Droga, która prowadzi do celu

Cóż oznacza to zadziwiające stwierdzenie Anthonego de Mello z Przebudzenia:

[…] w rzeczywistości nie mamy gdzie iść, bo tam, gdzie chcielibyśmy być, już jesteśmy. Japończycy bardzo ładnie dają temu wyraz w powiedzeniu: „W dniu, w którym zaniechasz podróży, dotrzesz do celu”.

Jak ów tekst rozumieć w kontekście własnego rozwoju? Są przecież cele, które należy zwymiarować, ponadto wierzyć w nie, spostrzegać jako ambitne, co więcej określać korzyści, które uzyskamy i poszukiwać zasobów, sposobów, umiejętności? Otwórz Internet, a dowiesz się jak zarządzać swoim mózgiem, jak go przeprogramować, zaprogramować i usunąć ograniczenia! Zmierzaj do celu! Działaj! Używaj narzędzi projektowych, zmieniaj się, pracuj szybciej, intensywniej, wydajniej! Co więcej – jeśli nie określasz celu i nie zadajesz sobie krytycznych pytań, nie poszukujesz skutecznych modeli [patrz: sposobów działania] nie wytężasz swoje kreatywności – nie osiągniesz zmiany, nie uzyskasz spodziewanego efektu, na nic twoje wysiłki.

A tu Anthony de Mello i setki lat wcześniej Lao tzy, legendarny mistrz taoizmu, mówią swoje:

Bez wyruszania za granicę
można poznać cały świat;
Bez wyglądania przez okno
można zobaczyć drogę do niebios.
Im dalej ktoś wędruje, tym mniej poznaje.

Już wyjaśniam jak to rozumiem:

Mój znajomy, kierowca rajdowy z zamiłowania i pasji ostatnio spełnił jedno ze swoich marzeń. Jego wyniki zostały opublikowane w piśmie branżowym WRC. Mówi tak: Na rajdach pojawia się teraz wielu kierowców, których stać na coraz lepsze samochody. Wydatek rzędu kilkuset tysięcy to dla nich nie problem. Jednak nie potrafią tymi samochodami jeździć, co gorsza lepiej wyposażony samochód, silniejszy silnik, sztywniejsze zawieszenie  sprawiają im tak wiele problemów, że często kończą trasy na lawecie. Nie rozumieją jednak, że brak im umiejętności, że szybciej, wcale nie oznacza lepiej, że więcej mocy wcale nie oznacza szybciej, że lepsza marka samochodu nie robi z nich od razu lepszych kierowców. Przeciwnie, natychmiast ujawnia wszystkie ich słabości. Kilka dni temu prze rajdem taki cwaniak powiedział: „Co takiego zdziałał Felix Baumgartner? Siedział, siedział, siedział i skoczył”. Gdyby nie tysiące skoków, które wykonał dających doświadczenie; a potem praca z osobistym coachem nad stresem wynikającym z czekania, nie byłoby tego skoku. Choć sam skok w sensie technicznym był znacznie prostszy niż wiele wcześniejszych, które wykonywał Baumgartner.

Otóż to! Kiedy zaczynamy drogę samorozwoju, self coaching, czy po prostu podejmowania  zmian potrzebujemy uporządkować myślenie i przede wszystkim wziąć odpowiedzialność za siebie i własne życie. Sporo ludzi zaczyna przygodę z własnym rozwojem od: Gdybyśmy mieli lepszego szefa, to wtedy moglibyśmy mieć lepsze wyniki, a tak… Gdyby mój mąż się zmienił, to wtedy nasze małżeństwo rozkwitłoby…. Gdybym miał psa zamiast tego głupiego kota… Gdyby w naszym kraju były lepsze rządy…Gdybym miał samochód, gitarę, oszczędności, szczęście w kartach, pracę… Gdybym miał lepszych rodziców… Gdybym trafiła do innej szkoły.. Gdyby oni mi… Wszystkie te westchnięcia, oskarżenia, pozorne przyczyny spełniają wyłącznie jedna funkcję …dają chwilowe wytchnienie, ulgę i w efekcie pozostawiają nas w miejscu i pozycji bez zmiany, choć zmianę pozorują.  Przecież podjąłem tyle działań, tak się starałem, ale nie ma efektu. Nic dziwnego w takim państwie, w takim kryzysie, w takiej rodzinie…itd.

