Głodowa Wólka i Tłuszcz

Czy są głodne dzieci, czy też ich nie ma? Toczy się dyskusja w tle szczawiu i mirabelek posła Niesiołowskiego. Zatem dziennikarze pobiegli do przeróżnych instytucji państwowych, fundacji i stowarzyszeń oraz do profesorów i ekspertów żeby stwierdzić, czy są głodne dzieci oraz, jeśli są, to ile ich jest? Jeśli mało, to możemy w zasadzie spać spokojnie. Państwo się wywiązało. Ale pytanie czy mało, to 80 tysięcy, czy 800 tysięcy? Zaraz, zaraz, a może nie chodzi o głód, głód brzmi jakoś przesadnie, może chodzi o niedożywienie? No jak tak, to wówczas przyczyna tkwi przede wszystkim w tym, że spóźnione lub niedopilnowane dziecko nie zjada śniadania, albo zapycha się batonikiem; a to już całkiem inny problem.

No cóż, a wystarczyłoby przejechać kilka kilometrów z centrum Warszawy, ot choćby w kierunku na Radzymin i zajrzeć w ciągu dnia do centrum handlowego przy trasie, albo do zapyziałego parczku i zapytać dzieci snujące się na wagarach co ostatnio jadły? Można też obrać przeciwny azymut i pojechać w kierunku zachodnim w stronę Janek. Można też wpaść do restauracji Ikea, no tak ale, tam na herbatce za złotówkę dyskretnie koczują bezdomni, bezrobotni dorośli. Wszak wróciła zima. Każde inne warszawskie, łódzkie, czy wrocławskie centrum handlowe jest dobrym miejscem żeby przekonać się jak wygląda realna, polska bieda. Wystarczy odpytać grupki wagarowiczów. Można też skoczyć na Pragę na ulicę Markowską, gdy wieczorem wydawane są darmowe posiłki i też ludzi popytać. Znam matki, które za pięć złotych dziennie potrafią wyżywić czteroosobową rodzinę. Kilogram mąki, jedno jajko, 20 dkg pasztetowej, koncentrat barszczu, warzywa i jest kocioł barszczu z krokietami. Na śniadanie i kolację chleb, cebula i smalec. I chociaż jest to godziwe jedzenie, którym można nasycić głód,  to jednak daleko mu do wykwintności i bogactwa witamin. A wielu matkom brakuje i tych pięciu złotych i podobnej zapobiegliwości. Nie są to wyłącznie dywagacje zamożnego warszawiaka. W moim dzieciństwie dominowała mniej więcej podobna dieta, choć przecież nie wspominam czasów tak odległych jak 90 letni profesor Bartoszewski. Mama, choć bywało bardzo biednie, tak gospodarowała, że w minimalnym stopniu odczuwaliśmy niedostatki żywności. Dominowały ogórki, kapusta i oczywiście ziemniaki w postaci dziesiątków potraw. Dziecięcym, codziennym marzeniem było jedzenie. Jego dostatek i trochę lepsza jakość. Wychowałem się w czasach, w których wykonywano w Polsce kary śmierci jako wyroki w procesach dotyczących handlu mięsem, a z powodu podwyżek cen mięsa wybuchały krwawo tłumione strajki! Nazwy miejscowości znakomicie oddają, co przez stulecia znajdowało się w centrum życia społecznego na naszych ziemiach.

Abstrahuję od tego z czego wynika współczesna bieda, to inna sprawa. Rzeczywiście polski kapitalizm zapomniał o najsłabszych, a elity władzy, jak zawsze i jak wszędzie zajmują się interesami władzy. Kto zna choćby trochę historię, także tę współczesną po 1989 roku, nie powinien mieć w tym względzie złudzeń.  Z drugiej strony pojawiły się informacje jeszcze bardziej szokujące, jakby w tle. Nieoczekiwane, antylobbingowe wieści o szkodliwości spożywania mięsa, o bezpośrednim powiązaniu z nowotworami, a także o gazowanych napojach z cukrem wpływających na szkodliwą nadwagę i powikłane z nią schorzenia. Przyznam, że byłem w szoku, gdyż lobby spożywcze, zwłaszcza bazujące na produkcji i przetwórstwie mięsa, jest bardzo silne. Media z niego żyją. Z mego, skrzywionego punktu widzenia przemysł spożywczy bazuje na cierpieniu istot żywych. A tu kolejna, nieoczekiwana informacja o zakazie testowania kosmetyków i ich komponentów na zwierzętach! Podejrzliwa część mojej osobowości dorwała się do głosu. Czyżby to były prawdziwe tendencje? Niemożliwe?

Biedna Ameryka epoki kolejnych kryzysów XX wieku wyprodukowała masową, tanią, kaloryczną, wysokoprzetwarzaną żywność i tysiące preparatów chemicznych polepszających smak i trwałość produktów. Czterema jeźdźcami apokalipsy okazali się liderzy przetwórstwa: cukier, sól, glutaminian sodu i mączka kukurydziana. W prawie 100 lat później bogate kraje zalewa fala chorób cywilizacyjnych, na które zapadają utuczone wnuki i prawnuki pionierów przetwórstwa spożywczego, a głód wciąż istnieje nawet w Europie, obok nas, dwa kroki stąd. Ale, może, drobnymi krokami…może jest nadzieja na zmianę? Ale ta zmiana musi najpierw nastąpić w głowach, a dopiero potem w garnkach.

