Duchowość

i wieczna trwoga

Duchowość i wieczna trwoga (6)

Duchowość i wieczna trwoga

Duchowość i wieczna trwoga towarzyszą sobie od zarania dziejów. Duch związany jest z lękiem a dusza cierpi. W naszym kręgu kulturowym cierpienie duszy to swego rodzaju immanentna cecha, obowiązek duszy.

Dzieci surowego Boga, potomkowie wyrzuconych z raju rodziców, którzy za karę i w hańbie „czynią sobie ziemię poddaną” nigdy nie zaznają spokoju. Ich dusze muszą cierpieć, gdyż nieustannie sprzeniewierzają się woli Boga, taka jest ich wyrodna natura, skaza, pokłosie niesubordynacji pierwszych rodziców – Adama i Ewy. Hańba jest skutkiem nieposłuszeństwa. Jest to grzech najgorszy ze wszystkich – sprzeciw wobec woli patriarchalnego bóstwa.

To również jedna z przyczyn uzależnienia ludzkości od vendetty: „grzechy ojców na głowy naszych dzieci”. A zatem winy ojców nigdy nie zostają zmazane, nigdy nie zostaną usprawiedliwione w obliczu Boga. Począwszy od pierwszej winy pierwszych rodziców, każde pokolenie rodzi się obciążone grzechem niezawinionym.

Wina

Duchowość i wieczna trwoga to fundamentalne archetypy, spoiwo kultury. Człowiek powinien się bać. Źródłem tego lęku jest zarówno sam duch (dokąd udaje się po śmierci) jak i obawa, że ducha nie ma.

Im bardziej winni jesteśmy wobec patriarchy – boga, tym bardziej winy nie mogą być zmazane wobec ludzi. Staje się zrozumiałe, skąd bierze się nasze „naukowe” przywiązanie np. do determinującej roli genów. Wcześniejsze było przywiązanie do geocentryzmu, boskiego kreacjonizmu lub eteru jako pierwiastka życia. Wraz ze zmianą paradygmatu redukcyjne poszukiwanie odpowiedzi kieruje ludzką uwagę to na szkodliwe wyziewy, to na destrukcyjny wpływ bakterii. Poszukiwanie winy i redukcyjnej przyczyny stało się baza nie tylko narracji potocznych lecz również wynikania naukowego. Znajdź jednostkową przyczynę a znajdziesz rozwiązanie!

Paradygmat

Tymczasem codziennie potykamy się o tysiące przyczyn i wpływów, których w większości nie dostrzegamy. Naukowość tylko z pozoru pomaga nam żyć. Szczepienia uratowały ludzkość od masowych epidemii. Jednak nie przeszkadza to powątpiewać obywatelom XXI wieku w skuteczność szczepień. Akcentuje się ich szkodliwość. W naukach pedagogicznych przywiązani jesteśmy do wychowawczej roli szkoły oraz czynników behawioralnych. Szukamy uzasadnienia w aspektach wolicjonalnych lub poznawczych. Inne aspekty pomija się lub po prostu ich nie dostrzega. Torowanie i   zawężone myślenie tunelowe – sprawiają, że wciąż żyjemy w iluzji wiedzy, w fantazmacie wyjaśnienia. Dopiero gdy pojawia się Newton, Einstein lub Tesla – bańka nie do wyjaśnionej, ramy paradygmatu pękają.

Wysycenie

Redukcjonizm, czyli próba wyjaśnienia złożoności zjawisk jednym strumieniem przyczyn, uzależniał nas przez dziesięciolecia od tej czy innej teorii, która zyskując swoją popularność, jednocześnie stawała się obowiązującym wyjaśnieniem stanu rzeczy. Naukowość z jednej strony dała nam miliony technologicznych rozwiązań, z drugiej ograniczała ludzkość. Jej przedstawiciele i akolici  działali np. forsując antybiotyki aż do uodpornienia organizmów, rozsypując tonami pestycydy na polach, czy stosując monokultury upraw w rolnictwie. Mniej więcej od dekady Ziemia przestała regenerować swoją zasobność.