Zatem w coachingu pierwszym krokiem jest podjęcie odpowiedzialności i zajmowanie się sprawami, które możemy mieć choćby w częściowej kontroli. Uff, co za ulga. Wtedy zaczyna się najczęściej sekwencja samo obwiniania: Gdybym tak długo nie czekała… Gdybym był bardziej pracowity.. Gdybym się szybciej zdecydowała…Gdybym pamiętał o zagrożeniach… Wtedy w coachingu proponujemy nowe spojrzenie, rewolucyjne, to drugi ważny krok: Zawsze dokonujesz najlepszych, dostępnych ci wyborów. Widzisz to, co potrafisz dostrzec, działasz zgodnie z najlepszymi umiejętnościami, dajesz z siebie tyle, ile zapisano w twoich wzorcach myślenia i działania. Jesteś w każdej minucie życia najlepszym wariantem siebie samego…ale możesz być jeszcze lepszym. Co to znaczy? Możesz działać skuteczniej, efektywniej, szybciej, a przede wszystkim łatwiej. Często zapominamy  tym: łatwiej. W naszej polskiej tradycji coś, co przychodzi łatwo nie jest godne szacunku, a w dodatku coś co przychodzi lekko, łatwo i przyjemnie budzi najgorsze podejrzenia. Pisałem już o tym wiele razy. Zdobywanie owoców pracy swojej w pocie czoła; dorosłość jako zgrzytanie zębów; rodzicielstwo jako męka; zarządzanie jako czynienie poddanym świata, zwierząt, ludzi; hiobowy trud i nieustająca próba – są silnie wpisane w nieświadomość zbiorową, są jej depresyjnym fundamentem w tej okolicy. Zatem krok trzeci to coachingowa nauka jazdy. Ustal cele; zwymiaruj je; zastanów się jaki ma być efekt; po czym rozpoznasz, że ten efekt cię zadowala; zastanów się jakie potrzeby zrealizujesz – swoje i innych; zadbaj o ekologię i przede wszystkim sprawdź, czy na drodze do rezultatu myślisz i działasz użytecznie. Użytecznie? Tak jest. Nauczono cie pytać czy wypada, czy to jest zgodne z obowiązującymi wartościami, co inni na to powiedzą, czy się nie ośmieszę, co na to mama, tata i sześciu szefów, ale rzadko kiedy słyszałaś pytanie: Czy to co myślisz o danej sprawie, czy to w co wierzysz jest dla ciebie użyteczne? Czy w wyniku swojego myślenia, a potem emocji, które wynikły z myśli, a potem podjętych działań trafiasz do celu i czujesz się tak, jak chciałabyś się czuć? Kolejne uff! Docieramy do celu. Minęło dziesięć albo sto sesji coachingowych. Zwroty akcji i perypetie, starania i wysiłki, nagłe nawroty starych mechanizmów i niewiara w siebie; nagłe przerzucanie odpowiedzialności na innych, a często na sam coaching lub coacha; wreszcie pojawia się lekkość; poczucie wpływu; zmiana. A potem pojawiają się kolejne cele i kolejne wątpliwości.  I wreszcie pytanie; czy rzeczywiście czuję się lepiej we własnym świecie? Jaki to ma sens? Dokąd zmierzam? Czym jest szczęście? Jak żyć [panie premierze]?  I ktoś mówi słowa, która brzmią jak zaprzeczenie wszystkich coachingowych tez i założeń: Im bardziej się starasz, tym bardziej się oddalasz. Im bardziej ci na tym zależy, tym mniej tego masz.

Już wyjaśniam, znowu na przykładzie. Nawiązywanie relacji międzygatunkowych wydaje się trudną dyscypliną. W naszym tajemniczym kraju, w zbiorowych wzorcach to przecież oczywista oczywistość mieć psa na łańcuchu, krowę przy paliku i prosiaka na rzeź. Mówię jednak o czymś więcej niż  posiadaniu zwierzęcia –  mówię o relacji, komunikacji, kontakcie. Zatem żeby poznać życie innych istot, a potem zostać do niego zaproszonym, trzeba przebyć [czasem żmudny] trening zmiany nawyków, cierpliwości, dostrzegania życia i mądrości w oczach świnki i psa, w ruchach kota i mrówki. Nieoceniony wtedy staje się coaching i wcześniej opisane trzy kroki. Potrzebujesz treningu aby zgubić stare nawyki i zbudować nowe, ale po to żeby się spotkać, zostać wpuszczonym do stada kotów, a potem w nim odegrać jakąś rolę, żeby zbudować relację z psem, świnką czy choćby po to, by przyjrzeć się prawdziwemu życiu saren, potrzeba czegoś zupełnie innego. Oczywiście w kontakcie z dzikim zwierzętami warto nauczyć się maskować, tropić ślady, zacierać zapach, siadać od zawietrznej itd. Ale to ciągle nie wystarczy. Podobnie jak dla rajdowca samochód stanowi narzędzie, w innych sprawach umiejętności i wyznaczone kroki do celu  stanowią warunek konieczny, jednak niewystarczający by odnieść sukces, a potem by ów sukces powtórzyć i przy sobie zatrzymać.

