Finał opowieści roku 2012 !!!

drogi
drogi

Wszystkim, którzy napisali swoje historie w chwili, która niosła odkrycia na miarę zmiany życiowej, bardzo dziękuję! Historie głęboko, prawdziwe, pisane przez życie, pozwalają nam odkryć, że jesteśmy kimś więcej, niż tylko samotnymi wędrowcami,  gdyż nasze opowieści nadają sens drogom, po których idziemy.

Głosowanie pozwoliło raz jeszcze na przywołanie historii z całego roku, dokonanie własnych odkryć, które w danej chwili może bardziej, inaczej, mocniej – współgrały z daną chwilą w życiu. Wybór kolejnych opowieści miesiąca nigdy nie był prosty, za to czytanie nadsyłanych przez Was historii to były emocje, które nas ładowały i na które czekaliśmy z Karolcią i z Lidką! Jednocześnie konkurs, to również zabawa. O wspólną zabawę chodziło przede wszystkim! O lekkość, z jaką możemy poruszać również ważne tematy!

Nadeszła chwila by do rąk Hanny Łucji poszła nagroda w postaci bonu na szkolenie organizowane przez Norman Benett Group. Serdecznie gratuluję!!! Hanno Łucjo wejdź na kalendarium szkoleń w Norman Benett Group i spośród niebieskich i zielonych szkoleń [1, 2 lub 3 dniowe] wybierz dowolne w ciągu roku 2013.

Wystarczy kliknąć http://www.normanbenett.pl/kalendarium.php, a następnie wybrać interesujące Cię szkolenie i znowu kliknąć. Link poprowadzi Cię do celu, a szczegóły omówisz z organizatorem.

Gratuluję wszystkim Autorom uważności, otwartości, spójności. Już macie ów cenny dar, w takim razie chcę wam życzyć tysiąca dróg i miliona uważnych wyborów z własną spójnością za pan brat….

Nagrodzona opowieść Hanny Łucji:

Opowieść wigilijna„Boże Narodzenie”
Opowiem Wam, jak się kiedyś zdziwiłam, ale to bardzo. Zdziwiłam się, bo nie znałam siebie i matki, choć myślałam, że znam całą prawdę o nas.

Żarłam się z matką ciągle, o wszystko. Ona była strasznie skupiona na swoich problemach z facetem. Ja na sobie. My dwie razem w domu to było często piekiełko. Zero przebaczenia, robiłam jej w kółko na złość. Cholernie trudno dorastałam, jakbym chorowała psychicznie. Teraz jestem już zdrowa, ale pamiętam o tamtych czasach. Myślę czasem, czy to byłam ja. Mieszkaliśmy wtedy przy ulicy Narutowicza, niedaleko Parku Staszica. To było dość fajne miejsce na ziemi. Mimo wszystko.Wigilia 87 rok. Żeby nie pomagać matce i żeby nie być z nią zbyt długo wymknęłam się z domu, kupiłam fajki. Było bardzo zimno, padał śnieg. Powłóczyłam się po parku, wypaliłam kilka papierosów. Kilka razy obeszłam znane mi miejsca, miałam nadzieję, że spotkam kogoś znajomego. Ale całe frajerstwo pomagało mamusiom. Przemarzłam cholernie, ale jeszcze zwlekałam z powrotem do domu. Wolałam się pomęczyć. Wtedy zobaczyłam dziada, biedaka, który grzebał w śmietniku. Przystanęłam obok, w ogóle nie zwracał na mnie uwagi. Nie wiem, czy było mi go żal. Przyglądałam mu się przez chwilę z nudów, potem wyciągnęłam kolejną fajkę. Czułam się strasznie ważniarsko. Zapaliłam i ruszyłam przed siebie. Coś mnie jednak tknęło. Odwróciłam się i już wiedziałam, jaką zrobię jej niespodziankę. Ale się wścieknie – myślałam z satysfakcją – chociaż pewnie będzie rżnęła dobrodziejkę. Ale wścieknie się totalnie. Albo może nie wpuści go w ogóle, kto wie, wtedy będę miała świadka, jaka jest niedobra. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Zagadałam do dziadka i zaprosiłam go na Wigilię. Śmierdział strasznie.

