Oświecenie (Duch w łazience)

Antonio Damasio

Oświecenie? To przede wszystkim epoka historyczna i literacka, okres, w którym nauka przejęła i rozpaliła umysły oświeconych, moment, kiedy religia, nauka i sztuka, a potem medycyna zróżnicowały się, wyodrębniły z tygla, w którym dotąd zmieszane jak bigos budowały fundamenty cywilizacji. Potem narodzi się polityka jako wyraz poglądów na rolę państwa, społeczeństwa, narodu – jako sposób społecznego negocjowania. Powstanie też nowoczesne państwo z aparatem władzy, pojęcie klasy społecznej, nowe nauki o człowieku, wreszcie naukowe próby wyjaśnienia rozwoju cywilizacji, roli człowieka, pochodzenia Wszechświata. Narodziła się też nowa koncepcja wojny, w tym wojny światowej, a niemal tuż po oświeceniowej rewolucji, powstanie kolonializm. Dominacja jednych ras, ideologii, religii, porządków prawnych, nad innymi – wszystko pobudowane argumentami paranaukowymi, jak faszyzm, czy komunizm. Zadziwiające jest, że spośród ponad 7 miliardów ludzi tylko niewielka cząstka rozumie procesy oświeceniowe, a potem modernistyczne. Wciąż nieliczni korzystają z dobrodziejstw wolności, praw człowieka i jako tako rozróżniają porządek nauki, kultury, religii i sztuki, jako odrębne, rządzące się odmiennymi prawami struktury. To dlatego, my uprzywilejowani, gdy chcemy ustalić prognozę pogody logujemy się na stronie Instytutu Meteorologii, gdy zamierzamy przeżyć doznania estetyczne idziemy do teatru, lub włączamy telewizję, gdy zamierzamy poznać opinię znajomego piszemy maila, a gdy mamy chore gardło idziemy do lekarza. W okresie tradycyjnych świąt religijnych uczestniczymy wraz z innymi w rytuale, zwanym w danej zbiorowości religijnej – liturgią, by wraz z innymi wyznawcami celebrować własną duchowość, a może tylko tradycję. Nie myli nam się esemes z modlitwą, ani mszalne kadziło z antybiotykiem, ani błogosławieństwo z uzdrowieniem. Modlitwa do opiekuńczego bóstwa nie zaszkodzi, lecz pewniejsza wydaje nam się lokata w banku.  Nie upatrujemy też szansy w magicznej mocy bóstwa, a kolorowe, teatralne szaty kapłanów straciły swoją magiczną moc. Ale czy na pewno?

Tymczasem tylko dla nielicznych reprezentantów rasy ludzkiej świat podlega analizie i rozróżnieniu, życie obserwacji, a błyskotliwe odkrycia naukowe dyskusji. Większość ludzi używa co prawda Internetu i komórek, telewizji i goretexu, ale nie wyszła po za plemienne rytuały i koncepcję świata w którym rządzą demony. Trzeba te demony karmić krakersami i mlekiem, bić pokłony, wzywać do czarowania i odczarowywania, błagać i przepraszać, przekupywać i chować się przed nimi, choćby w ciemnej szafie. W ciemnej szafie bóstwo przecież nie widzi grzechu grzesznika. Magicznym ruchem dłoni można również demona spod szafy wypędzić, a co więcej zepsuć sąsiadowi iphona. Zadziwiające jest jednak to, że nawet wśród „oświeconych” Europejczyków, Japończyków i Amerykanów panuje przemożna tęsknota za światem magii, cudów, tajemnych energii, mocy bóstwa, zaklęć i świętych miejsc, czarów i rytuałów, mocy, zaklęć i mistyki. Moc bóstwa, przestrzeń dostępna tylko wtajemniczonym, jest nam zadziwiająco potrzebna, niemal niezbędna. Jest jak narkotyk. Jak lekarstwo na bezradność. Możemy mieć nawet w nosie etykę biznesową i społeczną uczciwość, popełniać grzechy świeckie i religijne, autodestrukcyjnie zatruwać się alkoholem, narkotykami i nikotyną, zdradzać bliskich i robić lewe interesy, byleby tylko jakiejś mocy zawierzyć, jakiemuś bóstwu oddać cześć, oddać poczucie sensu własnego życia z nadzieją, że w gruncie rzeczy wszystko jest ok. Stąd popularność niezliczonych szkoleń, praktyk, technik, zaadoptowane fragmenty obcych religii i wierzeń – wszystko w nadziei, o literackich przecież korzeniach, że gdzieś daleko, za górami, za lasami istnieje źródło, a przy tym źródle mieszka starzec, a ten starzec zna tajemnice życia, a może szczęścia i wystarczy tylko….

Niestety, jeśli Antonio Damasio, znany neurofizjolog ma rację, a pewnie ma, za autodestrukcję, mistycyzmy religijny, uzależnienia i wiarę w cuda odpowiada ta sama przestrzeń w mózgu, która jest ewolucyjną ceną za naszą inteligencję i ograniczone zmysły orientacyjne w porównaniu do innych ssaków. Sprawniejsi o lepszą zdolność do analizy od szympansów, jeśli nie potrafimy nadać kierunku swojej kreatywności lub jej rozwinąć, popadamy w autodestrukcyjne uzależnienia i religijny mistycyzm. Może Damasio się myli, w każdym razie idę wygonić ducha z łazienki (chyba uszkodził mi uszczelkę w kranie).

Oświecenie (Duch w łazience)
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

1 komentarz

  1. Właśnie wróciłam z pięknej krainy latających wiewiórek (dość odludna wieś w dawnym powiecie limanowskim) i pomimo, ze chodziłam tam (nie sama) po lesie w nocy, by oswoić lęk przed przeszłością, przyszłością.. i w ogóle (kiedy się boicie koniecznie idzie nocą do lasu :) , to żadnego starca, ani ducha lasu nie spotkałam. Nazwałam to miejsce „krainą latających wiewiórek” ponieważ kiedy tam przyjechaliśmy, poszłam na spacer w las. Po drzewach skikały rude basie, bardzo zwinnie i skocznie, jak to one potrafią. Powiedziałam uczestnikom grupy, że piękne wiewiórki tu „latają”. Reakcją był śmiech. W moim języku rodzinnym, wioskowym, „latają” oznacza także „szybko się uwijają”, a niekoniecznie „wzbijają w powietrze”. Grupa jednak nie znała mnie jeszcze na tyle, by zrozumieć, że to oznacza podziw dla zwinnych zwierzątek, a nie moje „mistyczne wizje”.
    Jednym słowem—według mnie nasz świat jest jak ruska baboczka, w której jest wiele innych baboczek. Jedne są mniejsze, inne większe. No, jeszcze wiele rzeczy można o nich powiedzieć…Oj, wiele.

Komentarze są wyłączone.