sprawdzaj ekologię

Ekologia zmiany – coaching

Wyniki wyborów rozpalają emocje i przez najbliższe tygodnie ekscytacja będzie utrzymywać się na wysokim poziomie. Kto zostanie premierem, kto ministrem a kto wojewodą? Pojawi się litania nazwisk i choć większość z nich będzie dla większości elektoratu równie anonimowa jak tegoroczna laureatka literackiego Nobla, to jednak nie zabraknie komentarzy, hejtu i euforii.

W swojej powieści „Przerażające oddziaływania…” w części drugiej „Głowa do wynajęcia” opisałem, rzecz jasna metaforycznie oraz ironicznie, co się wydarzy, więc z jednej strony jestem dumny, z drugiej nieco przestraszony własną przenikliwością. Żartowałem. Żartowałem w kwestii strachu. Jestem w okresie życia, w którym już sporo widziałem i jeszcze więcej przeżyłem. Pochodzę z pokolenia, które wychowywało się w komunie, w PRL, w kraju w którym wykonywano kary śmierci za przestępstwa ekonomiczne, za odmienne poglądy ludzie siedzieli wiele lat w więzieniu a prawa człowieka mniej znaczyły, niż ochrona mienia państwowego. Zatem z jednej strony jestem podszyty lękiem, z drugiej na niego uodporniony, zależy jaki bodziec, którą strunę we mnie potrąci. Na domiar złego – jako tako orientuję się w historii trochę dalszej i trochę bliższej – ona przecież wielką nauczycielką jest, oczywiście tylko dla tych, którym nie myli się Powstanie Warszawskie z Powstaniem Listopadowym a car Mikołaj Król Polski z księciem Konstantym Romanowem namiestnikiem Królestwa Polskiego. Obawy moje, jak w indiańskiej przypowieści o dwóch wilkach, zależą od tego, którego wilka karmię – wilka lęku (i jego córki agresji) czy też wilka samotnika, ( i jego synów – siły i spokoju).

 ***

Dlatego pomimo licznych pytań i zachęt nie napiszę komentarza do wyniku wyborów, gdyż wszystko zostało już powiedziane i skomentowane przez najtęższe głowy w Polsce. Cóż mam dodać. Wszystko jest jasne. Kto ma oczy i uszy otwarte ten rozumie sytuację, kto zakleszczył się w tunelowym widzeniu rzeczywistości, ten zareaguje wyłącznie kontrsugestywnie na jakiekolwiek argumenty.

***

Tym bardziej warto napisać o ekologii. Ekologia jest trzecim, kluczowym elementem coachingu. Zaczyna się w zasadzie od prostego, znanego przykazania: „Nie czyń drugiemu co tobie jest niemiłe”. Weź pod uwagę, że twoje działanie lub brak działania (zaniechanie) wpływa. Nie narzucaj własnej mapy, czyli osobistego punktu widzenia, gdyż co jest dobre dla mnie, nie musi być dobre dla ciebie, co jest dobre dla ciebie, nie musi być dobre dla mnie. Jeśli ty idziesz własną drogą nie oznacza, że jest to również moja droga. Jeśli ja wybieram jakąś drogę nie oznacza, że jest to również twoja droga. Ekologia w psychologii pozytywnej (a to z niej głównie czerpie soki coaching, tak jak go rozumiem) działa szerzej niż ekologia jako ochrona środowiska naturalnego. Jej zadaniem jest uwzględnienie również uczestników twojego działania, ludzi z otoczenia i aspektów złożonych relacji. Nigdy nie działasz sam. Twoje czyny lub zaniechania zawsze pojawiają się w związku z funkcjonowaniem innych ludzi a nawet z ich życiem w skali ogólnej.