Mimo wszystko powiedziałam, żeby przypadkiem nie wychlapał się z tym, że palę. Śmieszne, no nie. Powtórzyłam mu to ze trzy razy, bo sprawiał wrażenie, że nie jest dość skoncentrowany. Poszliśmy na czwarte piętro po schodach, nie dałabym rady wytrzymać z nim w windzie. Puściłabym pawia i cały plan wziąłby w łeb-musiałam trzymać fason. Dziadek szedł pieruńsko wolno. Wydaje mi się, przypomina mi się – a może to wymyśliłam, już nie wiem sama – że zerkał na mnie, a ja omijałam ten wzrok… patrzyłam na jego buty, czy podnoszą się na kolejny stopień. Zapukałam do drzwi.Oczywiście otworzyła mi dopiero po dłuższej chwili, pomyślałam, że robi to na złość i jeszcze bardziej ucieszyłam się ze swojego pomysłu. Kiedy stanęła w drzwiach i otworzyła szeroko zdziwione oczy już wiedziałam, że to ja jestem górą. Jej czas mijał.

– Może to Jezus w przebraniu? – powiedziałam uroczyście, powstrzymując się, żeby nie parsknąć śmiechem. -Wiesz, to dla niego będzie to dodatkowe nakrycie. Pamiętasz? Dziś jest Wigilia- dodałam hardo. Ale wyszło trochę sztucznie.

Spuściła oczy. Przestałam na jakiś czas istnieć. Zaprosiła go ze smutnym uśmiechem do środka, za nic nie chciał przekroczyć progu pokoju. Zgodził się tylko usiąść w przedpokoju na szafce z butami. Po mieszkaniu rozchodził się smród jego ubrania i ciała, jakby niewidzialna trucizna tego domu materializowała się. Moja mama pochylała się nad nim szczerze wstrząśnięta, widziałam, jak drżały jej usta, walczyła z płaczem. Poczułam się trochę głupio. Nie tak miało być. Usiadłam bez słowa przy stole, nie powiedziałam ani słowa, nie zrobiłam nic. Patrzyłam na nią jak podaje mu talerz z zupą, pomaga trzymać łyżkę. Wyciera chusteczką jego twarz, bo nie zawsze udawało mu się wcelować do ust. Pewnie ręce skostniały mu z zimna.

Mnie tak nie karmi. Nawet mnie nie zauważa.Patrzyłam, jak wkłada mu do słoików jedzenie, zakręca mocno, starannie owija w gazety. Nie spieszyła się, nie chciała się go pozbyć. Powoli pakowała do toreb różne smakołyki. O mnie się tak nie troszczy. On siedział sobie spokojnie i nierozumiejąco patrzył na naszą choinkę, na światełka.Wyglądało na to, jakby tylko mnie toczył jego fetor. Rozbolała mnie głowa i było mi niedobrze.Chciałam, żeby już sobie poszedł, już wystarczy. Ale mama wypytała go jeszcze o rodzinę i spisała jakiś adres. Dziadek podziękował w końcu i zapragnął wyjść.

-Pomożesz mu zanieść to do domu? -spytała. Cicho spytała.

Zgłupiałam na chwilę, ale wyszłam za nim bez słowa. Szliśmy milcząc, on przodem, ja tachałam jego prezenty paląc papierosa. Raz, czy dwa zatrzymał się po drodze przy koszach. Pewnie nie mógł się powstrzymać.Dwie przecznice dalej wskazał na jakiś dom, podałam torbę z jedzeniem, odwrócił się i odszedł. Wesołych Świąt.

