Eureka [zamiast życzeń na Wielkanoc]

Eureka Archimedesa w Manchesterze
rzeźba "Eureka Archimedesa", Manchester, UK

Cudownie – tyle komentarzy piszecie, opinii i przemyśleń, cytatów i własnych doświadczeń. Tak tworzy się świat dyskursu [nie mylić ze Światem Dysku, choć niekiedy wychodzi na to samo :) Niedawno rozmawiałem z pewnym uczonym w uczynkach, mowie i w piśmie człowiekiem. Stał się pierwowzorem Dróżnika z Coachingu Tao. W dyskursie naszym pojawiła się zaskakująca idea, a wręcz cudowne odkrycie. Natychmiast zrobiłem sobie z tego przykazanie, następnie je odrzuciłem, żeby się nie ograniczać i wreszcie, obaj z dyskursantem przeżyliśmy coś w rodzaju olśnienia. Jakie to odkrycie?

Dennis Genpo Merzel - mnich buddyzmu zen
Dennis Genpo Merzel - mnich buddyzmu zen

Zacznę od cytatu: Zawsze jesteśmy „za” lub „przeciw”. Uczą nas tego w szkole. Wszystko musimy „lubić” albo „nie lubić”. Idąc do muzeum, powinieneś wyrazić swoją opinię: „To wspaniały obraz, naprawdę piękny. Ale spójrz tylko na tamten – co za bohomaz!” Nie możesz po prostu przyglądać się obrazowi i nie mieć opinii. Co by się stało, gdybyś ich nie miał? Każdy obraz byłby doskonały! I czyż, w pewnym sensie, tak nie jest? Każde drzewo jest doskonałym drzewem. Natura nie wytwarza drzew doskonałych i niedoskonałych. Tylko po prostu drzewa”. [Dennis Genpo Merzel, Oko nigdy nie śpi, Warszawa 2010, Wydawnictwo Czarna Owca]

***

mistrz Taizan Maezumi i Genpo Merzel... dawano temu
mistrz Taizan Maezumi i Genpo Merzel... dawno temu

No nareszcie, ktoś przy pomocy pięknej, prostej metafory napisał o tym, o czym piszę i rozpowiadam wszędzie, gdzie tylko mogę: Nie oceniaj, nie krytykuj, bo wtedy zamykasz się poznawczo na nowe doświadczenia. Zamiast widzieć pełną złożoność, dostrzegasz tylko własne, ograniczone kryterium! Uprzejmie pominę, że i ten pogląd naraża się na krytykę – oczywiście. Lecz w tym miejscu właśnie nastąpiło nasze odkrycie [dla nas o znaczeniu wiekopomnym]. Różne religie, lecz także szkoły filozoficzne, a także trenerzy rozwoju osobistego, coache, szamani, lekarze, psychologowie, pedagodzy i politycy, mentorzy i nauczyciele, a także rozliczne autorytety poczynając od naszych rodziców i wychowawców, a skończywszy nawet na takich postaciach jak: de Mello, Birkenbihl, Chopra, Katie, McKena, Robbins, Osho, Suzuki i inni –  na różne sposoby, z różnymi intencjami mówią nam: Coś z tobą jest nie tak – dziewczynko. Twój mózg źle funkcjonuje – chłopczyku. Przebudź się, zmień się, medytuj, szukaj, zmierzaj, działaj, przestań działać, kontempluj, używaj życia, poddaj się ascezie… Doznaj oświecenia, które co prawda jest trudne i niemal nieosiągalne, ale to jedyne co może cię wyzwolić. Odpokutuj grzechy! Uznaj swoje winy! Użyj swego mózgu! Odrzuć błędne myślenie! Zmień się. Zacznij się rozwijać. Usuń ograniczenia, zaciemnienia, iluzje itd. I dopiero wtedy, być może [pamiętaj, że to niesłychanie trudny i wymagający proces] może staniesz się w pełni człowiekiem, może w końcu dostąpisz jakiegoś oświecenia, przebudzenia może nawet łaski, albo przynajmniej harmonii. W innym przypadku, no cóż, sam sobie będziesz winny, a twoje grzeszne [czytaj: nieprawidłowe, zaciemnione, głupie itd.] życie dalej będzie ci dawało w kość.

A jeśli, my ludzie jesteśmy ok? Jeśli nasza opowieść o sobie i świecie jest ok? Jeśli jesteśmy w porządku po porostu –  tacy, jacy jesteśmy? A jeśli kolejne szkoły, metody, religie, terapie, psychologie – przeminą, a ty nie zdążysz zauważyć, że wciąż pragnąc poprawy, rozgrzeszenia, lub jakieś doskonałości, wciąż lecząc się z poczucia winy, lub z kompleksu niższości, przegapiłeś swoje życie?

