Frank F.

Zgadzam się na niezgadzanie.  A także nie zgadzam się na zgadzanie. A także zgadzam się na zgadzanie i nie zgadzam na niezgadzanie.  I tak nie ma to żadnego znaczenia. Poradniki, książki, artykułu, posty, terapie, psychoterapie, coachingi, mentoring  tutoringi, counselingi, ćwiczenia oraz farmakoterapie – nie działają. Na niektórych ludzi.

Według rozlicznych badań skuteczność farmakoterapii w niektórych jednostkach chorobowych waha się od 7 do 11%. Podobnie jest z psychoterapiami, różnymi modelami pomocy i podejrzewam, że również z coachingiem. Mówi się o ludziach lekoopornych, terapioopornych, zmianie pozornej i pozorowaniu zmiany, uzależnieniu o terapii i od zmiany. Jest też  symulacja zdrowienia. Istnieje też zjawisko wyuczonej bezradności i wtórnych korzyści ze strefy komfortu choćby nią była nawet głęboka patologia relacji, niewygodne życie, a nawet choroba. Całe rodziny, a nawet systemy konstruują swoje życie wokół inwalidztwa, niedostatku, choroby, odrzucenia, bezradności. Dlatego między innymi Frank Farelly wymyślił terapię prowokatywną, której zasady przejął również model coachingu, coraz bardziej popularny w Polsce. Farelly jakoś mentalnie jest mi obcy, dlatego w naszej szkole coachingu jego metoda, to tylko krótki moduł. Niemniej Farelly już jako doświadczony terapeuta odkrył, że jest  generalnie nieskuteczny. Zaczął robić badania i odkrył, że spora grupa pacjentów:

  • To osoby bezustannie namawiane do zmiany, tracą więc motywację. To innym zależy bardziej niż im samym. Otaczani są rodziną, personelem, przyjaciółmi poradnikami – i wszyscy tylko namawiają do zmiany, doradzają, pomagają. To utrwala motywację zewnętrzną, czyli płytką, przejściową, a z czasem budzi jedynie irytację u pacjenta.
  • Szybko [nierzadko już w dzieciństwie] niektórzy odkrywają wtórne korzyści z problemu. W czasie choroby, kłopotów – zyskujemy uwagę, zrozumienie, opiekę, czyli symbole miłości, a niekiedy zamienniki miłości.
  • Im dłuższe próby zmieniania, zdrowienia, różne metody, terapie, leki tym silniejsze uodpornienie na zmianę.  Behawioralnej już próbowałem – nie pomogła. Coaching przereklamowany. Leki tylko zatruwają i ogłupiają. Byłem na Gestalt, ale to, to samo co poznawcza. NLP – oszustwo. Reiki – jeszcze większe oszustwo. Co mi jakaś małolata będzie mówić o życiu.
  • Spora część osób dokonuje zmian pozornych, żeby samemu sobie dać dowód na bezradność, żeby zaspokoić czyjeś oczekiwania itp. Motywów może być tyle co ludzi, wszystkie o charakterze zastępczym. Pierwotny jest lęk przed zmianą.
  • Farelly odkrył też, że u większości jego pacjentów zmiana  pojawiła się naturalnie i szybko tylko w odpowiedzi na wyzwanie, czyli w sytuacji silnej motywacji wewnętrznej: narodziny dziecka, czyjaś śmierć, skrajne przeżycie, daleka podróż, utrata szansy, wygrana lub przegrana, itd.
  • Wtedy też pojawiała się autozłość, zamiast złości do całego świata.  Już dalej tak nie mogę. Nie chcę siebie i innych dłużej oszukiwać. Mam dość cierpiętnictwa. Mam dość własnego cynizmu, on mnie nie posuwa na przód.
  • Wówczas, podobnie jak w terapii uzależnień pojawia się refleksja graniczna, dotarcie do samego źródła bezradności i cierpienia: Już dalej tak nie mogę i nie chcę. Dlatego pacjent w końcu gotów jest podjąć doświadczenie rewolucyjne i często pierwszy raz wżyciu bierze odpowiedzialność za własne sprawy.
  • Ponadto Farelly stwierdził, że delikatności i kruchość pacjentów to przesada, a nawet przeciwnie przez lata wyuczyli się odporności i manipulacji jak mało kto, choć przecież cierpią.

