praktyki w pracy z ludźmi, to ok. 48 tygodni rocznie [odliczam pozostałe tygodnie na święta, urlopy, choroby] x 5 dni [choć pracowałem również w weekendy na dyżurach szpitalnych jako terapeuta, potem szkoleniowiec i coach, dla pewności jednak liczę tylko dni robocze]. To daje = ok. 240 dni roboczych rocznie. Jeśli pomnożyć to przez 25 lat nieprzerwanej pracy x 25 lat = 6000 dni; a jeśli dni z kolei pomnożyć razy godziny pracy x 8 h =  48 000 godzin. Zakładam, że tylko połowa czasu pracy to były terapie grupowe, indywidualne, coachingi, szkolenia, warsztaty itp. [choć to również zaniżona wielkość, gdyż sporo szkoleń, warsztatów, wykładów, terapii trwało dłużej niż tylko 4 godziny]. Zatem = 48 000 h / ½  = 24 000 h  [4 h dziennie]. Zakładam, że w ciągu godziny mogła to być praca z ok. 6 osobami [również pomniejszam ilość osób, z którymi spotykałem się grupowo, większość grup terapeutycznych, szkoleniowych, warsztatowych była zazwyczaj dwukrotnie większa]. Zatem 24 000 [4 h dziennie przez 25 lat] x 6 osób = 144 000 osobogodzin, ale już przy 12 osobowych grupach = 288 000. Pominąłem tu celowo wszystkie sesje i spotkania indywidualne  z pacjentami i z klientami a było i tygodniowo czasem kilkanaście, miesiąc w miesiąc, rok w rok.  Łatwo zauważyć, że przy tej ilości osób i godzin robią się z tego setki tysięcy tak zwanych osobogodzin a w istocie: emocji, przeżyć, zwierzeń, dylematów, pragnień, niespełnień, sukcesów, korzystnych strategii, strategii porażek, wyborów, wahań, opisów relacji, zdrad, nielojalności, przyjaźni, miłości: bolesnych i niespełnionych, raniących i wzruszających, uniesień, zwycięstw.

Nie tak dawno potwierdzono w badaniach nad neuropatycznością mózgu, że  wiedza i doświadczenie są ważnymi czynnikami sprzyjającymi uzyskiwaniu ponadprzeciętnych rezultatów zwłaszcza, jeśli towarzyszy im raczej wyższa od przeciętnej inteligencja. Jednak te trzy czynniki [wiedza + doświadczenie + inteligencja] mogą się wzajemnie blokować. Człowiek staje się wówczas zachowawczy, konserwatywny w poglądach, raczej woli odcinać kupony niż eksperymentować. To los rozlicznych wybitnych postaci, które sprzeciwiały się postępowi, choć były twórcami postępu: Einstein negował fizykę kwantową, lord Kelvin konstrukcje lotnicze i aerodynamikę, Edison prąd zmienny, Gates pojemność pamięci komputera i potrzebę wyszukiwarki internetowej, Milikan energię jądrową, negowano potrzebę  radia, kina, dźwięku w kinie, samochodu, lodówki, telefonu, osobistego komputera, smartfona, setki, dosłownie setki przykładów. Do dziś zarzucono na przykład badania Nicoli Tesli, bo ludzie, którzy opanowali obecnie eksploatowane źródła energii nie chcą stracić gigantycznych zysków. Sądzisz, że prąd w gniazdku pozyskiwany ze spalania węgla lub elektrowni atomowych to jedyne wyjście, że samochody i samoloty na toksyczną i droga ropę to jedyne paliwo, które mogłoby napędzać silniki? To tylko paradygmat, umowa, a czasem zmowa, że tak właśnie postępujemy.

Wiemy z badań, że badaczom, którzy negowali dalszy postęp brakowało elastyczności i kreatywności. Eksperymenty oraz moje wielosettysięczno-godzino-osobowe obserwacje mówią, że ludzie deklarują różne aktywności, obiecują sobie i innym różne działania, zobowiązują się, przyrzekają, angażują się w najprzeróżniejsze rzeczy dla uzyskania aprobaty, lub choćby chwilowej akceptacji, dla złudzenia miłości. Znam bardzo wiele tych relacyjnych tricków i gier w: lubię cię nie lubię, postaraj się bardziej, nie jesteś taki dobry jak myślałem, ludzie są podli, gdybym nie był skrzywdzony, nikomu nie zaufam ale tobie zaufam ale już ci nie ufam, ludzie są mi obojętni, ludzie są cudowni zwłaszcza ty, tylko ty możesz mi pomóc, gdyby nie ty…  Wiele osób zachowuje się dziecinnie. Dawno temu ich otoczenie wychowawcze nie zadbało o ich poczucie siły i wartości, zostali dziećmi w skórze dorosłych.