Jezus przed dyskursem z aniołami
Jezus przed dyskursem z aniołami

Tymczasem pies nie jest, ani doskonały, ani niedoskonały, co prawda z ludzkiej perspektywy powiemy: ostry pies, albo miły piesek, jednak nikt nie próbuje zanegować istoty psa, jego psowatości, natury, zdolności do tropienia, szybkości, szczekania, wspaniałego słuchu. Co prawda w naturze ludzkiej leży zniewalanie innych gatunków oraz istot, jednak psa nikt nie zamierza uczyć śpiewu, ani do kota nie ma pretensji, że łazęguje nocami i poluje na myszy. Nie próbujemy napiętnować ptaka, za to, że lata, ani delfina, że pływa. A człowieka, czyli siebie – nieustannie chcemy modyfikować, ulepszać, nawracać, obwiniać, uświadamiać, naprowadzać na „właściwą drogę”, a potem rozgrzeszać. A jeśli Jezus, który według tradycji dziś w nocy pokonuje ciemność i obraduje z aniołami mówi: Jam jest droga, prawda i życie do ciebie, a nie o sobie?

zaplątanie Picassa
zaplątanie Picassa - "co za bohomaz!"

A jeśli wszystko jest ok? Ty jesteś ok, otoczenie jest ok? Człowiek – to po prostu taki drapieżny, napastliwy, przewidujący gatunek z poczuciem humoru. Czasem zawistny, niekiedy wspaniałomyślny, nieufny i altruistyczny, rywalizujący i pełen poświęceń. Również krótkowzroczny i zagubiony w kosmosie, niekiedy szczycący się konstrukcją nowej rakiety ziemia-powietrze, a czasem tworzący wiersze o miłości. Krytyczny i wspaniałomyślny. Dominujący i bezradny wobec tsunami. Jeśli ewolucja to gwałtowne skoki, ślepe uliczki i chaos, który zawsze zmierza do uporządkowania? A co jeśli wszystko zmierza dokąd ma zmierzać?  A jeśli wszystko jest ok?

Nie możesz po prostu przyglądać się obrazowi i nie mieć opinii. Co by się stało, gdybyś ich nie miał? Każdy obraz byłby doskonały! Oto odkrycie.

Eureka [zamiast życzeń na Wielkanoc]
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

33 komentarzy

  1. Chciałam jeszcze zwrócić uwagę, że dzisiejsze sądy (to jest Ok, tego nie chcemy) mają swój bardzo odległy początek w okresie przedhistorycznym, kiedy to słowo miało funkcję magiczną. Zaklinało się chciane, przeklinało niechciane. Nie każdy potrafił się tak posługiwać słowem, od tego byli magowie (czarni, biali i przerozni, od kóz, od pogody). Nawet poezja u swych początków miała charakter magiczny i do czasów romantycznych wierzono, że odpowiednio wielki poeta potrafi czynić swoimi słowami cuda (pamiętacie, jak to Słowacki wieszczył, ze zostanie po nim ta siła fatalna, co nas zjadaczy chleba w aniołów przerobi?)
    Zatem oceny-sądy są być może także reliktem magicznego myślenia, że słowo potrafi odwzorować rzeczywistość, oddać ją trafnie, a potem jeszcze zakląć lub przekląć. Niestety, oprócz miłosnych zaklęć ( które niechby sobie już zostały), rozpleniła nam się ta bezkrytyczna wiara w magię słów. A największymi magami od słów są dzisiaj: telewizor, reklama, gazeta, często nawet ta, co sięga bruku.
    Toteż “obraz doskonały” dla mnie to nie tyle obraz” the best of”, co obraz widziany poza albo ponad magicznym czarem zaklęć i przekleństw. Po prostu— jest jak jest.

  2. obejrzałam i też zwróciłam uwagę że według alfabetu. Mam jednak wrażenie że pominął chiromację :) a może to nie przez przypadek ? :)))

  3. Jest dobrze, Anito, coaching się ostał! Można praktykować! Uratowani ;-)
    Nie to co, ja z “moją” huną i szamanizmem… kiepsko, oj kiepsko…

    No przecież to cudne jest! Temu panu tak dobrze, ludziom słuchającym najwyraźniej też…
    Każdy ma swoje miejsce na Ziemi ;-) Każdy się zmieści ze swoim umysłem, ze swoją ideologią. I jak mawia Joanna:”Każdemu wedle potrzeb” ;-)

  4. obejrzalam ;)))))))
    nawet alfabetycznie ma ulozone!!!!!
    na szcescie kazdy ma rozumek,
    a ci co go nie maja,i tak nie zrozumieja polowy tej litanii………..

