Droga, która prowadzi do celu 2.

droga, która prowadzi do celu...

Kontynuując rozważania o drodze, która prowadzi do celu odnalazłem kolejny cytat z de Mello: W życiu nie ma ta­kiej chwi­li, abyśmy nie mieli wszys­tkiego, co pot­rzeb­ne, aby czuć się szczęśli­wymi. Po­myśl o tym przez mi­nutę […]. Jeśli jes­teś nie­szczęśli­wy, to dla­tego, że cały czas myślisz raczej o tym, cze­go nie masz, za­miast kon­cen­tro­wać się na tym, co masz w da­nej chwili. 

1.Otóż w ten sposób de Mello pointuje kwestię zaplanowanej drogi, która może nas zwieść. Odwołując się do taoistycznej koncepcji – wytyczona droga nigdy nie doprowadzi nas do celu. W kulturze Zachodu przywykliśmy do działania, organizowania, wyników, projektów, zaspakajania potrzeb, tworzenia potrzeb, poszukiwania, starania się, kreowania, czynienia Ziemi poddaną. W Polsce odkąd mamy kapitalizm uwierzyliśmy w poczucie wpływu, kapitalistyczny ład, silę własnej przedsiębiorczości i nagle jesteśmy sfrustrowani, czujemy się oszukani. Młodzi czy starzy, pamiętający kolejkowe upokorzenie i młodsi, dla których strajki i ocet na półkach mógł równie dobrze wydarzyć się w czasach Popiela. Mamo co piliście jak nie było soków i coli? Wodę z kompotem. Wodę z czym? Ciężko z pracą, nawet niemieckie fury się psują; ceny wariują; mieszkania niedostępne; kredyty odległe, hipermarkety pełne towaru ale zbyt drogie; smartphony coraz to lepsze, a ze starym wstyd się pokazać; buty zimowe trzeci sezon – niemodne; opieka zdrowotna słaba; ceny przedszkoli makabryczne; korki na ulicach – jak żyć?

2.Dziś dobry dzień na mój ulubiony test. Dzisiejsza rozmowa z coachee.

Na co wydałabyś 50 milionów z dzisiejszego lotto?

– No, na dom.

­- Przecież masz duże mieszkanie i nie dbasz o nie, a nawet go chyba nie lubisz. Ciągle narzekasz na bałagan i drobne naprawy. Twoja mama sprząta.

­- Na podróże.

­- Ilekroć gdzieś wyjeżdżasz to narzekasz na wydatki. Po taniości, z plecakiem nie chcesz podróżować.

­- Na pomoc zwierzętom.

– Nawet teraz, w mniejszym zakresie tego nie robisz. Podsumujmy: nowy dom, kilka podróży, powiedzmy pięć w roku, zwierzęta. Wydałaś około dwóch, no może trzech milionów. A co z resztą, na co ci się przyda pozostałe 47?

– Jeszcze nie wiem.

Często pracuję z ludźmi na temat pieniędzy i bogactwa. Chcę być bogaty – mówią. Dobrze, powiedz w takim razie czego nie masz, albo nie możesz mieć teraz, a co zyskasz kiedy będziesz bogaty? Od tego zaczynamy. Jak brzmi najczęstsza odpowiedź? Nie wiem, albo spłacę długi. Zatem jak chcesz żeby wyglądało twoje jutro, jeśli nie masz nawet pomysłu na to, jak ma wyglądać twoje dzisiaj, a twoje dzisiaj jest markotne i sfrustrowane?

3. Pamiętam scenę z filmu biograficznego o Michaelu Jacksonie, gdy wbiega do jednego z droższych antykwariatów w LA. To chcę, te  rzeźby też chcę,  i ten obraz – mówi wbiegając na piętro, po przemierzeniu parteru. ­ Ile to kosztuje? 250 tysięcy? Biorę. I tego egipskiego psa też chcę kupić. Jest piękny. – Ale Michael, tego egipskiego psa kupiłeś już w zeszłym tygodniu, czekaliśmy na transport – mówi zdziwiony właściciel sklepu.

