Gobliny i trolle

troll norweski

Niech żyją gobliny, trolle, elfy, krasnoludy, ogry i orkowie, hobbity, skaveni, skrzaty, a także chochliki, satyry, słowiańskie pokucie, koboldy, bożęta, lecz przede wszystkim anioły i diabły, demony i duchy oraz Simsowie – słowem postaci mityczne, nośniki znaczeń, archetypy!

Lubię archetypy. Archetypy to sól naszego życia, nieświadome role, które odgrywamy najpierw na użytek własny, a potem w teatrze życia codziennego. Symbole, zdaniem Junga są wspólne wszystkim ludziom, ukryte w nieświadomości każdego z nas, lecz również w nieświadomości zbiorowej, w przestrzeni grupy, danej społeczności, narodu, a nawet cywilizacji. W postaci goblina lub króla ujawniają się na chwilę ich znaczenia. Ojciec, matka, policjant, złodziej, szef, naukowiec, podróżnik, górnik, handlarz – każda z ról, każdy z zawodów, każdy niemal opis sytuacji, zawiera w sobie archetypalny obraz, czyli symboliczny, nieświadomy przekaz. Kim jest ojciec? Jakie cechy, przymioty, zachowania, postawy przypisujemy ojcu? Jakie skojarzenia uruchamia w nas słowo: lekarz, albo kolacja lub siekiera? Kim jest w naszej kulturze złotnik, a kim lichwiarz; jakie skojarzenia uruchomi aktor jakie aktoreczka?  Jakie oszust, a jakie spryciarz? Utożsamiamy ukryty, symboliczny przekaz z osobą lub przedmiotem, lub konkretną sytuacją, tymczasem rzeczywisty, realny ojciec ojcu nie jest równy, podobnie jak złodziej złodziejowi, czy lekarz lekarzowi. Goblin natomiast jest zawsze goblinem. Archetyp ojca w danej kulturze – podobnie. Jeśli ubóstwiamy, w pewien sposób, współczesnych celebrytów, to właśnie dlatego, że symbolizują, odzwierciedlają archetypy, czyli ucieleśniają symbole, lub raczej to nasza nieświadomość przypisuje im specjalne, archetypalne znaczenie.

Archetypy z resztą mogą dotyczyć zarówno przedmiotów, jak i sytuacji, lecz przede wszystkim życiowych postaw i ról. Dawniej to religia ożywiała archetypy nadając im szersze znaczenie, uzasadniając rzeczywistość, wyjaśniając zjawiska, odpowiadając na pytania, kreując rzeczywistość alternatywną, w której to, co niewyjaśnione, zyskiwało wytłumaczenie. Jak pisze Wilber świat był wówczas niezróżnicowany, nie istniały granice pomiędzy religią, nauką, kulturą, polityką i życiem codziennym. Wszystkie wątki splatały się, wszystkie klucze miał w ręku szaman, a potem kapłan udzielając jedynie namaszczenia królowi lub wojownikowi, artyście lub rzemieślnikowi. Niekiedy kapłan i władca byli jedną osobą ucieleśniając nadprzyrodzone moce. Kiedyś dominował  homerycki przekaz ustny, czyli opowieści, następnie opowieściami zajął się skryba, potem teatr, sztuka, a wśród ludu misteria, jasełka, wróżby, tarot, baśnie oraz przekaz religijny [także ustny].

Współcześnie cała kultura masowa, kultura w ogóle, reklama i marketing – słowem ztechnologizowany świat jak nigdy dotąd przesycił się archetypami.  Wydawać by się mogło, że w czasach, gdy nauka oddzieliła się od religii, podobnie jak sztuka i polityka  rządzące się swoimi prawami, archetypy stracą znaczenie. Polityka opiera się na mechanizmach ekonomicznych i zasadach prawa, suwerennych wobec władzy [przynajmniej w części państw]. Wiedza jest powszechnie dostępna, a paradygmat naukowego wyjaśnienia obowiązujący w sporej części globu. Wydawać by się mogło, że porządek symboliczny i archetypalny przestanie odgrywać tak wielkie znaczenia, a tymczasem jest odwrotnie. Technologia przekazu informacji,  YT, FB , Twitter, cała niemal sieć, lecz przede wszystkim zinstytucjonalizowane media,  kreują nowe mity, wykorzystują [sądzę w większości nieświadomie] stare archetypy. Powołują do życia coraz to nowe zjawiska będące w istocie wcieleniem starych, przedwiecznych archetypów dotyczących władzy, wartości, miłości, walki, dobra i zła itd.  X-Factory, Idole, Masterchefy, Tańce z gwiazdami, kariery, skandale, polityczne newsy, doniesienia z życia gwiazd, gorące tematy, hity dnia, newsy na pierwszą stronę, filmy, bestselery – są zmitologizowane jak nigdy. Co ciekawsze mechanizm postracjonalizacji, czyli wtórnego uzasadnienia już zaistniałych faktów, wcześniej podjętych decyzji, na zasadzie zwrotnego przypisania znaczenia, dominuje. Domeną współczesnych, medialnych opinii ekspertów, politycznych analiz i felietonów, wyjaśnień oraz interpretacji jest postracjonalizacja, sąd a posteriori, czyli po fakcie, ocenianie i interpretowanie na zasadzie mechanizmu projekcji, czyli rzutowania własnej nieświadomości na miniony fakt.

