Drzwi

drzwi
drzwi

Chodzę i słucham. Ludzie rozmawiają. Święta. Ona płacze na filmie. Bez przesady, płakać na filmie. On czyta komiksy. Jak to czyta, komiksy się ogląda. Czyta się książki. Ona ogląda serial. Ach ta telewizja. Seriale to głupota. On opowiada o Umberto Eco i powieściach Canettiego i Goldinga i jeszcze zafascynowany nowym Myśliwskim. Popisy erudycji, no wywyższanie się, mówi kolega. Rozmowa o kotach. Zakoceni, zakoceni tymi kotami. Przecież koty to nie ludzie. Dziwactwo. Ona mówi o relacji z matką. Matka apodyktyczna, matka ją wykorzystuje. On mówi o ojcu. Ojciec go tyranizował. Przesadza, ojciec po prostu był stanowczy. Jej się podoba M jak miłość. No wstyd. On lubi grę Fifa. No żenada. Tamten głosował za referendum, no smutek. Inny przeciwko, żenada. Te popisy erudycji. Ta pustka przekonań, ta płycizna myśli, ten wydumany krytycyzm, ten prymitywny gust, te wydumane analizy, ta pseudo wiedza, te populistyczne tezy. Piękna sukienka, cudowny gust, trafiona decyzja, powinieneś pomyśleć o lokacie, tylko lokata, samochód tylko trzyletni, telewizor tylko japoński, Nawałka doprowadzi nas do zwycięstwa. Gra Endera? Słabizna. Słabe efekty. Forest Gump? No, staroć. Najnowszy Allen? Allen się skończył. Ford? Ford nic nie wort. Bmw? Będziesz miał wydatek. USA? USA już nie modne, teraz się jeździ do Brazylii albo do Chin. Marmur? Nie, lepszy jest granit.

Zawsze jest kontekst. Zawsze jest punkt widzenia. Nasz układ nerwowy odnajduje sens, znaczenie, wartość a nawet przestrzeń, trójwymiarowość, a także kolor i ruch zawsze w kontekście, w zestawieniu z punktem odniesienia. Tym punktem odniesienia może być cień przedmiotu, inny przedmiot, linie w przestrzeni lecz przede wszystkim inni ludzie, ich opinie. Ktoś jest dla nas opiniotwórczy tylko dlatego, że jest ważny. Nie koniecznie ważny w ten sposób, że wagę nadał jej czy jemu Komitet Noblowski, lub Uniwersytet Południowej Karoliny, wystarczy by ów ktoś był ważny dla nas. Na tym polega bardzo ciekawy paradoks. Gotowi jesteśmy poddać się ocenie danej osoby, jeśli wcześniej sami oceniliśmy ją jako kompetentną, ważną, opiniotwórczą, godną szacunku, zaufania itd.  Na tym bazuje ewolucyjna potrzeba afiliacji, współuczestnictwa w grupie. Ulegamy cudzej ocenie o ile sami wcześniej oceniliśmy, że dana osoba może nas oceniać! Cudowne. I gdy odwoływać się do opinii, kontekstu, tła, gdy bardzo się postarać żeby być w zgodzie z otoczeniem, autorytetem można być z nim w zgodzie jedynie przez chwilę. Zawsze w szczegółowej kwestii. Jednak, gdy już odwrócisz głowę, skierujesz uwagę na inny przedmiot, książkę, potrawę, film, dokonanie, kryteria oceny się zmieniają, punkt odniesienia zniknął. Trzeba poszukać nowego. Wówczas pomagają nam stereotypy i wzorce oraz projekcje. Wystarczy wyobrazić sobie, co powiedziałby, pomyślał lub zrobił celebryta, autorytet czyli oceniony przez nas wcześniej oceniacz, któremu przyznaliśmy prawo do oceniania i już wiadomo! To kiepski film, to wspaniałe dzieło, to smaczna zupa, to głupi tekst, to wydumana teoria, to wspaniały człowiek, znakomity aktor, najlepsza rola. Czy istnieją trafne kryteria, słuszne wskaźniki, celne przybliżenia?

 

-Czy odnalazłeś już Jezusa?

-Nawet nie wiedziałem, że mam go szukać? –  odpowie Forest Gump.

Wierzę, że sami kształtujemy nasze przeznaczenie – mówi mama Foresta.

-A jakie jest moje? – spyta Forest

-Będziesz musiał je odkryć.  

Proszę i jakie to proste :)

Drzwi
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

11 komentarzy

  1. Magda Turek tam już to tylko w gości, roboty nie ma :) Tym co się udało i pracowali wcześniej to teraz siedzą na zasiłkach, ale to też już się kończy , są cięcia :)

  2. Aniula, jedź do Irlandii. A jak nie chcesz, to ja pojadę za ciebie ;-)

  3. Kiedyś miałam ciekawą sytuację w autobusie, wsiadło starsze małżeństwo, takie co się na wzajem podpiera, stanęli w kąciku, przy drzwiach , bo to autobus zaraz szarpnie. Wstałam, z takiego odległego miejsca, bo obok było wolne i przyholowałam staruszków. Uśmiechnięci, podziękowali. Pomogłam im się wgramolić. Nagle ktoś mnie ciągnie za rękaw. Chłopiec z zespołem Downa prosi żebym usiadła na jego miejscu. Poczułam dziwny poziom odrealnienia, jakby ta cała sytuacja dotyczyła tylko naszej czwórki, reszty ludzi jakby nie było….a kierowca się tylko pod nosem uśmiechał :) No dobra tego kierowcę to sobie dodałam ;) Szwagier , zaprasza do Irlandii, mam opór a może to te moje drzwi, czego się boję?

