Gonzo ma depresję lub po prostu gorszy dzień

Weekend majowy. Wszyscy się rozjechali. Kto żyw wyruszył w polskie góry, albo do Splitu lub Dubrownika, na Kretę lub na Rodos, albo też na działkę do szwagra. Krupówki i  Sopocki deptak, podkrakowski Zakrzówek i warszawskie Pola Mokotowskie tętnią życiem. Gdy na spokojnym osiedlu ktoś wpada w wiosenny, imprezowy nastrój, a inni nie koniecznie – wówczas jego jest noc. Lecz również i tych, którzy nie mają ochoty imprezować – noc majowa to noc bezsenna. Z tego też powodu przyjechał do nas Gonzo. U niego bardziej imprezowo niż u nas, a my nigdzie nie wyjechaliśmy, gdyż u mnie jak zwykle huk roboty. Innych być może praca tak się nie ima, gdyż oni swej pracy nie lubią, a ja przeciwnie – twierdzi Gonzo. Ja ciągle coś robię i rzeczywiście z przyjemnością. Wczoraj skończyłem całodzienne zajęcia na studiach  podyplomowych z coachingu, a przed wczoraj, w sobotę kolejną książkę, za to jutro mam do napisania artykuł i program na szkolenie, ale również w pierwszych dniach maja zaczynam pisać, zakontraktowaną na jesień, nową książkę, a przecież chwilę temu zamknęliśmy skład, okładkę i milion szczegółów jeszcze innej książki – o Wyspach Szczęśliwych.  To  wczoraj,  jest już przedwczoraj, gdyż dzisiaj stało się jutrem,  gdyż jest środek nocy.

Gonzo oczywiście pochwala moją pracowitość ze wszech miar, gdyż sam jest podobny. Złości się jedynie gdy ktoś mu wmawia, że łapie pięć srok za ogon. Lepiej pięć srok, niż jeden temat międlić przez kilka lat bez efektu – odpowiada. Rzecz jasna Gonzo nie jest typem imprezowicza. Gdy za oknem, pod podłogą lub na suficie ktoś tańczy i śpiewa całą noc refren: i tylko noc, noc, noc – Gonzo nie może się skupić, ani wsypać, jest rozdrażniony a chwilami nawet zrozpaczony. Gdy udało się jakoś wygłuszyć jedną imprezę w piątek o świcie, po negocjacjach z nieprzytomnymi sąsiadami; oczywiście w sobotę rozwinęła się kolejna impreza, u innych, która potrwała do niedzieli. W stanie kompletnego rozedrgania oraz irytacji Gonzo zadzwonił z prośbą o gościnę przez resztę majowego weekendu. Nie mogliśmy mu obiecać, że u nas będzie lepiej, ale sądząc po pustym parkingu i garażu, kto żyw wyjechał – więc jest szansa. Gonzo właśnie zajmuje się recenzowaniem dwóch prac magisterskich na swojej uczelni, a trzecią zajmuje się jako promotor, a że podchodzi do swych zajęć serio, rzeczywiście czyta, to co recenzuje.

Zadzwonił Łasabi, Gonzo choć na moją prośbę odebrał domowy telefon, gdyż ja miałem ręce w panierce, nie chciał z Łasabim rozmawiać. Ten  z kolei przeszczęśliwy. Wybrał się wraz z przyjaciółmi oraz z rowerami, na  wsypę Bornholm i choć  jest zimno, co najwyżej 5, 6 stopni, oraz deszczowo, jest bardzo zadowlony. Mają zamiar objechać wyspę dookoła i spać pod namiotami. Początek był trochę nieudany, bo już na promie, niechcący spadł z roweru, ale wyspa ich oczarowała dlatego nie myśli, o lekkiej wszak, kontuzji.

– Wróci przeziębiony ze zwichniętą kostką ale i tak przez tydzień będzie opowiadał jak było cudownie i jaki to wyczyn objechać Bornholm na rowerze – mruknął Gonzo, gdy skończyłem rozmowę.

– Dlaczego tak nie lubisz Łasabiego? – spytałem.

