Herbert wiedział

jakoś to będzie
jakoś to będzie

Usłyszałem taką oto rozmowę:

–       Jak się mówi? Mówi się remament czy renament? – pyta młoda kobieta.

–       Ani tak, ani tak – odpowiada starsza, popijając kawę.

–       To jak się mówi? – dopytuje młodsza.

–       Mówi się remamęt.

Otóż z wieloma rzeczami jest jak z remanentem. Nie wiadomo jak się mówi, a ten kto wie, owszem „wie” co prawda, lecz posiada wiedzę niepełną, niedoskonałą w dodatku czasami błędną. Z powodu błędu gramatycznego, fleksyjnego czy ortograficznego nieszczęść wielkich nie będzie jednak, gdy w błędnym przekonaniu tkwi lekarz,  albo policjant, lub kontroler lotów, pilot, albo kierowca samochodu, wówczas rzecz jasna, skutki mogą być opłakane. A gdy w błędnym przekonaniu tkwi rodzic lub wychowawca, nauczyciel, ksiądz?

–       Proszę panią. Proszę panią! Proszę mi powiedzieć jak daleko stąd do Olecka?

–       Półtorej kilometra.

–       Chyba mówi się „półtora kilometra”?

–       Chyba  mówi się „proszę pani”?

Otóż to. Przyganiał kocioł garnkowi. Mój przyjaciel Rycho tak znakomicie rozumie mechanizm przebudzenia, potrzebę dystansu do własnych myśli i złudzeń a jednak krzyczy na całe gardło na swoich chłopaków w warsztacie, gdy do przewodu paliwowego zbliżają się z palnikiem, a niekiedy nawet zdzieli, gdy kolejny raz ten sam chłopak chce użyć obcęgów zamiast klucza do odkręcenia śruby.

W zaspach pod Bydgoszczą stoją kierowcy. Stoją tak już przez całą noc i dzień. Paliwo się kończy. Brak choćby ciepłej herbaty. Służby drogowe zaskoczyła zima. Nieśmieszny żart, który wytyka raczej nasze braki umysłowe, niż brak umiejętności zarządzania. Tiry blokują setki dróg w Polsce. Dlaczego? Gdyż właściciele oszczędzają na oponach. A łysa opona ma to do siebie, że się ślizga, zwłaszcza, gdy zima zaskoczyła służby drogowe. Mechanizm ten doskonale opisuje słowo: jakoś. Jakoś to będzie; Jakoś się uda; Jakoś damy radę. Może jakoś przeskoczymy trasę na letnich oponach. Może nie będzie tak źle. Jakoś sobie damy radę.

Nieustannie, podobnie jak Rycho, tracę dystans, nie ma się co oszukiwać. W chwili, gdy na czymś mi zależy, moja motywacja rośnie. Marchewka i jej brak – rodzą frustrację i złość. Zdobywanie marchewki męczy a jej brak złości. Kij i jego unikanie – rodzą lęk i złość. Lęk, że kij spadnie na plecy, przynosi ból i złość, że spadł i znów lęk, że ponownie spadnie. Dwa systemy motywacyjne, dwie neurofizjologiczne pompy, na których zasadza się ewolucyjny mechanizm dostosowania do warunków otoczenia i selekcja naturalna. Jeśli przetrwasz kije i własne destrukcyjne lęki i jeszcze złości z powodu obawy przed kijami; jeśli zdobędziesz dużo marchewek i poradzisz sobie z nieprzyjemnymi emocjami po utracie niektórych smakowitych kąsków, wówczas ewolucyjnie wygrywasz. Co wygrywasz? Więcej szans na przekazanie własnego materiału genetycznego, ów tajemniczy program zaszyty w genach. Samolubnego genu, jak chce profesor Dawkins, nie interesuje, co przeżywa i jak się czuje opakowanie dla  genu, czyli ty.

Różnica pomiędzy dystansem, przebudzeniem, taoistyczną równowagą, homo consonum, buddyjską nirwaną a człowiekiem targanym sprzecznościami, którego umysł lgnie do pragnień, przedmiotów, gadżetów, którego niepewne ego drży – jest jak drożny i zakatarzony nos, jak oddech pełną piersią i suchy kaszel;  jak czerwcowa kąpiel w Bałtyku i w Adriatyku. Dystans do genetycznych nakazów. Etyka? Duchowość? Skąd wiem, pyta retorycznie Rycho i dziwnie się uśmiecha. Czasem doświadczam chwalebnego dystansu jednak tylko przez chwilę, dwa dni, nie dłużej niż 48 godzin. Podsuwam Rychowi jeden z moich ulubionych wierszy Zbigniewa Herberta. Wciąż najlepiej oddaje temat, który staramy się zgłębić. Rycho sprawdza w necie co to: Fedon i czyta wiersz dwa razy, a potem jeszcze raz i jeszcze.