Głodowa Wólka i Tłuszcz
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

12 komentarzy

  1. Na szczęście każdy ma w sobie taką ostatnią deskę ratunku, czyli tego Dżemowego przyjaciela… Osobiście cenię sobie literaturę Macieja, choć z tego co zauważyłam w środowisku które karmi Cię (a Ty dajesz się karmić) zwyczajnym syfem, to co złe wraca niestety, choć może coraz słabsze, bo wcześniej już rozpoznane to jednak. Po jakichś właśnie trzech latach życia w niesprzyjającym środowisku słuchając ostatnio sama siebie, zastanawiam się, co ta zahukana, oceniająca dziewczynka o zaniżonym poczuciu własnej wartości ma jeszcze do powiedzenia. Żegnałam się z nią tyle razy a ona jeszcze ma swoje 5 groszy do dodania. Na szczęście świadomość tego co wyczytałam między innymi w literaturze Macieja i co nie raz pomogło mi spojrzeć inaczej, bardziej perspektywicznie i radośnie na przyszłość dodaje otuchy – to jest Niesamowite. Do tego natura ‚pedatki’ (wersja otoczenia), a przynajmniej osoby lubiącej ład i porządek (moja wersja :) skłania to ciągłego oczyszczania się z tego szamba i daje nadzieje na lepsze jutro. Powodzenia

  2. Kiedy Lech Wałęsa mówi ” nie o taką Polske walczyłem”, to ja sobie myślę „nie o takiej Polsce marzyłem”. Lech ryszył jednak dupę, przeszkoczył płot i nie narzekał. DZIAŁAJ, szkoda czasu na gadanie i marudzenie.

  3. Determinizm środowiskowy powoduje, że nasze spojrzenie na świat jest zależne od sytuacji w jakiej się znajdujemy. Coaching, nlp, i inne trafia do osób na najwyższym stopniu hierarchii potrzeb Maslowa- potrzeby samorealizacji. Potrzeby fizjologiczne to zupełnie inny poziom i nikt Cię dobrym słowem nie nakarmi.
    JEDNAKŻE sposób Twojego myślenia może spowodować, że znajdziesz sposób na zarobienie 5000 zł, zarobienie na jedzenie, kupienie gitary czy fujary. I tu jest pomocny coaching.

    To nie jest wina tej matki że ma 5 zł ale juz winę mają Ci, którym wokół niej zabrakło EMPATII.

    Świat bennewicz.pl to propozycja. Bez pistoletu przy głowie.

  4. Łukasz też jeszcze nie mam wędki ale mam co jeść i dlatego też nie zajmuje mi to głowy, tylko szukam nowych możliwości. Jak ludzie tylko myślą jak brzuch zapełnić to już nie starcza im energii na rozwoje duchowe, poznawanie czegokolwiek. W poradnikach piszą o optymistycznym myśleniu , a jak ma myśleć optymistycznie matka mająca 5 zł dziennie aby wyżywić siebie i dziecko. Fajnie jak ktoś ma fajny zawód i jeszcze trafi na fajną firmę . Są jednak takie miejsca gdzie o pracę jakąkolwiek bardzo trudno. Też nie mam 10 tysięcy na kurs coachingowy a mam parę fajnych pomysłów jak mogłabym to wykorzystać. Możliwe, że nigdy nie uzyskam certyfikatu, ale też możliwe jest, że nie będę go potrzebować. Ostatnio poznaję ludzi szczycących się certyfikatem coacha i ręce mi opadają, bo większość to agresywne bubki ( obu płci) kręcący biznesy. Ich jedyną zaletą jest to że mają dzianych rodziców. Nie ma kasy nie ma rozwoju potencjału, albo przynajmniej trzeba długo i na około do tego dochodzić. Może szkoda czasu…..

  5. Łukasz, wiesz co… Uczę się żeby nie wierzyć już nikomu… są książki, są ćwiczenia i fajnie, robię co mogę, czasem coś puści czasem nie. Umęczyłam się okrutnie usiłując dociec jak tu się „puścić” jeszcze bardziej, zadając pytania „dlaczego mi znowu nie wyszło, skoro to z serca już płynie” itd itp. Totalnie się odmóżdżyłam i porzuciłam całą wiedzę książkową. To tylko czyjaś teoria, podpowiedź, coś komuś „pomogło”, Tobie nie musi, mnie nie musi, im nie musi… TOTALNIE nie kumam o co już chodzi. Oduczam się teraz tego, czego mnie uczyli duchowi i ci „nie duchowi” nauczyciele, bo to o kant dupy rozbić…Przecież każdy jest tak inny i u każdego inaczej coś działa lub nie…
    Masz rację i ci od książek też mają rację ;-). W tym morzu inspiracji, podpowiedzi i wskazówek można chwilę popływać, jakieś metry przepłynąć, ale wszystko się sprowadza i tak do tego cholernego krojenia cebuli. Trzeba samemu się naciachać… I czasem spotyka się kogoś, kto otrze łzę, kto opatrzy ranę bo odciski już się porobiły, kto podsunie taboret… Ale to my ciachamy… Gdybyś kiedyś potrzebował wpaść do Gdyni na Hawaje do mnie, zapraszam, tak od serca, jak bliźni bliźniego… Wystarczy, że wsiądziesz w jakąś tam komunikację skądś do Gdyni ;-).Jestem.

