Fluorescencyjna pułapka

kanał
kanał

Deszcz sprawia, że wyludnia się na moich trasach rowerowych. Tylko dzielni wędkarze, tym razem pod parasolami trwają niezłomnie na posterunku. Może niektórzy z nich wracają do domu tylko po świeże robaki z lodówki? Zakutani w swojej militarne kurtki siedzą w strugach deszczu pod parasolami z napisem M&M, Mleko łaciate albo Grześki. Kolorowe parasole w kontraście z ziemistymi moro wyglądają jeszcze bardziej kolorowo, co mnie jednak zaskoczyło – żadnych piwnych parasoli, ani jednego. A wędkarze, jakby nie było myśliwi, nie wylewają za kołnierz. Ślady ich nadrzecznych polowań aż nadto zdradzają zamiłowanie do trunków, gdyż dzisiaj człowiek śmieci tam gdzie stoi, a jeśli stoi lub siedzi w miejscu przez kilka godzin, to śmieci bardziej.

Mój ojciec łowił ryby i pamiętam jakie były w domu awantury z powodu robaków w lodówce. Robak, najczęściej larwa pospolitej muchy, nie może siedzieć w zbyt dużym chłodzie, gdyż zmarznie, nie może również być w ciepełku, gdyż stanie się muchą. Czeka wobec tego w hibernacji na swój marny los przynęty. Wędkarz, również nieco hibernując się w strugach jesiennego deszczu, czeka na rybę. Ryba, jeśli ma pecha, zostaje złowiona z powodu swego łakomstwa.

Nikogusieńko. Deszcz. Parasole plażowe chronią pudła z robakami, bo przecież nie wędkarzy, w których kurtki, twarze i brzuchate ciała wiatr zacina i deszcz siecze. Ja natomiast, w przeciwieństwie do wędkarzy, na żółto. Fluorescencyjnie żółto-srebrny nieprzemakalny polar chroni mnie przed wieloma rzeczami jednocześnie: zimnem, chłodem, deszczem i kierowcami. Kierowcy, jak zauważyłem, dzielą się na dwie kategorie. Jedni zauważają rowerzystę i wyprzedzają go szerokim łukiem inni nie zauważają i nawet o centymetr nie odbijają ku środkowi jezdni. Dla tych drugich mój polar oczogryzący jest zbyteczny, w niczym mi pomóc nie może. Wystarczy jeden kamień, dziura na jezdni, podskok koła i trach. Pędzący obok samochód samym podmuchem wywołuje kiwnięcie rowerzysty w żółtym polarze.

Co gorsza oczogryząca żółć jest widoczna na kilometr a czasem lepiej nie być widocznym. Otóż: kilka dni wcześniej jadę wzdłuż ulubionego kanału, piękna pogoda, kaczki prostują skrzydła i zasypiają na wodzie, cisza, cud. Z prawej strony stroma skarpa i woda, z lewej wał, krzaki i drzewa. Wspaniale. Kaczki śpią, wędkarze śpią, łan liści przede mną i wąska ścieżyna jak strzała. Parędziesiąt metrów przede mną na ścieżce pojawiło się trzech młodzianów, browary w rękach, po ruchu ich ciał można było rozpoznać, że nie były to pierwsze browary i pewnie nie ostanie substancje toksyczne, którym próbowali stłumić ból istnienia, który dopadł ich tego pięknego dnia. Niestety byłem widoczny z oddali. Na całe szczęście jednak dwóch dżentelmenów zajęło się wyrywaniem sobie telefonu zaś tylko trzeci zainteresował się świecącym, odblaskowym polarem, który się do niego zbliżał. Ów trzeci młodzieniec był wyjątkowo wielki, o gabarytach pakersa. Zagrodził mi drogę wesoło domagając się zaprzestania jazdy, zaprzyjaźnienia z jego radosną gromadą i dokonania jakichś gratyfikacji w zamian za uprzejme wskazanie dalszej, prostej drogi ścieżką wzdłuż kanału. W ręku, ku memu zaskoczeniu, trzymał resztkę stłuczonej butelki, ostrą częścią skierowaną w moją stronę. Po co komu zbita butelka w ręku? – przemknęła mi przez głowę myśl. Może chce się poskarżyć, że stłuczona? Jednak zanim mój mózg kognitywny gotów był wdać się w dysputę w młodzieńcem, mózg gadzi przejął kontrolę i kazał mi nacisną pedały z całej siły, wypaść ze ścieżki, musnąć się o krzaki i brzegiem skarpy wyminąć mężczyzn zanim butelka dryblasa dosięgnęła mojej twarzy a ręce pozostałych dwóch bagażnika mego roweru. Pomknąłem jak strzała cudem utrzymując równowagę, unikając skarpy, tafli wody i upadku. Nie oglądając się za siebie po chwili znalazłem się po za zasięgiem latających butelek.

