Hipnotyzujący głos

cud druku
cud druku

No to idę za radą Grerra. Uwaga! Poniższy tekst to metafora, zawiera również treści autoironiczne:

Ofertę dostałem. Newsletter z książkami. To jedna z moich słabości. Kupuję sporo książek. Czytam najczęściej nocami. Zachłannie, szybko, kilka tekstów na raz. Lubię też audiobooki i niesłychane głosy aktorek i aktorów. Dzięki nim polubiłem korki warszawskie. Zwężają ulice do jednego pasa, a tu Zbigniew Zapasiewicz mówi do mnie swoim głębokim, pełnym pasji głosem. Zamknięty wjazd na most Poniatowskiego, a tu Karolina Gruszka czyta dla mnie. Co za hipnotyzujący dźwięk. Czuję się jak król Julian: Mów do mnie przepiękny głosie Karoliny! Dojeżdżam do firmy i nie gaszę silnika, bo Zbigniew Moskal czyta głębokim barytonem fragment tak pasjonujący, że nie mogę wysiąść. A może to chodzi o magiczny głos? Może tekst jest jedynie membraną, od której odbija się i uderza ów genialny dźwięk podbity przeponą aktora.  Po kilka tekstów nigdy bym nie sięgnął, albo bym przez nie przebrnął, gdyby nie głos aktorów, ich interpretacja, obecność w każdym zdaniu, rytm i wibracja.  Mów do mnie zniewalający głosie Katarzyny Herman.

zecer przy pracy
zecer przy pracy

Tymczasem w ofercie coś o runach, zaklęciach czarownic, wznowienie de Mello, tarot na każdy dzień, Carlos Castanieda i numerologia. Co za misz masz? Wchodzę na stronę księgarni. Ogromna oferta. Ezoteryka zmieszana z psychologią akademicką,  poradniki kulinarne z ogrodniczymi, książki o seksie i religii. Ludzie piszą setki książek. Kto to czyta? Od wynalazku Jana Gutenberga minęło kilka set lat i nawet nie zauważyliśmy, nieobeznani w drukarstwie, jaką rewolucją stały się komputery i programy edytorskie, oraz graficzne. Wszystkie te Photoshopy i Corelle. Ile szybciej pracuje się nad tekstem! Cud. Kiedyś zecer korzystając z tak zwanej kaszty, czyli szuflady z czcionkami i justunkiem [ślepymi znakami dającymi odstęp] układał ręcznie każdy tekst z pojedynczych czcionek. Jeszcze kilkanaście lat temu! Każda gazeta, książka, ulotka powstawała w ten sposób. Umiejętność czytania to był niesłychany przywilej przez całe wieki. W 1931 w Polsce poziom analfabetyzmu sięgał 23, 1 %, a do dzisiaj utrzymuje się na podobnym poziomie w niektórych krajach bałkańskich.  Stosunkowo nowym zjawiskiem jest analfabetyzm funkcjonalny, polegający na niemożności zrozumienia i wykorzystania drukowanych informacji oraz form graficznych uzupełniających tekst jak wykresy, a nawet zdjęcia. Szacuje się, że liczba tego rodzaju analfabetów na przykład w USA sięga nawet 77% społeczeństwa, a w Polsce 47%. Pojawia się również analfabetyzm informacyjny, który dotyczy grup stosunkowo nieźle wykształconych, ale pozbawionych umiejętności rozumienia zjawisk społecznych, politycznych i ekonomicznych, a także przekazu tego typu informacji w mediach takich jak Internet, prasa, czy telewizja. Robiono niedawno badania, w których respondenci wykazywali się znakomitą biegłością w obsłudze kilku programów komputerowych w tym Internetu, jednak nie potrafili zrozumieć treści codziennych informacji umieszczonych w portalu Internetowym w rodzaju Onet, czy gazeta.pl. Dla nich ten przekaz okazał się zbyt trudny. Słowa niezrozumiałe. Funkcje mózgu odpowiedzialne za składanie wielu zdań w całość, a potem ich interpretację niemal nieaktywne. Natomiast reakcja na ikony i emotikony błyskawiczna.