No cóż po to żeby uzyskiwać ponadprzeciętne rezultaty odczuwając jednocześnie osobistą harmonię [homo consonum] potrzeba całkiem innego podejścia. Potrzebujesz odczuwać głęboki sens tego co robisz i jednoczesną radość, że to robisz. Kiedy towarzyszy ci stan zabawy potrzebujesz jeszcze determinacji. Nie wystarczy tylko zaangażowanie i dobra zabawa. Determinacja to również coś innego niż prosta konsekwencja, która zakłada długotrwałe, sukcesywne działanie krok po kroku. Determinacja to siła, stanowczość decyzji i poglądów, wierność raz podjętym zobowiązaniom, to również wewnętrzny imperatyw, czyli nakaz, impuls, intencja, która nieprzerwanie zaprasza cię i mobilizuje do działania. Determinacja to również lojalność. Na koniec wszystko to potrzebujesz wnieść w swój talent. Niestety nie odwrotnie. Coraz powszechniejsza jest wiedza, że talent decyduje o skutkach naszych aktywności. Owszem. Jednak z osobistą harmonią i sukcesem  jest trochę jak z gotowaniem. Liczą się szczegóły.  Na przykład coraz bardziej popularne krewetki w Polsce  zazwyczaj są źle przyrządzone. Są przegotowane, usmażone, uprażone, a krewetki podobnie jak kalmary z każdą sekundą na patelni oddają wilgoć i stają się gumiaste, kurczą się, zmieniają kolor i smak. Najpierw sens, radość i determinacja a potem talent. Jakby płytę z sensem, radością i determinacją wsadzić do odtwarzacza, jakby paliwo wlać do baku, jakby warzywa wrzucić do wody w garnku, jak do ust pokarm. Są pokarmy z pozoru smaczne ale zdradliwe, są mniej smaczne ale bardzo zdrowe, są i takie i takie. Jesteś tym co jesz. Jesteś człowiekiem wypełnionym przez wartości [sens lub brak sensu], radość [lub smutek] determinację [lub gnuśność, niepewność, niewiarę], człowiekiem który żyje i działa z talentem lub obok a nawet wbrew niemu. Brak jednego ze składników z tego przepisu zakłóca efekt finałowy, czasem tak bardzo, że życie jest pozbawione smaku. Stosunkowo niewielu ludzi spotkałem jak dotąd, którzy mieliby gotowy komplet: sens, radość, zabawę wniesione do swego talentu jako zasób, a wcześniej gotowe już doświadczenie, wiedzę i inteligencję, a nawet jeśli mieli to wszystko – najczęściej brakowało im determinacji. Jednak kiedy pojawiał się pełen zestaw zasobów ukoronowany determinacją efekt był za każdym razem znakomity, gdyż tworzył go homo consonum, człowieka w harmonii. Być może w tym mechanizmie zawarta jest odpowiedź dlaczego większość ludzi potrafi czytać, ale tylko nieliczni korzystają z tej umiejętności, jeszcze mniej liczni, czynią to ze zrozumieniem a jeszcze mniejsza grupa zmienia się na lepsze pod wpływem przeczytanych słów.

Trulshik Rinpocze, tybetański mistrz powiedział kiedyś: Słowa, które nie zmieniają ludzi na lepsze, to stracone słowa. Ludzie, którzy nie zmieniają się pod wpływem słów, które zmieniają, to straceni ludzie. 

Determinacja
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

11 komentarzy

  1. …to smutne a zarazem przerażające, jak niewielu z nas jest homo consonum… Więc po co reszta? To tylko tło, uzupełnienie?

  2. A ja właśnie działam z taką determinacją, że aż strach. Dawno czegoś takiego u siebie nie widziałem. Staram się obserwowac czasem trochę z boku i uczyc się od siebie. Jak skończę aktualny projekt i wezmę się z taką werwą za następny to będzie dym!!!

  3. Macieju, jak zawsze w odpowiednim czasie. Thanks Bro !

  4. To chyba najważniejszy post na tym blogu dla mnie od poczatku. Byc moze kluczyk do siebie. Ja tez tesknie za Zosią.

  5. Caluski dla Zoski.Chyba siedzi w maturach…Milej pracy

  6. dzieki ,tekst w sama pore;))))))))bo w moim projekcie dziura.proba determinacji,koniecznosc zrewidowania planu,czegos nie przewidzialam ,cos nie tak sie uklada.mozolnie przemierzam urzedy ,ucze sie pokory w 126 odslonie…..spotykam opor ,brak elastycznosci,zrozumienia,papierowe zalozenia nie majace nic wspolnego z zyciem…werfikacja,konfrontacja…..nie tak mialo byc.z mojej strony brak konsekwencji w punkcie A pociaga straty w punkcie B…wszystko moglo juz byc inaczej,tkwimy na C zamiast byc w D albo E….reszta niezalezna ode mnie;))))zadanie ,jakiego sie podjelam to dlugotrwala inwestycja,brak mi srodkow.
    rozwiazanie ,jakie wchodzi w rachube-wymaga odwagi,wziecia odpowiedzialnosci za siebie ,za innych…przeciwstawienia sie interesom bliskich mi osob,samotnosci i kto wie ,czego jeszce dzis nie umiem przewidziec….intuicja podpowiada ,ze to dobry plan,choc trudny…..