  5. Anita z Krainy Czarów 26-04-2011 o godz. 18:36 Nawiązując do tematu, zapraszam do zapoznania się z 3 i pół minutowym monologiem… ręce mi opadają :)
    http://www.youtube.com/watch?v=XlpiMYNPiAU&feature=related

    No to ja mam wielokrotnie przechlapane.
    No ale mistrz Yoda to też Ciemna Strona Mocy? ! No proszę, tylko nie on… :)))

  6. dziekuje,dostalam wstepna informacje od pani Justyny,czekam na reszte.pozdrawiam;))))

  7. ,mi sie to juz ulozylo w glowie- oceniania sie nie uniknie,bo wymaga to podejmowania przez nas decyzji.wazna pozostaje swiadomosc ,ze to tylko subiektywna ,zmienna opinia….zas metkowanie i szufladkowanie wszystkiego pobieznie,bez rozeznania ,zwlaszcza przypisywanie negatyuwnych ocen ,tam gdzie mozna ich uniknac odbiera sporo radosci i zniecheca do dzialania.a juz takie “bo ty zawsze…”brrrr…….czasem warto tez dac innym prawo do wlasnego zdania;))))
    najczulszym barometrem moich bezwiednie wyrzucanych ocen jest moje dziecko…oj ,czasem naprawde trzeba sie przyhamowac…zwlaszcz,gdy matka zmeczona a nie wszystko idzie po jej mysli;)))))

    a wracajac jeszce do dzieci…..
    dzieci potrafia cudownie ogladac swiat bez oceniania,zanim powstanie ich wlasny kodeks”dobre/zle” potarfia z cudowna ,akceptujaca ciekawoscia ogladac swiat i nie dziwic sie niczemu……………..
    moze warto czasem spojrzec ich oczami ;)))))))))))))))))))

  8. “Nie możesz po prostu przyglądać się obrazowi i nie mieć opinii. Co by się stało, gdybyś ich nie miał? Każdy obraz byłby doskonały! Oto odkrycie.”

    Doskonały? A czy “doskonały” nie jest też oceną?:)

    Czyli jednak nie chodzi o oceny generalnie, a oceny negatywne, które mogą zamykac na doswiadczenie

  9. Czy znacie umysły, ktore nie dokonują ocen? Jezeli ktoś twierdzi, że rzadko to robi to czy nie są to tylko pbożne życzenia? Wydaje mi się, że ocenianie jest nieodłącznym elementem spostrzegania. “Miłe”, “nieprzyjemne”, “obojętne”. Czy nie jest tak, że jedyne co mozna zrobić ze stałą oceną doświadczenia to mieć tego świadomość i czasem cofnąć się o krok “Oceniłem. Czy taka ocenia mi słuzy?”Może to, co Maciej postuluje to tylko uważność na negatywne oceny? Które czasem decydują o przeżyciu:)

  10. PS. Opaliłam buźkę (z paleniem nie miało to nic wspólnego :-))

  11. Kochani, bosko, bosko, bosko… Siedziałam sobie w parku, paliłam buźkę i poważny kawałek piersi ;-), książeczkę poczytałam, kawkę wypiłam, mój domowy ekspres Jan zrobił przepyszne cappuccino, ptaszki śpiewały, kwiaty cudnie pachniały dodatkowo kwiaty mirabelki kusiły wonią… Lenistwo, błogość, boskość dnia ;-)
    A Wam jak mija dzień?

  12. Hmmmm…
    U mnie słońce, ciepłe, wesołe. Zaprasza do wyjścia na zewnątrz. I choć pozostaję wewnątrz siebie, z radością wyjdę z sobą w środku do świata.
    Jest dobrze, wszystko jest naprawdę idealne. I nie wiem dlaczego, po co, jak. Czuję, że takie jest. Czasem zadaję dużo pytań, czasem są same znaki zapytania, ale one pomagają mi posprzątać moją strefę bycia “po prostu”.
    Wiem czego chcę, co mi służy i tym się karmię. Kiedy coś nie smakuje, nie jem.
    Staram się upraszczać życie zewnętrzne maksymalnie, pracuję nad tym, ale w tej pracy pozostaję wierna sobie, swojej drodze.
    Cieszę się, że jestem, że jest piękna wiosna, że udało mi się jej nie przegapić, od pierwszego zalążka pączka, po piękny kwiat. Cieszę się tym, co jest i nawet nie chce mi się “mądrolować” o ocenach.
    Naprawdę fajnie jest być sobie tu, w tym miejscu.

