Dżin

 

świat mnichów, magów, joginów, ascetów, mistrzów, chodzących świętych

Gatunek ludzki łatwo poddaje się transowi. Czy trans nazwiemy myśleniem skoncentrowanym i tunelowym, czy przyjmiemy definicję, że trans to podatność na sugestie lub szczególne relacja z autorytetem, czy też odmienne stany świadomości, lub nadświadomość, świadomość jaźni, wgląd – jak zwał tak zwał.  Wszystkie te definicje opisują ów szczególny stan umysłu, w którym pojawia się odprężenie, czasem euforia, poziom skojarzeń zaskakujący dla autora owych skojarzeń, wizje, halucynacje, plastyczność wizualizacji przekraczająca najśmielsze doznania na jawie – słowem odjazd jak po substancjach psychoaktywnych. Do tego poczucie siły, brak zmęczenia, ekstaza, euforia, a nierzadko wrażenie wszechmocy, wszechwiedzy, kontaktu z bóstwem, cuda na patyku i sto razy więcej.

guru, czyli gurdewa, czyż nie uroczy?

Pusty umysł, oświecony umysł, przebudzony umysł – wszystko to można uzyskać przy pomocy technik hipnotycznych i sugestii na kozetce u specjalisty lub w pokoiku u amatora-hochsztaplera, skutek transowy może być w obu przypadkach podobny. Jednak, jak nauczył mnie jeden z moich mistrzów, sztuką jest wypuszczać dżina z butelki, ale jeszcze większą sztuką jest go tam wsadzić z powrotem. Antropologowie zgodnie twierdzą, że ludy które używał języka transu do kontaktu z bóstwem w niepodzielonym świecie, gdzie sacrum, codzienność, sztuka i tradycja, produkcja i życie społeczne było jednym, niezróżnicowanym polem, bardzo szybko przejęły po kulturze zachodu, nasze metody transu. Alkohol. Ów niedrogi, powszechnie dostępny afrodyzjak, wzmacniacz, dopalacz i halucynogen w jednym. Nie podoba się ci tutaj, idź tam. Trzy piwka i już jesteś w odmiennych stanach świadomości.  Nie potrzeba LSD ani DMT, trawki ani strzykawki.

 

Zastanawiam się nad popularnością metod transowych i języka sugestii, który płynie z Azji w stronę Ameryki i Europy nieprzerwanie  od połowy XX wieku. Nigdy wcześniej buddyzm, joga, ajurweda, zen, tao, hare kryszna, a także techniki medytacyjne, mudry, mantry, ćwiczenia joginów, metody reiki nie były tak popularne, misyjne wobec tradycji kulturowych i religijnych zachodu. Biedny, feudalny, pozbawiony gospodarki, podbity kraj, który stał się chińską prowincją, stał się również jednym z najsilniejszych eksporterów ideologii religijnej i kosmologii, a skromnych mnich światowym, bodaj jedynym, powszechnie uznawanym autorytetem, którego nawet potężne Chiny nad wyraz się obawiają. Tymczasem kto zamierza wejść na drogę rozwoju duchowego nawet jeśli pojedzie do klasztoru trapistów albo benedyktynów, zamknie się w jezuickiej kaplicy, odbędzie pielgrzymkę do Santiago de Compostela, lub inicjację w czasie nabożeństwa pastora Chrisa Oyakhilome, pastora Moona, lub w scjentologicznej kaplicy i tak wcześniej czy później musi trafić do Indii.

 