– Nie to, że nie lubię. Łasabi jest dla mnie uosobieniem cech typowego Polaka, które mnie czasami drażnią. Udaje klasę średnią ale nie potrafi związać końca z końcem. Kupił rower za jakieś makabryczne pieniądze, z super lekką ramą z czegoś tam i setką najnowszych przerzutek, ale ani go na ten rower nie stać, ani nie umie na nim jeździć. Wziął ze sobą powieść Cabrè tylko dlatego, że była reklamowana w gazecie ale nie będzie miał czasu jej przeczytać. Przeczyta recenzję i będzie ją słowo w słowo powtarzał przy najbliższej okazji. Nie pojechał nawet do Chorwacji lub na Kretę, gdzie jadą wszyscy. On wyrusza na zimny Bornholm.

– Zazdrościsz mu. Wyliczasz wszystkie szczegóły, o których ja słyszę pierwszy raz, bo mu zazdrościsz. Siedzisz tu z nami, snujesz się jak niewyspane koty i sprawdzasz prace swoich studentów, którym i tak wisi, to czy je przeczytasz dwa razy czy tyko raz – powiedziałem odcedzając ziemniaki.

– Otóż to. W Polsce mamy największą liczbę studiującej młodzieży w Europie i jeden z najniższych poziomów czytelnictwa, a przeciętni maturzyści to głąby, po prostu nieuki. Od kilku lat nie robimy już na wydziale nawet wstępnych egzaminów prognostycznych, nieobowiązkowych. Robiliśmy je orientacyjnie, tak dla przyzwoitości. Dlaczego ich nie robimy? Gdyż większość studentów zdających na biologię, nie jest w stanie podać wzoru na sól kuchenną, nie mówiąc o odpowiedzi na pytanie ile komórek mają organizmy jednokomórkowe, oraz ile atomów wodoru ma cząsteczka wody. Pytam ostatnio takiego studenta pierwszego roku, który na pytanie: jaką funkcję u pantofelka pełnią wodniczki tętniące, odpowiedział, że są to tętnice; pytam: dlaczego przyszedł studiować biologię? A on na to, że jego dziewczyna poszła, to on też.

– A może tak coś optymistycznego Gonzo? – powiedziałem. – Może opowieść o jakimś zdolnym studencie, albo jakichś przymiotach Łasabiego, albo ogólnie o przymiotach Polaka?

– Nie dziś, dzisiaj musiałbym  naśladować ten twój dobrystyczny nastój, ten rodzaj psychomanipulacji, który wywierasz na sobie i innych próbując tak bardzo uwierzyć, że możemy, potrafimy jeśli tylko zechcemy, że drzemie w nas motywacja i dobre intencje. Rozumiem, że w ten sposób bronisz się przed nieuniknioną depresją biorącą się z refleksji, że otacza nas ciemnota i głupota, uproszczona wizja świata, chamstwo, egocentryzm i pazerność i tak naprawdę nic nie możemy zrobić. No, może jedynie możemy uciec, wyjechać do Szwajcarii albo Finlandii, do jakiejś lepiej zorganizowanej enklawy, odizolowanego azylu. Jednak  wiesz, że nie wyjedziesz, bo cię na Szwajcarię nie stać.

– Wierz mi, nie chciałbyś mieszkać w Szwajcarii, w której sąsiad zadenuncjowałby cię pierwszego dnia, że zbyt długo świecisz lampkę w nocy, a policjant wlepiłby ci mandat, gdy ustawiłbyś samochód rurą wydechową w stronę budynku. Owszem miałbyś ciszę w majowy weekend jak w obozie koncentracyjnym. Perfekcyjne, germańskie, kalwińskie zarządzanie za cenę wolności i spontaniczności. To ja już wolę sto razy Polskę.

– Wiem – burknął Gonzo. – Dlatego tak usilnie pracujesz w nadziei, że to odmieni choćby twoje własne życie. Doskonale to rozumiem, jestem taki sam, ale mnie od ciebie różni mniejsza doza cynizmu.

– Wmawiasz mi cynizm?

-Tak mój drogi – odparł Gonzo – cyniczne jest udawanie, że żyjemy w dobrym świecie, wśród dobrych ludzi. Wystarczyłaby iskra żebyś został zjedzony do kosteczki, sprzedany przez swoich współpracowników, wydany przez wczorajszych przyjaciół. Wiesz o tym doskonale, ale właśnie z tego powodu nie możesz się do tego przyznać, bo byś zwariował ze swoją wrażliwością.