Kiedyś jedna z moich mistrzyń przyglądała się jak bawię się z małymi kociętami. Sznurek, piórka, machanie, szaleństwo, a potem obowiązkowe miętoszenie zmęczonych już, małych drapieżników. Wtedy powiedziała do mnie. A teraz usiądź spokojnie, nic nie rób i patrz jak żyją. Dopiero wtedy poznasz je naprawdę.

Nasze życie zdominowane jest przez robienie, działania, porządkowanie. Nadawanie rytmu, celu, kontroli, liczenie kolejnych kroków – bardzo się przydaje. Uruchamia poczucie wpływu. Osiągamy cele.  Wtedy odbywa się coaching przez małe „c”. W pewnym momencie jednak zaślepia nas mania sprawczości, skłonność do egocentryzmu, robienie, działanie, wpływanie. Przychodzi chwila kiedy nieuniknione pojawia się pytanie: Po co to wszystko? Gdy chcesz podążyć własną drogą, odnaleźć sens – stań, zatrzymaj się, usiądź. Jeśli nie widzisz sensu tu gdzie jesteś, nie znajdziesz go tam, gdzie ciebie nie ma. Dlatego taoiści powiedzą: Droga, która prowadzi do celu, nigdy cię to celu nie doprowadzi.

cdn.

Droga, która prowadzi do celu
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

27 komentarzy

  1. O Wrocławiu proszę pamiętać :)

  2. Ha, ale sprytne nam wyszło to spotkanie :-)
    I koło się zatoczyło równiuteńkie…
    „w rzeczywistości nie mamy gdzie iść, bo tam, gdzie chcielibyśmy być, już jesteśmy”
    I tak oto imprezka odbywa się na blogu, nie ma przecież ograniczeń i co nam tu będą jakieś Gdynie, Warszawy, Krakowy, Szczeciny i inne krainy stawiać ramy odległościowe :-). Nie z nami te numery ;-)
    Od razu się zbiegli chętni i uśmiech mi z ust nie schodzi ;-) I dzięki Wam jestem w każdym z Waszych miejsc, a Wy się gościcie u mnie. No i do tego wcale to a wcale nie wyściubiając nosa na ten wiatr co tak się do okna dobija :-)
    Zjadłam jabłko na tej blogowej imprezie. I było bardzo duże i soczyste.

  3. To miałbyś Andrzej spory kawałek.

    I odwrotnie za niedługo :)

    Gratuluję pomysłu, realizacji i wiersza.

    Agnieszka, u Ciebie może wiać, może być flauta, świecić słońce, padać deszcz, mogą być dookoła ludzie lub możesz być sama. Żyjesz pięknie, piszesz pięknie. Dajesz wiele. Super!!!

  4. Widzę od Szczecina do Krakowa :)

  5. A wieje, wieje :-) Ale to nic przecież, kiedy się fajni ludzie na drodze spotykają :-)

  6. A jeszcze mamy kilka osób z Krakowa :). Więc Wawa byłaby pośrodku.

    :):):)

  7. A nie wieje tam na północy za bardzo?;)

  8. No jasne :-) Ale ja tak serio bym chętnie się spotkała. Tylko okazuje się, że mekka to w Warszawie… Namawiam na morskie falowanie :-)

  9. O widzę , że imprezka się szykuje ;)

  10. W takim razie czekam na znak, kiedy w me okolice zawitasz :) Herbata i ciastko będą gotowe :-)

  11. Agnieszko bardzo chętnie, uwielbiam Trójmiasto :) Przez rok studiowałem na wydziale prawa i administracji. Szczególnie lubię tamtejsze tempo życia.