Jackson umierał przedwcześnie jako bankrut, samotny, zbolały – demiurg, który uwierzył, że może zmienić siebie zmieniając kształt nosa. De Mello pokazuje nam, że jeśli nie masz tego, czego pragniesz – teraz, tutaj – istnieje niewielka nadzieja, że będziesz mieć to coś jutro. Uwięzieni pomiędzy frustracją wynikającą z dnia wczorajszego a lękiem przed niepewnym jutrem zjadamy czas, zabijamy czas, zagadujemy, przesypiamy, przeczekujemy. Skąd bierze się obraz jutra? Przecież jutra nie znamy, trudno nam choćby pogodę prawidłowo przewidzieć. Każde spotkanie z człowiekiem może być ostatnim spotkaniem. Obraz jutra powstaje na skutek wrażeń z wczorajszego dnia i z dzisiejszej nudy owiniętej w lęk. Strumień myśli i ocen nakazuje nam porównywać, wystawiać recenzje, tworzyć rankingi i plebiscyty w głowie. Powstaje lęk przed oceną innych ludzi i ulga, gdy ocena była zgodna z naszymi oczekiwaniami, albo chwilowa przyjemność, gdy sami oceniamy. Recenzowanie innych oddala nas od nas samych, dlatego taką popularnością cieszą się wszystkie programy w tv, lajki w necie, telekonkursy itp. Na chwilę możemy poczuć rozkosz władzy i oddalić od siebie niepokój o jutro. Dlaczego wytyczona drogą nie doprowadza nas do celu? Gdyż wytyczona jest najczęściej lękami wyjętymi z wczorajszego dnia i pragnieniem ulgi, nadziejami na niepowtórzenie wczorajszych doświadczeń, ocenami dotyczącymi innych ludzi, a przede wszystkim nas samych.

4. Ocena drugiej osoby lub jakiejkolwiek sytuacji bierze się z cienia. Z cienia? W cieniu kryją się wszystkie niewypowiedziane myśli i stłumione uczucia, co do których boisz się, że gdy zostaną wypowiedziane i odkryte – wtedy dopiero narażą cię na śmieszność i odrzucenie. W dzisiejszym świecie społecznej presji śmieszność i odrzucenie wydają się podobne śmierci.

W miarę jak coraz mniej i mniej identyfikować się będziesz ze swoim ja, zapewnisz sobie coraz lepszy kontakt ze wszystkim i ze wszystkimi. A wiesz dlaczego? Ponieważ przestajesz się bać, ze ktoś cię zrani, że nie będzie cię lubił. Nie będziesz pragnął wywierać na nikim dobrego wrażenia. Czy potrafisz wyobrazić sobie ulgę polegająca na tym, że poczujesz się uwolniony od tego wewnętrznego przymusu? Cóż za ulga! Wreszcie szczęście! – powie de Mello.

5. Więc jak żyć? Proszę bardzo: teraz pytanie, teraz odpowiedź. Wymień pięć rzeczy/spraw/obszarów najważniejszych dla ciebie. Mega, mega najważniejszych. Jednym tchem, bez wymijania i zastanawiania. Teraz. Bez zaprzeczeń. Zapisz je wielkim literami i wsadź w ramkę. Nie masz wolnej ramki, to wywal zdjęcie cioci albo widok 5 alei z Ikei i wsadź w ramki swoje 5 wartości. Powieś ramkę na centralnym miejscu. A teraz skup się tylko na nich. Tylko i wyłącznie na nich – myśl, zachowuj się, działaj w zgodzie z nimi i na ich rzecz. Tylko twoje wartości  i potrzeby fizjologiczne. Od tej chwili.

6. [Pojawiają się wymówki? Jeszcze nie masz swojej super-piątki w ramkach? Zrobisz to później? To głupie? Nie wierzysz, że zadziała? Jakieś oceny? O tym właśnie mówi de Mello. Natychmiast wróć do punktu piątego! Zawsze jednak możesz na to machnąć ręką i szybko o wszystkim zapomnieć. O tym właśnie mówi de Mello. ]

Droga, która prowadzi do celu 2.
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

12 komentarzy

  1. zadalam tez to pytanie 40 latkowi,ktory dzis marzy o pelnym koncie…ma dobre wyksztalcenie,ogromny potencjal intelektualny, doswiadczenie i…dlugi, cierpi na brak wlasnego dachu nad glowa,rodziny ….tylko pracuje i pracuje….gdyby mial te kase…to by mial dom ,rodzine ,samochod,wakacje….