    ” Determinacja to również coś innego niż prosta konsekwencja, która zakłada długotrwałe, sukcesywne działanie krok po kroku. Determinacja to siła, stanowczość decyzji i poglądów, wierność raz podjętym zobowiązaniom, to również wewnętrzny imperatyw, czyli nakaz, impuls, intencja, która nieprzerwanie zaprasza cię i mobilizuje do działania. Determinacja to również lojalność. Na koniec wszystko to potrzebujesz wnieść w swój talent.”
    w ostatnich dniach spotkalam kilka osob ,z ktorymi pracowalam kilka lat temu…..mlodzi zdolni ,ponad przecietnie inteligenni,dobrze wyksztalceni,dzis juz takze doswiadczeni…….mowie im o zmianach w moim zyciu.
    ja juz zrobilam pierwszy ,chyba najtrudniejszy krok,ktory wymagal rezygnacji ze wszystkiego ,co osiagmelam przez kilka lat ciezka praca.
    ……i co slysze?ze wszyscy sa na prostej drodze do wypalenia zawodowego, ze maja juz dosc ,ze potrzebuja zmiany,ze tkwia w kolowrotku ,z ktorego nie moga wyjsc,ze maja coraz mnie satysfakcji,sily ,checi do tego ,co kiedys bylo ich pasja…..coraz mniej sensu ,radosci ,coraz wiecej zmeczenia, zycie przecieka przez palce.

    mialam szcescie,ze dotknela mnie powazna choroba.
    mialam czas pomyslec nad soba.
    mialam tez okazje przecwiczyc determinacje.

    teraz tez wiele zalezy od mojej determinacji…
    tak jak determinacja pozwalala mi przejsc przez serie nieprzyjemnego leczenia i zabiegow operacyjnych.
    jasne ,ze walka o zdrowie i zycie motywuje najbardziej gnusnych;)))))))))
    ale zycie byle jakie to strata czasu;))))))))teraz potrzebuje jej ,zeby to co mi zostalo-przezyc lepiej.

  7. Andrzej,

    Super, gratuluje :)

    I pozdrawiam

  8. Sukces znajduje się tuż za punktem, w którym chcesz zrezygnować. To genialne słowa Rory Vadena, które na nowo jakiś czas temu oświeciły moje postrzeganie celów.

    1.5 roku – prawie tyle działa już Grupa Coachingowa. Nie mieliśmy kasy, nie mieliśmy budynków, sal, nie mieliśmy kursów, nie mielismy wielu innych rzeczy i nadal nie mamy. I co z tego! Mamy coś innego – PASJĘ w sercu, siłę, determinację, wizję, i dwóch wspaniałych liderów. A ile mamy pomysłów – miliardy! Próbujemy, testujemy i wprowadzamy w życie. Przecież to nasz świat :-)
    I bez kursu coachingowego możemy robić to co kochamy czyli pracować z ludźmi – sesje treningowe. Na kurs przyjdzie czas. Zawsze jest rozwiązanie.

    Nie warto się kurczowo przywiązywać do tego co się osiągnęło i co się robi bo świat pokazuje, ze jest zmienny. Gdyby dziś miała upaść działalność Grupy Coachingowej to w zasadzie nic by się wielkiego nie stało. Nadal byłbym tym spoko gościem. Nadal bym lubił siebie. Ba, pewnie znów zbudowałbym coś fajnego, może innego. Ale przecież nic takiego się nie stanie bo… cholernie zdeterminowanym gościem jestem.

    Maćku, z badań dobrze wiemy, że publiczne zobowiązanie znacząco zwieksza szansę na osiągnięcie celów.

  9. Za Andym Andrews’em z „Mistrza” zagadka.

    Na pomoście siedzi 5 mew. Jedna postanawia odlecieć? Ile mew zostaje?

    Odpowiedź niebawem :)

  10. Znajomy psycholog szuka pracy, przysłał mi nawet swoje CV jakie to kursy pokończył. Chce mi się krzyczeć, ja nie mam kasy na to wszystko, a on nie ma chyba chęci tego robić czego się nauczył . To już nawet nie chyba a na pewno. I gdzie tu równowaga eh :) Ostatnio po rozmowie z coachem na warsztatach „Mama niezła w pracy ” doszłam do wniosku, że mam wszystkie cechy jakie potrzebuje lider. W sumie zawsze to wiedziałam, ale jakoś siedziałam obok tego mojego liderowania. A gdzie ten mój coaching , pomyślałam, w sumie jedno drugiemu nie przeszkadza :) Mam wrażenie jakby odpadały ze mnie takie krępujące mnie łuski , zobaczymy co z tego wyjdzie :)

  11. W skrócie – pasja?

Komentarze są wyłączone.