Objawienie

dwa może trzy

razy

byłem pewny

że dotknę istoty rzeczy

i będę wiedział

.

tkanka mojej formuły

z aluzji jak w Fedonie

miała także ścisłość

równania Heisenberga

.

siedziałem nieruchomo

z załzawionymi oczami

czułem jak stos pacierzowy

wypełnia trzeźwa pewność

.

ziemia stanęła

niebo stanęło

moja nieruchomość

była prawie doskonała

.

zadzwonił listonosz

musiałem wylać brudną wodę

nastawić herbatę

.

Sziwa podniósł palec

sprzęty nieba i ziemi

zaczęły znowu wirować

.

wróciłem do pokoju

gdzież̇ ten pokój doskonały

idea szklanki

rozlewała się na stole

.

usiadłem nieruchomo

z załzawionymi oczami

wypełniony pustką

to znaczy pożądaniem

.

jeśli zdarzy mi się to raz jeszcze

nie ruszy mnie ani dzwonek listonosza

ani wrzask aniołów

.

będę siedział

nieruchomy

zapatrzony

w serce rzeczy

.

martwą gwiazdę

.

czarną kroplę nieskończoności

Herbert wiedział
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

17 komentarzy

  1. ech…nie zrozumcie mnie zle….pomaganie czy robienie czegos dla innych jest wartosciowe i sprawia radosc,dobrze znam to uczucie.

    dusza i umysl jednak potrafia wykonczyc cialo;)))))))pracujac dla idei ponad jego mozliwosci fizyczne.
    swiatecznie wiec wam zycze ,dbajcie dziewczynki o rownowage,ubierajcie sie cieplo ,pijcie herbatke z miodem i cytryna,robcie sobie przyjemnosci same i dajcie czasem w pracy innym sie wykazac…;))))))))

    memento …” blizniego swego jak siebie samego”….;)))))))))))))

    @ Dżo-ann ,twoj wpis odezwal sie rezonansem w moich wspomnieniach….
    i zapalila mi sie czerwona lampka-z czystej empatii

    jak nie ma kto przytulic i zatroszczyc…lepiej to zrobic samemu ;)))))
    czlowiek jak bateria musi sie ladowac od czasu do czasu…od kogos ,albo samemu.
    z pustego innym nie nalejesz;(((

  2. Tak sobie myślę, że wszyscy mamy takie chwile złapania dystansu i dostrzeżenia „istoty rzeczy”. Jeżeli to się nie zdarza (a zależy to jedynie od nas samych) to np. prowadząc auto lądujemy na nieznanej nam trasie, bo nasz umysł nagle się wyłączył z codziennej rutyny.
    Aby tego uniknąć niektórzy czytają poezje, inni wyjeżdżają na ciekawe wakacje, grają w gry komputerowe jeszcze inni być może odmawiają różaniec czy medytują.

  3. @Dżo-ann a ja myślałam, że niedługo dostanę bana za moje marudzenie :) No bo ile można szukać tej swojej drogi ? Co do przytulania to jestem za tym, że najpierw trzeba przytulić samego siebie ale nie fizycznie tylko duchowo, wtedy pojawi się dopiero na horyzoncie dojrzały partner. Jakby nie patrzeć on sam też się męczy. Zazdroszczę ci Dżo-ann tego finezyjnego stylu pisania, myślę, że warto to wykorzystać aby opisać tą osobę, która ma się pojawić :) No i znowu wtryniam 3 grosze, ale musiałam napisać…. silniejsze ode mnie…. :) @ sylwester co do wyrzucania jedzenia, też tego nie rozumiem. W domu uczono mnie szacunku do wszystkiego co mnie otacza, może dlatego nie umiem się odnaleźć? Ale już niedługo przyleci do mnie poradnik dla kosmitów to może mi się rozjaśni :)