mistyczna matka coraz rzadziej oświeca europejczyka

Indie to kontynent w kontynencie, świat w świecie, przeogromny potencjał, jedna szósta populacji ludzkiej. Siedem podstawowych stref klimatycznych, 28 stanów, dziesiątki języków i dialektów. Chociaż w rolnictwie pracuje ponad pół miliarda ludzi [60% zatrudnionych] przynosząc około 20% PKB całej gospodarki, to eksport oprogramowania komputerowego stał się w 2010 roku najsilniejszą gałęzią gospodarki dając ponad 25% PKB, przy zatrudnieniu 8% aktywnej zawodowo populacji. Mieszkańcy tylko czterech miast Bombaju, Delhi, Bangalore i Kalkuty przewyższają liczebnością ilość mieszkańców Polski, a  sam Bombaj [zespół miejski ponad 20 mln ludzi] kilkanaście krajów europejskich. Roczne budżety tych miast to pieniądze większe niż budżety Litwy, Estonii i Czech razem wzięte.  Co ciekawe 78% populacji Indii to hinduiści, buddystów jest mniej niż chrześcijan i katolików, według oficjalnych danych poniżej 0, 7 % populacji.  W Indiach żyje około 35 milionów wdów [według niektórych danych nawet 50 milionów, więcej niż mieszkańców Polski] pozbawionych pieniędzy, domów, praw i godności. We wdowich dormitoriach młode wdowy muszą się prostytuować, aby utrzymać siebie, oraz koszty stałe tych przybytków. Dżati, czyli urodzenie decyduje o losie człowieka. Kasta i stan społeczny determinują przyszłość, mimo formalnego zniesienia sytemu segracji w 1950 roku. Według danych Funduszu Narodów Zjednoczonych na Rzecz Dzieci (UNICEF) nawet 60 milinów dzieci trudni się żebractwem, a podobna liczba traktowana jest przez swoje rodziny jako towar podległy sprzedaży lub wymianie towarowej.  Chyba nie ma na świecie bardziej szowinistycznego, rasistowskiego, zantagonizowanego, niesprawiedliwego kraju jak Indie. Skąd zatem przekonanie ludzi zachodu, że tam odnajdą drogę do rozwoju własnej duchowości? Czego oczekują spędzając lato w aśramie na myciu podłogi, medytacji, zbiorowym transie i uszczelnianiu moskitier, posilając się ryżem i śpiąc na wiązce bambusa za niewygórowaną cenę 10 000 dolarów za miesiąc? Może to efekt skali? My w czterdziestomilionowym kraju wielkości małego stanu indyjskiego mamy Tyniec, Jasną Górę i Ojca Rydzyka, oni mają swoje Tyńce w każdym miasteczku, a brzeg rzeki lub szczyt góry zawsze jest święty, patronuje mu bóstwo, zaś mnichów, magów, joginów, mistrzów, bothisatwów, guru, anachoretów, ascetów, chodzących świętych, zaklinaczy, uzdrowicieli jest tyle samo, co żebrzących dzieci i śudrów, wykluczonych praczy brudów. Może to efekt skali? Może tęsknoty? Może naiwności i fascynacji europejczyków? A może te komary, upały, monsuny i kolory?

 

 

 

Dżin
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

41 komentarzy

  1. Świetny esej, jeden z lepszych w tym blogu ….. Podzielam sceptycyzm Pana Macieja do zinstytucjonalizowanych formuł duchowości

  2. Ola,
    kiedy już doświadczyłaś natury umysłu ( i wiesz, ze to nie trans i tym podobne “jazdy”) i kiedy praktykujesz, poznajesz tę naturę umysłu, to życie codzienne staje się spójne, bardziej beztroskie, radosne, coraz mniej rozróżniasz na ja/oni, o wiele wiele bardziej czujesz ludzi i świat ( także zmysłowo), nie zasklepiasz się w “swoim” wnętrzu, “swoim” odczuciu, integrujesz się z tym, co na zewnątrz , coraz mniej się przywiązujesz do okoliczności zewnętrznych łącznie z “sobą samym”.

  3. Agnieszko Hawajko,myślę,że każdy z nas to co czyta przepuszcza przez siebie:))Ja z książkami dot. szerko pojętego rozwoju mam tak,że jedne pochłaniam natychmiast.Inne czekają na swój czas.Tak jest np. z Rickiem Jarowem, na którego szkoleniu byłam rok temu a dopiero teraz przeczytałam dokładnie całą jego książkę. Z innymi mam “niekoniecznie”-i tu Osho.A z jedną miałam silną odpowiedź z ciała “absolutnie nie”Książka trafiła do śmieci,chociaż nie wyrzucam książek. Później trochę więcej dowiedziałam się o autorze i już wiem,dlaczego “absolutnie nie”:)

  4. Pytając o “to” miałam na myśli oświecenie, w takim rozumieniu, jak każdy je nadaje temu wyrazowi. Jak zmienja i wpływa na życie “poza oswiecniem”, jeżeli można rozróżnić takie dwa zycia???