    i smiac mi sie chce.nigdy nie mailam duzych pieniedzy.
    ale nawet jak zarabialam jako samotna matka 1200 zl,mialam gdzie mieszkac i czym jezdzic, zwiedzalam kraj ojczysty i europe, jezdzilam na nartach raz w roku razem z dzieckiem ,wybierajac dostepne dla mnie opcje finansowe;)))))))))))czasem pkp,czasem podroz za jeden usmiech,czasem wyjazd tanszy w wiekszej grupie….

    niewazne ,ile to kosztuje,wazna jest radosc i satysfakcja ze spelnionego marzenia.nie tak wazne jest ,jaka droga do tego dojde-czasem trzeba bylo sie potrudzic, zeby cel osiagnac nie majac za duzo na koncie…

    jezdzac na starych deskach /albo wyjad albo nowy sprzet/ mailam tyle samo frajdy co kolega w najnowszym modelu;))))))))))))))))))))bo radsc nie polegala na tym ,zeby posiadac,tylko zeby gnac z gorki;))))))))))))))))))))))

    oczywiscie dorabialam na drugi etat,zeby sie zgadzalo wszytsko….

    w chudych latach od mojej siostry,bankowca,dostalam trzy chinskie pieniazki ,ktore do dzis mam w portfelu…..przywiozla ten pomysl ze szkolenia;)))))zawiazala czerwona nitka na szczescie i zapowiedziala,ze od tej pory bedzie mi przybywac;))))od tamtej nawet w najbardziej kryzysowych czasach odkladalam pieniadze;))fortuna kolem sie toczy,a my nie mamy zarzynajacych kredytow,rachunki oplacone w terminie,na czarna godzine w skarpecie cos lezy ,a jedenastolatek potrafi zarzadzac i pomanazac swoj maly wlasny kapital….
    zawsze myslalam sobie ,ze jestem ekonomiczna traba….i chyba jestem,ale szczesliwa ze mnie traba;))))))czytalam wczoraj artykuly o mieszkaniach na kredyt,o eksmisjach,o stratach…..naprawde szczesliwa ze mnie traba w straym mieszkaniu w starej dzielnicy,w starym miescie;))))))

  2. Maćku!!! Zadalam to pytanie mojemu 11latkowi,ktory oczywiscie gral namietnie w lotto ,marzac o 50 milionach;)))))))))))))))))
    i o dziwo….bardzo dobrze wiedzial ,na co chce je wydac!!!!wzial kartke i szacujac /na tyle ,na ile 11 latek zna wartosc i ceny / wydatki, podzielil kase;)))))))))))) porozdawal,wybral projekty i konkretne typy….reszte postanowil zainwestowac w przyszlosc,bo jeszce nie wie,co mu wtedy bedzie potrzebne.dla siebie skromnie…zazyczyl sobie jednego dnia wolnego od szkoly na swietowanie;)))))
    na szczescie czy na nieszcescie ,nie wygralismy milionow,ale jestem pewna ,ze moje dziecko bedzie ten milion w stanie kiedys zarobic i cieszyc sie nim,o ile tylko nie poprzeraca mu sie w glowie;)))))

  3. Karteczka jest ważna. Napisane słowa jakoś inaczej działają. Utożsamienie się z nimi daje efekt, przynajmniej w moim przypadku. Przykład: jechałem na rozmowę kwalifikacyjną do stolicy. Bardzo mi zależało, bardzo. Napisałem scenariusz całego dnia: wyjeżdżam o 6, jestem w Łomiankach o 9.30, wchodzę do biura o 12, pewnym krokiem, nikt i nic nie powstrzyma mnie przed wygraną. Jestem najlepszym kandydatem :). Co się stało? Tablicę Łomianki minąłem o 9.31, oczywiście dostałem się do firmy. Zachowywałem się tak jak w scenariuszu. Nawet trudne pytania i zadania były dla mnie proste.