56 %
56 %

Do dzisiaj w Stambule, Kairze i Marakeszu żywa jest funkcja bajarza. Ludzie gromadzą się, w skupieniu, słuchają, popijają herbatę, wybuchają śmiechem i znowu milkną. Czasem głos lektora unosi się, straszy albo wywołuje napięcie, wtedy przez tłum przechodzi pomruk, szmer zdziwienia. Niegdyś na każdym okręcie pływającym po Morzu Śródziemnym był opowiadacz, narrator, bajarz. Podobnie na Dnieprze i na Dunaju. Teraz bajarze pojawili się nad Wisłą w systemie audio mego samochodu i nie tylko mego. Drodzy blogowicze co się stanie gdy ulegniemy hipnotyzującemu głosowi Karoliny Gruszki, Zbigniewa Zamachowskiego, Jerzego Radziwiłowicza albo Katarzyny Herman? :) Czytelnictwo książek spadnie jeszcze bardziej. W Polsce czyta zaledwie 38 % ludzi i podejrzewam, że jak z wieloma zależnościami i w tym przypadku obowiązuje zasada Vilfredo Pareto. 20 % z tej czytającej grupy pewnie czyta 80% książek. Zasada ta jeszcze radykalniej działa w obszarze Internetu. Około 7 % użytkowników wykonuje ponad 90 % wszystkich akcji w globalnej sieci, w tym również aktywnie czyta teksty. Jeśli dodamy do tego jeszcze mniej liczną grupę piszących, na przykład komentarze, to wówczas może się okazać, że od nas zależy przyszłość czytelnictwa!

Śpieszę zamówić kolejną partię książek :)

A jednak mów do mnie zniewalający głosie Karoliny Gruszki, nie przestawaj!

Hipnotyzujący głos
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

19 komentarzy

  1. Ciekawe że zacząłem czytać książki dopiero wtedy kiedy miną mi czas lektur szkolnych.. . czytam już drugą (Pobudzacz neuronów) Pańską książkę … jest dla mnie zbawieniem podczas ciągłej jazdy w ciasnym busie do i ze szkoły .. . a nawet wczoraj w deszczu na przystanku .. . ..wcześniejszą ksiażke (restauracja osobowości) pożyczyłem koleżance z klasy a po chwili stwierdziłem że lepiej byłoby dać go kumplowi który od 2 lat szuka pracy
    …swoją droga ..ciekawe jak Pan najdóje czas na czytanie tych szystkich postów ..livecoaching .. i wogóle..

  2. ciekawe po co każdy z Nas sięga po książki …?
    co każdemu z Nas dają …..?
    co w nich szukamy , lub o czym chcemy zapomnieć …?
    czy rozumiemy ich treść , ich przekaz , jakby dar …?
    czy łatwo usiąść , skupić się , zrozumieć , przemyśleć …?

    ja często rozdaje książki …innym wokół ,
    to moje takie Podaj Dalej …
    tworząc przez to swoisty krąg książek …które tak jak Tao Coaching , czy Hipnoza , czy wszystkie pozostałe książki Maćka a także Przebudzenie , okrążyło pewnie świat leżąc na wielu stolikach nocnych tych prywatnych i tych wakacyjnych ….w wielu torbach , i walizkach ,

    Kocham Książki ….są dla mnie Skarbem
    Kocham ich okładki , ich smak , ich kolor , ich szelest kartek ,
    zapach poprzedniego właściciela , zapomniana kartka / list w środku ,
    zasuszona pięciolistna koniczyna …
    a przede wszystkim to co mi przynoszą , co chcą mi powiedzieć , co przekazać ,
    czego mogę się z niej nauczyć , co z niej wziąść do swojego serca i umysłu …
    choć nie zawsze byłam na każdą książkę gotowa od razu , czasami dopiero wracała do mnie po latach

    Magicznej Nocy , Pięknych wrażeń z książką … a ich Twórcą , Duże Dziękuje
    Monika

  3. A jeśli idzie o “odpływanie” przy lekturze (do notki Beaty), to tu już głos, nawet najpiękniejszy, by mi przeszkadzał. Czytanie jako spełnianie marzeń o byciu gdzie indziej… Bardzo sobie cenię tę magiczną funkcję literatury. Ale wtedy “obcy” głos przeszkadza (moim zdaniem). Wyprawiamy się w te fikcyjne światy “po cichu”, za pomocą własnego cudnie samotnego umysłu. Niestety nie każda ksiązka jest nam w stanie zaoferować zaczarowany ogród mocnej jak narkotyk iluzji. Osobiście polecam powieści M.Yourcenaur, zawsze z ich pomocą daleko odpływam.

  4. swoją drogą Grerr natchnąłes mnie myślą, że Karolina Gruszka to jeszcze i piękna jest. To fakt – i od razu też miło się słucha tego co ona czyta. Głos nieznajomego(nieznajomej) może wpuścić w niezłe maliny – bo kto nie przeżył wszak rozczarowania, kiedy osoba, która przez telefon ma cudownie piękny głos (to już inwidualna kwestia gustu) kompletnie potem nie pasuje do naszego wyobrażenia o niej. Przyznam, że ja nie raz się przejechałam w ten sposób :)
    taka dygresja ;)

  5. uwielbiam czytać – czytać i odpływać:)

  6. Agnieszko Hawajko, mam tak samo:) I tez uwielbiam grubaśne książki. Oraz takie z biblioteki-zaczytane prawie na śmierć. Pieczołowicie obłożone przez panie bibliotekarki w papier lub folię. I bardzo lubię książki przychodzące pocztą. To radosne napięcie przy otwieraniu paczki i przywitanie z nowymi mieszkańcami domowej biblioteki, Żaden tablet tego nie zastąpi:))