  5. PS tak, każdy w swoim transie tańczy… Czy coś się zobaczy? – otwórz oczy od środka. Czy coś się usłyszy?-nastaw uszy wewnętrzne. Czy coś się poczuje?-otwórz serce, ono ma odpowiedzi.

    PS dobrej nocy, pięknej niedzieli.
    Dziękuję.

  6. Lubię czytać, lubię rozmawiać, lubię poznawać, zawsze wynoszę coś dla siebie, wzbogacam wnętrze, mieszam, smakuję, jednak każdy nauczyciel jest i będzie dla mnie jedynie inspiracją, każdy napotkany mistrz otworzy nowe okno na mnie samą. To moje życie i chcę je przeżyć po swojemu nie zaś jako w księgach zapisano. Wybieram co mi służy, co smakuje, czasem to jedno zdanie, czasem kilka książek, czasem kilka lat spotkań.
    Reszta pochodzi ode mnie, ze środka istoty. Fajnie móc ją poszerzać.

  7. Agnieszko Hawajko-wydaje mi się,że w tej dyskusji zastanawianie się nad cudzym tzw. oświeceniem miało służyć bliższemu przyjrzeniu się temu pojęciu,.. Znam sporo osób łączących sferę duchową z dobrobytem.Vitale też naucza,jak włączać m.in. Hunę do uzyskiwania dóbr materialnych.Natomiast od kilku dni zastanawia mnie to,że osoby głęboko i długo praktykujące reiki,czyli tylko Jasną Stronę Mocy napotykają sytuacje,które jakby mówiły “żyj skromnie”I stąd moje pytania w tej dyskusji.

    A co do Osho to ciekawe.Mam kilku znajomych,którzy są nim zafascynowani.A ja przeczytałam tylko kawałek jednej książki.Coś mi w nim nie styka:)

  8. trans:pogrążony w transie od narodzenia do dzisiaj, coś mi podpowiada, po raz kolejny że transujemy wszyscy, kiedyś pisałeś o kolorach transu, czarnym i białym, dzisiaj myślę, zakładam, wyobrażam sobie że kolorów jest więcej, dużo więcej.
    O oświeceniu nie mam do powiedzenia nic, poza pytaniem o to czy to może nie kolejny wymiar transu.
    Pamiętam jednak takie momenty kiedy coś sprzężało mi w głowie (neurony:)) i przez sekund kilka odnosiłem wrażenie że widzę świat stojąc za swoimi plecami, że obserwuję otoczenie z perspektywy człowieka przyglądającemu się mrowisku..

  9. Dla mnie fajnie OSHO łączy sferę duchową i materialną. Nauczał, robił i nadal robią jego słowa dużo dobrego, a przy okazji opływał w dobrobyt. Był sobą. Ten człowiek był sobą od urodzenia, blisko swojej natury. Być sobą, tylko tyle i aż tyle…
    W ilu procentach jesteś naturalnym sobą? U mnie wskaźnik rośnie bardzo szybko, co doprawia mi tęczowych skrzydeł każdego dnia mocniejszych ;-)

    Kto uznaje kogoś za oświeconego? My, ludzie, dana osoba sama się okrzyknie oświeconym, instytucja? Takie pytania przyszły mi do głowy ;-)
    W końcu po co zajmować się czyimś oświeceniem i badać kto bardziej jaśnieje a kto mniej. A Ty w jakim stopniu jaśniejesz? Oświetlasz już swoje mieszkanie, a może całe miasto? Życzę Wam naprawdę dużo jasności i ciepła, które ogrzeje, ukoi, wzmocni, napełni.

