E=mc2

Milton H. Erickosn - genialny hipnoterapeuta XX wieku

Pracujemy czasem z użyciem hipnozy. Jak z większością spraw opnie na temat skuteczności hipnozy są podzielone. Jedni twierdzą, że nie istnieje, drudzy, że nie istnieje i jest jednocześnie groźna, jeszcze inni, że stanu transu nie ma, a w hipnozie jedynie pojawiają się zmiany ilościowe, na przykład więcej relaksu. Jeszcze inni mówią, że jest tylko manipulacja i sugestia.

 

 

Skrytykowani krytykują krytykujących. Jedne badania przeczą drugim. Einstein podważył kanon fizyki newtonowskiej, lecz sir Izaak był jednym z tych, którzy dali podwaliny współczesnej nauce. Nie wiemy, czym jest grawitacja, choć wiemy że istnieją „przerażające oddziaływania na odległość” jak nazwał Einstein jedno z najważniejszych odkryć mechaniki kwantowej, a mianowicie nielokalność. Zasady mechaniki klasycznej to baza newtonowskiej fizyki. Przyspieszenie z jakim porusza się ciało jest proporcjonalne do działającej siły, a odwrotność masy jest współczynnikiem proporcjonalności. Kierunek i zwrot przyspieszenia jest zgodny z kierunkiem i zwrotem siły. Przyspieszenie, masa, siła i jej kierunek.  a= F/m

Albert Einstein - słynął ze szczególnego poczucia humoru

Po niej nastąpiło einsteinowskie  E=mc2  Energia, masa, kwadrat prędkości światła w próżni. Nie wiemy co to próżnia? Chyba nie ma próżni. Jest pole stanu zerowego.  Jesteśmy w drodze. Nie rozumiemy obu równań choć trochę rozumiemy, lecz w świecie nielokalności, nic nie rozumiemy. Wiemy, że istnieje grawitacja i ma związek z masą, ale nie wiemy skąd pochodzi ta siła, która oddziałuje na obiekty bardziej gęste? Nie wiemy już nawet, czym jest materia choć w zasadzie już wiemy, że materii nie ma. Nikt niczego nie dotyka, spotykają się tylko pola elektromagnetyczne wytwarzane przez cząsteczki będące w nieustannym ruchu. Cząsteczki? Przecież nie ma materii. Dwa atomy pochodzące z tego samego źródła znajdujące się w dowolnej odległości od siebie zachowują i „dostarczają” sobie te same informacje, choć nie zachodzi pomiędzy nimi żaden transfer energii, żadna informacja nie przebiega. 

W nauce niczego nie ustalono raz na zawsze, ba nawet nie wiemy jak to się dzieje, że niestabilne łącza neuronalne w naszym mózgu tworzą jakąś całość, jakąś osobowość, jakieś ego. Potrafimy jednak mózg operować. Psychologowie uwielbiają być naukowi, gdy tymczasem operują pojęciami filozoficznymi: nieświadomość, wyparcie, osobowość, postawa, emocje, potrzeba, introjekcja…

Uczeń Ericksona, Stephen Gilligan, mistrz transu generatywnego, który jak wiadomo nie istnieje :)

Tymczasem coaching jako praktyczny zestaw młodego trenera, coś na kształt skrzynki z narzędziami i poradnika domowego, instrukcji obsługi windowsa 7 i podejścia projektowego PMI, odwołuje się wyłącznie do zasady użyteczności. Z doświadczenia wiemy, że lepiej dla skręcanej szafki i jej użytkownika śrubę krzyżakową wkręcać odpowiednim wkrętakiem niż wbijać młotkiem.  Sprawdzamy efekty, czy skuteczniej motywujemy dziecko przy użyciu krzyku, czy też rozmawiając, wyjaśniając. Sprawdzamy przez całą historię ludzkości. Błędy, poprawki, skutki, refleksje, korekty, trening, błąd, błąd, błąd – o wreszcie sukces, następne podejście. Czy skuteczniej wprowadzamy zmiany społeczne używają eksterminacji ludności, czy prowadząc żmudny dialog? Czy lepiej jest wywierać presję, czy przekonywać? Czy oceny pracownicze mają sens, czy też są sztuką dla sztuki? Czy świadkowie zapamiętują zdarzenia, czy też zawsze konfabulują, gdyż tak działa mózg? Czy lepiej jest tępić komary czy chronić jaskółki? Czy opryskiwać mszyce, czy też dać szansę biedronkom? Nie ma mszyc, nie ma biedronek.  A po co nam biedronki, po co nam tyle saren w lasach? Po co nam tyle lasów? Nie lepiej zbudować tam ośrodki wczasowe?      