  7. PS I jestem zdecydowanym przeciwnikiem przyswajania informacji jakie serwują media, choć sama zaliczam się do tej branży ;-). To, co powszechnie jest uważane za ważne, nawet nie wiem, że istnieje. Dowiem się w swoim czasie, bo i tak mi doniosą życzliwi co się na świecie dzieje. Ale ja wolę poczytać sobie tego bloga, pogadać w komentarzach niż przeglądać gazety i portale. Wolę książkę niż TV i od 4 lat jestem szczęśliwa, że tak wybrałam. Powiedziałam NIE temu co “powinnam” i dzięki temu nawet nie wiem co powinnam ;-)

  8. “Reszta to kwiaty na łące, różańce i przekonania, które gdyby były kulami karabinu maszynowego kosiły by ludzkie życia jak łany zboża.”

    A co to znaczy? Nie rozumiem idei, a to, co rozumiem jest dziwne ;) to znaczy, że nasze wypowiedzi są niebezpieczne? Śmiertelne? ;-)

  9. ” Czytanie jest obecnie nieadekwatne do prędkości z jaką powinniśmy przyswajać dużej ilości wysyłanych informacji” Powinniśmy?! A kto tak powiedział? :)))

    Czasem spotykam ludzi, ktorzy nie czytają. i mam poczucie, że to obca cywilizacja :)))

  10. ” Czytanie jest obecnie nieadekwatne do prędkości z jaką powinniśmy przyswajać dużej ilości wysyłanych informacji” Powinniśmy?! A kto tak powiedział? :)))

  11. Ludzie nie wiedzą co czytają i nie chcą czytać bo pismo stanowi obecnie wąskie gardło wymiany informacji. Czytanie jest obecnie nieadekwatne do prędkości z jaką powinniśmy przyswajać dużej ilości wysyłanych informacji. Odpowiedz może stanowić telepatia i coś w rodzaju umysłu kolektywnego. Tak sobie myślę, że to w tym właśnie kierunku pójdzie ludzka ewolucja i nasz mózg aktywuje taką funkcję. Jeśli nie – może będzie można uploadować wiedzę za pomocą sprzętu tak jak robili to bohaterzy filmu Matrix.

    Osobiście nie czytam nawet połowy tutejszych wpisów… a Maćka blog lecę co drugi akapit, bo najważniejsze jest dla mnie odczytanie jego intencji lub opis problemu. Reszta to kwiaty na łące, różańce i przekonania, które gdyby były kulami karabinu maszynowego kosiły by ludzkie życia jak łany zboża.

  12. Zdarza się, ze uczę w dwóch szkołach w jednym dniu. Pierwsza szkoła to liceum aktorskie i dzieciaki tam, żeby strawić “Dziady” muszą je na głos przeczytać. Nie muszą, chcą czytać, wczuwać się, być w tekście. Jak czytają, czuję jak zmartwychwstają klasycy, jak emocje tańczą po klasie, jaka jest zabawa, jakie zaangażowanie. Dość łatwo im po takim “na głos czytaniu” wchodzą do głowy i serca klasycy.
    Potem druga szkoła. Zawodowa. Tu się słabo czyta, z mozołem i w sensie technicznym, i skoncentrować się trudno. Wtedy ja muszę dać głos tekstom. Lepiej rozumieją bo przekazuję wtedy nie tylko literę tekstu.
    Lubię głośne czytanie ale w niewielkich dawkach bo tyle się już w życiu naczytałam, ze męczą mnie długie narracje. Teraz (od kilku lat) jestem na etapie odwyku od książek. Nie dązę do abstynencji, ale chciałabym wiecej medytować, niż czytać. Chwilowo jest to nieosiągalne :)
    To prawda, ze powszechnym staje się zjawisko nieogarniania bardziej złożonych sensów (stąd w nowej maturze z polskiego pierwsza część to test na uważne czytanie!). Swiat się fragmentaryzuje, przestaje byc koherentny, spójny, nawet sztuka dała sobie już spokój z dyskursami tożsamości. Tylko jest jeden problem. Artysta będzie budował przekaz o utracie spójności i w ten sposób ostrzy świadomość swoją i odbiorców, a zwykly zjadacz mysli, ze jest “cały głupi” i że ne wie, o co kaman. Bo jeszcze, wbrew wielu pozorom, istnieje przedział między sztuką elitarną a masowką. Elitarna mizdrzy się do masówki albo che się z nią zintegrować, ale z drugiej strony mało odzewu.