 ***

Jeśli siadasz np. za kierownicą auta, to rozpędzone do szybkości 50 km/h około 1 ½ tony żelaza, plastiku i gumy stanowi śmiercionośny pocisk w zetknięciu, z którym żadna żywa istota nie ma szans wyjścia bez uszczerbku. Dlatego między innymi edukacja na prawo jazdy w Polsce nie spełnia zasady ekologii coachingowej, gdyż więcej jest uwagi na to jak parkować, niż na to, co to oznacza bezpiecznie, kooperatywnie kierowanie pojazdem. Jak ważne są interesy pieszego oraz pozytywne nastawienia do innych w czasie trudnych warunków jazdy, że ograniczenie szybkości to nie jest fanaberia ale zasada bezpieczeństwa itd.

Nauka jazda to w ogóle dobry przykład coachingowy. Działa tu zasada odpowiedzialności, która wzbudza tyle kontrowersji. Proszę bardzo, prześledźmy to na przykładzie. Uczeń jest odpowiedzialny za opanowanie wiedzy, zanim siądzie do auta z literą L musi znać kodeks na blachę. Musi być trzeźwy, punktualny, reagować na sugestie instruktora, wykonywać jego polecenia w czasie jazdy, korygować błędy itd. Odpowiada zatem za postępy, które następnie są kontrolowane i poddawane feed-backowi. Instruktor odpowiada za sprzęt, bezpieczeństwa jazdy (ma swoje pedały w samochodzie i dodatkowe lusterka) musi trafnie wydawać komendy i polecenia oraz pomagać uczniowi wyciągać wnioski z błędów. Wszystko to w czasie ruchu w przestrzeni publicznej, zatem konieczne jest również uwzględniania ogólnego bezpieczeństwa jazdy. Odpowiedzialność jest tu dwustronna, inna po stronie ucznia, inna po stronie instruktora, żadna nie jest mniejsza ani dominująca z punktu widzenia ekologii uczenia się, choć mamy relację mistrz – uczeń.

 ***

Odpowiedzialność powinna być omówiona i ustalona w sesji kontraktowej, przyjęta i najlepiej podpisana w kontrakcie przez obie strony relacji. Użyteczność to stałe sprawdzanie czy podążając daną drogą w określony sposób, przy użyciu konkretnych zasobów (metod, umiejętności, zasobów materialnych itd.) podążam w obranym kierunku i uzyskuję korzyści, które zamierzałem uzyskać na starcie. Jeśli nie – zmieniam kierunek, zmieniam drogę lub środki prowadzące do celu. Zmieniam – zamiast podróżować we mgle i obwiniać innych za brak rezultatów. Sprawdzam ekologię na każdym kroku czy aby siebie lub kogoś z otoczenia nie ranię, nie uruchamiam mechanizmu ofiary i sprawcy. Lub inaczej – czy droga jest proaktywna i uzyskałem zgodę otoczenia (lub przynajmniej neutralne przyzwolenie) na używanie konkretnych środków i metod oraz realizację celów. Jak stwierdza Robert Dilts – jeśli uczestnicy projektu, nawet ci przypadkowi jak taksówkarz czy „pani w okienku”, nie sprzyjają twoim celom lub przynajmniej nie są neutralni, twój projekt może być zagrożony w całości na dowolnym jego etapie. Taksówkarz nie dowiezie cię na czas a „pani w okienku” odłoży twoje podanie na spód wielkiej sterty podobnych dokumentów.

 ***

Sprawdź zatem jak rozkłada się odpowiedzialność i czego oraz kogo, w jakim zakresie, dotyczy. Sprawdź użyteczność myślenia i wynikającego z niego działania. Z działania wynikają również metody i powiązane z nimi zasoby. Sprawdzaj na każdym kroku ekologię zmiany. Działaj, życie jest bezcenne, liczy się czas. Marnowanie czasu to jak autodestrukcyjne niszczenie siebie. Czas jest zasobem nieodwracalnym.

tumblr_m8ud5upLNa1qko769o1_250
czas. liczy się czas

ps. Chyba nie rozumieją tych zasad nasi politycy (i nie tylko oni) ale to już inna historia.