    Ostatnio usłyszałem takie słowa: “Wszystkie rzeczy wydarzają się dla Ciebie a nie Tobie”. Zakręty na Drodze, tak jak zakręty na drodze są po coś i do czegoś prowadzą. Każdy ma swój cel i niech się go trzyma.

  4. Panie Macieju, już muszę się zwrócić tak bezpośrednio. No naprawdę taki skandal z tym tekstem! Jak Pan mógł tak to wszystko napisać? Jak Pan mógł to zrobić mnie? Taki numer! Naprawdę nie wiem jak tak można… Torturować tak pomysłami, które wkradają się do podświadomości i spać nie dają? No jak tak można, no naprawdę…
    Wszystko przez tę karteczkę! I to nawet jeszcze w ramce nie stoi! Nawet nie mam takiej ze zdjęciem z Ikei, no nic nie mam. Bidna, biała, kwadratowa stoi między ważnymi postaciami :-) I tak wczoraj ze mną flirtowała, że spać nie dała. Pozwolę sobie opisać jak działa karteczka, którą Pan Maciej zaproponował sobie zrobić, jakby ktoś nie wierzył, że to działa, może się jeszcze poważnie zastanowić, czy taki szalony pomysł realizować!

    Na pierwszym miejscu napisałam moja praca=pasja, na drugim duchowość i te dwa wczoraj zrobiły furorę, bo reszta się jakoś podporządkowała :-) Pisałam dużo wczoraj, cały dzień do późnego wieczoru. Był moment, kiedy zaczęłam się już kręcić i szukać czegoś co by tu zrobić, żeby jednak nie robić… Ugotowałam zatem obiad, bo już mi oczy powiedziały, że mają dość i przerwy się domagają. No to radośnie się odciągnęłam od zadania. Zupkę zrobiłam, zjadłam i wszystko mi się zregenerowało, choć byłam nawet śpiąca. A jak się zadziwiłam, o co chodzi, że tak NAGLE restart i świeżość ciało mówi, że to ta karteczka coś im robi… I że wolą z nią nie zadzierać… No super, pomyślałam, tego mi trzeba, naprawdę się cieszyłam. I do pracy wróciłam radośnie. Stukam stukam, stukam, a tu INNY pomysł mi do głowy wpada, taki nieproszony całkiem! A ja TU PRZECIEŻ PRACUJĘ nad czymś innym. Ale znowu TA KARTECZKA czarować zaczęła, że się bez narzekania przełączyłam na nowy dokument wordowy i nową rzecz pisać poczęłam. Ale miałam wypieki! Cudnie :) I taka byłam dumna z mego dziecka.

    I takich numerów było jeszcze kilka, dokładnie dwa! Więc zamiast skończyć coś, co sobie na dzień wytyczyłam dużo wcześniej i po ludzku iść spać, napisałam dookoła kilka stron ekstra, plus to, co wytyczone.. no bo ta karteczka… I potem przed północą zaległam na kanapce odpocząć, a tam program o Indiach! Aż się wzruszyłam i… znowu karteczka! Przecież dziś czasu nie było na duchowe sprawy, choć o nich pisałam to jednak nie ma takiego usprawiedliwienia… No i pożegnałam ładnie program i zrobiłam com miała do zrobienia. A o 1 na podłogę spać (bo tam też śpię :)) i… Proszę Pana Macieja, tego to już za dużo! W ciszy pięknej zasypiam, umysł już ma dość pracy i spać jedynie pragnie. Ale jak nie huknie na mnie, jak nie zaleje, jak będzie gniotło tak długo dopóki nie chwycę pióra i kartki tuż koło podusi też już sennie wyglądającej… Poprzewracałam się trochę z boku na bok, tłumacząc, że przecież rano będę pamiętała tak GENIALNĄ myśl :) Ale znowu TA KARTECZKA macki swoje wyciągać poczęła, i się podporządkowałam.

    I proszę Państwa, dziś jestem dekoderem potężnego kodu :-) Kartka zapisana, cała, pismo… Panie polonistki by nawet nie doczytały, a wprawę mają, nawet pani z apteki! Ale daję radę. No i jeszcze mi miejsca na kartce już brakło wczoraj, więc zaczęłam pisać dookoła kartki, bo tam jeszcze mogłam coś wcisnąć. I dziś jestem mało wyspana, ale jakoś dziwnie szczęśliwa i wdzięczna, że tak potrafię jeszcze flirtować, bo już myślałam, że na nowe romanse nie ma szans, a tu proszę, jak konkretnie!

