Gwiazdy na niebie

Dżo-anna napisała do mnie: Wojna a religia. Te tropy mnie męczą. Czytałem, że w nowej korze mózgowej obszary odpowiedzialne za myślenie abstrakcyjno-mistyczne, czyli za uczucia religijne są blisko położone obok obszarów odpowiedzialnych za wyobrażenia seksualne, a sąsiadem obydwu jest strefa agresji. Terry Pratchett napisał: Tym są bogowie! Odpowiedzią, która musi wystarczyć! Bo jest jedzenie, które trzeba schwytać, dzieci, które trzeba urodzić, życie, które trzeba przeżyć, nie ma więcej czasu na wielkie, skomplikowane, niepokojące odpowiedzi! Prosimy o proste odpowiedzi, byśmy nie musieli myśleć, bo jeśli zaczniemy myśleć, możemy znaleźć odpowiedzi, które nie pasują do takiego świata, jakim chcielibyśmy, żeby był.

Historia ludzkości daje nam rok w rok, miesiąc w miesiąc dowody na religijne uzasadnienia agresji, wojny, przemocy. Nie ma zaś doktryny, która bardziej pragnie jedności niż wiara w jednego Boga. Dlatego cywilizacja militarna kwitnie w obrębie religii monoteistycznych – powie profesor Kołakowski.  Inny człowiek, czyli obcy, to przede wszystkim inny pod względem rasy, koloru skóry i obyczaju, a potem pod względem wyznawanej religii. Bogowie monoteistyczni, chodź również liczni bogowie hinduistyczni, bóstwa i demony, nie mówiąc już o animistycznych duchach setek religii i kultów nie znają się na żartach, a słowa tolerancja, zrozumienie, humanizm, otwartość nigdy nie pojawiły się w ich słownikach. Czy byłbyś katolikiem gdyby nie przypadek, który zrządził, że urodziłeś się akurat w tej szerokości geograficznej; w tej, a nie innej rodzinie? Oczywiście w miejscu i sposobie twoich narodzin może decydować zamysł Boży, ręka Opatrzności, pomazanie, powołanie. Twoje narodzenie nie było przypadkiem – powie ksiądz, rabin, mułła, bramin, szaman, czarownik i buddyjski mnich. Nic nie jest przypadkiem, jeśli jest Bóg na niebie. I ten mechanizm powtarza się w przypadku miliardów ludzi, którzy żyli lub żyją i żyć będą, a zwłaszcza dotyczy wyznawców danej religii. Na tym zasadza się wszelka logika religii.

Bóg i bóstwa są z definicji aracjonalne, alogiczne, nieprzewidywalne, ponad i poza regułami, w których zwykliśmy opisywać świat i otacząjącą nas rzeczywistość. Są sacrum, czyli zostały wyposażone w specjalną, cudowną, niepoznawalną właściwość. Wątpisz? To próba. Bóg w ciebie nie wątpi. Nie wierzysz? Bóg w ciebie wierzy, choć jesteś w błędzie. Sprzeciwiasz się woli Bożej, jesteś w błędzie, grzeszysz. Bóg wyrówna z tobą rachunki. Wierzysz w innego Boga, czyli w bożka, fetysza, idola, cielca, czyli złotego bałwana – jesteś w błędzie. Nie tylko w błędzie, ale skazujesz się na potępienie po śmierci i za życia. Jaki sens ma twoje życie, jeśli odmawiasz uznania sensu, który nadaje mu nasz Bóg? A jeśli twoje życie nie ma sensu, nie ma też wartości – więc jesteś bezwartościowym obcym, w pewnym sensie nieczłowiekiem. Odczłowieczenie obcego to jeden z podstawowych mechanizmów odrzucenia drugiego człowieka,  innego, nieznanego. Złe traktowanie, zanegowanie, lub nawet zgładzenie innego nie może być poddawane tym samym kryteriom, co zgładzenie wiernego. Każda religia perfekcyjnie stosuje, lub stosowała ten mechanizm. Na integracji wspólnoty przeciwko innym, obcym zasadza się jeden z podstawowych mechanizmów tworzenia społeczności zarówno tej plemiennej, jak i partyjnej, czy biurowej. Oni z działu marketingu, czy oni z drugiej wsi, to przecież inni, obcy; a co dopiero oni kłaniający się jakiemuś cudacznemu bożkowi.