Ekologia zmiany – coaching
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

6 komentarzy

  1. Jest jeszcze coś, co mnie zatrważa mechanizm nagonki medialnej. Najpierw pokazuje się danego polityka z problemem alkoholowym za kierownicą z każdej strony i na każdym zdjęciu żeby znowuż każdy/każda święta z narodu, który nie pije, nigdy nie jeździ po alkoholu i uwielbia o swoim (o sobie tego nie widząc) narodzie pisać tępy itd, mógł włączyć się do linczu. Kilka dnia później media potrafią napisać: “Tajemnicza śmierć pani minister”.
    Jedno to niepochwalanie picia za kółkiem, co jest słuszne, ale naprawdę czymś strasznym jest wylewanie pomyi, rynsztokowego języka, niszczenie życia i kariery ludzi. Jest tego tyle, że zaczęłam się zastanawiać nad tym, jak to wszystko jest konstruowane – jak ci koledzy ministrowie, wracający razem po wódce, cyknęli zdjęcia telefonem takiemu posłowi Pękowi po położeniu go na korytarzu – by było kogo zniszczyć w prasie.

    Naszym, często już narodowym, problemem nie jest uważam optowanie za złą partią polityczną, brak umiejętności oparcia się manipulacji – choć to też ważne, tkwienie w głównie negatywnych emocjach ale segmentacja – mechanizm psychologiczny, który pozwala być dwulicowym, nie kontaktować się z własnym złem wewnątrz a widzieć je tylko w innych, dulszczyzna. Kiedy analizuję sobie hejterskie i trollerskie komentarze poraża tak naprawdę głównie brak wglądu. Najgłośniej o koneksjach i znajomościach w pracy często krzyczą, ci którzy do szefowej pójdą załatwiać cichaczem pracę dla szwagra.

    Niestety ten mechanizm głównie uwidacznia się w prawicowych klimatach. Z jednej strony “Miłuj bliźniego swego”, a media znowu propagują posła Korwina Mikke mówiącego o uchodźcach “śmieci”, portale nacjonalistyczne tropią ludzi o innej orientacji seksualnej z namiarami do samosądu.
    Jest straszny rozstrzał w mediach między tym, co się mówi a tym co się społecznie de facto robi. Niby wiemy, że tak jest – nie piszę przecież nic nowego, ale przyzwolenie społeczne na nienawiść medialną w kraju z kościołem na każdym kroku mnie osobiście np. poraża. Złość czy wściekłość można wyrażać konstruktywnie.

    Co się stało z dawną szlachetną niepisaną zasadą, aby potepiać zachowanie ludzkie ale nigdy nie przekreślać człowieka, który popełnił błąd?

  2. No a ja właśnie drążę dalej temat ekologii, polityki itd. i swojej częstej niemałej złości na tak mały realny wpływ na to, co w moim państwie, na bezgłośne i przechodzące bez echa zbierane podpisy obywateli, zakulisowe decyzje, lobbingi. Rozłożyło mnie przeziębienie, nie mogłam zagłosować, ale też myślę że uciekłam przed tym, co tak wkurza że jest pozorne często.

    W zdumieniu czytam proponowane przymilanie się Polsce przez wizje typu “amerykański sen” politologiczne G.Friedmana w poczytnych mediach. “Polska będzie potęgą militarną, głownie za sprawą zaprzestania ekspansji przez osłabioną Rosję”. Nie będę przytaczać szczegółów, bo to rozpropagowywanie dziwnych treści o moim kraju, w którym wiemy, w jakim stanie jest i będzie armia, a także że oprócz megalomanii, którą te wizje karmią, istnieje coś takiego jak realność.