Typowe dla naszego gatunku, oparte na chciwość, eksploatowanie danych obszarów rodziło przesyt. W efekcie żyjemy w czasach nad eksploatacji dóbr, ludzi, ludzkiej pracy a nawet idei. Wyzysk i wysycenie – skutkują uodpornieniem i wyjałowieniem. Dotyczy to zarówno biologii jak i psychologii człowieka i jego otoczenia.

Wieczne odrzucenie

Duchowość i wieczna trwoga o przyszłość zarówno materialną jak i duchową sprawiły, że człowiek choć bardziej zasobny i długowieczny wcale ze swej kondycji nie jest zadowolmy. W cieniu kultury Zachodu drzemał bóg – raz miłosierny, to znów srogi by wskazywać człowiekowi jego miejsce. Co prawda miał być człowiek „królem stworzenia” jednakże w podłym uzależnieniu od grzechu. Będąc dzieckiem bożym cieszył się złudzeniem wielkości i dominacji. Co prawda wybranym, lecz równocześnie skazanym na cierpienie. Przyczyną tego cierpienia od czasów pradawnych, w archetypowej treści symboli, było ludzkie dążenie do wolności, pragnienie wiedzy i oczywiście nieposłuszeństwo wobec władzy – tej boskiej i tej ziemskiej (namaszczonej przez boga).

Oświecenie i modernistyczny kult nauki niewiele w tym zakresie zmieniły. Po prostu nauka zamieniła się miejscem z bogiem (bogami) znów proponując wyjaśnienia redukcjonistyczne. Co prawda oparte na dowodach, jednakże wciąż redukcyjnych i niekompletnych. W czasach dominacji religii był to redukcjonizm mistyczny osadzony w dogmatach. W czasach naukowych redukcjonizm osadzony w paradygmatach. Szybko ślepa wiara w bóstwo zastąpiła bezgraniczne zaufanie wobec wszechmocy naukowej.

Osamotnienie

Duch pozostał osamotniony i porzucony przez naukę. Co raz przejawia się w dawnych rytuałach. Wychyla nieśmiało swą mistyczną postać w archetypowych mitach i tęsknotach. W miejskich legendach i newageowych ideach – jednakże jest niemal nieobecny. Opowieść o duchu i duchowość stała się naiwną tęsknotą, o której nikt „poważny” i „wykształcony” mówić nie powinien. Prekariatowi i proletariatowi powinna wystarczyć konsumpcja i stały pościg za światem celebrytów.

Religia w kulturze zachodu zatraciła swoją moc ożywczą i właściwie nie ma propozycji dla współczesnego człowieka. W Polsce religia zamknięta w niezrozumiałym, a przez to pustym rytualne zatracała stopniowo nawet energię edukacyjną i apostolską siłę. Owszem trzeba dzieci ochrzcić i posłać do komunii, pójść na pasterkę i poświęcić jajka ale co jest głębiej, w jakim celu się to robi – nie ma odpowiedzi i nikt o nią nie dba. Rytualizm, kulturowy nawyk i społeczna presja są wystarczającym uzasadnieniem tego rodzaju religijności.

duchowosc i wieczna trwoga 2
duchowosc i wieczna trwoga 2

Kanon

Duchowość i wieczna trwoga przesycają nieświadomość. Religijny rytualizm skupia się na powtarzaniu wzorców, stereotypowych nawykach, które jedynie uspokajają. Brakuje jednak twórczej, egzystencjalnej głębi, która pozwalałaby na budowanie nadziei, intelektualnej inspiracji, duchowego wsparcia. Religijny kanon stał się pusty. Nie wypełnia go ani duchowa inspiracja, ani nawet aktywująca wiedza.

Co to jest świętych obcowanie? Na czym zasadza się powszechność kościoła? Co świętujemy w Boże Ciało? Czego dotyczy dogmat o niepokalanym poczęciu Maryi? Dlaczego Jezus był obrzeżany w świątyni? Jakie są stopnie relikwii i skąd się ta tradycja bierze? Czym jest teodycea i dlaczego Bóg pozwala na zło i cierpienie?