    Dlatego uprasza się o rozważność karteczkową. Bo ona COŚ ROBI, a w moim przypadku to rzecz jasna myślałam, że już jestem i tak zmotywowana, a tu nie, można więcej i więcej. A radość się przy tym taka uruchamia, że nie wyrażę jej słowami tylko sobie tu pomilczę i prześlę.
    (tu milczę i przysyłam)

    Dlatego nie wiem dokąd mnie ta karteczka doprowadzi, ale dziękuję za pomysł. Jednak poczułam, że to trzeba ostrzegać przed takimi skutkami i efektami, bo na karteczce mam też relacje, więc spieszę z taką informacją do bliźnich blogowych, bo może to komuś pomoże? co też jest na mej kartce ;-)
    O, koniec ogłoszenia reklamowego ;)
    Miłego dnia, dziś nie przewiduje się opadów śniegu ni gradu, ale można się spodziewać wszystkiego co najlepsze :-) Albo i więcej.

  5. Aniula to doskonale wpisuje się w myśl: weź sprawy w swoje ręce. Wytrwałość i niezłomność w dążeniu do celu zawsze się opłaca.
    Jak nie można zrealizować jednego rozwiązania, trzeba szukać innego.

  6. A nie macie czasem wrażenia, że jak wytyczycie sobie ścieżkę i tak zachce się wam z niej zboczyć ( a zakładamy, że jest właściwa) to i tak jakaś siła zawraca was na tą ścieżkę ale czasem podsuwając rozwiązania, o których nawet byście nie pomyśleli? Przykład: Nie mam odpowiedniej ilości kasy na kurs coachingowy, nie dostałam się na na dotowane zajęcia , bo chętnych studentów za dużo, więc przegadałam sobie temat, trochę odpuściłam i stwierdziłam, że jak w większości przypadków zostaje mi samo dokształcanie, a potem się zobaczy. No i ostatnio znalazłam na FB warsztaty z emisji głosu prowadzone przez “Miejsce Kobiet ” we Wrocławiu, a okazało się, że pomysł wykluł się w grupie coachów:) I mogę tam chodzić i zaprezentować też to co mnie interesuje innym. W sumie to też coaching, zachęcanie ludzi do kreatywnego myślenia i działania przez swoje zainteresowania:)

  7. Ja mam dyskomfort z tymi drogami, celami i drogą do celu. Jeszcze coś mi się do końca jednak nie składa. Jak to tak: z jednej strony cieszyć się tym co mam, a z drugiej strony celować w więcej. Złoty środek potrzebny? Żeby z jednej strony nie gonić całe życie za czymś co być ma, z drugiej, żeby nie siedzieć goły pod drzewem całe dnie.

  8. napisałem wcześniej o bogactwie materialnym. Najbardziej cenię te bogactwo, które mam w sobie. Moje bogactwo to potencjał, który uwalniam.

  9. Jak dobrze jest być tu gdzie się jest. Jak dobrze nie musieć nigdzie biec, niczego udowadniać, z nikim się nie ścigać. Jak dobrze, że wystarcza do życia to, co się ma i nie trzeba wyciągać ręki po materialne marności. Jak dobrze nie chcieć być kimś innym.

    Codziennie rano wstaję i zaczynam dzień od wielkiego dziękuję. Za noc, za poranek, za to, co mnie dziś spotka. I cieszę się na każdą jedną emocję. Przestałam je wartościować jako dobre czy złe. Przyjmuję coraz pokorniej to, co się pojawia, bo wszystko jest darem. To, jak zareaguję na daną sytuację zależy tylko ode mnie. Zmęczyło mnie już zrzucanie odpowiedzialności za moje życie na innych. W końcu dotarło do mnie, że to ja mam WSZYSTKO czego potrzebuję do szczęścia. Nikt niczego nie może zrobić za mnie, choćby był największym Mistrzem. Tylko od mojej cierpliwości i determinacji zależy to jak będzie wyglądał następny dzień. Mogę go przywitać narzekaniem, że pogoda do dupy, że oczy zapuchnięte, że znowu te hałasy, że tłok, że w kościach strzyka, że i tak nic dobrego się dziś nie wydarzy. A mogę otworzyć oczy i uśmiechnąć się do zdjęcia, które wisi tuż nad łóżkiem i przywołuje cudowne wspomnienia, mogę wstając dziękować za każdy dobrze działający mięsień w moim ciele, a kiedy idę przemyć zaspane oczy, mogę włączyć muzykę, która z radością potowarzyszy mi w porannych czynnościach, mogę śpiewać, mogę tańczyć, mogę podziwiać widok za oknem. Mogę i tak też robię.