Logika religijna zawsze podąża tylko w jednym kierunku – uzasadniającym słuszność danej teologii, mitu religijnego i rytuału. Oczywiście wyznawca nazwie mitem, przesądem i zabobonem święte obrzędy innej religii. Źle ci się powodzi? To także próba, a jeśli nie próba, to wszakże świat fizyczny jest ułudą, po której nastąpi rekompensata w niebie. Dobrze ci się powodzi? To znak błogosławieństwa. Dobrze się powodzi złemu człowiekowi? Nie szkodzi, bogactwa i powodzenie w tym życiu doczesnym nie mają znaczenia wobec raju, wyzwolenia, nirwany. Bóg tak chciał, Bóg dopuścił, Bóg nie dopuścił, odpuścił, pozwolił, poddał próbie, a przed przede wszystkim zamysły Boga, lub bóstwa są nieznane i niepoznawalne! Koniec kropka. Kto w to wątpi – to przecież jasne – jest przeciwko nam, jest we władzy demona, szatana, lub jest po prostu odszczepieńcem, heretykiem, bałwochwalcą. Poprzez koncepcje religijne można zanegować każde stwierdzenie i stworzyć nowe, wywołać poczucie winy lub ulgi, stworzyć lub rozbić przekonanie, potwierdzić lub zaprzeczyć każdemu doświadczeniu. Bóg tak chciał, Bóg dopuścił, Bóg nie dopuścił, Bóg zezwolił i tak w nieskończoność. Na gruncie teologicznym dowolnej religii w zasadzie dyskusja jest zbyteczna. Stwierdzenie: taka jest wola Boża oraz Bóg i Jego wyroki są nieprzeniknione zamyka wszelką dyskusję.

Chcę powiedzieć przez to, że mylenie porządku naukowego, dyskursu, debaty, rozmowy, argumentacji, dowodu naukowego z religijnym dogmatem zawsze źle się kończy, pomijając fakt, że prowadzi donikąd. Koncepcja Boga i każda religijna argumentacja w efekcie stawia człowieka wobec konieczności opowiedzenia się po jakieś stronie. I choć niektórzy uwielbiają dysputy religijne; sądzę, że o religii dyskutować nie należy, a nawet nie warto, gdyż na gruncie argumentów niczego wydyskutować nie można. Czy srogi Jahwe, mściwy i zawistny Bóg Izraela, to rzeczywiście tatuś Jezusa? Czy Padmasambhava rzeczywiście przeleciał nad Himalajami na latającej tygrysicy, skądinąd swej żonie, by założyć klasztor Taktshang – Tygrysie Gniazdo i krzewić buddyzm po tej stronie gór?  Czy łagodna Parwati rzeczywiście wciela się w straszliwą Kali gotową chłeptać jad straszliwych demonów zła? Żaden mistyk nie próbował „udowodnić” istnienia Boga; byłoby to dlań tyle, co dowodzić, że miód jest słodki, albo woda mokra – napisze Kołakowski w Jeśli Boga nie ma.