  13. dziekuje ,zadzwonie i dowiem sie lub poprosze o przeslanie informacji.po tym co przeczytalam na Twojej stronie /tematy,rozmowy,informacje/ ja rowniez mam duzy kredyt zaufania ,ze znajde to czego szukam;)))))))

  14. Witaj Aniu;
    “technicznie rzecz ujmując” :) ustaliłem w ten świąteczny czas [nie zajmuję się tym na co dzień – więc nie wiedziałem :) że wszelkie informacje na temat RTZ w Norman Benett Group, oraz innych szkoleń otwartych posiada Justyna Badowska [22 691 46 05] lub biuro@normanbenett.pl; Aurelia prowadzi te projekty w świetny sposób [według mnie – sam korzystałem] nakierowany na indywidualne potrzeby, z wielkim wyczuciem i taktem, a jednocześnie potrafi “brać byka za rogi” i nie odpuszcza :)
    pozdrowienia
    mb

  15. ciekawa rzecz czytalam w”antyraku”-autor,jednoczesnie pacjent,jak i lekarz psychiatra-szukal odpowiedzi na to ,co moze byc skuteczne w leczeniu.nie bede przytaczac calej ksiazki,ale wspone ,co napisal o szamanach i ich pracy….szaman ma za zadanie rozbudzic moc zycia,rozdmuchac sile ja jak ogien z zaru;))))))))))))))))))

    moze podobnie jest z mantra;)))))))))))))wzmacnia wlasna sile organizmu……….ktos jej nieswiadomy,moze powie-szaman mnie uzdrowil ,albo lama….
    ;)))w kazdym razie-dobrze ,ze dziala!!!

  16. …tak można powiedzieć, że ta choroba pomogła jej wzmocnić się, zmienić życie–jak piszesz Aniu. Ale na tę historię można jeszcze inaczej interpretować. Otoczenie tej chorej (w tym i ja) uważało, ze to ona sama przez tę chorobę doświadczyła swojej mocy. Kiedy ją poznałam, dziwiłam się, ze tak mocna wewnętrznie kobieta –to się czuło od niej, tę moc—jest tak uwikłana życiowo i tak to znosi, jak bezbronne dziecko. A kiedy już po chorobie zapytalam ją, co uważa za najskuteczniejsze remedium dla swojej choroby, powiedziała, ze mantry, co je dostała na okoliczność tej choroby od lamy (są mantry antyrakowe). Nie kwestionuje mocy mantr, ale zdziwiło mnie, ze nadal nie dostrzega swojej siły, choć wszyscy wokól ją widzą :) Pozdrowienia.
    Ja, podobnie jak Ty, Ewelino, “na odosobnieniu” w lesie nie mam żadnej potrzeby, by cokolwiek klasyfikować.

  17. chyba lżejsze jest takie życie bez ocen. patrzę sobie teraz na piękny las i doświadczam bycia tu i teraz . bez ocen (bo akurat nawet nie ma nikogo w pobliżu więc nie mam komu sprzedać mojej oceny tego widoku :)). Zastanawiam się czy takie oceny są dla nas, czy dla innych ? mnie osobiście ciążą więc staram się ich nie mieć. Nie muszę przywiązywać się do kryteriów jakie brałam pod uwagę i mam ten luz, że mogę zmienić zdanie. że książka do której podchodziłam 5 razy była warta szóstego podejścia. Ale to też ocena..
    oceny innych dają więcej informacji o nich samych a nie o tym co oceniają. ułatwiają mi wiele w komunikacji. mogę dwadzieścia minut posłuchać potoku słów nieważnych (dla mnie) i ulotnych i nie zadając jednego pytania wiem już więcej o tej osobie niż gdybym kazała jej wypełnić kwestionariusz osobowy..
    ale opinia czy ocena to takie szufladkowanie. skoro zbieramy w życiu masę doświadczeń, prawd i odpowiedzi to trzeba to wszystko szufladkować żeby nie zginąć na jak na wysypisku pod naporem całej tej masy…albo może lepiej jest nie zbierać, nie oceniać, nie mądrzyć się tylko doświadczać i pozwalać płynąć dalej ? wtedy jest więcej wokół otwartej przestrzeni. jest ryzyko i owszem, że po raz kolejny jednak damy się skusić na obejrzenie prac Moneta, które do tej pory nas nudziły. Ale nie mając oceny w głowie może łatwiej będzie się nimi zachwycić ? albo zachwycić zachwytem innych ?
    mamy taką ludzką potrzebę określania rzeczywistości. To nam daje poczucie kontroli nad tym co się dzieje wokół lub z nami. Nawet jeśli wali nam się świat bo tak jak pisze Zośka pojawia się choroba to jesli nam się uda przez nią przejść to szukamy jej powodu albo czegoś co nada jej sens bo .. to nam znowu daje poczucie kontroli nad życiem. Znowu oceniamy życie przed chorobą i po, co nam dała a co zabrała. W zależności jakich uczuć i emocji jest w nas więcej tym bardziej nasze oceny są życzliwe bądź nie wobec nas i świata.
    Czasem sama widzę jak nowo poznane przez mnie osoby wkurzają się na moje ” a ja nie wiem”. A ja rzeczywiście czasem nie wiem. Nawet częściej niż często :) No bo żeby mieć opinię na jakiś temat to powinnam mieć jakieś kryterium. Jakiekolwiek. A dzisiaj jest piękny dzień i moim jedynym kryterium jest to słońce i ta cisza leśna więc nawet żuczek, którego wczoraj nazwałam ochydnym robalem jest śłicznym żuczkiem. Nie wiem kim będzie dla mnie jutro. Może ktoś wynajdzie z niego nowy lek na wadę wzroku i dzięki niemu nie będę musiała nosić soczewek ? Ależ zmieniła by się moja ocena małego robaczka :)

    pozdrawiam Was serdecznie i idę, jak to bosko ujął Grerr, nie przegapić wiosny (bez “chłopie” – potrzebuję jakiś sympatyczny zamiennik. jestem ze śląska więc może “dziołcha” :))