    Wiersz nie jest na szczęście odzwierciedleniem mojego stanu osobowości. Jednak inni mogą się pod nim podpisać.
    Taka chwila natchnienia :)

  12. Andrzeju, to może do Trójmiasta zawitasz? Tu wymieniają tory na nowe :)
    Co będziesz tak siedział i myślał :)

  13. Jasne, że znam

    Facet siedzi… i myśli… siedzi… i myśli ;)

  14. Andrzeju, a gdybym Ci powiedziała, że jest ktoś, kto zna odpowiedzi? ;-)
    Ale Ty przecież też znasz tego „ktosia” ;-)
    Lustereczko powiedz przecie…

  15. Jestem Królem
    Choć rano często budzę się z bólem
    Kłuje mnie poczucie wartości
    Proszę, nie róbcie mi więcej przykrości
    Szynami starych wzorców się poruszam
    Elastycznością się nie wzruszam
    Świadomości niezbyt dzisiaj pojmuję
    Wciąż do tych samych portów dokuję
    Rozwiązania wciąż stosuję te same
    Ich wyniki chcę by były mi znane
    Choć wiem gdzie się kieruję
    Nadal niedosyt w duszy czuję
    Boję się nowego
    Czy będzie to coś strasznego
    Gdyby tylko ktoś znał odpowiedzi
    I powiedział mi je jak na spowiedzi
    Powiedz proszę

    Andrzej S

  16. Agnieszka Kawula,
    czytając Twoje opisy , znowu mam okazję się czuć jakbym wybrała się z przedszkolakami na wycieczkę, na kórej dodatkowo opowiada się piękne bajki :)

  17. Drogi, dróżki, ścieżynki, szlaki. Przeplatały się dziś jedne z drugimi. Urzekła mnie ich nieskończona sieć powiązań.
    I ja z Nią dziś w drodze długiej, spokojnej, radosnej, milczącej, gadatliwej, refleksyjnej. Dobrze nam tak było wędrować z mapą w dłoni, która i tak w końcu wyprowadziła nas w pole. Trzeba było włączyć intuicję, obwąchać liście, wystawić radar na inny odbiór, zaufać drodze, która przecież wie dokąd prowadzi. I tak przez chwilę okazało się, że byłyśmy rowerami, po chwili końmi, a na końcu czarnym trójkątem :) bo na takie dziwne tory nas nogi poniosły. A myśmy chciały tak grzecznie tylko żółtym szlakiem… Cóż, on nie chciał nas tak do końca :). Za to nagród było bez liku! I niech ten żółty taki dumny wcale nie będzie bośmy sobie poradziły bez jego łaskawej współpracy.
    I dwa rumaki nas spotkały, i psy, i ludzie, i biegacze, i chodziarze, i ptaki, i liście, i wilgoć, i słońce, i nieograniczone niebo. Cudów bez liku a to tylko w ciągu kilku godzin!

    PS A las szumiał i był nam sprzymierzeńcem, schronieniem, oazą otulającą od zgiełku miasta, które przecież tuż obok tętniło. Jak dobrze być Wybranką Losu. Jak dobrze być tam gdzie się jest :)

  18. Wiele ważnych słów powiedziałeś w tym wpisie Maciejuszko. Agnieszka Kawula, też jestem pod wrażeniem Twoich własnych refleksji o życiu.
    Czytając niniejszy fragment bloga poczułam się trochę jak kochaniutki miś Sunday – zamieniłam się na chwilę w same oczy; stałam się obserwatorem i tylko obserwatorem dość ważkich kwintesencji realności i tego co o niej sobie myślimy w naszych umysłach.

  19. I jeszcze pozwolę sobie wpisać trochę dłużej… Ku przypomnieniu samej sobie, bo przecież zawsze do siebie mówimy, nawet patrząc komuś w oczy :)