Zatem wnioskiem Farellego było stworzenie sytemu terapeutycznej pracy prowokatywnej jako bardziej skutecznej, a w zasadzie najbardziej. Kiedyś byłem na jego warsztacie i do demo na środku zgłosił się pewien młody chłopak. Wszedł na podest, usiadł, przekrzywił głowę przyglądają się Farellemu, a Frank po dłuższej chwili milczenia powiedział: Nie będą z tobą pracował, szkoda mojego czasu. Przyszedłeś tutaj nie po to żeby uzyskać pomoc, ale żeby mi coś udowodnić. To klasyczna oznaka oporu. Wynoś się stąd i nie trać mojego czasu. Po chwili następny klient zgłasza się na demo. Siada. Mój problem dotyczy tego, że nie wiem czy studiować dalej, czy szukać pracy. A Farelly na to: Ty też tracisz mój czas. Ktoś, kto mówi coś takiego, może sobie pozwolić na tego rodzaju dywagacje. Nie żartuj sobie! Kiedy się zastanawiasz czy chcesz zjeść hot-doga czy jabłko wcale nie jesteś głodny. Wynoś się i nie zawracaj mi głowy. 

Taki jest Frank Farelly w działaniu, taki jest coaching prowokatywny i…też nie działa. Na wszystkich. Frank F. wciąż wierzy, że jest skuteczniejszy. A skuteczna to jest Lady Gaga bo ma  prawie 35 milionów obserwatorów na Tweeterze.

Według Biblii, w historii opisanej w księdze Rodzaju stało się to z nami w chwili zburzenia wieży Babel. Wtedy nastąpiło, rozproszenie ludzkości, podział na języki i wiekuiste zagubienie. To rozdzielenie, a potem skonfliktowanie przeniosło się na wszystkie poziomy społecznego funkcjonowania i wreszcie, poprzez wychowanie, dotarło do osobowości jednostki. Według Biblii Bóg Jahwe nie chciał żeby ludzie stanowili jedność, porozumiewali się, komunikowali, współdziałali, gdyż wówczas nic nie będzie dla nich niemożliwe, cokolwiek zamierzą uczynić. A taki stan może doprowadzić do zbytniej samodzielności i odrzucenia Boga. Biblia to również literatura coachingowa, dlatego i ona jest odrzucana, nie działa, jest bezsensu i nie ma znaczenia. Dla niektórych.

 

Frank F.
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

9 komentarzy

  1. Czy to prowokacja? :-)

  2. Szkoda ze Frank Farelly juz nie pokaze swojej pasji, troski o klienta i pelnego zaangazowania z jakim robil swoje sesje coachingowe ( zmarl 10 lutego 2013 ) niestety nie mialam okazji uczestniczyc osobiscie w jego sesji.
    Bralam natomiast udzial w sesji terapeutycznej prowadzonej przez Berta Hellingera ( terapia metoda ustawien) , cos co uwielbiam ( nie terapie ale sposob jej wykonywania) polaczenie ogromnego doswiadczenia zawodowego i zyciowego, intuicji, empatii i zaangazowania.
    Jego metoda rowniez na jednych dziala ( moja mlodsza corka przeczytala wiele jego ksiazek) na innych nie ( ja do samej metody nie jestem przekonana)
    Mysle ze w kazdej formie psychoterapii, coachingu i innych dziedzinach zycia wazna jest odpowiedzialnosc za nasze wybory jakich dokonujemy. Robimy to codziennie niezliczona ilosc razy i te wybory rodza konsekwencje z ktorymi zyjemy.
    Swiadomosc ze wybory sa nasze i tylko nasze i nikt inny tylko my ponosimy za nie odpowiedzialnosc nie jest latwa a czasami nawet bardzo trudna do przyjecia. Uswiadamiajac sobie taki fakt trudno jest zrzucic odpowiedzialnosc na innych lub zachodzace okolicznosci.
    Kazdy z nas patrzy poprzez pryzmat innej- swojej mapy.To my dokonujemy wyborow, przy pomocy wlasnej intuicji,doswiadczenia, wiedzy, przekonan.Kazdy z nas ksztaltuje , rysuje swoje mapy swiadomie badz nieswiadomie dzialajac badz niedzialajac.Niedzialanie tez jest wyborem choc byc moze nie zdajemy sobie z tego sprawy.
    Ale to zawsze jest wybor.Jezeli pewne metody nie dzialaja, nie maja dla nas znaczenia, nie poruszaja to- cale szczescie mozemy zadecydowac zeby wybrac inna droge, metode – to nie oznacza ze pozostale byly bledne lub falszywe.
    Zawsze mozemy poszukac takiej drogi – ktora na nas dziala – rozwiazania ktore jest dla nas dobre , i to jest intrygujaca cecha naszego zycia.

