Dziecko [na Dzień Dziecka]

Dziecko. Czy wychowywać dzieci w stylu amerykańskich liberałów? Bezstresowo, bez presji, unikając kar i nagród – jako żenującego okazywania wyższości przez dorosłych? Czy też w modelu chińskim lub koreańskim: oczekiwania, naciski, presja na wyniki, system odroczonych gratyfikacji [jeśli zdasz na same szóstki pojedziesz do Disneylandu]? Ani to, ani to: napisze Jasper Juul pedagog i terapeuta duński, uznawany za twórcę nowoczesnej, europejskiej pedagogiki. Jak? Dziecko uczy się wartości, norm, wzorców poprzez przyglądnie się relacji pomiędzy rodzicami a nie poprzez tak zwane metody wychowawcze. Uczy się poprzez naśladowanie. Ramy, naciski, oczekiwania oddziałują wtórnie. Jeśli rodzice palą papierosy, dziecko będzie palić. Jeśli piją – będzie pić. Jeśli tkwią w przestrzeni bezradności, bezrobocia, wykluczenia – będzie wykluczone. To nieubłagany proces. Jeśli w rodzinie dominuje chorowanie – choroba stanie się głównym tematem życia. Jeśli kasa, będzie wszędzie postrzegać pieniądze.

Dziecko polskie i dziecko w Polsce to osobne zjawisko. Dla dzieci wszystko.Niechby miało lepiej niż my i wszystko to czego ja nie miałem. Dziecko zaczarowane przedmiotami, jak większość dorosłych. Dziecko głodne konsumpcji, gadżetów, gier. Przyspawane do komputera, smartfonu i telewizji. Tak, jak dorośli. Dziecko w domu ze stale włączonym telewizorem, który nieustannie brzęczy jak niemy a jednocześnie potwornie gadatliwy, kolejny członek rodziny. Dziecko  rozwiedzionych rodziców, które kompletnie nie rozumie co je spotkało i dlaczego tatuś każe mu się spotykać z inną panią, która tak się stara być miła. A potem mamusia każe się spotykać z jakimś panem, który dziwnie wygląda, jeszcze gorzej pachnie i głupkowato się uśmiecha. Jest oczywiście zysk, można wydębić więcej gadżetów, podwójne, potrójne a nawet poczwórne prezenty. Babcie zachowują się wtedy jeszcze dziwniej. Płaczą, krzyczą. Dziecko opuszczone. Od zawsze rozwiązuje swoje problemy samo. Dorośli, rodzice, razem lub osobno, to tylko instytucja, od której dzieci zależą, Wielki Brat, którego  trzeba się nauczyć oszukiwać, omijać, manipulować, żeby jakoś przetrwać. Dziecko złamane. W obcym świecie, w jakiejś rodzinie, placówce, gdzieś, w obcym miejscu. Nieufne. Tata w więzieniu. Gdzie? Gdzieś daleko, nie może stamtąd wychodzić, nie wolno mu. Mama pije. Czasami ma kolegów. Czasem pije sama albo tylko z koleżanką. Czasem śpi dwa dni. Dziecko po komunii. Doroślejsze. Niestety dostało obciachowy tablet. Inne w klasie mają markowe, więc swój – nawet wstyd pokazać. Biednych w klasie wytykają palcami. Nie jest biedne ale mniej bogate. W rodzinie tylko stary opel a tata Klaudii ma nowego land rovera, Filipa bmw, a rodzice Szymona mają audi i dwa merce. Dziecko w szpitalu. Czujne. Przedwcześnie dorosłe. Pogodzone. Cierpiące. Czasem mądrzejsze od dorosłych a na pewno od lekarzy. Rozpoznaje w innych dzieciach, które tu dopiero przyszły, lęk i osamotnienie. Wspiera. Niekiedy też rozpoznaje własną duszę, której nikt nie zauważa. Lekarze to przecież naprawiacze, czasem mili, czasem mniej mili. Najmilsza jest jedna taka pani profesor ale prawie nigdy jej nie ma, bo nie ma czasu.