Mój pogląd odnośnie religii jest taki […] Uważam ją za chorobę zrodzoną ze strachu i za źródło niewypowiedzianego nieszczęścia rodzaju ludzkiego. Nie mogę jednak zaprzeczyć, że ona wniosła pewien wkład do cywilizacji. Ona pomogła we wczesnych czasach ustalić kalendarz i spowodowała, że kapłani egipscy tak starannie rejestrowali zaćmienia, że byli w stanie je przewidywać. Te dwie zasługi jestem gotów uznać, ale nie wiem nic o żadnych innych – powie filozof  Bertrand Russell. Jeszcze ostrzej pointuje religię Christopher Hitchens autor książki Bóg nie jest wielki: Zorganizowana religia jest głównym źródłem zła na świecie: jest pełna przemocy, nielogiczna, nietolerancyjna, nierozerwalnie związana z takimi pojęciami, jak rasizm, ustrój plemienny czy bigoteria; zakorzeniona w ignorancji i wrogo nastawiona do wszelkich prób poznawczych, pogardliwa wobec kobiet i narzucana dzieciom.
No cóż Leszek Kołakowski, dawny marksista, ten, który miał niewątpliwą odwagę wdawania się ową dyskusję z gruntu beznadziejną na temat Boga i religii powie jednak: Buddyzm jest jedną z najpiękniejszych i najmądrzejszych wiar, jakie ludzkość stworzyła, a w innym miejscu doda: Religia jest sposobem, w jaki człowiek akceptuje swoje życie jako nieuchronną porażkę.

Ja tymczasem wpatrując się w gwiaździste niebo przedmieścia myślę o religii, Bogu, rytuałach, magii z tęsknotą i nadzieją, trochę zawstydzony naiwnością moich nocnych pragnień i upodobaniem do wierszy księdza Twardowskiego :)

Gwiazdy na niebie
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

11 komentarzy

  1. Kajdany, ograniczenia, więzienia, straszliwi księża po kolendzie. Horror normalnie. Kołakowscy i Russele – można by też całkiem w tym duchu popisać o ich “domowych” ideologiach.

    Być może wystarczy wziąć po prostu to co dobrego znaleźć można i ruszyć dalej ? Ja znajduję caaałe pokłady.

  2. I wzajemnie Kochana :* Wszystkiego Wspaniałego dla tych, którzy dotąd nie zabrali głosu w zostaw odpowiedź, ale czytają krytycznie odnosząc się do tego, o czym piszemy w prywatnych dyskusjach, przemyśliwają, rozwijają się tylko dzięki samym sobą, inspirują słowami i myślami, jakie tu padają.
    Jak głosi pewien fajny i dobry człowiek, utrudzony przez własne i innych doświadczenia dr. Wayne Dyer Namaste :* (Thank You Dr. Dyer for your patience and Your Love to human in every creation)

  3. Dżo-ann,
    wszystkiego najmilszego w Nowym Roku!

  4. Szczerze Dziękuję za wpis :). Jestem pod dużym wrażeniem Waszych celnych zastanowień, przemyśleń i tego, po jak trudne na dzisiejsze czasy pozycje książkowe sięgacie. Ogromnie zaskakują mnie Panowie, którzy w tak esencjonalnych wypowiedziach zawarli tyle prawdy o rzeczywistości, której przyszło nam żyć. Jeszcze wczytuję się w samą treść wpisu Autora – bardzo ukształtowanego życiowo człowieka i co tu dużo mówić seksownego faceta. Zosieńko jak najwięcej sił pedagogicznych w nowym Rooku, Monika Twoja perspektywa kajdan przejmuje dreszczem, zaciekawia. Dziękuję, że jesteś. Wszystkim Wam dziękuję, że jesteście i zabieracie głos w naszych polemikach na stronce bennewicz.pl

  5. Ostatnio czytałam “Mapę i terytorium” M. Huellebecqa. Tytuł brzmi coachingowo, ale najnowsza powieść M.H. nie daje żadnych wytycznych do zmiany. Sama jest opisem (a więc mapą) zmiany w świecie pozbawionym wiary w nadprzyrodzone (choć nie do końca), w świecie coraz bardziej pozbawiającym się wiary w ekonomię i produkcję, rodzinę, czyli te wszystkie twarde wartości , jakim Europa przez wieki hołdowała. W tym świecie nawet sztuka, ostatni bastion metafizycznych iluzji, staje się problemem sama dla siebie. A jednak to nie jest książka nihilistyczna. W tym świecie coś się przecież liczy. Nie powiem Wam co, sami se przeczytajcie (i wcale nie chodzi tu o związki uczuciowe). Polecam.