  18. i mozna powiedziec ,ze choroba pomogla jej wzmocnic sie,zmienic zycie na lepsze,zrewidowac cele,lepiej rozumiec matke i byc przy jej smierci…..a wiec w tym sensie trudno powiedziec ,ze ta choroba byla dla niej najgorsza rzezca ,jaka sie w zyciu zdarza,choc w pierwszej chwili najprawdopodobniej byla jej ocena ;)))))))))))))))))))
    no i z tymi ocenami tak wlasnie jest ;))))))))

  19. Hej, Ania,
    mam bliską koleżankę, która wyszła z ciężkiego stadium nowotworu i teraz już od dwóch lat czuje się bardzo dobrze i poukładała sobie życie na nowo. Ten jej nowotwór przyszedł w najgorszym dla niej okresie, kiedy dosłownie wszystko się w jej życiu sypało. Jej choroba zbiegła się z podobną chorobą jej matki. Ona, sama chorując, czuwała nad umierającą matką, wokół niej nie było nikogo do wsparcia, gdyż nawet nikomu w pierwszej fazie swojej choroby o niej nie powiedziała, dopiero póżniej. Przeżyła smierć swojej matki, swoją operację i póżniejsze rehabilitacje, a potem zmieniła wszystko, co w jej życiu było ograniczjące, ludzie jej trochę pomogli. Patrzyłam na nią jak zmienia swoje życie, sama będąc jeszcze słaba i wyczerpana chemioterapiami. Jaka jest w tym cierpliwa, ale jednocześnie zdecydowana, a nawet zdeterminowana (ma syna). Ona jest osobą o takiej wewnętrznej niezłomności i silnej wierze, myslę ze jej psychiczna konstrukcja była decydującą siłą w przejściu przez jej chorobę.

  20. he he he….wracajac do ABCD emocji w RTZ,ocena jest czescia tego procesu……..bez oceny nie byloby mozliwe D,czyli adekwatne dzialanie!!!rozumujac logicznie,ocena jest potzrebna skladowa;)))))))))))czy wiec na pewno mozna jej uniknac?????

    pytanie do ciebie ,Macieju,czysto techniczne
    zglosilam sie na majowy warsztat RTZ u Aurelii , w waszej firmie.
    otzrymalam komunikat, ze otzrymam niebawem wiadomosc,ale jej nie otzrymalam.
    czy powinnam od razu dokonac wplaty?czy dopiero po tym komunikacie?potwierzdenie i plan sa mi potzrebne ,aby dograc reszte szcegolow /urlop,dojazd,nocleg itd/

  21. zreszta….ocena zmienia sie;)))))))))to co dzis wydaje sie nieszcesciem ,za jakis czas moze okazac sie najlepsza rzecza w zyciu…ile osob ,ktore utracily prace,po jakims czasie znajduje lepsza i mowi ,ze gdyby nie to,nie znalezli by lepszej???gdyby nie rozstali sie z partnerem,nie zastanowiliby sie nad soba i nie sprobowaliby madrzej i szcesliwiej zyc w nowym zwiazku????…

    patzrac na kategorie zoski ,to chyba jestem w “d”;))))albo gdzies miedzy “d’ a “cala reszta”,zycie i ciagle zastanawianie sie nad nim uczy mnie pokory w ocenianiu.
    ale wciaz nawykowo oceniam;))))))))tylko juz z ta swiadomoscia,ze ocena to tylko ocena,zaraz przychodzi refleksja,ze moze nie jest prawdziwa,moze mozna z innego punktu widziec to inaczej,moze dzis tak to widze ,a za jakis czas inaczej…

    kazdy zna opowiesc o chlopie,ktorego syn znalazl konia….;))))))
    najpierw mowili ,ze dobrzez, potem ,ze zle…a on odpowiadal…… moze
    ;)))))))))))))))))
    tak samo mysle o mojej wlasnej chorobie nowotworowej,czy to dobrze,czy to zle ze mnie spotkala?ani jedna ani druga odpowiedz nie pasuje
    ona po prostu jest, cale zycie jest przygoda;))))))))))))))))))))