    Coraz częściej doświadczam takich magicznych chwil, kiedy niezależnie od okoliczności, czuję przeogromną radość i spokój. I choć przedwczoraj rano samochód wjechał w jedyną na drodze kałużę i ochlapał właśnie mnie, to nic. Uznałam, że to jakaś informacja dla mnie. Znowu odpłynęłam gdzieś myślami i straciłam uważność. Kiedyś bym zareagowała zupełnie inaczej i cały dzień byłby zmarnowany, no bo przecież ta brudna woda na moich czystych spodniach taka zimna i nie fajna! Podziękowałam kierowcy w duchu. A potem w pociągu niespodzianka. Jakiś pan mnie za rękę ciągnie i mówi: – Panienko, tu jest wolne miejsce, proszę usiąść. On powiedział do mnie PANIENKO! Tak mi się na duszy ciepło zrobiło. Po raz pierwszy to mnie ktoś miejsca szukał z zatłoczonej komunikacji miejskiej! Podziękowałam.

    Jak dobrze jest być tu gdzie się jest. Patrzeć jak rzeka płynie, liście opadają, dzień zamienia się w noc. W zwykłej codzienności kryje się klucz do tego, za czym gonimy czasem na krańce świata. I do szczęścia wystarcza imbryczek z zieloną herbatą, świeczka o zapachu waniliowym, sącząca się muzyka, książka w dłoni, cisza.

    PS A życie rozgrywa się pod ochronnym parasolem jaki roztacza nad istnieniem ON.
    Jest dobrze.
    PS Andrzeju Twoje bogactwo jest niezwykłe, bo o 12tys. większe od mojego ;-) A ambicje myślę, że zawierają się w tych ważnych sprawach ;-)

  10. Przypomina mi się cytat z filmu Revolutionary Road (Droga do szczęścia) wypowiedziane przez głównego bohatera “Knowing what you’ve got, knowing what you need, knowing what you can do without – That’s inventory control. ”

    Od rozbuchanych marzeń i nadmiernej konsumpcji doszłam do umiłowania minimalizmu i prostoty, stwierdzając że to ostatnie daje mi więcej szczęścia.
    I spełniam się mając to co mam.

  11. No dobra dobra… a gdzie w takim razie mogę umiejscowić- ambicje?

    Ja chcę być bogaty. Moje bogactwo to w tej chwili by było 16 tys. zł. Tyle by mi stykało na kurs. Choć wydaje się że jestem na niego gotowy mentalnie, to będę potrzebował realnie patrząc jeszcze ze 2,3 może 4 lata na uciułanie całej kwoty.
    No może jeszcze ze 3,4 tys. zł na książki. Nie jestem zbyt zadowolony z faktu, że wchodząc do empiku, nie moge kupić sobie interesujących mnie pozycji książkowych.

    Oczywiście ZAZNACZAM – biorę odpowiedzialność za to “gdzie” jestem i “jak” jestem. Cieszę się i doceniam to co mam. I cholernie mocno wierzę w to, że spełnię swoje cele, oczekiwania i ambicje!

    Gdyby nie pdf… to chyba bym umarł!

  12. Wypisałam i nie ma tu 50 milionów, ani pracy w dziekanacie. Jestem z UFO nic tu nie pasuje do otaczającej mnie rzeczywistości ;) Trochę czuje się jak ten człowiek płynący w asfalcie. W Photoshop-ie można wszystko tylko co jest moim Photoshopem?

Komentarze są wyłączone.