  4. z innej beczki
    idą święta, statystyczna polska rodzina wyda na zakupy świąteczne ok.1300zł
    w skali kraju będzie to kwota zbliżona do 5mld zł
    samej żywoności wyrzucimy, zmarnujemy na kwotę ok 1 mld zł
    w Polsce mamy około 160 tyś niedożywionych dzieci
    5mld/(160 tyś*365 dni)= nieco ponad 80zł
    gdzie tu sen, logika…

  5. Czy ja wiem? Robię jak wyrobnik to, za co jest mi płacone (a że to zakłada również wyrastające jak grzyby po deszczu prośby). Chcę mieć na życie, więc robię tu gdzie robię z wielu powodów. Taki charakter pracy, że za przystanki nikt nie dopłaca, a starsze osoby nie wrócą do młodzieńczej zaradności.
    Rada do kogokolwiek „przytul się sam/a do siebie” jest o tyle ni w 5 ni w 9, że fajne jest właśnie to, że to KTOŚ cię przytula, a nie sam się obejmujesz łapkami? Pewnie jeden potrzebuje w danej chwili usłyszeć to, inny tamto.
    Dzięki Aniu w każdym razie za ratunek psychologiczno-medyczny – samo to, że tak na mnie zwróciłaś uwagę jest miłe.
    @Aniula Ty tu wnosisz powiem Ci dużo radości. Dużo powera tu zostawiasz i nie wiem czy to tylko moje zdanie, ale jesteś na tym blogu najwierniejszym czytelnikiem i najczęściej szeroko komentujesz.

  6. hmmm kiedyś myślałam, że dawanie mnie napędza, teraz widzę, że to były po prostu oznaki radości i tyle. Teraz uczę się brać… ot taka dygresja. Chociaż dawanie też sprawia nadal frajdę :)

  7. @Dżo-ann, tak. dziekuje.tym milej ,ze byla to nagroda;)))))

    moge cos od siebie osobistego dla ciebie………..
    moze za malo wiem o tobie i sie „wtrancam”niepotrzebnie

    ale czytam twoje wpisy i czasem zastanawiam sie ,jka wyglad twoj dzien ,do poznje czasem nocy….
    dla mnie mysl ,ze chcialabym ,zeby ktos o mnie sie zatroszczyl….jest dzwonkiem w glowie,ze starcilam rownowage miedzy szeroko pojetym „dawaniem”i „braniem”.

    jesli w tym calym biegu i rozedrganiu i braku czasu przychodzi taka mysl , to moze ….powinnas pomyslec o sobie ?
    nikt inny lepiej tego nie zrobi;))))))))))

    pracujac wciaz dla innych,wyczerpiesz sily….przemarzniesz, przeziebisz sie,zlapiesz jakas powazna chorobe…

    niedawno bylam gotowa wpasc w taki ssacy wir….pomagania innym

    przyhamowal mnie psycholog,pytajac ,gdzie jest miejsce na radosc w moim zyciu? na zbawe?na refleksje?na zdrowy egoizm?? kto bedzie mnie wspieral?kto bedzie mi pomagal?
    czasem wieksza sztuka jest nauczyc sie odmawiac jeszce jednej prosbie niz ja spelnic.

    ;))))))))))))))))))))
    przepraszam ,ze j tak niezgodnie z trendem…..

  8. Czytam co o Fedonie w internecie. Czytam tu Herberta Objawienie. Kiedy pędzę gdzieś, gdy brak mi tchu na wysokich schodach, gdy wreszcie zwalniam na chwilę by pomyśleć co jeszcze należy zrobić; brakuje mi chwili by tak usiąść i nic. Chwilkę popatrzeć w istotę rzeczy i poczuć siłę, jaką to daje.
    Tu nie zmieszczę się w zapchany autobus, przemarzam na przystanku powrotnym, tęsknota za słońcem i ciepłem, za tym,by ktoś okazał na chwilę choćby troskę o mnie, znowu zagonienie, czyjeś rachunki do opłaty, czyjaś prośba. Czemu nie piszesz pyta ktoś. Nie umiem pisać z poziomu wytrącenia życiem, rozedrgania. Teraz też się męczę.
    @ania fajnie, gratuluję. To w ramach konkursu?
    Pozdrawiam.

  9. @Aniula….
    Bennewicza „wzieli juz na jezyki” obce ?????
    ;))))))))))))))mysle ,ze w oryginale jednak najlepiej sie czyta….

    ja nie polazlam do ksiegrani….robie remamęt swiateczny w domu
    ;)))))))))))
    ostatnio dostalam ksiazke od Macieja, za ktora bardzo dziekuje.