– Gonzo ty masz depresję – powiedziałem nakładając mu na talerz pachnące ziemniaki z koperkiem.

– Pewnie, że mam. To mój genetyczny feler. Wydzielam mniej endorfin i serotoniny dlatego widzę rzeczy jakimi są.

Gonzo ma depresję lub po prostu gorszy dzień
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

14 komentarzy

  1. Dla Gonza polecam podejście “dziecinne”.

    http://www.youtube.com/watch?v=pTgOLLmTQI0

    Na trudności – uśmiech, na mniej endorfin i serotoniny – uśmiech, na imprezę za ścianą też uśmiech.

  2. Pasja-czyli robienie czegos z absolutnym zaangażowaniem ale i radoscia (nie mylic z obowiązkiem), to zawsze mnie fascynuje.Uwielbiam obserwować takie zjawiska, to jest to “cos” dlaczego również lubie swoja prace .Co nie oznacza ze wykonuje ja codziennie. Praca nie u “siebie” czyli na etacie wymusza pewne wzorce. Jestesmy związani z działaniem – nie dzialaniem innych , dlatego jeżeli nie ma kluczowych dla nas osob to zachodzi obawa ze będzie to spędzony dzień w pracy a nie efektywnie przepracowany,Dlatego nauczyłam się spedzac taki czas na zgłębianiu innych moich pasji jakimi sa podroze i czytanie . Zmieniajac swoje srodowisko można robic jedno i drugie jednocześnie, nabierając rownoczesnie pogodnego dystansu do , nie zawsze bezstresowej na codzien rzeczywistości. Lubie realizować swoje czasami “zwariowane” pomysły( jak np. wyjazdz corka do Tromsow lutym żeby zobaczyć zorze polarna ) i rozumiem Lasabi – jego chec do posiadania roweru mimo niewykorzystanych możliwości cyklistycznych. To przecież jego zycie, jego emocje, jego uczucia – jego mapa.Terytorium mamy takie same ale mapy rozne. To dobrze, swiat bylby monotonny gdybyśmy go wszyscy widzieli tak samo.A monotonia zabija – chec do zycia i radości.
    Pamietam słowa moich córek” nieważne co mówisz – ważne co robisz”I dzisiaj wiem ze tylko poprzez wlasny przykład mogę im pokazac wzorce i przekazac swoje wartości. Przyklady bierzemy i dajemy nie tylko dzieciom . I to jest dobrze. I dobrze jak nas cieszy co robimy – jeżeli nie jest to ze szkoda dla innych. Może inni pojda naszymi sladami – sladem? Nie musza – to tez jest dobrze. Bo każdy z nas jest odrebna osobowoscia – jednostka i ma prawo znaleźć – isc swoja wlasna droge. Droge do siebie, swojego ja , swojej duszy.
    Zgadzam się z Gonzo w temacie nie-udawania – trzeba być sobą. Autentycznosc pomaga zyc w zgodzie z własnym “ja” i nie trzeba nikomu nic udawadniac, jednocześnie za T. Pratchettem uważam ze ” każdy może odbic się od dna jeżeli tylko wystarczy mu woli” , wiec może bez ocen kto do jakiej klasy należy. Czy to ma znaczenie? Wazne co sobą reprezentujemy, co dobrego możemy zobaczyć w innych którzy sa wokół.
    Może za ” Szczesciarzem z Lodynu” ( tez Pratchett) rada dla Lasabi ” nie należy zdradzać więcej szczegolow niż to konieczne” ze swojego zycia. Inni nie musza być zwierciadlem w którym się przeglądamy, zwłaszcza jeżeli nie naleza do grupy bliskich przyjaciol.
    A może za przykładem bohatera ” Opowiesci o Johnnym Maxwelu” rozejrzmy się po swiecie ” Nie był on ( swiat),scisle rzecz biorac, cudowny. Nie był prawde mowiac, nawet mily. A już zupełnie rzecz ujmując, nie był nawet dobry. Ale był ciekawy. I nigdy tak do końca nie da się go poznac – zawsze zaskoczy czyms nowym i niespodziewanym”…