Czułam się fatalnie, jak morderca. Matkobójczyni, albo coś równie cholernego. Kiedy wróciłam, mama była spokojna. Już wietrzyła mieszkanie, ale w tle wciąż jeszcze dało się wyczuć naszego gościa. Poszłam do swojego pokoju, schowałam twarz w poduszkę i płakałam, strasznie płakałam, wyłam z żalu, ze wstydu, z miłości do niej. Następnego dnia było Boże Narodzenie. I moje trochę też. Nic nie było już takie jak przedtem. Zobaczyłam w niej człowieka, a potem ten człowiek zaczął rodzić się we mnie. Czułam się tak, jakbym powoli wracała z daleka do siebie, bardzo, bardzo zmęczona. Ale musiało minąć jeszcze wiele lat, żebym umiała to nazwać.

the end

 

Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

11 komentarzy

  1. Dziękuję raz jeszcze za miłe, budujące słowa – Dżo – ann, Aniuli, Margo, Ani, Bartkowi, Andrzejowi i Jakubowi oraz Urszuli. Życzę Wam wszystkiego najlepsiejszego. Przepraszam, że nie odpowiem na forum na pytania :) Urszulo – napisz do mnie, jestem na facebooku ( Hanna Łucja Orłowska) , mój adres mailowy haniaorlow@wp.pl
    Pozdrawiam

  2. Nie odkryję Ameryki pisząc po prostu PORUSZAJĄCE !! :)

  3. Czytając ją totalnie wyłączylem się ze świata. Wyobraziłem sobie całą sytuację. Gratki

  4. Szczęściem jest odnaleźć siebie. Fajnie, że Ci się Hanno udało.

    Gratuluję i pozdrawiam

  5. ja rowniez podziwiam prostote i,odwage i sile oddzialywania ,z jaka napisano ten tekst-ilekroc przez mnie czytany-trafia rownie celnie w srodek wrazliwosci,wzbudzajac glebokie echo wlasnych odczuc.
    nie wiem czemu ,ale wydawalo mi sie ,ze za tym tekstem stoi nasza kolezanka z blogu…zoska;)))))))))))dla mnie jakas niewidzialna nic laczy te dwie osoby;))))))))
    milo mi poznac Hannę Łucję i jej osobiste słowo!!!gratuluje przede wszystkim pieknej ,madrej opowiesci-a takze nagrody.

  6. Haniu , bardzo osobiste opowiadanie – gratulacje! A co z mama? Czy miala szanse znac Twoja prawde? Czy wiesz jaka byla jej prawda? Czy rozmawialas z nia jak Ona widziala ten wieczor? Czy mialas – masz szanse powiedziec jej jak jej podejscie do tego zdarzenia zmienilo Twoj punkt widzenia na Wasze relacje?
    Moj ojciec umarl nagle majac 50 lat – ja studiowalam w warszawie, nie bylo mnie w tym momencie w domu.
    Niestety nie zdazylam mu powiedziec jak bardzo go cenie, nie zdazylam z nim porozmawiac o naszych relacjach o tym co dla mnie bylo w nich wazne . Jak wazny byl dla mnie on – moj Tata , to uswiadomilam sobie po wielu latach.
    To doswiadczenie nauczylo mnie mowic dobre rzeczy innym jak najszybciej zanim odejda z mojego zycia a sa w nim czasami tylko przez chwile. Czesto w pierwszym momencie widze w oczach zdziwienie, nieme pytanie ” czego ta osoba chce odemnie?”
    Czesto zaraz potem widze usmiech w oczach i dzieki tym usmiechom – tez, lubie swoje zycie.
    Pracujac z menadzerami mam dla nich nastepujace zadanie – w najblizszym tygodniu sprobuj za kazdym razem jak zauwazysz u innej osoby co milego , sympatycznego ( najlepiej jak zaczniesz od swoich bliskich,)powiedz to od razu , nie zwlekaj.W nastepnym tygodniu rozszerz krag osobu ktorych zauwazasz dobre rzeczy i ktorym mowisz mile slowa , przekazujesz pogodna ,pozytywna informacje. W trzecim tygodniu naucz tego swoich menadzerow i sprzedawcow. Jest jeden warunek – zawsze musi byc to szczere, udawanie nie ma sensu.
    I jeszcze raz gratulacje dla Ciebie Haniu i za to ze w tym milym dla Ciebie momencie nie zapominasz o dobrym wplywie innych i im to mowisz.
    Zycze wielu dobrych nastrojow dla wszystkich uczestnikow konkursu i blogowiczow nie tylko na dzisiaj..:-)