  4. Jeszcze coś. Otwieranie kulturalne drzwi. Zauważyłam, że człowiekowi pozornie kulturalnemu może wyjść większa słoma z butów niż zwykłemu. Kiedyś starszy pan w trzynastce zawalczył o miejsce dla starszej pani. Był tłok i nawrzeszczał do młodego człowieka w kapturze, że nie ma kultury, że on siedzi. Gdy ten się podniósł, osłonił się kaptur, starszy pan zaczął wyzywać, że to te chińczyki, że nie maja kultury, że wszędzie ich pełno. Nikt z nim nie wchodził w żadną rozmowę, ale słuchanie tego było przykre dla chłopaka, który wstał już dawno z krzesełka.
    Kulturę ma się w sobie. Nie chodzi o elegancję francję wersal. Czy jesteśmy często już tak sfrustrowani, że nawet zareagować z kulturą nie potrafimy. Starsze pokolenie powinno dawać przykład młodemu. Wiele takich sytuacji niestety widuję w Krakowie :( Co innego budzić respekt co innego wymuszać autorytet na siłę?

  5. Dżo-ann skoro mamy drzwi, to sobie możemy je otwierać i zamykać komu chcemy :)

  6. Każda dusza we własnym sosie. Z naciskiem na “każda” i “własnym”.
    Jestem. Jestem bez pragnienia.
    Pozdrawiam Wszystkich.
    Cześć.

  7. Cobym nie była niespójna życzę ludziom dobrze, wszystkim nawet tym, z którymi już mi nie po drodze i kawka razem nie ma tego samego smaku. Życzę dobrze tylko trzymam się już sprawdzonych i słownych.

  8. Dla mnie drzwi kojarzą się z jedną osobą na świecie. Zamknęła je, a ja jestem sama, no tak w pewien sposób osłabiona i martwa (to nie jest anons, to tylko coś osobistego).
    Trafne kryteria, słuszne wskaźniki, celne przybliżenia interesują mnie (gdy pytam siebie w swoim sam na sam) o tyle o ile. Lubię rozważać każdą rzecz na wiele różnych sposobów. Niepokorna w środku, od zawsze nie znoszę, gdy mnie ktoś poucza, próbuje ustawiać, dyscyplinuje, doprowadza do tzw. porządku (co więcej uważam, że nie tędy droga edukacji wieść powinna). Myślę, że stawianie się w roli wszystkowiedzącego dorosłego przez niektórych ludzi, żadnemu dorosłemu nie wyjdzie na dobre.
    Nie wygrają tym i nie zjednają sobie uczniów, ani nie przyciągną też innych dorosłych.

    Tak się zastanawiam, bo ja czasami palę za sobą mosty. Mam taki honor w sobie, że jeśli ktoś mnie albo kogoś bliskiego oszuka, zachowa się bardzo źle albo skrzywdzi, to u mnie ma zamknięte drzwi na cztery spusty. Ludzie się zmieniają i oby stawali się lepsi.

    pozdrawiam
    zdziczały psycholog :)

  9. Punkty odniesienia pomagają mi odnaleźć się w labiryncie ulic wielkich miast, są przydatne, cieszę się tym, że potrafię je odczytywać.
    Co mi pozostanie, jeśli zaprzestanę skupiać uwagę na innych, jeśli porzucę wszystkie punkty odniesienia? Zostanę sam na sam ze sobą?, z kolejnym punktem odniesienia jakim jestem dla siebie.

  10. Zasada społecznego dowodu słuszności… wchechobecna. Zawsze i wszędzie. Żyją w transie. Wtedy to chyba nie jest ich życie?
    A przebudzeni…? Milczą?

  11. Forest i Jenny dwie dopełniające się przeciwności, on idzie przed siebie, ona szuka nie wiadomo czego. Jego stwierdzenie ” Wiem co to jest miłość” jest piękne. Dzisiaj w reklamie powiedzieli, że ruchoma szczoteczka uratuje moje zęby. Tyle lat szorowania zwykłą i co nie daję rady? :) Mój straszy syn czasem zainteresuje się reklamą telewizji i pyta czy jest prawdziwa , czy naciągana. nauka nie idzie w las, rozmawiamy o dżungli w której mieszkamy, to jeden z elementów. Znać teren, to dla mnie odnajdować drzwi , odpowiednie. Czasem jak jestem w sklepie i traf się sympatyczny sprzedawca to pozwalam mu zastosować wszystkie socjotechniki jakich go nauczyli, żeby wkręcić klienta, mimo wszystko po jakimś czasie zaczyna być sobą, widzi ,że na mnie to nie działa. Zbyt dużo pytań z mojej strony. Zaczyna się wtedy to zaopiekowanie , które lubię. Dla branży handlowej jestem złym sprzedawcą, rozmawiam z ludźmi , wymagam od nich decyzji a nie wciskam, nie traktuję ludzi taśmowo, marnuję czas….. Ale wiem gdzie są moje drzwi i jestem z tego dumna :)

Komentarze są wyłączone.