Filmy listopadowe (rzecz jasna o Polsce)

mgła
mgła

Zamiast się jakoś zrelaksować, odpocząć w weekend zachciało mi się refleksji. Listopad tak nastraja i te mgły. Po długim czasie obejrzałem ponownie „Wesele” w reżyserii Andrzeja Wajdy – ekranizację dramatu Wyspiańskiego. Film miał premierę 9 stycznia 1973 roku. Zagrali w nim wybitni polscy aktorzy (Marek Walczewski, Daniel Olbrychski, Ewa Ziętek, Mieczysław Voit, Andrzej Łapicki, Maja Komorowska i wielu innych) a w rolę Chochoła wcielił się muzycznie Czesław Niemen – śpiewem i kompozycją. Dramat Wyspiańskiego miał swoją premierę w Krakowie w 1901 roku w Teatrze Miejskim. Już wówczas był ważnym wydarzeniem, gdyż postaci sceniczne były odpowiednikami osób realnych, znanych i opiniotwórczych w ówczesnej Galicji. Była sztuka Wyspiańskiego nie tylko wizją symboliczną losów Polski, nie tylko swego rodzaju recenzją życia społeczno-politycznego w kraju u progu I wojny światowej lecz również analizą postaw konkretnych ludzi. Gospodarz w dramacie to przecież Włodzimierz Tetmajer, Pan Młody – Lucjan Rydel, Dziennikarz – Rudolf Starzewski redaktor naczelny krakowskiego „Czasu”, Poeta – Kazimierz Przerwa-Tetmajer – by wymienić tylko kilka kluczowych dla dramatu postaci. Dziś te ważne osoby dla kultury polskiej, żyjące 115 lat temu niewiele mówią współczesnemu pokoleniu.

 ***

Warto sobie jednak uświadomić, że w 1901 roku dramat wywarł podobne wrażenie na publiczności jakby dziś Wyspiański ukrył pod postaciami scenicznymi np. takie osoby znane z życia publicznego jak powiedzmy: Jacek Żakowski (w roli Dziennikarza), Marcin Dubieniecki (w roli Pana Młodego), Ewa Kopacz (w roli Radczyni), Paweł Kukiz (w roli Czepca) – kręcąc o nich film a może lepiej – serial w rodzaju „House of cards” .

 ***

Już w czasie oglądania filmu uderzyła mnie aktualność dialogów i poruszanych w nim spraw. Zremastrowany film nic się nie zestarzał (może z wyjątkiem sceny z Chochołem machającym rączką) lecz co okazało się bardziej dobitne, nie zestarzał się tekst Wyspiańskiego, jego analiza postaci a także diagnoza sytuacji. Ludzie zagubieni, żyjący pozorami, pełni frazesów o Polsce i sztuce, tłumiący wrogość i niechęć. Nieustający od średniowiecza dialog miedzy panem, wójtem i plebanem, antysemityzm, nienawiść chłopów do wykształciuchów i pogarda panów wobec chłopstwa. Iskry brakuje by podnieść przeciwko sobie kosy lecz wszystko uśmierzy wódka, rzeka okowity. Spojeni nią wszyscy, zahipnotyzowani tańczą we mgle pijany taniec. Zagubieni jak Jasiek, który stracił nie tylko czapkę z pawimi piórami (symbol polskiej próżności) lecz również dar, posłannictwo (złoty róg). Chocholi taniec – trans wieńczy poranek po nocy pełnej upiorów. Skacowane głowy mogą już tylko bezładnie wirować bez celu, bez wizji przyszłości…

 ***

Sięgnąłem zaraz po, krótki 12 minutowy „Muchotłuk” Marka Piwowskiego i choć to etiuda, aranżowany dokument z 1966, jest w nim duch tamtego wesela z Bronowic. Film zaczyna się „czerwonymi Makami spod Monte Cassino” a kończy „Mazurkiem Dąbrowskiego”. Kompozycja ramowa, w której spotykają obywatele by się bawić. Zabawa? Jakoś nam ta polska zabawa nie wychodzi. Film był inscenizacją. Uznawany też za prowokację. Grupa łódzkich naturszczyków, którzy wcielają się w uczestników balu, rozmawia, „konsumuje” i oczywiście pije. Jak pisali krytycy – był to opis stanu ducha tamtego społeczeństwa, czyli naszych dziadków i ojców. Puszczony przez cenzurą tylko w ograniczonej dystrybucji długo nie mógł ujrzeć światła dziennego. Pamiętam lata 60 – te XX wieku i jeśli ktoś nie wierzy, uroczyście zaświadczam, tak wyglądała moja dzielnica, świetlice i bary…takie toczyły się rozmowy i towarzyszył mi strach. Sam nie wiem czego się tak bałem jako dziecko…może tej mgły, tych oparów?