  3. „Gdy uczeń jest gotowy, pojawia się nauczyciel”.
    Nie odwrotnie :-)

    Nie można nikogo nauczyć tego, czego on sam w sobie już nie ma.
    Nauczyciel może tylko pomóc odkryć pokłady, które już są gotowe do wydobycia na powierzchnię, które już istnieją w uczniu.

  4. Ja szukam „swojego” :) Swojego miejsca, swoich ludzi, swoich sklepów itp Tam gdzie czuję się dobrze, gdzie mogę pożartować, pogadać, gdzie nie ma fałszu, czuje się sympatię. Gdzie ludzie zwracają na ciebie uwagę, bo są na tyle dojrzali, żeby ciągle nie skupiać się tylko na sobie. W grupie przyjaciół czasami niektórzy potrzebują się przytulić potrzymać za rękę i nie ma w tym żadnych podtekstów erotycznych. Ludzie mają potrzebę bliskości i akceptacji. Ta moja grupa ciągle się powiększa i bardzo mnie to cieszy. Taka grupa ważnych emocji ;)

  5. W zasadzie wszystkiemu możemy przypisać jakieś znaczenie i sens. Bardzo ciekawi mnie fakt skuteczności terapii prowokatywnej/ coachingu prowokatywnego. Zupełnie inne podejście, takie „na przekór”.

  6. oraz tak, zmiana zaczyna się w głowach. mierzi mnie tłumaczenie biedą wszystkiego. bo bieda to mogę katować zwierzęta, traktować ludzi jak ścierwo? jak uzyskasz więcej kasy, staniesz się ‚lepszym’ człowiekiem? sorry, nie wierzę w to. podobno pieniądze nie psują tylko wydobywają z człowieka jego prawdziwą naturę. sa bogacze co tłuką żony i przywiązują psy do drzewa. są bezdomni co przygarniają psy i ratują topiące się króliki (prawdziwa historia). są też niedźwiedzice które zabijają najpierw swoje młode a potem siebie, bo nie chcą dalszego życia w niewoli, na chińskiej fermie i życia w klatce w której nie mogą się poruszyć.
    etc. itp. i tak dalej…

    każda (?) Istota na tej planecie chce żyć i walczy o przetrwanie jak potrafi, jak ją nauczono korzystając z narzędzi (czasem dosłownie) które posiada.

    możemy łazić na dwóch kończynach, nosić garnitury, używać sztućców, ale często – nadal pozostajemy dzikusami.

    http://www.youtube.com/watch?v=vSkb0kDacjs

  7. się podpisać mogę pod tym (obserwacje innych oraz siebie – i dlaczego pewne „pomoce” na mnie nie działają/działać nie będą).

  8. Zmiana tafia na Twoją gotowość. Doświadczenie uczy, że ludzie się nie zmieniają. Niektórzy się jednak zmieniają. Jestem żywym przykładem. Czasami jedno, dwa pytania prowokatywne dają więcej niż kilkadziesiąt innych.

  9. Alleluja! Cieszmy się–żeby się „odrodzić”, najpierw trzeba „umrzeć”. Dobry Jahwe o tym wiedział i dlatego pomieszał zuchwałe języki, ale to i tak na nic—przemyślni lingwistycznie ludzie i tak zbudowali Babel, z której to wieży obserwacyjnej śledzą wygłupy Lady Gaga.

Komentarze są wyłączone.