  22. a co z naszym mozgiem????jesli dobrze pamietam z podrecznika do RTZ,to nasza lewa polkula odpowiada za nazywanie i ocenianie,prawa “kupuje” cale obrazki ,mapy.
    czy majac taki mozg jestesmy w stanie nie oceniac?????a moze po prostu wlaczac prawa czesciej???;)))))

    ………………………………..

    wyobrazcie sobie chirurga,ktory odmowi wyciecia wyrostka pacjentowi odbywajacemu kare dozywocia za gwalt dziecka….albo nie wykona tomografii,przepraszam za wyrazenie:zarzyganemu,obsikanemu pijakowi,ublizajacemu calemu poswiecajacemu sie nad nim personelowi w swiateczna noc ,o drugiej nad ranem….
    za pieniadze nasze,uczciwych podatnikow!!!!!!!!!!!!!;)))))))

    szef mojego szefa ,kiedys po wigilijnym dyzurze pyta takiego trzezwiejacego delikwenta,ktory nad ranem budzi sie w szpitalnym lozku,nie wiedzac gdzie jest…. “a ty biedaku,co?poslizgnales sie na oplatku???”…..;))))))))))))))

    wcale nie jest to latwe
    ratujesz czasem komus zycie albo zdrowie,kto jutro znow zapije ,trafi jak nie do tego to do innego szpitala

    szef ,ktory mi te anegdote opowiadal,sam takim lekarzem jest,i niestety wsrod kolegow lekarzy nie cieszy sie popularnoscia,pacjenci zas go uwielbiaja

    lekarze niestety ,czesto uzurpuja sobie prawo do oceny

    ocena to tylko nasze przeswiadczenie,ze cos jest takie a nie inne………………to co myslimy przeciez czasem wcale nie istnieje;)))))))))))))))))))))))

  23. Skąd się w ogóle bierze pęd do oceniania?
    Nauki buddyjskie powiadają, ze z wiecznego niezadowolenia człowieka (dukha) z tego,kim jest i co ma. Samsara (albo doczesność) to po prostu sieć utkana w przeważającej mierze z niezadowolenia, cierpienia, ciągłego poprawiania, neurozy. Kim w samsarze–moim zdaniem–są ludzie najmniej oceniający. Proszę bardzo, jak kto ciekawy, wyliczam:
    a) mistrzowie duchowi (są w znakomitej mniejszości, więc odpuśćmy ich sobie);
    b) ludzie, którym się dobrze wiedzie na poziomie mentalnym i materialnym (mają dobrą karmę, wszystko spada im z nieba, tacy bogowie z tej ziemi; znam kilku takich, super się z nimi przebywa, są łagodni, pełni inwencji, lubią się bawić, są towarzyscy i pomocni; nie wiem tylko, czy by się tacy boscy ostali, gdyby musieli spaść ze swojego wysokiego karmicznego poziomu, ale ja im tego nie życzę, bo bardzo ich lubię);
    c)ludzie świadomi (wiedzą, skąd się biorą oceny, dogłębnie poznali temat), są to ludzie ,którzy nie tylko teoretycznie są świadomi , ale i respektują tę świadomość, integrują ją z postępowaniem na co dzień;
    d)ludzie doświadczeni życiowo, którzy dużo przeżyli, przecierpieli, którzy, jak to się mówi “znają życie od podszewki”, nie kruszą kopii o byle co ( np. o obronę “swojego” terytorium), nie budują murów granicznych i sztucznych podziałów (bo i na takie podziały konfrontacyjne typu ja-ty/ my-oni przekładają się oceny). Tych ludzi życie uczy współodczuwania z innymi, więc dlatego rzadko kiedy się unoszą i denerwują, w niesprzyjających sytuacjach uśmiechają się albo płaczą (znam kilku takich ludzi, serce mi drży, jak o nich myślę –sorry za ten bardzo osobisty wtręt).
    “Cała reszta” to ludzie “w drodze”, boleśnie i żmudnie uczący się samsary, czy też doczesności. Osobiście wierzę, że to tylko kwestia czasu i wszyscy będziemy w stanie odpuścić nasze kryteria, oceny, wartości. One są zupełnie niepotrzebne, jak zbroja w czas pokoju. Ale teraz nie mamy jeszcze pokoju, ziemia nie jest spokojnym miejscem, stąd wiekszość ludzi chodzi w zbrojach. Niewielu ludzi wyznaje opcje, ze najpierw się rozbrajamy, a potem zobaczymy, co będzie… :)