http://ninateka.pl/film/marek-piwowski-muchotluk

 ***

Nie pozostawało nic innego jak obejrzeć „Wesele” Wojciecha Smarzowskiego (scenariusz i reżyseria) z roku 2004. Ktoś napisał nie wiedzieć z jakiego powodu, że to komedia. Komedia? Film powstał dekadę temu i podobnie jak film Wajdy sprzed 42 lat nie zestarzał się a jego aktualność boleśnie kłuje w oczy. Również ten obraz zgromadził wybitnych polskich artystów. Zagrali w nim m.in – Arkadiusz Jakubik, Bartłomiej Topa, Marian Dzięgiel, Iwona Bielska, Maciej Stuhr, Tamara Arciuch. Skorumpowane środowisko, ślub z obyczajowym podtekstem, chamstwo, chciwość, przekupstwo, fałszerstwo, polskie iluzje i znowu rzeka wódki. Ręka w rękę gangsterzy i policjanci – i znów rozmowa między wójtem, panem i plebanem. Do filmu przylgnęło słowo „naturalizm”, czyli niemal fotograficzny opis rzeczywistości. Naturalistyczna ekspresja pokazuje rzeczywistość bez symbolicznych ubarwień. Choć dramat Wyspiańskiego zbudowany jest z użyciem odmiennej stylistyki (również w filmowej wersji Wajdy), odmienna jest również metoda Piwowskiego, która opiera się na improwizacji, to nieoczekiwanie historia i narracja we wszystkich trzech filmach splatają się. Jakby „Wesele” z roku 1973 było częścią pierwszą, „Muchotłuk” drugą a „Wesele” Smarzowskiego z roku 2004 – trzecią.

 ***

Mamy zatem sequele, jak Amerykanie „Gwiezdne Wojny”, „Avengers” i „Spidermana” a Brytyjczycy Bonda! Kłopot w tym, że naturalizm polskich obrazów a raczej echo rzeczywistości oddaje problemy z jakim borykamy się od czasów Wyspiańskiego. Jakby nic się nie zmieniło od czasów kiedy Czepiec chce się rwać do kosy ale w końcu traci animusz, Dziennikarz nie wierzy we własne analizy a Poeta filozofuje i wzywa demony. W dramacie Wyspiańskiego to Pan Młody i Panna Młoda zapraszają Chochoła na wesele wraz ze wszystkimi demonami. Jednak dzieje się tak na skutek prowokacji Poety, który jako pierwszy rzuca wyzwanie duchom. Młodzi wzywają stare demony. Wraz z Chochołem zjawiają się po północy, niepokoją, straszą, uczą, przestrzegają ale dla młodych żadna z tego nauka. Poranny kac przynosi niepamięć i dziwne rozgoryczenie, chandrę, której nawet kolejny kieliszek nie może uśmierzyć. Ten sam finał we wszystkich trzech opowieściach. Północ, pijaństwo, upadek, bezwolność, chocholi taniec.

ps. Może dla poprawienia nastroju obejrzę jakąś biografię papieża Polaka najlepiej z Piotrem Adamczykiem w roli głównej? :)

Filmy listopadowe (rzecz jasna o Polsce)
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

3 komentarzy

  1. Wyspiański, ulubiony Wyspiański. Moja obsession. Mam taki swój szlak w Krakowie po miejscach, gdzie siadywał, gdzie zrobił witraż, gdzie dotarłam do wielu jego tajemnic osobistych. Prześledziłam stare fotografie Krugerów, historie miasta i ploteczki Boya Żeleńskiego. Zapraszam. Polecam się w razie potrzeby alternatywnej, młodopolskiej wycieczki :)

  2. Już niedługo Kevin sam w domu ;) To dopiero amerykańska tragedia zgubić dziecko…

  3. Obudzisz w sobie archetypy. I po co ?

Komentarze są wyłączone.