  3. Ag,
    chocby RTZ uczy odwolywania sie do sie faktow ,a nie do przekonan i do tego ,zeby realistycznie widziec swiat,ani czarno ,ani bialo,bo zazwyczaj sytuacja ma posredni kolor;)))))to my go rozjasniamy lub przyciemniamy przez pryzmat wlasnego umyslu.

    mnie w zyciu spotkalo wiele trudnych doswiadczen,nie moge temu zaprzeczyc!!!! i tez rozni ludzie nich dostarczali.mniej istotne chyba dla mnie bylo to ,czy ktos jest optymista czy pesymista,raczej przyciagal mnie lub odpychal ich system wartosci,doswiadczenia i sposob,w jaki szli wlasna droga ,jak sie rozwijali,jak to sie przekladalo na ich dzialania i relacje.
    moze dlatego przyjaznilam sie zarowno z kobietami ,jka i mezczyznami-duzo starszymi ludzmi,jak i duzo mlodszymi,postawionymi wyzej ,jak i nizej,takimi ,ktorzy narzekali ,jak i przejaskrawiai barwy zycia;))))))))))))))))takze takimi ,ktorzy powszechnie uwazani byli za dziwakow,skonczonych lobuzow i niedostosowanych spolecznie.
    umysl ,jak i cala osobowosc to tylko krysztal,przez ktory rozszczepiana jest energia ;)))kazdy ma inny,kazdy piekny ,choc nie bez skaz;)))))mi bardziej o to swiatlo chodzi ,a nie o barwe kamienia;))))))))))
    wracajac do szklanki-na obraz sklada sie pusta,jak i pelna polowka,choc czasem ulegam zludzeniom i widze tylko czesc obrazu;))))jak wszyscy-zaleznie od emocji ,nastroju,doswiadczen….staram sie jednak przywolywac “testem kamery”,ze jedno i drugie to zludzenie;)))))
    taka jestem ja,inny jest Łasabi ,Gonzo ,ty czy kazdy inny…. ma prawo widziec swiat inaczej,ponoszac w zyciu konsekwencje tego wlasnie;)))))mnie fascynuje ludzka roznorodnosc.,ciekawie czasem spojrzec na swiat cudzymi oczyma,zamiast narzucac mu ,co ma czuc i myslec;)))))))))

  4. Do ani:

    Przeciwstawiasz “realistyczne spojrzenie” kontra “różowe okulary” i wynika z tego, że to “realistyczne” jest prawdziwsze. Czyli że przyziemne i stonowane spojrzenie jest wg ciebie bardziej prawdziwe niż to “różowe”.
    Tymczasem “różowe” jest różowe, a “realistyczno-przyziemne” jest po prostu realistyczno-przyziemne.
    Ale nie da się powiedzieć, które jest prawdziwe.

    No i nie należy mylić pozytywnego nastawienia z naiwnością. Jesli wielka wiara w ludzi powoduje, że zostawiamy otwarty dom, to miejmy przynajmniej tyle rozumu aby nie dziwić się, że pod naszą nieobecność ktoś wyniósł meble. ( to a’propos kolezanki, która się dziwi, że ktoś wykorzystuje jej dobroć i empatię)

  5. Dzięki różnorodnościom świat jest ciekawy, nie da się wszystkich wytrenować, rozwinąć itp itd, ostatnio mam wrażenie , że wszędzie pod hasłem rozwoju indywidualności tą indywidualność się niszczy. To tak jak w ogłoszeniach o pracę, wymaga się kreatywności, a potem trzeba się słuchać szefa i kreatywność schować do kieszeni…

  6. Ciekawi mnie czy Gonzo ma rodzine, tj. żonę, dzieci…

  7. mam dwie przyjaciolki -jedna przypomina mi Łasabiego ,druga -Gonzo.

    jedna widzi zawsze szklanke do polowy pelna ,jest pewna wiary w ludzi…i czasem sie mocno rozczarowuje,albo nie rozumie,jak dala sie wpedzic w uklad ,gdzie ci “fajni”robia swinstwa, wykorzystuja jej dobroc i emaptie….druga widzi szklanke do polwy pusta i mogalby wraz z Gonzo ukladac teksty demotywujace;))))))))))))jej zycie jest poukladane ,przewidywalne ,dostatnie,rachunki sie zgadzaja,osiagnela dobra pozycje zawodowa ,zrealizowala to ,co przemyslala i zaplanowala;)))))a osiagnela duzo!!w sposob przemyslany,uczciwy,uczac sie i pracujac.nie przezywa rozczarown,ale tez nie uwaza ,ze zycie jest nie wiadomo jaka przygoda!!!!