  10. Grerr,piszesz,że wymienieni autorzy uchodzą za oświeconych.Czy spotkałeś się z takim określeniem wobec Vitale?Dopytuję,bo spostzegam go jako człowieka,dla którego “sprzedać” jest jedną z naczelnych wartości.Nic nie mam przeciwko dobrom materialnym,wręcz przeciwnie:)Natomiast dokładnie od kilku dni /od pewnej rozmowy/gdzieś mi się pojawia,że osoby na wyokim poziomie rozwoju duchowego mają uwagę trochę gdzie indziej.Tak jakby wraz z faktycznym rozwojem dobra materialne stawały się mniej ważne. Nie to,że jakieś be.Uwaga takich ludzi idzie raczej w kierunku uczenia innych,uzdrawiania,towarzyszenia innym w rozwoju.A Joe ewidentnie ukierunkowany jest na posiadanie.
    Zaznaczam,że ja jestem na etapie,w którym pieniądze są bardzo OK,bo dają wolność i pozwalają mi realizować fajne cele:))

  11. internet i ksiazki, wszyscy ci autorzy sa bardzo poplurani w swoich krajach, a takze w Niemczech i uchodza za wspolczesnych oswieconych, chcociaz oficjalna psychiatria (tole i katie) przypisywala im depresje, psychoze i ogolne wariactwo
    podobnie bylo z Albertem Chmielowskim w jego czasach i z Ignacym Loyola

  12. Grerr,to bardzo ciekawe,że postawiłeś Vitale obok Katie i Eckharta. Czy mógłbyś napisać,dlaczego uważasz go za oświeconego?Bardzo jestem tego ciekawa.Miałam okazję go poznać,znam człowieka bywającego w jego domu.I to wpływa na mój odbiór jego książek. Ciekawa jestem,jak się odbiera jego przekaż bez takich filtrów.

  13. zauważyć potrzebę zmian to jak wypuścić dżina z butelki, a potem podążać za nim i próbować wsadzić go z powrotem, czy potrafię to zrobić…

  14. tak z inzynierskiej perspektywy racjonalisty – a czym sie rozni zbawienie swietego Augustyna, ktoren jak wiadomo czerpal z Arystotelesa, oraz jego osobista przemiana z utracjusza w chrzescijanina, od przemiany Ignacego Loyoli czy Alberta Chmielowskiego, tez utracjuszy, w porownaniu do wspolczesnie oswieconych ludzi zachodu – Thole, Vitale, Katie, oraz oswiecenia buddyjskiego?
    wszedzie jest jakas “jedyna prawda” i jakis kontakt z uniwersum, bostwem albo super wiedza, nawet jesli to jest pustka

  15. Nastawienia. Nastawienia wpływają na nasze życie czy tego chcemy czy nie. Od nastawienia zależy czy wybierzemy Zachód czy Wschód. Przekonanie, że potrzebujemy zmiany nastawienia popchnie nas w jakimś kierunku, a że mamy przekonanie, że na Wschodzie zrobimy to najlepiej podążamy na Wschód. Tak sądzę.

  16. Ola,
    ale czym jest to “to”, o które pytasz (“co wam to daje w życiu codziennym”)

  17. Agnieszko,
    wybacz, mam takie nauczycielskie nawyki. Nie uzupełniłam Twojej wypowiedzi, by wykazać,że nie masz racji bo oczywiście masz rację, nie da się w słowach oddać stanu oświecenia. Chodziło mi o to, by dodać, ze mimo tego, że nie da się adekwatnie oddać w słowach stanu oświecenia, trzeba o tym mówić. Chodziło o to uzupełnienie, a nie o wykazanie, ze nie masz racji.

  18. A mnie, jako nieoswieconego w sensie buddyjskim, interesuje, co wam to daje w waszym życiu codziennym?

  19. Ałtor troszkę mi się z antałkiem kojarzy:))Niektóre słowa są takie okrągłe:))

  20. PS “coautormiałnamyślami” – autor, nie zaś ałtor ;-) ależ to ałtor cudnie wygląda ;-)

  21. Tak zośka, masz rację. I ja też mam rację ;-)
    Słowa są takie różnobarwne i nacechowane tyloma różnymi emocjami, znaczeniami i “coałtormiałnamyślami”, że pewne sprawy nauczyłam się już zostawiać takimi jakie są, bez komentarza, z pięknie wybrzmiewającym akordem naturalności jaką niesie z sobą czyjaś wypowiedź choćby na tym forum. A jeśli czegoś nie rozumiem, pytam i proszę o wyjaśnienie.
    Czasem wystarczy zapytać by dostać odpowiedź…
    Proszę, pytaj mnie czasem co mam na myśli bo w swojej wypowiedzi założyłaś moją intencję z góry, a nie taką miałam.
    A że mam nastrój refleksyjny, zdecydowałam jeno zdanie jedno postawić, bez wywodów.
    Za to teraz wywód mi sam się napisał. Zatem skończę, by zamknąć się w ciszy.
    Amen ;-)