  6. Już dawno wielokrotnie słyszałam, że o religii dyskutować nie należy, że jest to niewłaściwy temat szczególnie na biznesowych kolacjach. Jestem skłonna się z tym zgodzić (choć nie lubię narzuconych zakazów), bo naprawdę trzeba uważać, żeby kogoś nie urazić, tym bardziej jeśli mamy kontakt z osobą po raz pierwszy i nie znamy jej stosunku do dyskusji o religii, albo do samej religii jako takiej.

    Jednak temat ten urasta czasami do granic paranoi.
    Niedawno przed świętami dostałam maila od współpracownika z zagranicy (znam go od kilku lat), w którym na zakończenie, chcąc być miłym, po raz pierwszy napisał życzenia z okazji świąt – w języku polskim. Zwykłe “Merry Christmas” pokazało się jako “Dzień dobry & Pojąłby Świąt Bożego Narodzenia”. Tak, translator wykonał swoje, były nawet polskie czcionki. Sensu to specjalnego nie miało, ale zrozumiałam, o co mu chodziło i oczywiście podziękowałam za życzenia. Na co obcokrajowiec przysłał kolejnego maila, tym razem z poprawnym tekstem “Wesołych Świąt” i przy okazji zadał pytanie, czy i która treść życzeń w języku polskim jest poprawna (jako, że znalazł więcej niż jedną możliwość w translatorze). Odpowiedziałam, że teraz jest OK, ale i poprzedni mail mi się podobał, bo był bardzo zabawny (no cóż, mnie to rozbawiło:) i tak w ogóle, zapytałam, to kim jest ten, o którym napisał “Pojąłby…” – chciałam po prostu zażartować.
    No i wtedy nadszedł kolejny mail. Tym razem to już był wyczuwalny jeden wielki strach po drugiej stronie lustra… “Funny?! Very very funny?! Hope I did not say anything that was improper!”
    Ludzie, nie dajmy się zwariować…

  7. Do Krystiana i nie tylko

    Kolego, poborca tym różni się od księdza, że tego pierwszego wpuścić musisz i oddać to co mu się należy, natomiast z księdzem jest tak, że to ja lub Ty decydujesz o otwarciu drzwi, o rozmowie z nim, dyskusji i tym czy dać lub nie “co łaska”.
    “Religijność staje się ważniejsza od miłości. Kościół ważniejszy od życia, ważniejszy od sąsiada. Tkwi w tym niebezpieczeństwo. Według mnie Jezus ewidentnie nas nawoływał, abyśmy temu co najważniejsze przyznawali pierwszeństwo. Istota ludzka jest znacznie ważniejsza od szabatu” Anthony de Mello. W pełni zgadzam się z autorem cytatu. Dotyczy on wszystkich religii nie tylko katolickiej. Widzieć, słuchać, być z drugim człowiekiem, nawet innej wiary to nasz obowiązek. Dlatego jestem tu na tym blogu, słucham Was, coraz więcej dowiduję się o buddyzmie o innym spojrzeniu na życie i wieczność. Wszyscy mamy jedną najwspanialszą rzecz – jesteśmy wolni i możemy sami decydować w kogo lub co będziemy wierzyć.

    Dobrego Nowego Roku !!!

  8. O i jeszcze jak na zawołanie przypomniała mi się piosenka Davida Bowie – Loving the Alien, świetny tekst i pasujący wg mnie do tematu tego wpisu.