    Czy warto czy raczej ryzykownie dążyć do tego by być świadomą, odważną, sprzeciwiającą się jednostką? Znowu zaglądam do historii w okresie II wojny światowej: przykład Franciszka Jägerstätter – człowieka, który za cenę śmierci odmówił poparcia idei nazizmu i pójścia na wojnę za nie.

    Cenię sobie to, że mogę w mojej własnej wolności wewnętrznej nie kupować, nie uczestniczyć w hejtach na nieidealnych ludzi, zastanawiać się po co i o co się gra w politycznej grze. To, coś czego nie może i nie mógł zabrać żaden reżim więźniowi politycznemu od Łubianki po Guantanamo. Taka Frommowska wolność, do której chce się uciekać, lgnąć, niestety też, jak pokazuje życie, umierać za nią. Dla mnie po części po to jest wiara w coś ponad ziemski chaos.

  3. Trzeba robić swoje i korzystać z tego co przychodzi.

  4. Świat polityki chwilowo przestał mnie interesować. Zrobiło się nudno.Transferuję energię inne obszary, między innymi na nową wiedzę.

    Czasami rozumie się ekologię zbyt prosto. A często jest tak, że nawet nie jesteśmy świadomi ilości osób, na które wpływają nasze działania.

  5. Ja się wciąż, przyznaję, zastanawiam nad prawicowością i nie wiem czy to dobrze, czy źle, ale staram się czegokolwiek dobrego uchwycić, co wcale łatwe nie jest do końca ;) Zastanawiam się nad dynamiką grup, czytam Metscherlicha, który długo badał Niemcy pod kątem tego jak wynieśli Hitlera, dlaczego to było możliwe wtedy i jak to się przekłada na każde inne czasy i wybór polityków, przywódców, autokratów. Okazuje się zwyczajnie w prostej linii, że kiedy pojawia się taki polityk, wódz, przywódca, w ludziach już jest naturalna tendencja, by za nim iść bezkrytycznie i bezrefleksyjnie, co więcej naturalne tez i to, że kobiety lokują także i potencjał erotyczny w osobniku, któremu przypisać można znaną twarz, popularność, władzę i charyzmę. Ludzie, wszędzie mają w sobie agresje, złości, chęci odreagowywania i mogą one być łatwo uwalniane w kierunku wrogów (za głosem twórcy politycznej rzeczywistości). Zatem jesteśmy niezmiennie bogaci w instynkty, a podążanie za politykiem też jest jakimś rodzajem instynktu czyli idąc dalej pierwotnie, zwierzęco widzimy plakat, który oferuje świetlaną przyszłość (każdy jest po to przecież zrobiony w okresie kampanii) i podążamy zwrotnie, a na pewno już dużo wysiłku kosztuje opór i brak odzewu wyborczego ;) Przy okazji kolejnych wyborów myślę o jeszcze jednej rzeczy. Ludzie często uwielbiają się pastwić, wytykać błędy, obwiniać polityków. Jak silna to potrzeba wyładowywania hejtu sprawia, że przy zmianach partii wciąż te same twarze polityczne zdobywają tysiące głosów (ktoś ciągle ponownie idzie i stawia ważny krzyżyk by te same nazwiska tam się pojawiały?). Co gdyby nie politycy i celebryci, nie ludzie na świeczniku, których błędy, wtopy, porażki lepiej widać? Pomyśleć np. że kiedy budziła się wolna Polska w 1989 roku nie było tego całego internetowego hejtu bo nie miał rzecz jasna gdzie być w formie, a teraz dzięki naszym czasom odsłania nas jako ludzi?
    Pozdrawiam :)

  6. Wymagajmy od polityków myślenia o ekologii. Trudne. Kiedy swoje działania oceniają tylko wyłącznie ze względu na wyniki w sondażach. Kiedy działania konieczne i wybiegające poza daną kadencję są powodem tego, że się przegrywa najbliższe wybory, kiedy populizm wygrywa z podejściem racjonalnym…

Komentarze są wyłączone.