  22. Grerr,
    z tego co mi wiadomo, chrześcijaństwo zmierza do zbawienia, a nie oświecenia.

  23. Agnieszko Hawajko,
    a jednak się mówi o oświeceniu, choć nie jest na słowa przekładalne. Ale mówić się mówi, nawet sami buddowie mówią, choć mogliby powiedzieć—my już “to” mamy, więc szafa gra, a wy tam się robaczki męczcie w tej samsarze sami, nieoświeceni. Nie ma oświecenia bez współczucia (tyb. bodhicitta).

  24. a czy katolicy albo szerzej chrzescijanie maja swoich oswieconych, czy JP II byl osiwecony, czy BXIV jest osiwecony, czy to tylko domena ducha siwetego? moze dlatego ze w tradycji zachodu tak trudno uzyskac ow stan mistyczny, moze dlatego niektorzy zwrocli sie na daleki wschod? bo to egozytka juz ona sama dziala mistycznie

  25. O oświeceniu się nie mówi, w nim się jest, albo nie ;-)

  26. Reiki wspiera wchodzenie na wyższy poziom wibracji. Pomaga w usuwaniu blokad na tej drodze. Może to to samo co buddyjskie oświecenie. Nie wiem. Wiem tylko, ze tzw. buddowie osiągnęli bardzo wysoki poziom stałej wibracji.

    Wyjęłam po kilku latach z półki “Niebiańska wizję” Redfielda. I juz wcale mnie nie dziwi, że na moim ostatnim seminarium reiki akurat ta książka została przypomniana przez prowadzącego. Od czasu, gdy Maciej jako temat sesji dla superwizorów podał synchronię, a ja akurat miałam w torebce książkę Chopry na ten temat nie dziwi nic:)) I czytam u Redfielda o charakterystycznych cechach doświadczeń mistycznych i róznych ścieżkach prowadzących do nich. Na blogu podobna dyskusja. A mnie się przypomniało moje pierwsze doświadczenie z techniką Core Transformation na Masterze NLP.. Niezwykłe obrazy, zadziwiające informacje, których potwierdzenie znalazłam potem w ksiązkach dotyczących duchowości. Oraz moje zaszokowanie i nieustanne pytania “Czy na sali jest lekarz?:))) Może to jest teraz w polu i na różne sposoby ludziom takie doświadczenia się odpalają. I na różne sposoby ludzie ich poszukują. Redfield ma na to swoją odpowiedź;))

  27. Joanno,
    ja myslę, ze jak reiki pomaga na zdrowie, to juz “wystarczy”, zdrowie jest podstawą oświecenia, więc można powiedzieć, że w tym sensie reiki służy oświeceniu. Ludziom chorym i cierpiącym trudniej pracować z umysłem.

  28. Olu,
    ja przez “oświecenie” rozumiem stan poza umysłem (nauki dzogczen określają go mianem stanu doskonałego, rigpą; nauki tantryczne mahamudrą–“wielką pieczęcią), ale jak go zwał, trzeba go doświadczyć, ten stan jest poza słowami i pojęciami i rozumieniem. Ja go doświadczyłam, więc wiem, o czym mówię. Oczywiscie, nie znaczy to, ze jestem oświecona –bardzo mi przykro, ale nie jestem :)–jednak miałam chwile w tym stanie, praktykujący ludzie je miewają. Buddowie są w tym stanie przez “cały czas”. Naiwnie Ci to tłumaczę, ale na oświecenie “nie ma mądrych”, trzeba samemu tego doświadczyć, choć przez chwilę. I przy okazji powiem, ze odjazdy na kozetce i po grzybkach, i po innych stymulantach, mają się do stanu rigpa jak pięść do nosa. Też doświadczyłam niegdyś tych środków, to coś moge powiedzieć. Po środkach umysł jest stymulowany sztucznie, od zewnątrz, to nie jest przestrzeń, to jest sztuczny trip, klatka, jak na filmie. Niektórym ludziom jednak te środki pomagają w przezwyciężeniu absolutnego, topornego materializmu, bo jak ktoś zazna takiej “jazdy”, to już mu trudno uwierzyć, że jest tylko ciałem.