  10. @ania gdybym nie była kumata językowo, tobym nie polazła znowu do księgarni i nie zakupiła znowu książek niejakiego Bennewicza ;) Ale co tam, święta idą trzeba sobie prezenty robić :)

  11. a wszystko to mi przyszlo do glowy ,gdy siedzialam w pracy obok kogos kto ma juz blizej 80 niz 70 i nadal zawodowo jest aktywny ,smiga po najnowszym komputerze,i najnowszych technologiach ,do pracy jezdzi rowerem i dla nas ,mlodszycho 30, 40 ,50 lat wciaz jest autorytetem…..
    no to jeszce warto zaczynac od nowa i wiem ,ze dobrze zrobilam ,choc nie latwo bylo rzucic to ,co kochalam, w co wlozylam mnostwo pracy ,czasu i wyrzeczen….
    ;)

  12. wiersz mi bliski…o stanie takim pieknie pisal tez Einstein /choc nie wierszem/, o poszukiwaniu zagadaki swiata,o przeblysku zrozumienia.
    mi te sie czasem taki moment zdarza…szast prast i nagle jasne,proste- olsnienie;)))))
    potem umyka….i znow borylm sie z materia lepka i gesta….

    @Aniula….podbno czasem prosciej i lepeij nie rozumiec wszystkiego do konca…zwlaszcza,jak ktos ma tendencje do dzilenia wlosa na czworo…przede wszystkim,jak sie jest w obcym kraju i z igly widly mozna robic,a dla nich to nie widly a widelec;)))))))))))))

    czasem zdarza sie tak ,ze na polmetku zycia mozna stracic wszystko i mozna tez zaczac od nowa.z determinacja i wieksza madroscia niz wtedy ,gdy sie ma 20 lat.

    widzenie z punktu 40 latka ma swoje zalety…..nawet jak sie straci wszystkie dotychczasowe gadzety ego-nadal pozostaje …..doswiadczenie.
    najcenniejsze.
    a nawet jesli nie zdaze…to umre zdazajac wlasciwa droga;)))))))))

  13. @Magda Turek wiem, że się można nauczyć i nawet mi się wydaje, że jeden na tyle umiem, że jakoś można zafunkcjonować, ale… to jest właśnie ale. U siebie człowiek jest u siebie, gdzie indziej zawsze będzie tym obcym. Może to tylko takie moje odczucie, bo mieszkałam pewien czas poza Polska. I dawałam sobie radę i odnalazłam się w tamtym miejscu ale…. W sumie jak się jest za granicą i za dużo się nie rozumie to i może się łatwiej żyje?

  14. Ja też zazdroszczę ludziom, którzy dopiero kończą studia. Ich entuzjazmu i wiary we własny sukces. I entuzjazmu w zaczynaniu nowych projektów, idealizmu, wiary w siebie. Staram się też zarażać tym ich optymizmem, mimo, że już dobre parę guzów zarobiłam.
    Aniula, Języka można się nauczyć w takim stopniu, że rozumie się też niuanse a rozmowa może się toczyć na każdym poziomie. Ale jednak są pewne różnice kulturowe, które nawet w czasach globalizacji są przeszkodą w totalnym porozumieniu z cudzoziemcami. Ale też warto się od nich uczyć.
    Ja bardzo źle zniosłam tę wichurę. Tuż przed moim blokiem wiatr złamał wielką topolę jak zapałkę. I znów takie poczucie jak kruche jest życie. i jak trzeba je wykorzystywać na maksa w każdym momencie.

  15. Dlatego zazdroszczę tym co dopiero kończą studia, są tacy otwarci, wierzą w ideały , mają energię. Nikt ich jednak nie uczy o tą energię dbać. Potem dopadają ich kredyty, walka o awans, ZUS, Skarbówka, bezrobocie….. Nie dziwię się, że ludzie uciekają z Polski, ja należę do tych, którzy potrzebują rozumieć dużo słów, którym nie wystarczy tyko gadać o kiełbasie i piwie. W obcym języku rozmowa to już nie to samo, uciekają niuanse….

  16. Ciekawe co by było, gdyby nagle zniknął blog, książki i NBA ? …

  17. Herbert to mój ulubiony poeta :) Już od czasów 1 klasy liceum.

    Ty tracisz dystans. A ja mam dysonans. Poznawczy.

Komentarze są wyłączone.