Czego mnie to uczy? – spytał mnie przyjaciel, gdy opowiedziałem mu tę historię. Czego? Do dziś zastanawiam się nad jego pytaniem. Żółty przyciąga owady? Trzeba szybko zmieniać przerzutki? Dobra pogoda ściąga nad kanał młodych ludzi? Uderzenie rzuconą butelką jest równie bolesne jak kamieniem? Już wiem, lubię deszcz. W deszczu nad kanałem siedzą tylko nieliczni wędkarze i choć są myśliwymi, zachowują się niegroźnie. Deszcz sprzyja rowerowej rekreacji! Jaka frajda będzie zimą.

Fluorescencyjna pułapka
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

4 komentarzy

  1. Warto być dobrym (bo dobroć do człowieka wraca), ale typować kogoś na świętego, to trochę, znając żywoty świętych, jakby mu odmawiać prawa do bezwstydu, radości i smakowania życia, grzeszenia na łonie natury i słodkiego lenistwa ot tak z czapy ;-) W wynoszenie na ołtarze się nie wtrącam :)

  2. Dżo-ann, kogo typujesz na świętego? :)

  3. Buonas noczas ;-)
    Nigdy jeszcze nie zawiodłam się na tym blogu na żadnym wpisie. Jak to jest możliwe, myślę sobie często w duchu, że można mieć tak wiele ciekawych i prawdziwych, niepowtarzających się treści do zakomunikowania światu? :-) Pomyśleć, że na początku przez przypadek i zwykłe zaciekawienie, po prostu pierwsza książka Macieja, sama wśliznęła mi się w ręce na Podwalu. Te psychodeliczne kolory, głowy kotów, jego głowa- jakaś taka inna od nobliwych, a równych mu statusem person pod wąsem, z tą bródką; autor-rzeźbiarz i ciekawy styl pisania. Zwięzły a barwny. A wezmę sobie i w domu zgłębię całość. I tak to się zaczęło… Właściwie głównie w księgarniach żałuję, że nie jestem oligarchą ;-) Blog odkryłam już znacznie później, ukradkowo go podczytując go w godzinach pasjonującej pracy urzędniczyny ;-)

    Przejdę do klu. Jest niebezpiecznie. Kierowcy piją chyba za dużo kawy i jeżdżą pobudzeni. Miejscowe agary natomiast rano piją za dużo kahvy, a przez resztę dnia zawalają krzaki syfem i szkłem. Kahva była przecież długo napojem szatańskim, czarnym i wtedy właśnie najbardziej zaciekawiła papieża Klemensa, który się w niej grzesznie rozsmakował (kler ma co jakiś czas problem z owocem zakazanym?!!!! if you know what i mean, children?!). Pewnie ta klątwa lepi się do ludzi wybierających życie w zgodzie ze swoim cieniem? Dzięki rzezimieszkom, kradziejom i innym takim, zwanym w Bieżanowie od czternastego wieku, “ludziom luźnym”, ludzie dobrzy mają pole do popisu i mogą łatwiej zostać świętymi. Oczywiście ze szkodą dla z kolei długości ich żywota. Święty wszak w hagiografii nie może żyć długo i szczęśliwie. Prędzej czy później łachudry w grupie czyli tzw. większość, która rządzi wpadnie na pomysł wpuszczenia go na arenę z lwami, ukamienowania, odcięcia głowy lub spalenia na stosie. Święty na swoje miano musi zasłużyć okrucieństwem doznanym od pre-sympatyków reality szoł.

    Mnie bardziej od żywotów drobnych przestępców i świętych czy telewizji interesują postępy badawcze Pana Shin Kubota. Jako jedyny na świecie interesuje się różnicującymi się w nieskończoność komórkami meduzy Turritopsis. Jej komórki potrafią być nieśmiertelne!!! Mega zaciekawiające są te badania, jak zresztą większość Japończyków.
    Buźka Człaptasy ;-* ;-))))

  4. Samolotem, też niebezpiecznie latać, ponieważ tam się awanturują podpite żony posłów…. na pływania trochę za zimno.

Komentarze są wyłączone.