Wydaje mi się, że wciąż nie mamy nic lepszego, jak tylko naukę wynikającą ze skutków, jak wyciągnie wniosków z efektów, jak szukanie użyteczności i nauki na błędach. Oczywiście warunkiem takiego modelu działania jest feed-back i powstrzymanie ocen. Słuchanie innych ludzi, innych gatunków, wsłuchiwanie się, uważność.

Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

7 komentarzy

  1. a ja się urodziłam tak jak Albert Einstein …
    nie kręcimy się wg mnie w kółko …tylko powoli odkrywamy …
    nauka i serce ..ostatnio odkryłam że oba są wążne …aby dalej się rozwijać i odkryć to jak może być inaczej …prosto …bo to jest możliwe …

  2. a moze jednak chodzi o smierc, ze sie tak serio bardzo wypowiem

  3. Im więcej czytam i myślę na podobne tematy, tym częściej zadaje sobie pytanie – po co to wszystko? co się tak naprawdę liczy? hipnozy, oceny, fizyki, narzędzia, badania, procesy, to działa, a tamto nie działa… zupełnie jakby każdy czegoś szukał, mam wrażenie, że nikt tak naprawde nie wie czego szuka, ale ten kto coś znajdzie stara się przekonać innych, że to jest coś ważnego. Fiksujemy się zatem przez całe życie na sprawach, które są dla nas ważne, mało ważne albo nieważne zupełnie (te ostatnie i tak stanowią większość). To co chce podkreślić to to, że się fiksujemy.

    Każde odkrycie aby się „zadziało” musi być czymś motywowane. Motywacja u źródła ma dwa czynniki – przyjemność i ucieczkę przed bólem. Mamy więc narzędzia, żeby się nie męczyć i te wszelkie wynalazki, które mają nam ułatwiać życie. Ujarzmiamy naukę, katalogujemy wiedzę – aby było nam przyjemniej… ale kiedy patrzę na ludzi w koło mnie mam wrażenie, że coś tu jest nie tak… instynktownie wyczuwam, że brakuje jakiegoś jednego istotnego czynnika, który spajałby to w jedną logiczną całość… WTF?

  4. W psychologi jest wiele przykładów na sprzeczne ze sobą teorie udowodnione badaniami. Niektóre z nich bardzo uszkadzające-jak chociażby swego czasu modna podwójnego wiązania jako przyczyny schizofrenii. W mojej mapie z nauką jak z ślepymi mędrcami opisującymi słonia. Każdy z nich miał dostęp do innego fragmentu zwierzęcia i dokonywał generalizacji. A co z fizyką cząstek elementarnych, która mówi o wpływie obserwatora na obserwowany element?
    Agnieszko Hawajko, ja mam z Ericksonem identycznie:)) Wystarczy, że go zobaczę lub usłyszę. Moc kotwic:))
    A poza tym hipnoza nie istnieje i jest szkodliwa. Dla ludzi i zwierząt.

  5. w mojej branzy, w samej produkcji tez zaszly ze trzy powazne zmiany, np.w kwestii uzywanych odczynnikow, co kiedys bylo normalne dzis jest niedozwolone i toksyczne i dzis mozna straci prace, za to co jeszcze dwa lata temu bylo obowiazkiem, od tego czasu jestem raczej nieufny wobec obowiazkowych i powszechnych zasad, zwlaszcza kiedy dotycza zdrowia i bezpieczenstwa

  6. I podążanie z nurtem ;-)

    PS. A ja tylko patrzę na Erickosna i wpadam w stan hipnotyczny ;-)

Komentarze są wyłączone.