Dziecko odganiane jak mucha. Dziecko złośliwe i agresywne. Dziecko okrutne. Dziecko smutne. Dziecko natarczywe. Dziecko ufne. Dziecko otwarte i rozbawione. Dziecko błyskotliwe. Dziecko uzdolnione. Dziecko zmuszane. Pozostawione sobie. Pod presją rówieśników. Dziecko łagodne. Dziecko szczęśliwe. Dziecko zadbane. Dziecko w rodzinie. Rodzina, tu rodzi się człowiek – powie Virginia Satir, amerykańska terapeutka. Dziecko niemal zawsze ma głupszych od siebie rodziców. Niestety tak, gdyż kiedy rodzi się na świat jest pełne ufności i oddania, gotowe rozwijać setkę talentów, tysiąc możliwości, uczyć się wielu języków, doznawać otwartości i szacunku, radości i proaktywności, dziesiątków kultur, miejsc, doznań, potraw. Może poznawać litery i nuty, czytać cudowne książki i podróżować do magicznych miejsc, poznawać rośliny i zwierzęta, harmonię gatunków i światów, różnorodność klimatów, religii i obyczajów. Może szukać i wybierać, tworzyć i współdziałać. Może rozwijać swoje naturalne talenty i realizować pragnienia. A  co dostaje? Bełkot. Plastikowe zabawki. Papkę popkultury, przypadkowe wartości, skłóconych rodziców, którzy dawno temu zapomnieli o miłości. Neurotyczne oczekiwania dorosłych, ich lęk, uprzedzenia i obawy. Niespełnione ambicje. Ojca i matkę, którzy zatrzymali się w emocjonalnym niedorozwoju. Podzielony i skłócony obraz świata, społeczeństwa, rodziny. Dostaje sztywne normy, religijną presję i setki deklaracji bez pokrycia. Dlaczego akurat to i akurat tak? Bo my, bo u nas, bo w naszej rodzinie, bo ci karzę! Przede wszystkim zaś powinno siedzieć cicho i kochać tatusia bardziej niż mamusię, lub mamusię, bardziej niż tatusia, babcię bardziej niż tę drugą babcię oraz oczywiście słuchać, zdawać, dostawać piątki i szóstki, sprzątać w swoim pokoju.

Dziecka nie należy wychowywać. Trzeba je kochać bez żadnych warunków wstępnych. Obdarzać osobistą wiarygodnością, zapraszając do świata równowagi emocjonalnej, do świata, w którym robi się to, co mówi i mówi to, co robi, gdzie panuje przewidywalność relacji, w których dominuje współdziałanie. Dziecko szczęśliwe. To dziecko, które uczy się od dorosłych szczęśliwego świata, harmonijnego życia, radosnej komunikacji. Skąd o tym wie? W jego otoczeniu dominuje poczucie bezpieczeństwa i dobry nastrój, przewaga uśmiechów, szacunek i delikatność, przyzwolenie i poszukiwanie. Żaden model wychowawczy nie jest lepszy od drugiego. I żaden nie jest dobry. Lepszy jest dobry dorosły, który jest dobrym człowiekiem, a jego dobroć przejawia się dobrocią w zachowaniu i dobrymi relacjami, w których dzieci czują się dobrze. Dlatego lepiej być lepszym dorosłym, gdyż wówczas można lepiej wychowywać dzieci wcale ich nie wychowując. Jak to zrobić? Samemu trzeba się uwolnić od krainy dzieciństwa, z której dochodzi natarczywy bełkot dorosłych.

Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

10 komentarzy

  1. Najważniejsze aby dziecko kochać i próbować zrozumieć Jego problemy. Może dziecko przez swoje złe zachowanie próbuje nam powiedzieć – jestem, pamiętajcie o mnie.

