don Hułan w Łodzi

Znowu droga mnie zaprasza. Za kilka godzin, po południu będę w Łodzi na obchodach Międzynarodowego Dnia Książki w Manufakturze z moim don Hułanem. Przed chwilą były podróże do Krakowa, Zambrowa, Płocka za chwilę ruszam trochę dalej, na krańce Europy. Z Łodzią to niesamowita zbieżność. Mój ojciec urodził się w Łodzi, a potem los złączył go z Bydgoszczą, w której dzieje się spora część akcji mojej książki. Kilka lat temu odbyliśmy razem podróż sentymentalną do jego rodzinnego miasta. Stoją jeszcze niektóre, dawne domy, zachowały się okna, ulice, podwórka, mieszkanie dziadków, jakiś zakład fryzjerski, w którym była kryjówka przed Gestapo. Ulica Północna kilka kroków od obecnej Manufaktury. Bałuty. A potem długa wędrówka w poszukiwaniu śladów dzieciństwa i wreszcie Piotrkowska. Były też chwile kryzysu, gdy zniknęło coś, co w pamięci wryło się wyraźną czcionką, jakiś skwer, drzewo, dom, pomnik na cmentarzu. Płonące więzienie w Zgierzu, tramwaj jadący przez getto. Pamięć. Wspomnienia dziecięcej sielanki, twarz matki, ulubione danie, lody na Placu Wolności, a potem, nagle – wojenny koszmar.

Pamięć przechowuje najdziwniejsze kawałki. Czasem jak okruszyny pękniętego lustra z baśni Andersena, a czasem jak smakowite krople różanej konfitury. Dopiero, kiedy byłem już dorosły i mnie samego nie oszczędziły ostre szpilki innych luster, które pękły unoszone przez andersenowskie diabły, dopiero wtedy zrozumiałem jak bardzo poraniony był mój ojciec, jak wielkiej doznał szkody. Wojna rozerwała jego duszę na strzępy, duszę ufnego dziecka i musiały minąć całe dekady zanim huk wystrzałów i dudnienie do drzwi kolbami ucichło w jego głowie.

Gdy słyszę o zdradzie, hańbie, antagonizmie, o nawoływaniu do konfrontacji, gdy ludzi popycha się na ulicę w imię ideałów, gdy przywołuje się tak zwane tradycyjne wartości rodem z XX wieku – z przerażeniem myślę o wojnie, o tym co zrobiła mojemu ojcu i całemu jego pokoleniu. Dlatego, gdy ktoś głośno nawołuje do kultywowanie wartości, które dzielą, różnicują, jednych naznaczają lepszymi od drugich, przechodzi mnie gęsia skórka. Najdziwniejsze jest jednak, to, że to właśnie ludzie starsi tak chętnie się antagonizują gotowi podpalić świat w imię swoich przekonań, w imię zmurszałych racji, wypłowiałych sztandarów. Krzyczy w nich przeszłość i ujawnia smutną zasadę, że wzorzec z dzieciństwa z całą mocą działa, nawet jeśli jest raniący i bolesny.

Mój don Hułan jest czterdziestoletnim dzieckiem tego pokolenia i choć nie zna i nie pamięta historii sprzed ponad siedemdziesięciu lat jest jej produktem, dziedzicem, kręci kołowrotem sansary – cierpienia i odradzania się, iluzji i przebudzeń, doznaje dukkha [cierpienia, braku szczęścia], choć nawet nie potrafi tego nazwać, ani w tradycji chrześcijańskiej, ani żadnej innej. Utracił wiarę. Buddysta powie, że don Hułan wreszcie korzysta z szansy zatrzymania koła powtarzających się cierpień. To chwila pauzy, wtedy może się rozejrzeć. I na całe szczęście nie jest dla niego jeszcze zbyt późno. Przez całe dziesięciolecia Polska była zamrożona w bolesnych traumach, zahipnotyzowana czarnym transem bólu i bezradności. Widać było ten bezruch w oknach, mieszkaniach, na drogach, w szkołach, w oczach ludzi, w tramwaju. Miasta jak ludzie bardzo długo liżą swoje rany. Trucizna wciąż zalega, jak w stawie zatruwanym bezmyślnie, więc don Hułan zanim ruszy w drogę musi rozejrzeć się, usiąść, rozpocząć coaching, zadać sobie pytania graniczne…i ruszyć tym razem w swoim, dobrym tempie, nową drogą, zostawiając przeszłość za plecami, ale czy będzie potrafił być tu i teraz…