  6. @Łukasz – być może w twoim egzemplarzu jest błąd drukarski, w oryginale mojej książki jest tekst z przestrogą: „Wszystko jest możliwe; kiedy nurkujesz, nie oddychaj”
    pozdrawiam :-)

  7. Jeżeli w naszym kraju występuję problem głodu, to znaczy , że nie są zaspokojone podstawowe potrzeby człowieka, to co mówić o kształceniu, dojrzewaniu intelektualnemu. Nie ma kasy na żarcie to nie ma tym bardziej na książki, rozwijanie pasji sportowych otwierania się na nowe możliwości. Nie w każdej miejscowości działają fundacje nie do wszystkich trafia pomoc. Fajnie jak ktoś potrafi wyjść z biedy, ilu jest takich , którzy zrobili to bez niczyjej pomocy? Większość tą biedę dziedziczy, oczywiście są tacy co i przez swoją głupotę w nią popadają. Tak naprawdę biednym nie daje się wędki tylko cały czas rybę lekko nadpsutą….

  8. Rumienię się, gdy czytam Twój nietakt, Łukaszu.
    I nie piszę tego, by wchodzić w jakiekolwiek dalsze pisanie z Tobą. Nie rozumiem tylko co chcesz uzyskać pisząc takie TEKSTY.

  9. Polityka nie zna narzędzia odpowiedzialności. Gdyby polityk brał faktycznie odpowiedzialność za swoje słowa, to zrobiłby wszystko, aby każde z tych dzieci było nakarmione. I nie po to, by zaraz pojechać tam i ówdzie z kamerą, posługując się najsilniejszym narzędziem propagandy. Ale by zamiast uzupełniać przykrą ankietę zwyczajnie jadły.
    Myślę, że polityk to człowiek, który daje się „uwieść” samemu sobie, swoim wypolerowanym słowom-obietnicom; owładnięty mirażem władzy i snem wielkości, drogich garniturów, limuzyn, wszechmocy, działania na wielką skalę; trzymania się silnych zagranicznych, po których woda sodowa nakręca go na kolejne złudzenia, w które sam wierzy i trzymania innych polityków za łby.

    Wmawia sobie, że ludzie mają krótką pamięć i zapominają. Zapomina, że władza jest złudzeniem, że życie jest kruche i może zachorować, umrzeć, zginąć w katastrofie lotniczej, umrzeć na raka jak Hugo Chavez, że się starzeje i będzie potrzebować, żeby ktoś kiedyś (wcale nie za sto lat) podał mu miednicę, przygotował ciepły posiłek. Że będzie zależny od innych osób. Fidel Castro to dyktator. Dzisiaj 12 marca 2013 r. to już inny dyktator niż 17 kwietnia 1961 roku. Nie ma takich pieniędzy, którymi polityk wykupiłby się od praw życia i śmierci. Czy Alan Greenspan, Wielki Drukarz Pieniędzy FED w USA weźmie je wszystkie do trumny? A może wierzy, że kupił sobie krwią Afryki i Azji nieśmiertelność? Władza jest wielkim złudzeniem, zasłoną prawdy – hinduską mayą.
    Pozwala ci wierzyć, że jesteś kimś wielkim, świetnym, bo sławnym, bogatym, bo od ciebie zależą losy świata, a ty tak samo jak ci, których nie stać na ciepłe jedzenie dla dzieci żyjesz i będziesz czy jesteś w wikipediach i mediach, ale ty też umrzesz.
    Polityka to taka Pascalowska trzcina wiele obiecująca, o miłości, sile i wartościach ględząca, ale mało z tego realizująca :>

  10. Gdzie dewizą jest pieniądz, a nie zdrowe zaspokojenie potrzeb klienta, rodzi się niezdrowy problem (lub problemy).

    Teraz mówi się, że to „modne” rozmawiać o zdrowym jedzeniu, dyskutować, kupować, gotować i tak dalej. Zdrowe jedzenie stało się trendy, „bio”. Jeżeli dobrze podpowiada mi mój dialog wewnętrzny to jedzenie po prostu powinno być … Zdrowe?

    Błogosławieni cisi, którzy nie chwalą się swoimi „modnymi” zainteresowaniami, a robią to z czystej przyjemności i chęci pozostania w zdrowi :)

    Pozdrawiam.

Komentarze są wyłączone.