Format

Ot, telewizyjna rozrywka, program o gotowaniu, niedzielny wieczór. Bardzo lubię gotować. Zobaczmy. Skończyła się polska edycja programu Master Chef. Wygrała Basia Ritz. Format. Formaty to telewizyjne pewniaki. Jeśli coś się podobało Holendrom, spodoba się Anglikom, ale pewnie również Tajwańczykom i Polakom. Każdy element włącznie ze scenografią jest przemyślany w najdrobniejszym szczególe i objęty licencją. Inny kanał powtarza starszy program. W amerykańskiej wersji programu z 2010 roku prowadzonego przez znanego kucharza Gordona Ramsay`a jedna z uczestniczek jest wegetarianką pochodzenia hinduskiego. Zadanie do wykonania przez kucharzy to ugotowanie potrawy z kraba. Na stołach pojawia się kilkanaście żywych krabów. Trzeba je wrzucić żywcem do wrzątku. Dziewczyna początkowo odmawia wzięcia udziału w konkurencji, gdyż jak mówi do kamery wierzy, że istoty czujące mają dusze. Nigdy nie zabiła, nigdy nie odebrała żadnej istocie życia. To wbrew jej religii, wbrew temu w co wierzy. Zaraz, zaraz ale czy podobnej sceny nie było w edycji polskiej?

Szybko sprawdziłem. Sieć jest pojemna i przepastna. Kilka programów, kilka edycji, kilka krajów. Była nawet edycja wietnamska i rumuńska, izraelska i peruwiańska – łatwiej spytać gdzie jeszcze programu nie było. W każdym pojawia się osoba, która w środkowej cześć cyklu odmawia zabicia żywego zwierzęcia lub, jak w polskiej edycji, ma kłopot z ugotowaniem istoty, która leży na stole w całości, martwa, czasem obrana ze skóry, a czasem nie. Królik w całości, prosiaczek w całości, jagniątko w całości – żywe lub zarżnięte. Co innego produkt zafoliowany, estetyczny. Nie informujemy przecież dzieci, że pyszna wędlinka, to była śliczna krówka albo cielaczek, czyli krówki dziecko. Hipokryzja wyćwiczona do perfekcji. Podobnie jest w telewizji. A tu nagle inaczej.

W każdym odcinku, w każdej serii i w każdym kraju pewien kucharz amator początkowo odmawia zaszlachtowania zwierzyny, dostaje nawet lekkiej histerii,  a potem „przełamuje się” i w końcu ją zabija, lub trupka owieczki oprawia i następnie przyrządza z niego danie i…wygrywa! Wygrywa odcinek lub konkurencję. Pada też zawsze to samo uzasadnienie, że zawodowy kucharz musi ugotować wszystko. Wszystko? Musi?

Format, precyzyjnie gra na emocjach widza. Nie poczułem się oszukany. Może raczej zdziwiony i zniesmaczony. Nawet nie o to chodzi, że promuje się kulinarne stereotypy, za którymi stoją interesy wielkich spożywczych korporacji, zwłaszcza tych z branży mięsnej, tu nie miałem złudzeń. Nawet nie w tym rzecz, że program jest ustawiony od początku do końca; ani nawet to, że wegetariańskie jedzenie można pysznie przyrządzić; a tym samym w programie można było dać wybór kucharzom. Chodzi o to, że milionowej, miliardowej widowni pokazuje się, że ktoś łamie swoje wartości i w końcu szlachtuje zwierzę dla wygranej, z powodu reguł telewizyjnej zabawy, że przekroczenie granicy stało się formatem, czyli chwytliwym trickiem. W mojej mapie świata nikczemne.

Format
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

11 komentarzy

  1. A co byloby,gdyby wegetarianski kucharz wylamal sie?puscili by to na antenie czy nie?jak zaglosowaliby widzowie,jesli taka opcja jest?sponsorzy odmowiliby przelewu transzy za odcinek?a moze zwiekszyloby to ogladalnosc?jaka rozpetalaby sie dyskusja?a gdyby tak dac wymknac sie zdarzeniom poza ugotowany scenariusz?

    niedawno poznalam menadzera od parowek;))))))))))dziwil sie ,ze nie znam firmy,co kurczaka przerabia od stop do glow na produkty jadalne zwane wedlinami lub inne pozyteczne pirzedmioty…korporacyjny dyrektor wierzacy w idee firmy,madrosc swojego amerykanskiego dyrektora i szczescie ,jakie moze dac awans w korporacji.
    gdy sie nieco krzywilam,podsumowal ,ze jestem nieprzystosowana,nie znam zycia,a w ogole…tematy nam sie szybko skonczyly,jako ze mielismy rowniez rozne zdanie na temat technik manipulacyjnych stosowanych w negocjacjach i w zyciu…..