  7. Gratuluję nagrody! Pani opowieść jest bardzo piękna i zarazem budująca.Czytając ją myślałam o swoim synu. Modlę się za niego i bardzo chciałabym aby i on dostał taką lekcję od opatrzności. Winię siebie za to że byłam zbyt opiekuńcza i nie stawiałam granic. Winię jego ojca za to,że nas kiedyś odrzucił, za brak szacunku do ludzi, i że nauczył syna, iż miłość to tylko puste słowo prawo do brania bez dawania niczego w zamian. Wiedząc to próbowałam kochać syna za dwoje. Dzisiaj mam w domu egocentryka, który nie jest przystosowany do życia, nie szanuje ludzi i nienawidzi siebie. Odrzucił mnie jako autorytet i kwestionuje wszystkie wartości. Jak do tej pory nie pomogła psychoterapia ani leki ani nawet szpital. Myślę, że taki prezent od Boga (kogokolwiek tu mamy na myśli) jaki Pani dostała w postaci tego zdarzenia przydałby się też mojemu dziecku. Tylko czy będzie gotowy na przyjęcie prawdy?
    Wielkie dzięki za tę piękną opowieść.Życzę wszelkiej pomyślności

  8. Cieszę się, że jest takie miejsce, gdzie nikt nie wstydzi się swojej wrażliwości :) Gratulacje :)

  9. Dziękuję również Tobie Dżo-ann! Ja Tobie również życzę wszelkiej pomyślności.

  10. Witam! Serdecznie dziękuję wszystkim za głosy, które zechcieliście oddać na moje opowiadanie, za uwagę i czas, który poświęciliście czytając mój tekst. Jestem bardzo wdzięczna. Dziękuję Maciejowi Bennewiczowi za wyróżnienie i za nagrodę, również za mądre słowa, ktore kieruje do wszystkich biorących udział w konkursie. Jestem szczerze wzruszona. Dziękuję mojej siostrze (od niej wszystko się zaczęło)która teraz przeżywa w Polsce tragiczne chwile czuwając nad łóżkiem bardzo chorego męża – ona dała mi kiedyś książkę ” Coaching – restauracja osobowości” Na okładce czytam: „Zawsze jest za pięć minut dwunasta aż do chwili, kiedy niespodziewanie będzie już pięć po. Teraz jest właśnie za pięć” – siostro bez endu, mój coachu, jestem daleko, dzielę się z Toba moja radością i przyjmuję Twój smutek.
    Dziękuję mojej córce Julii i synowi Maćkowi, za to, że są i dają mi powody do radości.
    Dziękuję Grzegorzowi, który czaruje (i zna świetną anegdotę o druciku) i Ani z Łodzi, która zadzwoniła do mnie po wielu latach niesłyszenia. A wszystko przez ten konurs.
    Nie pamiętam, czyje było opowiadanie o dziadku z podniesioną pięścią, bardzo mi się podobało. Czasem wyobrażam go sobie. Chociaż rywalizowaliśmy ze soba, to jednak byliśmy w jednej drużynie wszyscy, pozdrawiam Was.
    Podziękowania na miarę rozdawania nagród w Cannes
    Hanna Łucja Orłowska

  11. Oby cały rok był tak obfitujący w miłe prorozwojowe niespodzianki dla Hanny Łucji i szacownego jury :>
    Bardzo dobrego czasu dla siebie, dużo uśmiechu, entuzjazmu dla wszystkich wspaniałych autorów historii biorących udział w konkursie! Wasze opowieści wymagały i odwagi i sporej erudycji, której nie powstydziłby się, kto? żaden nasz Polski Noblista :)

Komentarze są wyłączone.