  2. nie jestem rodzicem idealnym.
    czasem zmeczonym .czasem smutnym ,albo zajetym wlasnymi myslami,czasem takze dzieckiem,czasem egoista,czasem ,mimo uwaznosci i zapewnien,ze”nigdy w zyciu”-popelniam bledy wychowawcze podobne do bledow moich rodzicow,albo moje wlasne….

    kocham moje dziecko,choc czasem impuylsywnie pokrzycze,czasem brak mi cierpliwosci,jednak starm sie reagowac na jego potrzeby,wspierac,tlumaczyc,otwierac oczy na wiele spraw i puszczac w swiat mimo matczynej troski i leku.dbac o prozaiczne potzreby,jak kanapka do szkoly,dentysta,czysta koszula….

    bycie rodzicem to nie tylko obowiazek i przyjemnosc,to codzienne bycie w takim swiecie ,w jakim nam przyszlo razem zyc.spotkanie,z szacunkiem dla duszy w tym rosnacym czlowieczku……….

    od poczatku mam swiadomosc, ze w moje rece trafia istota juz uksztaltowana w duzej mierze,nie zadna masa ,ktora stworze na swoj obraz i podobienstwo,lecz maly,odrebny czlowiek ,ktory ma swoj program,bedzie sie rozwijal ,rosl ,a potem odejdzie do swoich zadan…………..jednym z .moich zadan jest mu dac schronienie,wychowanie,pozwolic rozwinac potencjal,dostrzec na czas to co wazne,dac szanse na najlepszy mozliwy rozwoj…szlifowac,jako rodzic, moge tylko osobowosc…………w srodku i tak jest Cos ,co dokladnie wie,czego chce;))))))))))

    dziecko to tajemnica,niespodzianka,jka nasionko posiane,z ktorego moze wyrosnie dab ,a moze polny bratek…trzeba pilnie przygladac sie,zgadywac potrzeby,czasem podlac ,a czasem przyciac….ale i tak bedzie tym ,czym ma byc…..ja moge tylko wyhodowac najlepszy-w miare mozliwosci polny kwiatek lub drzewo……… to przygoda i zaszczyt dla troskliwego ogrodnika,boska zagadka;)))))))))))))

    czy jestem dobrym rodzicem????
    jedyna uprawniona osoba do takiej oceny jest moje wlasne dziecko,dzis ,a takze kiedys,gdy samo bedzie miec dzieci;)))))))))))))))))))

  3. Być mądrzejszym od dziecka… To niesamowicie trudne, czasem wydaje mi się wręcz niewykonalne. Bo dla mnie to oznacza całkowite oczyszczenie umysłu. Z ocen, poglądów, skojarzeń, nawyków. Dlatego uważam moje dziecko za największego nauczyciela ( choć czasem doprowadza mnie do szału:). Patrzeć na świat jego oczami, na których nie ma bielma porównań, tworzyć słowa, których nie ma w słowniku, robić dla samego robienia – nie dla zaplanowanego efektu, szybko zapominać o tym co się stało 2 minuty temu, wpatrywać się w lecący samolot – codziennie a jak pierwszy raz w życiu… Kochać bezwarunkowo. Uczę się, do prymuski mi jeszcze daleko…

  4. Krytyczne!

  5. Jakie to smutne jeśli przechodzimy przez życie i nigdy nie widzimy go oczyma dziecka. | De Mello

  6. marcin.m. No ja jestem dzieckiem wielkim w swojej niskości :)

  7. Czy można być dzieckiem przed 40.? A może po 60.? Bycie dzieckiem to stan, wiek, a może miejsce? Serdeczności dla Wszystkich Dzieci.