  24. cudze oceny i opinie są mi często pomocne. nic nie mówią o ocenianej rzeczy czy człowieku ale za to dużo o oceniającym. Mogę kogoś spotkać na ulicy czy w pracy i pozwalam mu mówić, sama tylko słucham. Czasem potrwa to 20 minut i choć przelał się potok słów nieważnych i mało interesujących (dla mnie) to wiem więcej niż gdybym pytała. Taka wartość użytkowa. Bez oceny. Grerr piszesz o ludziach, którzy zapętlili się w pomaganiu innym. Często pytam o motywy tych, którzy tak bardzo chcą pomagać, że robią z tego sens swojego życia. Za tym stoją zawsze jakieś potrzeby. Oni często tych prawdziwych potrzeb nie uświadamiają sobie. Ja też ich nie oceniam. Słucham i poszerzam mapę ludzkich wyborów mozliwości. Można i tak, aha..
    Sama tych ocen mam mało bo zazwyczaj gdzieś z tyłu głowy jest myśl, że to co chcę ocenić znam z jednej tylko strony a nie wiem ile tych stron jest i musiałabym jeszcze poznać inne a na ten moment mi się nie chce tego robić lub po prostu nie potrzebuję. Jadłam kiedyś pyszne owoce a jakimś kraju arabskim. Do dzisiaj nie wiem co to było. Coś kompletnie mi nieznanego wcześniej – ani wygląd, ani smak, zapach nie przypominał niczego znanego. Doświadczyłam i puściłam dalej. Samo doświadczanie, bez oceny, opinii, autorów, tytułów daje taką lekkość na codzień. No bo żeby mieć opinię to trzeba mieć kryteria. Kryteria są w głowie. A na doświadczenie składają się też emocje. Trzeba by było jakoś je pogodzić, żeby ocena nadawała się do upublicznienia. Musi tez jakoś zgadzać się z nami, żeby nam chociaż nie zaprzczała. Trzeba uważać żeby się nie poplątać. No bo jeśli uwielbiam van Gogh`a to czemu nie lubię koloru pomarańczowego ? w ocenie, opinii mile widziana jest jakaś konsekwencja bo inaczej po co by była ? Bez tej konsekwencji może bym znowu niekonsekwetnie poszła obejrzeć prace Picassa i może bym je pokochała ? Zmienność opinii to kompletny konformizm. Albo populizm. Już lepiej nie lubić Picassa do grobowej deski – przynajmiej ma się jakieś zdanie na jego temat. Wtedy też ktoś, kto mnie jeszcze nie zna mógłby również nie lubić pomarańczowego i to by nas zbliżyło do siebie. Tak jak nie lubienie Picassa i uwielbienie dla van Gogh`a. Taka kolejna wartość użytkowa ocen i opinii. Wiemy czy ktoś jest ok (bo jest w klubie naszych ocen) czy przeciwko .
    “chłopie – nie przegap wiosny” ściągnęło mnie na ziemie z tego dywagowania. Idę więc na taras nie przegapić wiosny czego Wam tez życzę na te święta :)
    pozdr

  25. Bylem kiedys przez kilka lat w Afryce srodkowej i sa plemiona ktore zamiast ocen reaguja entuzjastycznym zdziwieniem, nie maja w jezyku slowa ‘dobrze’ i ‘zle’ zamiast tego slowo ‘jak’

  26. a może człowiekowi łatwiej jest nie oceniać, gdy nauczył się nie oceniać najpierw samego siebie? :) taka refleksja mi przyszła o 8.20 w wolny poniedziałek :)

    napisałeś w której książce Macieju, że nauczono nas ocen, że od maleńkości towarzyszą nam oceny… jest to w pewien sposób nasz wzorzec myślenia… i ja się z tym zgadzam. dlatego też uważam, że można się tego oduczyć. nie wiem czy jest to trudne czy łatwe… to po prostu jest :)

  27. innymi slowy….”kon jaki jest widzi kazdy”;)))))))))))))))))
    tym zartem mowie dobrej nocy wsztkim

  28. a w druga strone……… ,stworzenie obrazu,rysunku,to wlasnie przekazanie informacji bez oceny;))))

  29. to co mnie,,zaprosilo” do tego bloga,to bylo pytanie Macieja o obrazy w sercu bloga,spontanicznie odpisalam,a potem zaczelam czytac dalej

    napisalam,jak je ogladam-bez slow,a co za tym idzie,bez oceniania,,szufladkowania…przyjmuje obraz taki jaki jest……….
    mozna ?mozna.

    ale…kazdy obraz,jaki powstal,to obraz czlowieka,slad jego przezyc,,jego tajemnica,jego swiat……….skoro mozna nie oceniac obrazu,to moze tez mozna nie oceniac czlowieka???
    przyjac go takim jaki jest.

    zastanawialam sie,gdzie lezy ta trudnosc…dla mnie tam ,gdzie ,,obraz” nie odpowiada moim oczekiwaniom….paradoksalnie wiec tam ,gdzie najbardziej mi zalezy…czyli najblizszym dostaje sie najbardziej;((((!!!!

    z drugiej strony-czy bez oceny bylby mozliwy w ogole proces wychowawczy???
    przeciez kazdemu dziecku mowimy,co robi zle,chcac go nauczyc “prawidlowego” zachowania zgodnego z normami spolecznymi………….gdyby ich nie byo,swiat pograzylby sie w chaosie!!!!
    skad wiedzilibysmy,ze nie wolno np krzywdzic zwierzat,bic dzieci,krasc…itd
    czy nieocenianie spowodowaloby jakies konkretne zmiany,czy tylo bylibysmy obojetni wobec otaczajacych nas zjawisk?????