  29. OK,reiki nie mówi o oświeceniu w sensie buddyjskim,tzn. nie stawia takiego celu swoim adeptom.

  30. Grerr,na szczęście reiki to nie to samo co fitness:)Tzn. nie trafiają tam osoby zainteresowane lansem.Reiki broni się samo:)
    A tak dla porządku.Reiki to system świadomej pracy z energią,który powstał w Japonii,a nie w Indiach.Natomiast źródłem były pisma w sanskrycie przechowywane w japońskich klasztorach.Piszę tutaj o tradycyjnym systemie Usui Shiki Ryoho,a nie tzw. mutacjach.Wbrew popularnym skojarzeniom reiki to nie tylko uruchamianie procesów zdrowienia na poziomie ciała.To intensywna praca samorozwojowa /emocje,przekonania,relacje itp, a dla ambitnych nawet z oczyszczanie karmy//i często “dzieje się samo”:).Natomiast tradycyjny system reiki nie mówi o oświeceniu.Aczkolwiek może temu służyć,jeżeli ktoś ma w sobie taką gotowość.

  31. a moze oswiecenei to tez zgoda, spokoj, harmonia i moze tez moment kiedy juz nie potrzebujemy ciagle poszukiwac, dowiadywac sie i czegos dowodzic, oswiecenie nie tylko buddyjskie ma imie;

    to tak z inzynierskiej perspektywy, kiedy obliczasz w projekcie sciany nosne i ich obciazenie i nagle przychodzi ci do glowy ze mozesz inaczej rozlyc ciezar, ale to tylko inzynierskie oswiecenie

  32. Oświecenie to również nurt kulturalny i okres w historii Europy przypadający na lata 1688-1789 określany często wiekiem rozumu. Według Wikipedii “oświecenie” to również stan umysłu (lub raczej cały szereg stanów), jaki według części religii Wschodu przytrafia się po długotrwałej praktyce medytacyjnej. Dla mnie na ten moment “oświecenie” to dokładnie to co napisałam w niższym poście. A dla Ciebie zośka? Co rozumiesz jako oświecenie?

  33. Olu,
    to, o czym piszesz, to świadomość, myślenie, rozróżnianie, relatywizowanie. Wszystko to aktywności umysłu, ale to nie oświecenie w sensie buddyjskich nauk.

  34. Oświecenie rozumiem jako świadomość w moim życiu kilku rzeczy: że każdy ma inną mapę, że mapa to nie teren, że w związku z tym każdy ma inne “dobre”, że ja piszę moją narrację, że tylko ja mogę ją zmienić, że energia podąża za uwagą, świadomość mojego “po co?” na tym świecie… I dla mnie oświecenie jest w nas, jak wszystkie odpowiedzi i kluczem jest zadanie sobie pytania: po co? Po co wypowiadam dane słowa? Po co myślę w dany sposób? Czy to mi służy? Czego chcę w zamian? Oświecenie jest bliżej niż czasami może sie to wydawać. Oczywiście oświecenie w moim rozumieniu, bo ktoś inny może, że to nie oświecenie.
    Po co to piszę?

  35. tez tak mysle, ze oswiecenie to ostatnio towar, i to eksluzywny, jak wyjazd na survival do Chile albo zdobycie Elbrusa, teraz wsrod mlodej, dobrze zarabiajacej klasy sredniej w starej Europie a moze i w mlodej, jest trendy i jazzy oraz cool zeby wspinac sie w Wenezueli na niedostepne skalki, nocowac w Johanesburgu w dzielnicach Zulu i “zlapac” oswiecenie, joga, chanelling czy reiki to teraz to somo co fitnes albo squash

    a dla inzyniera to i tak wszystko magia i “cuda na patyku” jak pisze autor

  36. Oświeconego umysłu nie da się uzyskać po żadnej sesji na kozetce, i żadne środki halucynogenne “nie robią” oświeconego umysłu. Oświecony umysł ma to do siebie, że z oświecenia się “nie spada”, nie wychodzi, “nie trzezwieje”, jak po halucynogenach. Poza tym –i przede wszystkim—“odjazd” i “trans” to nie oświecenie.
    Rozumiem, ze “wypuszczony dżin” to ludzka pokusa drogi na skróty, gdy się nie udaje w trzy tygodnie złapać “oświecenia”, zadawalamy się butelką . To nie tak. Ci, co polują na oświecenie, dążą do “fajnych”, odmiennych stanów świadomości, chcą mieć zabawę, mają kolejne pragnienie ,…i kolejny problem.