  8. Od samego początku mojej fascynacji rozwojem osobistym, byłem zainteresowany tym jak duży wpływ na dziecko mają rodzice. Sam przecież byłem dzieckiem i na własnej skórze odczuwałem wszystkie deficyty moich rodziców. Większość z nich zupełnie robionych przez nich nieświadomie. Wiem przecież, że oni są dużymi, skrzywdzonymi dziećmi. Przestałem walczyć o zmianę ich zachowań, wiem że nie dam rady. Coaching mnie nauczył, że żeby się zmienić, najpierw trzeba zauważyć, że coś nie funkcjonuje. A z drugiej strony wyrobiło to we mnie pewną wrażliwość, właśnie na potrzeby dzieci.

    Zajmę się więc tym na co mam wpływ. Zastanawia mnie to jak bardzo te wzorce wrosły w moją głowę. Świadomie o tym rozmyślam.
    Mam 3 wspaniałe bratanice. Relacje z nimi pokazują mi czy powtarzam błędy swoich rodziców czy też wykonałem progres, czy pielęgnuję nowe nawyki – użyteczne. Czasami czuję lęk, że robię dokładnie to samo co moi rodzice, a przecież wiem, że myślenie o lęku jest jak samospełniająca się przepowiednia.
    Inspiracje otwierają oczy, dzięki za Rozmowy z Karolcią ;-)

  9. Moje dzieciaki dostały an dzień dziecka prezent w postaci rybki i fajnego akwarium. Syn wybrał rybkę, córcia roślinkę do akwarium. Siedzą i gapią się na rybkę. Dzisiaj byliśmy 4 godziny z dzieciakami na warsztatach plastycznych a potem pojechaliśmy oglądać wystawę o smokach w galerii handlowej. Mimo, że dużo tam sklepów z zabawkami, to kompletnie nie były tym zainteresowane. Za tydzień podskoczymy na wystaw dinozaurów i pewnie do kina na „Tajemnicę Zielonego Królestwa „. Dzieciaki, zaskakują nas wiedzą o dinozaurach :) Takie bycie razem to dla mnie coś normalnego, szkoda, że inni rodzice nie mają dla swoich dzieci czasu….

  10. Mogę się mylić, ale kiedy rodzice piją/palą/żyją według ograniczających przekonań i tak dalej, dziecko nie zawsze musi podążyć tą samą ścieżką. Mam wrażenie, że czasem, kiedy środowisko temu sprzyja lub jakieś losowe myśli, które przypadkiem pojawiają się w głowie małego człowieka, mogą spowodować diametralne odwrócenie się od tej strony i przejście na drugą – kategoryczne NIEspożywanie alkoholu, wręcz brzydzenie się paleniem i palącymi, uważanie ludzi z podobnymi przekonaniami do rodziców dziecka jako niemądrych, głupich lub ograniczonych.

    Panie Macieju, czytałem ostatnio Pana wywiad na jednym z internetowych portali, apropo właśnie dzieci i wspomagania ich rozwoju. Z wielkim zainteresowaniem czytałem ten tekst, dostałem wiele sentencji i przypadków do przemyśleń, jednak to, co mnie zaintrygowało to komentarze. Większość niezgadzała się, szydziła, obrażała – czasem Pana, a czasem Pana opinię. Całe spectrum opinii. Od „Nie będzie mi mówił jakiś psycholog jak mam wychowywać MOJE dzieci!” do „Kim jest coach i dlaczego nie po polsku?”.

    Bardzo podoba mi się idea prawdziwej obecności i zarówno naturalności. Towarzyszeniu dziecku w jego życiu. Byciu z nim. Postać rodzica, który podróżuje wraz ze swoim dzieckiem, raz z tyłu, raz z przodu, nie ukierunkowuje w 100%, potrafi wspomóc kiedy nadchodzi taka potrzeba, ale pozwala dziecku samemu wzrastać. Stwarza warunki do dojrzewania.

    To odważne stwierdzenie, ale mam wrażenie, że będąc rodzicem jest się po części bogiem. Tworzy się życie i świat.

    Pozdrawiam!

Komentarze są wyłączone.