Tak, jak coaching bywa czasami sposobem na wystruganie sobie dłuższego kija, dla celnego trafiania z bezpiecznej odległości, tych których pragniemy poskromić, zawstydzić albo ustawić, tak postracjonalizacje, czyli na przykład powoływanie się na autorytet ma zamykać sprawę. Ubiegły rok w przestrzeni publicznej obfitował w zasadzie wyłącznie w wydarzenia archetypalne. Natychmiast zaczynały żyć własnym, mitologicznym życiem, nabierały znaczenia, obrastały w słowa i emocje. Napompowane jak balony odfruwały w dal.

Przychodzą mi do głowy fascynujące wnioski: w XXI wieku istotą społecznej komunikacji i osobistej wiary są archetypy; technologia przekazu tylko je wzmacnia, przyspiesza. Istnienie paradygmatu naukowego i rozdzielnie go od religii, sztuki, polityki itd. jest czysto formalne – faktycznie rolę dawnego szamana przejęły media i popkultura, a może  niechcący nauka? Nieświadomość zbiorowa silnie stymuluje nieświadomość indywidualną wywierając na nią presję, określając – co jest dobre, modne, potrzebne, wartościowe itd. W zagubieniu poszukujemy uzasadnień symbolicznych, a skłonność do wtórnych uzasadnień [postracjonalizacji] tym silniej ma redukować niepokój związany z rzeczywistością. Dlatego wciąż tak chętnie wierzymy w gobliny i trolle, powołujemy do życia Kopciuszki, które zostają królewnami show-businessu i piętnujemy złe macochy. Dlatego nieświadomość indywidualną tak łatwo zorganizować wokół starych mitów, a jeszcze łatwiej zbiorową. Terry Pratchett potrafił, jak nikt inny, wykorzystać ten mechanizm, a jednocześnie zbudować do niego dystans. Uderz w stół, a archetypy się odezwą, nadając magiczne znaczenie przedmiotom leżącym na stole.

Co za transowa atmosfera. Idę spać. Pewien skrzat zasnął na moich nogach, a drugi przeciągnął się niechcący potrącając małego ogra, który spieszył się w kierunku spiżarni. Właśnie wypłoszył stamtąd trolla. Dobranoc.

Gobliny i trolle
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

6 komentarzy

  1. Aniulu, ta uwaga o szanowaniu przez dzieci innych światów bardzo celna. Dorośli się muszą sporo oduczyć w tych sprawach.

  2. To trundy tekst dla mnie. Jung w zasadzie jest trudny, bo dobrze nie znam jego wizji. Nadrobię! Na 1 roku psychologii cała wiedza, którą tu na blogu odnośnie Junga przekazujesz, była jakby zupełnie inna- no cholera znów oderwana od rzeczywistości. Wiem, chodzi o sposób przekazania wiedzy. Niedawno mówiłeś u nas na warsztatach o cieniu. Widziałeś jakie było zaskoczenie odnośnie innej perspektywy paradygmatu jungowskiego.

    Nieświadomość zbiorowa i archetypy widać silnie w nas siedzą. Ewolucyjnie nadajemy im inne opakowania, ale to wciąż to samo. Uniwersalne wartości są zawsze u podstawy naszego myślenia i działania, choćby nie wiem jak sie rozwinął technologicznie, informacyjnie i mentalnie ten świat.

  3. Nie mogę sobie przypomnieć tytułu zbioru baśni ” z odległych krajów” , czytałam te baśnie w podstawówce. Nie wiem czy dzisiaj też by mnie tak zachwyciły ale dla małej dziewczynki były niesamowite. Ilustracje były bardzo kolorowe, ale tak naprawdę nie były mi potrzebne, wyobraźnia działała . Pratchett oczarował mnie swoimi czarownicami, rozbawił magami , dał do myślenia postacią śmierci czy Lorda Vetinarego. Nie uświadamiam dzieci na siłę, że Mikołaj to wytwór komercji, a wróżka Zembuszka to zapożyczenie z innej kultury. Czasem mam wrażenie , że i tak wiedzą, że rodzice ściemniają ale po pierwsze robią nam przyjemność ” a nich sobie wierzą, że my wierzymy”, po drugie lepiej czerpać korzyści z istnienia tych stworków niż nie dostać paczki czy złotówki za zęba:) Z tą kalkulacją to przesadziłam. Dzieciaki mają tą fajną cechę, że szanują “inne światy”. Dorośli muszą natomiast ponownie się uczyć , że takie światy w ogóle są;)

  4. Zośka,
    Miłość, miłość, miłość ;)

  5. Witaj Macieju! Lubię czytać Twoje socjologiczne felietony. Czy nie uważasz, że istnieje duża luka pomiędzy przestrzenią coachingu – rozwoju osobistego a socjologią – szeroko rozumianym rozwojem społeczeństwa? I czy nie zechciałbyś wypełnić tej luki jakąś ciekawą ksíążką? Pozdrawiam serdecznie!
    marek

  6. Niezapomniany film “Dzikość serca”, a takze kino Tarantino swobodnie, gorliwie, pozytecznie i obrazoburczo tasuje karty zbiorowego–często–koszmarnego śnienia. Dzisiaj okres przed przyjsciem Trzech Króli, oby przynieśli dary naprawdę nam potrzebne. Czyli co? Co jest wspólczesnym kadzidłem, mirrą i złotem?

Komentarze są wyłączone.