  37. Indie są, jakie są. Podobnie jak inne kraje zanurzone w splocie przyczynowo-skutkowo-dziejowym, zwanym przez buddystów zbiorową karmą. Ludzie jadą, bo chcą poznać coś innego, inną duchowość. Rozumiem tę ludzką potrzebę. Ludzie przywożą z Indii różne rzeczy–też niejako wynika to z ich indywidualnej karmicznej wizji—jedni przywożą choróbska i niesmak, bo higiena w tym kraju nie trzyma standardów sieci hoteli europejskich; inni uczą się współczucia–bo doprawdy jest tam komu współczuć– a jeszcze inni dostają pierwszy impuls, by się zatrzymać na chwilę i popatrzeć w swój umysł.
    Krystian,
    “ucieczka w medytację”, podobnie jak ucieczka w alkohol kończy się porażką, ponieważ jeśli ktoś traktuje medytację jako panaceum na osobiste kłopoty i do tego jeszcze ma oczekiwania, by to zadziałało w mig, ucieknie szybko od medytacji. Jedyny pożytek z medytacji traktowanej jako “ucieczki” od życia, ze ona nie szkodzi, tak jak zaszkodzić moze alkohol.

  38. no i jeszcze coś istotnego. Piszesz Maćku “Czego oczekują spędzając lato w aśrmie na myciu podłogi, medytacji, zbiorowym transie i uszczelnianiu moskitier, posilając się ryżem i śpiąc na wiązce bambusa”. Obok tego mycia podłogi, ryżu i nędznego posłania jest jeszcze feeria barw, smaków, melodii. W powietrzu wisi jakieś poczucie akceptacji, że jak by nie było to jest tak jak ma być teraz. Jest uśmiech na twarzy i oczach. A to Indie – brud, smród i ubóstwo.
    Indie, Tyniec, Alkohol to jakiś etap podróży. Do siebie. Bo przecież nie znajdziesz na zewnątrz niczego czego nie ma w Tobie.

  39. czasem trzeba uciec bardzo daleko żeby móc wrócić. żeby rzeczywiście widzieć ten powrót. Chodzi też o drogę, o próbowanie. A też o zderzenie dwóch światów. Nie wiem czy to ma akurat coś wspólnego z wypalonym ludźmi Zachodu. Wśród tych, którzy szukają, są tacy, których rodzina przeciągnęła też przez Jasną Górę. Trochę też w tym jest spóścizny o życiu którego sensem jest cierpienie i niesienie krzyża. A te wszyskie mantry, mudry i medytacje są wolne od obowiązku cierpienia. Cóż, każda pliszka swój ogon chwali, więc dla mnie w Indiach i pochodnych (czyli jodze, medytacji, itd) jest najpierw człowiek i wolność i świadomość. Bezcenne.

  40. Ludzie Zachodu pędzący ku karierze i wyznający religię nauki, pieniędzy i twardych dowodów dochodzą do punktu załamania nerwowego, wypalenia albo maximum kariery i wyzwań i uciekają w drugie extremum czyli medytacje, joga, ascetyzm (tak popularny ostatnio minimalizm) i religię duchowości oraz rzeczy, które działają a nie da się ich zbadać. Idealnie tutaj pasują Indie. Zachód miał kontakt z kilkoma guru totalnie oderwanymi od rzeczywistości wyścigu szczurów i TV i część ludzi widzi to jako rozwiązanie wszystkich problemów. Można dogadać się po angielsku. Chiny to komuna, dziwne jedzenie i dziwny język, mało kontaktu mamy, więc odpada. Pewnie jest też spora część, która wyjedzie do aśramów bo to modne. Najlepiej zapytać osoby, które chcą wyjechać, bo z tymi co wrócili ciężko czasem znaleźć wspólny jeżyk/poziom logiczny. :)
    Z pokręconych krajów Japonia też jest dziwna.

Komentarze są wyłączone.