  30. “przegapiles swoje zycie”, no coz – ja to rozumiem tak, ze pewna bliska mi osoba zajmowala sie osobistym rozwojem [nie chce wchodzic w szczegoly] bardziej niz swoja rodzina, oraz relacjami, na przyklad z dziecmi, przegapila ich dorastanie, a potem rozwod i jego przyczyny, bo wciaz byla zajeta “pomaganiem innym”, wlasnym rozwojem i doradzaniem innym…jem zur z kielbasa i jest ok, ja tez jestem ok, pada deszcz i jest ok
    od kilku lat powtarzam sobie “chlopie – nie przegap wiosny”

  31. Maćku, oczywiście powstrzymywanie się od oceniania jest trudne. i nawet nie wiem, czy możliwe. Natomiast jak juz ocena się pojawi to zawsze mozna zrobic krok do tyłu”O, oceniłem. Czy to mi służy?” Natomiast mając w głowie oceny innych ludzi można po prostu zamknąć buzię i niekoniecznie sie z nimi tą oceną dzielić::)) No chyba, że się już nie wytrzymało:))

    A co do rozwoju. Tak się zastanawiam, ze mam potrzebę zmiany, gdy coś mnie uwiera. Lub gdy ciągnie mnie do kolejnego etapu owego rozwoju.. Zajęłam się m.in. reiki nie ze względu na naprawianie własnej niedoskonałości, a na nowe, fascynujące perspektywy.

    Co do ludzkiej niedoskonałości. Cudza mnie czasem mocno wkurza:)) Własna oczywiście mniej:)))

  32. Gdyby ludzie uważali i czuli, ze wszystko z nimi OK, żaden mędrzec by im nie “wmówił”, że tak nie jest. Choćby dlatego, że mędrcy są w mniejszości :)
    Nie oceniać. To jest cudowne założenie. W tradycji dzogczen, z którą się utożsamiam, podstawowe założenie. Naturalny umysł jest poza ocenami, poza dualizmem—naucza Namkhai Norbu, ale zaraz dodaje, ze samsara polega własnie na dualistycznej wizji, a z niej wynikają oceny i są one bardzo głęboko zakorzenione w umyśle każdego z nas. Od wczesnego dzieciństwa je znamy. Nawet dyskusja o nieocenianiu jest oceną (oceniam, ze oni niepotrzebnie oceniają). Spotkałam w życiu ludzi, którzy mieli większą lub mniejszą potrzebę oceniania, ale nie spotkałam nikogo, kto by się jej całkowicie wyzbył (no może poza poetami haiku, ale ich w końcu nie znam osobiście). Bardzo wielu ludzi (ja się do nich zaliczam) potrafi powściągać oceny typu metkowanie, osądzanie. I o to chodzi, ale wyzbyć sie ich całkowicie nie da, zresztą po co, oceny też są Ok, jesli używa się ich świadomie (wiem o tym z nauczycielskiego doświadczenia).
    Istnieją jeszcze podświadome oceny. Założmy, że np. świadomie nie oceniam, uważam, ze wszystko jest Ok i w tym stanie umysłu idę do muzeum. A w muzeum i Picasso jest dla mnie Ok, i Monet jest OK, i Wyczółkowski jest Ok. Tylko, ze na płótno Wyczólkowskiego dłużej patrzę, wracam do niego, zapamiętuję. Byłam w Hiszpanii w muzeum Picassa i oglądałam wiele jego prac, wszystkie były dla mnie bardzo Ok, nie budowałam żadnych opinii, po prostu patrzyłam, ale kiedy zamykam oczy, widzę tylko jedną, bo tylko jedną zapamiętałam, jego “Agnostyczną łyżeczkę”.
    Co to znaczy “przegapić życie”, dążąc do doskonałości? Czy to nie jest aby ocena czyjegoś sposobu życia? Ludzie mają rózne potrzeby w życiu. Czasami przychodzą do sang buddyjskich ludzie, którzy na wejściu chcą medytować po kilka godzin ( i często to robią). Starsi praktykujący próbują delikatnie “wybić im z głowy” tego typu masochistyczne praktyki, próbować nakłonić, by przyzwyczajali się stopniowo do medytacji, integrowali ją ze zwykłym zyciem. Wtedy ci ludzie bywają urażeni, ze się ich zniechęca, że, oni wiedzą, co robią, znają swoje potrzeby. Ja myślę,że co w naszej ocenie moze byc “marnowaniem życia”, dla tych ludzi moze byc konieczne.

Komentarze są wyłączone.