  13. no tak – ja też pogrzebałam w pamięci i rzeczywiście – pamiętam słuchowiska dla dzieci :)
    nie było komu mi ksiązki czytać a sama nie umiałam więc te słuchowiska były czarodziejskim światem dla mnie :)

  14. lubie audiobooki, gdyz na wsi babcia tez mi opowiadala [calej gromadzie dzieciakow] czasem nawet horrory o duchach, te lubilismy najbardziej, oraz z powodu przebywania na codzien w srodowisku obcojezycznym, jezyka obcego tez sie nauczylem ze sluchu, a Karolina Gruszka to jeszcze i piekna jest

  15. PS Przypomniało mi się, że jako dziecko w wieku przedprzedszkolnym uwielbiałam dzwonić na specjalną linię, gdzie ktoś czytał bajki. Siadałam jak zaczarowana i słuchałam głosu ze słuchawki… Potem, zakochana byłam w opowieściach z magnetofonów szpulowych, i mój ukochany “Szewczyk Dratewka” był w każdą stronę wysłuchany.
    Nic jednak nie zastąpi głosu babci, która czytała mi bajki i tłumaczyła z ukraińskiego na polski… naprawdę lubiłam chorować, bo wtedy otaczało mnie tyle cudownych historii… (naprawdę dużo chorowałam, taka byłam łasa)

  16. Przyznaję publicznie: jestem uzależniona od książek.
    Potrafię zarwać noc dla dobrej literatury. Potrafię przegapić stację, zapomnieć się, wejść w inny wymiar, za sprawką sprytnego autora. Daję się prowadzić jak dziecko. Obecnie czytam książkę, która ma prawie 800 stron i cieszę się właśnie jak dziecko, bo to oznacza, że starczy mi na kilka dni innego świata, opowieści…
    Bardzo dobrze mi z moim uzależnieniem, choć coraz trudniej o naprawdę dobrą pozycję, która mnie oczaruje. Wybredna ze mnie uzależniona…

  17. Byłam ostatnio sprzedać książki do antykwariatu. Antykwariusz powiedział, że w zasadzie nie powinnien ich już brać, bo w ogóle nie schodzą. Zapytałam czy to dotyczy tylko fantastyki (akurat takie sprzedawałam), mówi że ogólnie, literatury. Jedyne co schodzi to podręczniki. Po czym wchodzę do Empiku a tu tyleee pozycji.
    Ja na razie (?) nie uległam audiobookom i nie lubię jak ktoś mi czyta na głos, wolę sama. Bo dla mnie czytanie książki to coś na kształt intymnej relacji.

    A do Karoliny Gruszki czuję jakąś sympatię (może przez ten wegetarianizm;-)

  18. A ja dzięki audiobookom polubiłem odkurzanie mieszkania. Czytam dość wolno. Na pewno z braku czasu. Ale tez to chyba jakaś dysfunkcja. Nigdy nie udało mi się przeczytać książki w jeden dzień. To zawsze kwestia kilku tygodni. Audiobooki to dla mnie cudowne rozwiązanie. Ja wychowałem się na bajkach czytanych w radiowej Jedynce o 19.30. Nie wiem czy to nadal leci w radiu, ale w latach 80 było coś takiego i nie odpuszczałem prawie żadnego słuchowiska. O 19 była Dobranocka w TV, a potem bajka w radiu. Takie słuchowiska dobrze rozwijają wyobraźnię. Panie Macieju szkoda, że Pana książek nie można jeszcze posłuchać :(

  19. Poniższy tekst to metafora, zawiera również treści autoironiczne – że ja również wykorzystam te zdanie.
    Nie mogę się przemóc do audiobooków ani nawet czytania na monitorze. Kiepsko się podkreśla ważne dla mnie fragmenty a i potem czasem kiedy nagle m.u.sz.ę znaleźć ten fragment by zaspokoić swoją kompulsywną potrzebę to nie daj boże żeby internetu nie było.. Jedyny audiobook to Hołowczyc w gps`ie ale nic uwodzącego nie ma w jego głosie dla mnie.
    Ale jak widać Maćku będzie dzień, kiedy tak ulegniemy głosom Zbigniewa Zapasiewicza czy Karoliny Gruszki (aż muszę posłuchać:) że będą nam i książkę telefoniczną czytać a my będziemy wzdychać nad ich głosami..w sumie co za różnica co czytają – wszystko to już i tak świat widział :)) ja z moim charakterstycznym głosem mogłabym hipnotyzować w audiobookach disneya – muszę to przemyśleć.
    znalazłam kiedyś informację, że grupą społeczną, która najmniej czyta książek są ..nauczyciele tłumaczący że oni na codzień obcują z książkami.. Tylko oni ?
    Z drugiej strony ja czytam przynajmniej kilka książek naraz i nie ma mowy żebym pamietała tytuł czy autora ale opis zachodu słońca w górach – to tak :)
    pozdr

Komentarze są wyłączone.