    kazda z nich jest spojna w swojej wersji,obie szanuja sie ,ale miedzy nimi jest dystans jak miedzy Łasabim a Gonzem;))))do speicia nie doszlo ,bo go unikaly

    ktora ma racje?
    jedna i druga .
    szklanka jest zarowno do polowy pusta jak i pelna.taki jest prawdziwy obraz.kto nie wierzy ,niech ja postawi na stole;))))

    ja zas zgadzam sie z kazda z nich.lubie rozmawiac zarowno z jedna ,jak i z druga.
    to zalezy czego potrzebuje-pocieszenia ,ze swiat jest piekny i kolorowy?czy realistycznego spojrzenia i przyhamowania ,gdy troche kolory mnie poniosa… w ramach przyjazni korzystam z potencjalu jednej i drugiej;))))

    moze dlatego ,ze w mojej glowie mieszka zarowno Łasabi jak i Gonzo.

  8. 1. Nie wszystkim studentom wisi, nie wszystkim wykładowcom zależy.
    2. Żeby się ktoś dowiedział, że nie interesuje tego ktosia budowa pantofelka …. musi ten ktoś spróbować się tego nauczyć. Szkoła powinna poszerzać horyzonty i pokazywać możliwości.
    3. Współczuję coachom którzy muszą użerać się zawodowo z takimi Gonzami i usiłują im przetłumaczyć, że szklanka jest do połowy pełna.
    4. (…)że otacza nas ciemnota i głupota, uproszczona wizja świata, chamstwo, egocentryzm i pazerność i tak naprawdę nic nie możemy zrobić(…)
    jesoo…i to NAUCZYCIEL mówi….
    niech się zwolni z tej pracy, bo ludzi z takim nastawieniem powinno się usuwać z tego zawodu w pierwszej kolejnosci. Niewłaściwy człowiek na niewłaściwym miejscu, stad depresja, cynizm itp. objawy wypalenia zawodowego. Jak on może kogoś czegokolwiek nauczyć skoro wszystkich uwaza za debili i na dodatek nic wg niego z tym nie można zrobic? To ma być niby nauczyciel? On jeden wspaniały, a ta dzisiejsza młodzież to szkoda gadać, nie to co kiedyś. Świat na psy schodzi, czas umierać ;-)

  9. Dzieci uczą się poprzez naśladownictwo i powielanie zachowań. Mają wewnętrzą potrzebę poznawczą i obserwuję ją każdego dnia w pracy. Wszystkiego chcą dotknąć, doświadczyć. A nasz system edukacyjny? Skostniały.

  10. Nie wiem czy ktoś zauważył, że nikt nas w zasadzie nie uczy jak się uczyć. Nie przypominam sobie, żeby ktoś mi wspominał o tym jak działa pamięć. Nikt mi nie mówił że są różne modalności. Nikt nie uczył tego, że pamięć krótkotrwała musi przetrzymać informację co najmniej przez 15 s żeby następnie przenieść ją do pamięci długotrwałej. Nikt mi nie pokazał jak się rysuje pomocne mapy myśli. Nikt nie powiedział o krzywej Ebbinghausa. Nikt nie powiedział że pewne treści się rozpoznaje a inne trzeba rozumieć. Nikt też nie powiedział że nauka może być zabawna i ciekawa. Nikt nawet nie przeprowadził ze mną testu na modalności.
    Więc kuźwa stawiam tezę, że np. studia psychologii powinny sie zacząć od np.intensywnego rocznego kursu komunikacji interpersonalnej, umiejętności ćwiczenia pamięci, umiejętności słuchania, empatii.
    Potem możemy dorzucić te miliardy subektywnych teorii i hipotez.

    Oczywiście są ludzie, którzy nie wiedzą o działaniu pamięci. Są jednak tacy co wiedzą. Zaniechanie przy nie udzieleniu pomocu to też “przestępstwo” – przestępstwo intelektualne. Nie ma sensu się czegoś uczyć gdy nie chce się tym podzielić z innymi.