    Moja rozmowa z Mistrzem:
    Agni wszystko jest użyteczne. Długopis, telefon, papier toaletowy. Kiedy dotrzesz do takiego punktu w duchowości, widzisz rzeczy ponad to, czym są. Nie możesz powiedzieć, nie lubię kotów czy psów. To stworzenia boże, żywe istoty. Wszystko jest urodzone, stworzone w konkretnym celu.
    Pewien znany muzyk zmarł nagle na atak serca. Ludzie rozpaczali, dziennikarze pytali fanów o opinie, refleksje po jego śmierci. Wielu mówiło, że to wielka strata, jak wielkim człowiekiem był, tak go kochali, cudowny muzyk, jaka szkoda… Tylko jedna kobieta powiedziała: – Dla mnie jest Bogiem.
    – Dlaczego? –
    – Bo kiedy czuję smutek jego muzyka pomaga mi wyjść z dołka, a kiedy jestem szczęśliwa i słucham jego piosenek jestem jeszcze bardziej szczęśliwa. Kiedy mam problemy jego muzyka sprawia, że czuję przypływ energii i wiem, że muszę się podnieść i walczyć. Jego twórczość zmienia moje życie, dlatego dla mnie jest Bogiem.
    Więc kiedy docierasz do punktu, w którym dotykasz czyjegoś serca, z dalekiego dystansu, nie znasz nikogo osobiście, nikt nie zna ciebie, ale są twoje słowa, które sprawiają, że czytając je ktoś płacze bo dociera do czegoś prawdziwego i pięknego, twoje zadanie jest skończone, misja spełniona.
    – No dobrze, ale co z ego? Czy kiedy tak się spełnia tę misję, ego czasem nie rośnie w siłę?
    – Możesz uciąć ego, kiedy zaczynasz widzieć Boga we wszystkim i wszędzie. Wszyscy powstaliśmy z tego samego Boga. Psy, koty, karaluchy, komary, węże. Jest taka historia dotycząca mojego guru. Pewnego razu nakazał swoim uczniom rozstąpić się i zrobić przejście. Pytali, dlaczego, ktoś ważny nadchodzi? Och, mój stary przyjaciel zaraz mnie odwiedzi. Chcę z nim porozmawiać. Nagle pojawiła się wielka kobra, zasyczała i pokazała się w całej okazałości. Wszyscy się wystraszyli, a mistrz przywitał spokojnie zwierzę, zapytał jak się ma, czy zjadło śniadanie, jak się miewa jego żona i dzieci, czy wszystko w porządku… Odpowiadały mu tylko syki kobry. W pewnym momencie kobra ruszyła w kierunku swamiego. Zgromadzeniu uczniowie myśleli, że chce zaatakować, ale ona otoczyła jego nogę tworząc bransoletę. Ponieważ kobra nie ma rąk, nie może w geście szacunku dotknąć stóp mistrza, więc zrobiła to na swój sposób, zwijając ciało na jego nodze, po czym odeszła. Rozmowa dwojga przyjaciół dobiegła końca. ”

    Dobrego dnia Wszystkim :)

  20. Mój hinduski Mistrz skierował moje oczy na drogę, która dziś sama w sobie jest celem. Każdego dnia od nowa poddaję się JEGO woli. Bo ciągle kombinuję coś sama… a to „nie tędy droga” :)
    „Pamiętaj, nie przywiązuj się do mijających snów życia. Żyj dla Boga sama. To jedyna droga do wolności i bezpieczeństwa w tym świecie. Na zewnątrz Boga nie ma bezpieczeństwa, nie ważne gdzie jesteś, złudzenia, iluzje mogą cię zawsze zaatakować. Medytuj głęboko i z oddaniem, aż pewnego dnia obudzisz się w ekstazie z Bogiem z sobie i dostrzeżesz jak niepotrzebne są twoje problemy i cierpienie.
    Każdy z nas ma swoją własną drogę do Boga, indywidualną, niepowtarzalną. Jeśli ktokolwiek powie ci, że jest inaczej, będzie kłamcą. Mistrz, guru, nauczyciel – może ci pomóc, ale to ty sama musisz podjąć decyzję, że chcesz odnaleźć Boga. Nie możesz dostać wypłaty patrząc na cudzą pracę, musisz ją sama wykonać. Medytuj z przekonaniem i oddaniem. Módl się z głębi serca, a nie mechanicznie. Oddaj Bogu swoją duszę. Tylko wtedy możesz zobaczyć i doświadczyć jak twoje życie się zmieni z minuty na minutę w magiczną egzystencję. Poddaj się Bogu, każdego dnia od nowa, aż do samego końca.”

    Nie wiem gdzie mnie do doprowadzi, ale idę mimo wszystko za kompas mając serce.

  21. W tym względzie zawsze przypomina mi się kwestia księcia Hamleta–„Zamknijcie mnie w skorupie orzecha, a znajdę tam wszechświat”

  22. Nadzieja- to plan do mądrego celu.

  23. ;)))

  24. … a później. Popatrz: osiągają się same; tak trochę obok.

  25. Po prostu w pewnym momencie chcemy osiągać nieco inne cele.
    Tak bardziej na miękko i jedwabiście.

  26. Oglądałem ostatnio film o Kliczkach. Przypomniała mi się znowu ta cenna myśl, że trening czyni mistrza. Cel końcowy jest jasny i precyzyjny, cele zadaniowe są.

    Jestem odpowiedzialny, jestem odpowiedzialny, jestem odpowiedzialny…

Komentarze są wyłączone.