  9. “Czy byłbyś katolikiem gdyby nie przypadek, który zrządził, że urodziłeś się akurat w tej szerokości geograficznej; w tej, a nie innej rodzinie?” Katolików akurat takie pytania nie ruszają. To chyba najmniej religijna religia. Wszystko można nic nie trzeba i można wybierać co się lubi przestrzegać. Wrazie wpadki w kazdym kościele przynajmniej raz do roku jest reboot i startujemy z nowym kontem. Raz wroku poborca zbiera opłatę w kwocie co łaska. W czym problem?
    Spytałbym o to raczej tych od religii pokoju. Mają też prawo zostać w swojej szerokości geograficznej i narzekać na warunki panujące tam, a nie w krajach do których uciekli bo im było w ojczyźnie niedobrze.

  10. To temat, który przerabiam przez całe moje życie. Bo jest we mnie ogromna potrzeba prawdziwej duchowości. Dobre kilka lat temu dotarło do mnie, że nie odnajdę się w żadnej konkretnej religii, bo religia jako twór ludzki zdaje mi się niedoskonała. Człowiek i jego mózg przerabia większość na swoją modłę, to widać chociażby po tym co się stało z naukami Jezusa.
    Kiedy zaczęłam czytać ten wpis od razu pomyślałam o książce którą ostatnio przeczytałam, idealnie się wpisuje : KOD BOGA – Gregg Braden. Polecam zainteresowanym. Dla mnie świetna lektura i potrzebna w dzisiejszych czasach.

    Poza tym niezawodny jak dla mnie Osho, który mówi tak :

    “Problem nie tkwi w tym, jak osiągnąć wolność. Wolność jest twoją wewnętrzną naturą. Nie musisz jej osiągać. Problem tkwi w tym, jak pozbyć się kajdan: przede wszystkim musisz rozpoznać i zrozumieć, że kajdany są kajdanami, a nie ozdobą. Więzienie jest więzieniem, a nie domem. Istnieje tysiąc rodzajów kajdan. Wleczesz je za sobą z nadzieją, że jakoś dociągniesz do cmentarza. Wydaje się, że na tym świecie, ulgę i odpoczynek możesz znaleźć tylko w grobie. Gdziekolwiek indziej się znajdziesz – znowu kajdany, znowu więzienie. Nazwy się zmieniają, kształty się zmieniają… chrześcijanin staje się hinduistą, hinduista chrześcijaninem, ale to tylko zmiana więzienia – tak naprawdę nie ma żadnej przemiany, żadnej wolności. To tylko zmiana starych kajdan na nowe. Nie pytaj jak osiągnąć wolność – pytaj jak ją utraciłeś. Urodziłeś się wolny, jak zatem stałeś się niewolnikiem? Urodziłeś się jako ludzkie istnienie jak stałeś się chrześcijaninem, mahometaninem, hinduistą?”

    Gwiazdy na niebie, księżyc, świadomość odległych galaktyk, piękno kosmosu – chyba to jest moja “religia” :)

  11. Też lubię wiersze Twardowskiego. Bohater liryczny tych wierszy (w szkole często mówi się “podmiot liryczny”—bleee) jest prawie zawsze jak dziecko, które jeszcze nie za wiele wie o Panu Bogu historii. Więcej wie, bo widzi, o Panu Bogu natury—zwierzątek, lasu, dróg ślimaków i wiewiórek. A święci w tych wierszach często są zmęczeni. A jak pojawia się radość—prawie zawsze jest niespodzianką, chrześcijanie może powiedzieliby “darem”,
    Nie wiem, czy buddyzm jest taki piękny, jakby to chciał widzieć L.Kołakowski. Na czym by miało polegać to “piękno”? Ja widzę tylko jedno uzasadnienie—współczucie “generuje” to piękno. Jeśli współczujemy, nie szukamy i nie znajdujemy wrogów, nawet wśród “obcych”. Jednak współczucie jest obecne i w Nowym Testamencie, tylko może nie dość praktykowane realnie przez Kościół.

Komentarze są wyłączone.