    Mama do syna:
    – idź się uczyć!
    – Ale jak mamo?
    – Nie wiem

  11. Właściwie, z całym szacunkiem dla postaci powyższego posta, nie rozumiem problemów starości. System edukacji kuleje, ale pracując ze studentami nie naprawi się go. Trzeba zacząć pracę na najniższym szczeblu, wspomagając dzieci i wczesną młodzież w poszukiwaniu i niezatracaniu ciekawości. Jestem z pokolenia gimnazjalnego [wierzyć się nie chce, że to już 14 lat funkcjonuje] więc także miałem okazję korzystać z “kluczy”, które pojawiły się [na szczęście] dopiero w gimnazjum. Całe pierwsze 6 lat edukacji miałem myśleć i wymyślać samodzielnie poszukując rozwiązań. W moim, i nie tylko moim, przypadku to wystarczyło. “Tłamszenie indywidualizmu” poprzez wtłaczanie mózgów do ustalonych ramek przez drugie 6 lat edukacji nie spowodowało zaniku ciekawości świata, zamiłowania do słowa pisanego.
    Możemy mówić “kiedyś było lepiej”. Ale tak będzie mówił każdy, co pokazał nam W. Allen w obrazie “O północy w Paryżu”. Zawsze będziemy pragnąć tego co było, bo już to znamy, mamy jakąś wizję na temat przeszłości, którą już ukształtowano. Pytanie, czy uda nam się ukształtować przyszłość tak, aby potomni mogli chcieć żyć w czasach nam współczesnych…
    Na koniec skompilowany wpis z fb znajomej znajomego [pisownia oryginalna]: “Widok 10letnich dzieciakow z ajfonkami w tramwaju mnie przeraza.(…) ikids (…) No kurwa,w wieku 10lat to ja sie bawilam na podworku,a o telefonie nawet nie marzylam. Gdzie idzie ten swiat? Pomijam fakt,ze sa ubrani jak hipsterzy,japierdole”

  12. System polskiej edukacji jest schorowany. Pacjent ledwo zipie. Są mikstury co mogą mu pomóc ale lekarze boją się użyć. Jak ze starą stodołą- dotkniesz a legnie w gruzach.
    Nawet kierunek – psychologia jest schorowany. Uczą nas psychologii poznawczej tak jakby istniała tylko w teorii. [?]

    No ale do cholery jasnej. Czasami trzeba coś zburzyć żeby zbudować na nowo.

    A tak na marginesie po cholerę mi wiedza na temat pantofelka? Wolalbym jako maluch uczuć się zasad inteligencji emocjonalnej, umiejętności słuchania, empatii i wielu innych przydatnych treści z komunikacji interpersonalnej.

  13. :) świetne

  14. Przez mój feler tarczycowy też mi się hormonalka rozjechała :) To jednak dało mi kopa do patrzenia na świat mniej sceptycznie a bardziej na luzie :) Co do imprezowania to tu warto by było niektórym wytłumaczyć , że ich wolność bardzo ogranicza moją. Kiedyś taka kulturalna tradycja była, że młodzież chodziła po sąsiadach uprzedzając , że może być głośno i jakoś sąsiedzi policji nie wzywali. Myślę, że to działa na tej zasadzie, że sobie sąsiedzi zaczynali przypominać jak to oni imprezowali i jak to się mówi wykluwało się zrozumienie. Ja sobie z moimi nastoletnimi sąsiadami pogadałam na temat głośnej muzyki i teraz jest pełna kulturka. Nie zawsze się da niestety. Szkoda, że mnie biologia za bardzo nie rusza bobym sobie poszła do Gonza studiować, lubię takich zaangażowanych wykładowców ;) Mój pan profesor raczył zgubić moją pracę magisterską 10 dni przed obroną :) Bogu dzięki za większą ilość kopii i zaprzyjaźnionego doktora, który udzielił ciekawych wskazówek. Nie wszystkim studentom wisi. Ja byłam dumna z mojej samodzielnie napisanej pracy. No ale ja to takie skrzywienie mam, lubię się uczyć, ale bez przesady, tylko tego co mnie fascynuje :)

Komentarze są wyłączone.