    he he he ,gdybym byla kucharzem w takim programie,pewnie bylabym harda do konca.
    nie raz juz “wylecialm z programu” za obstawanie przy swoim,za nieprzystosowanie do idei kierownikow i dyrektorow;))))))))))

    uczciwie jednak przyznaje,ze coraz rzadziej-ale wciaz kurczak czy ryba laduje na talerzu,choc zawsze z pelna swiadomoscia,ze bylo to zywe stworzenie.jak indianin-zanim zjem,mysle o tym,ze bylo to zycie-przepraszam i dziekuje.
    nosze tez puchowa kurtke i skorzane buty.i te buty tez szanuje ,nosze do szewca,a kurtke mam ju kilka lat.
    dzis nie marnuje jedzenia,nie kupuje i nie wyrzucam bezmyslnie-nie z oszczednosci-a z szacunku .jesli jest wybor-wybieram danie bezmiesne.tak tez gotuje i pozwalam wybrac dziecku,czasem podstepem przemycam smaki inne niz tradycyjne…zupa z dyni,kotleciki z boczniaka,pasztet z fasolki,makaron z pomidorami;))))))))))……coraz wiecej tego w naszej kuchni.
    kompromis miedzy tradycyjnym wychowaniem a nowymi trendami?albo stopniowe podazanie za coraz starsza dusza;))))))))))))

  2. Piękny spektakl dziś daje księżyc… Jedna dzwoni do drugiej, druga smsa śle do trzeciej, trzecia szuka między blokami, w końcu skacze jak mała dziewczynka po środku pokoju bo znalazła tuż nad balkonem :-)
    Takie poruszenie wywołał, że trzy kobiety, w różnych mieszkaniach, patrzą. Co widzą? Co słyszą? każda pewnie coś innego, ale w jednym się zgadzamy, jest magiczny…

    Dziś poniedziałek, dzień księżyca. Dziś srebrna kula błogosławi spokojem umysłu. chłonę, przyklejona do zimnej szyby. Godzinę później… nos lodowaty, ciało zastygłe w dziwnej pozie, pełnia szczęścia w sercu ;-)
    Niezwykły show! Nie potrzebne dekodery, płaskie monitory, piloty, stereo ni full HD.
    Tylko Ty i On. Wymarzona randka. Wymiana energii. Tylko Ty i On, tak daleko a jak blisko.

  3. A ja w ogóle nie oglądam TV. W Polsce media mainstreemowe (czy są tu w ogóle jakieś nie mainstreemowe?) są dla mnie nie do strawienia. I w ogóle – programowe rzucenie TV, ma swoje zalety. Nie daję sobie wciskać kitu, bo szkoda mi czasu/ patrz: życia.

    Ale czasem łapię się na tym, że naprawdę brakuje mi tematów do rozmowy z tzw. normalnymi ludźmi. I zastanawiam się, czy może jednak warto byłoby coś czasem obejrzeć, w ramach uspołeczniania się.

    Póki co jednak – nie oglądam.
    Nie ja jedna zresztą. Byłam w czwartek na spotkaniu autorskim z Krzysztofem Vargą, kóry też nie ogląda.

  4. ad chodzi o szacunek do zdania innej osoby, jak nie chce to nie , może jakąś traumę przeżył. Nie pakujmy wszystkich w jeden schemat.

  5. A pomoc przy porodzie (dwóch) było super doświadczeniem i każdemu polecam. Nie wiem jak można zostawić swoją Kobietę w takim momencie? No i ten pierwszy kontakt z dzidziusiem… :)

  6. Niestety wszystko tak teraz wygląda w mainstreamowych mediach. Propaganda, propaganda, propaganda i ciągnięcie w dół.

  7. O porodach… uczestniczyłem w 2ch. podczas pierwszego jeszcze nie można było. Jest to jeden z najpiękniejszych i najbardziej zbliżających momentów w życiu pary. jeśli nie jesteś gotowy na poród to co tak naprawdę oferujesz kobiecie?

  8. Macieju, pięknie to wychwyciłeś – łamanie swoich wartości w imię … mamony, pięniędzy lub chwilowego zaspokojenia żądzy – aby “spełnić marzenia” aby być zaakceptowanym – nie odrzuconym… teraz widzę mechanizm, teraz widzę jak potrzebny jest tu coaching lub coś w tym rodzaju – aby honorować własne wartości… czym jesteśmy inaczej. Aż mam pomysł na piękny warsztat z tego tematu… może kiedyś zrobimy to razem.. Idę coś więcej napisać o tym. J

  9. Wszystkie formatowe programy ” to spełniacze marzeń” . Wszędzie coś trzeba. Dla mnie to lekka paranoja z tymi wegetarianami w Master Chef. Po cholerę tam lezie jak wie co to za program, albo specjalne szkoły gotowania gdzie zmusza się uczestników do zjadania szarańczy czy innego paskudztwa. To tak jak nowoczesne mamuśki zmuszają mężów do uczestnictwa w porodach. OK, jak facet chce bo ma taką potrzebę to ok ale jak nie chce to po co na siłę? Od tego poszukiwania siebie i swojej kreatywności to już niektórzy popadają w skrajną przesadę. Ja chyba zacznę prowadzić warsztaty “Jak zyskać równowagę , nie wbijając sobie gwoździe w głowę młotem pneumatycznym”;)

  10. Podpisuję się i dziękuję. Nie oglądam.

  11. Czyli jak małpy w cyrku – uczestnicy odgrywają swoje role. Do niedawna lubiłem oglądać programy typu Idol czy mam talent. Ileż tam talentów? Maskara.
    Tylko, że to spektakl z reżyserem w postaci zysku.

Komentarze są wyłączone.