Na tego rodzaju pytania katolik nie tylko nie zna odpowiedzi. Nie zadaje sobie takich pytań. W efekcie swojej wiary nie zna i nie może praktykować na głębszym poziomie. Praktykuje prosty, co ciekawe heretycki wobec religii katolickiej, manicheizm, w którym dobro jest po naszej stronie (cokolwiek ono znaczy) a zło po stronie obcych (kimkolwiek są). Jakiego rodzaju niebezpieczeństwa to rodzi – łatwo dostrzec. Czym będzie to skutkować – łatwo przewidzieć. Nie inaczej wyznawca islamu, mieszkaniec Afryki Północnej czy Bliskiego wschodu, który w dodatku ma realne powody by Zachód nienawidzieć od czasu dwóch wojen w Iraku, wojny w Afganistanie, Libii i Syrii.

Dzieci boga

Duchowość i wieczna trwoga towarzysza człowiekowi w przestrzeni nieświadomości zbiorowej. Są obecne i jednocześnie wyparte. Obecne i stłumione. Sfrustrowane dzieci swego boga nie tylko żyją w nieustannym poczuciu winy lub krzywdy one również w taki sposób postrzegają cały świat, w bólu i pocie czoła, żyją i pracują za karę, natura ma służyć, ma być podporządkowana, uległa jak kobieta mężczyźnie, jak dzieci rodzicom. Zwierzę ma dawać gardło, a wróg ma być unicestwiony. Judaizm, islam i chrześcijaństwo, o czym warto pamiętać, to przecież trzy wielkie rzeki archetypowe, które wpływają z tego samego monoteistycznego źródła. Tysiące lat temu monoteistyczna idea była źródłem skoku cywilizacyjnego. Jednakże w efekcie przyniosła ekspansję, ludobójstwo, eksterminację tubylczych ludów na całym globie i współczesną ekonomiczną doktrynę szoku. Militarną szpicą pomysłów szkoły chicagowskiej jest od dekad m.in. armia amerykańska.

Kulturotwórczym mechanizmem staje się stłumiona złość, która chwilami eksploduje. Wtedy człowiek z trwogą czeka, po której stronie opowie się Bóg, na czyją korzyść przechyli szalę zwycięstwa. „Wielki jest Bóg. Upokorzył i pognębił wrogów moich!” „Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina, przeto błagam…”

„Błagam”, mówi pobożny wyznawca. Boga się błaga. Nie ma mowy o przyjaznym obcowaniu, o negocjacjach, o współpracy lub fortelach, a nawet flircie lub przekupstwie jak z dawnymi bogami w czasach greckich lub rzymskich.

Iluzje prawdy

Dziś błagalne modły wznosimy również do nauki i jeśli tylko „coś” zyskuje znaczenie dzięki naukowości, zaczyna istnieć życiem swoistego dogmatu, prawdy niepodważalnej. Narzędziem naukowości, niestety także w humanistyce, stały się badania ilościowe. W ten sposób statystyka mająca opisać złożoność jednostki ludzkiej przeistoczyła się w karykaturę nauki. Wszystko co da się potwierdzić statystycznie choćby i w kilkuosobowej populacji zyskuje naukową literalność. Każde jednostkowe doświadczenie, choćby prowadziło do odkrycia prawa ciążenia, radioaktywności lub mikroprocesora musi być odrzucone, zanim, po żmudnym procesie dowodzenia, nie stanie się częścią nowego paradygmatu.

Odrzucenie jednostkowego doświadczenia

Literalizm ten skutkuje dualistycznym sofizmatem. Jeśli doświadczenie osobiste nie zgadza się z doświadczeniem testu przeprowadzonego na grupie 50 osób, jesteś w błędzie, ciesz się jeśli przypiszą ci jedynie błąd. Możesz zostać również uznany za szaleńca, głupca, dewianta, a w najlepszym przypadku za źle dostosowanego społecznie. Klasyczne nauki o człowieku – zyskały w statystyce potężne narzędzie promujące iluzję prawdy.

więcej na temat duchowości

zapraszam również na coachingdao.pl

oraz na instytutbennewicz.pl

cdn.

Duchowość i wieczna trwoga (6)
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.