don Hułan w Łodzi
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

10 komentarzy

  1. czasem sama droga staje się celem…

  2. Ja uwielbiam wracać do mojego rodzinnego miasta, a mianowicie do Słupska. Kocham to miasto za spokoj, piękno, ciszę, a przede wszystkim za dużą ilość zielonych terenów wokół mojego domu. Na ostatnie święta często chodziłem sobie do lasu by w ciszy pomyśleć :))

  3. Podziwiam u ludzi taką chęć do podróżowania, szczególnie z taką częstotliwością jak w tym wpisie. Jest mi to zupełnie obce. Czasem jeżdżę gdzieś dalej (delegacja, szkolenia, ogólnie praca) lub bliżej (urlop, fajne wydarzenia kulturalne lub spotkania z ciekawymi ludźmi), jednak naprawdę nie chce mi się jeździć, może dlatego, że najbardziej lubię powroty…

  4. ostatnio te wszystkie wiadomości traktuje jak baśń, legendę itp Większość wiadomości są tylko po to tworzone żeby przyciągać naszą uwagę. Muszą być coraz mocniejsze, drastyczniejsze, trochę przebarwione. Przykład rodziców Magdy jest tu wzorem. Wiadomości o Breviku też do tego typu rzeczy należą.

  5. A ja nie potrafię być “tu i teraz”. Próbuję, czasem trwa to nawet 5 sekund a potem zaczynam podróż w czasie i przestrzeni – myśli odbiegają do miejsc i czasów. Po chwili zdaję sobie z tego sprawę i pojawia się frustracja, że kolejna próba zakończyła się fiaskiem. W takiej chwili znów staram się zatrzymać, odpuścić, zastanowić się, poczuć “tu i teraz” i … koło się zamyka.

  6. iPaweł dokładnie o to chodzi, przemoc rodzi przemoc. Z drugiej strony mamy prawo do obrony, raczej modlitwy nic nie dadzą jak ktoś strzeli do Ciebie z pistoletu albo zatłucze na śmierć. To tak jak w historii są wojny sprawiedliwe ( obrona przed najeźdźcami) i niesprawiedliwe ( napaść na kogoś ). Czy mam prawo żądać by takiego Brevika wyeliminować ze społeczeństwa, nikt mi nie zagwarantuje , że nie zwieje z więzienia i nie dokona ponownej rzezi. Mam wrażenie, że społeczeństwa zaczynają cackać się z przestępcami …. w imię czego? Żeby pokazać, że nie jesteśmy tacy jak oni? I co to daje panoszą się jeszcze bardziej…..

  7. Ania – czy nie jest tak że “Nawiedzeni islamiści” są trochę podobni do naszych Komandosów wojskowych którzy są gotowi wykonać każdy rozkaz dowództwa? a przecież Ci komandosi bronią nas właśnie miedzy innymi przed “nawiedzonymi islamistami”

  8. Boję się tłumu, tłum durnieje, brak rozsądku i myślenia budzi strach. Z drugiej strony tłum może więcej , może wywrzeć presję. Obserwuję co się dzieje na świecie i wcale dobrze nie jest. W Afryce bandy mordują ludzi, a w Norvegii Brevikowi podają rękę na przywitanie mimo, że zabił 70 osób. Nie akceptuję tego. Uważam, że ochrona życia to podstawa człowieczeństwa, ale …. no właśnie ale…. Czy Brevik jest jeszcze człowiekiem, dzieci w afryce zmuszane do mordowania czy są ludźmi, nawiedzeni islamiści – żywe bomby….

  9. Witam Cię Macieju w moim rodzinnym mieście :-)

  10. Tu i teraz być i “poza dobrem i złem” naszej historycznej tradycji , ale z szacunkiem dla niej, to nie takie łatwe, gdy telewizory czerwone od emocji ludzi kręcących polityką. Mój znajomy mówi, że gdyby faszysci, komuniści, i inni –iści chodzili ze sobą co niedziela do jacuzza, to może nie byłoby tych traum :)

Komentarze są wyłączone.