Hipnoza i afazja

oświecony? a może tylko przebrany?

W języku greckich sceptyków afazja oznacza zaprzestanie komunikowania sądów i ocen w wyniku świadomej decyzji o zawieszeniu wydawania wszystkich sądów. Dlaczego? Jak to możliwe? Sceptyk może mówić, zabierać głos, jednak nigdy nie wyrokuje, co do natury rzeczywistości. On zrozumiał, odkrył, doświadczył, że co najwyżej wygłasza swoje subiektywne hipotezy i mniemania. Jednocześnie zachowuje pełną jasność co do tego, że to co mówi, jest tylko hipotezą jego umysłu co do rzeczywistości. Hipoteza? To inaczej supozycja, czyli przypuszczenie, domniemanie, przybliżony obraz. Afazja zatem to swoiste oświecenie umysłu co do sądów o rzeczywistości, czyli wyzwolenie z dyktatu błędnego przekonania o obiektywizmie! Podobnych odkryć dokonywali hinduscy anachoreci, suficcy i chrześcijańscy mistycy, buddyjscy lamowie, stoiccy filozofowie. Kiedy czasem mówię na swoich wykładach i szkoleniach, że obiektywizm nie istnieje, pojawia się szum zdziwienia, a czasem pomruk oburzenia. Jak to obiektywizm nie istnieje? A centymetr, a ciężar właściwy złota, a moja ciocia, ciocia przecież nazywa się Kowalska i mieszka w Koszalinie, a Krosno, Krosno przecież istnieje. Wszystko to są obiektywne fakty.

Oglądałem ostatnio program Keitha Barry. Barry zahipnotyzował studenta najpierw sugerując mu, że uczestniczy w badaniach snu. Następnie zasugerował mu, żeby po wybudzeniu poszedł do pobliskiej kawiarni, wsypał nieznany środek do kawy pewnego faceta w czarnej marynarce i następnie, gdy ten zaśnie, wykradł z jego walizki zdjęcia. Zasugerował również, całą anegdotę, że facet w czerni to morderca, a na zdjęciach jest jego przyszła ofiara. Młody chłopak, w głębokim transie udał się do kawiarni i posłusznie wykonał wszystkie polecenia. Po przebudzeniu student pamiętał całą historię, lecz sądził, że mu się przyśniła. Jakież było jego zdziwienie, gdy zobaczył własny sen nagrany na kamerę, oczywiście z udziałem własnym oraz podstawionych aktorów. Nie lubię ani Barry`ego, ani Derena Browna, ani Bandlera i jego naśladowców, ani tak zwanych mentalistów – z powodu manipulacji, poczucia wyższości i protekcjonalnego tonu wobec innych ludzi. Nie lubię epatowania poczuciem władzy i wykorzystania umiejętności hipnotycznych do celów wyłącznie komercyjnych. Hipnoza sceniczna to nieszczęście…ale, ale to przecież ocena! Całe szczęście wiem, że subiektywna, chwilowa i w jej miejsce przyjdzie refleksja. Wielu mistrzów, w tym również sam Dalajlama XIV nauczają, zachęcają, żeby nawet w popkulturze umieć doszukać się przesłania, oderwać od oceny i dostrzec naukę dla siebie. Czego zatem nauczył mnie Barry? Kolejny raz doświadczyłem tej niesamowitej refleksji, że czasem możemy doświadczyć czegoś, co przewraca nasze poglądy do góry nogami, co weryfikuje nasze przekonania, wysadza nas z siodła, możemy dotknąć ręką cudu i po chwili zadziwienia wracamy do swoich dawnych przeświadczeń i wzorców. Tak, to było świetne, ale to tylko tricki, to przecież niemożliwe, obiektywność istnieje. Nikt mi nie wmówi, że nie jestem racjonalny. Ja zawsze analizuję każdą swoją decyzję bardzo dokładnie.  Mawiał tak pewien mój Coachee, który kompletnie nie dostrzegał, że wszelkie ważne decyzje w swoim życiu podejmuje w ten sam sposób. Najpierw zbiera setki niepotrzebnych informacji, których w końcu nie jest w stanie jednocześnie porównać i przeanalizować (jest ich zbyty wiele), a potem w pośpiechu i tak reaguje schematycznie zainspirowany silnym bodźcem. Wybiera ostatnią ofertę: mebli, samochodu, mieszkania, a nawet miłości.

Zdarzyło ci się dojechać z domu pracy, a nawet z Krakowa do Warszawy i nie pamiętać całej drogi? Zdarzyło ci się zrobić coś wbrew sobie, bez żadnego powodu i potem żałować? Zdarzyło ci się, że minął cały dzień, lub tydzień jak z bicza trzasnął, a poszczególne wydarzenia zatarły się i zbiły w jedno? Zdarzyła ci się wielogodzinna impreza i rano nie został w pamięci żaden ślad i nawet cień zmęczenia? Zdarzyło ci się nie zauważyć, czegoś, co dostrzegli inni, i odwrotnie dostrzec coś, czego nikt nie zauważył?   A czy zdarzyło ci się czasem przecknąć, rozejrzeć dokoła i powiedzieć sobie: Co ja u licha tutaj robię?

Co stało się z twoim chwilowym przebudzeniem? Znowu powrócił trans, wzorzec i sen tak realny, jak wiara w obiektywność?

Hipnoza i afazja
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

11 komentarzy

  1. Jeszcze dzisiaj nie wiedziałem, że Eco wydał nową powieść. To ciekawa wiadomość. ‘Wahadło’ bardzo mi się podobało, podobnie jak ‘Wyspa dnia poprzedniego’ i oczywiście ‘Imię róży’. Natomiast ‘Baudolino’ już mniej, a ‘Tajemniczy płomień królowej Loany’ jeszcze mniej.
    Co do ‘koanów’, to zdaje się, że o nich też niewiele słyszałem. Kojarzy mi się to poniekąd ze śmiechem, nie ze śmiechem jako zjawiskiem akustycznym czy elementem konwersacji, lecz ze śmiechem jako (w pewnym sensie bardzo głębokim) przeżywaniem komizmu. Ktoś wyraził to tak, zdaje mi się, że w tym doświadczeniu na moment jakby dajemy nura w podświadome (a w każdym razie poza ‘zwykłą’ świadomość). Zostaje naruszona ciągłość doświadczenia, jego ‘płaszczyzna’, na mgnienie jakby zakwestionowana jego ‘rzeczywistość’, jej status ‘oczywistości’. Jest to pewne ‘wykroczenie poza’ pewien porządek. Można powiedzieć, że doświadczenie komizmu wyzwala z jakiegoś narzuconego transu i pewnie dlatego niektórzy (zwłaszcza bardzo młodzi) w pewnych sytuacjach lęku instynktownie uciekają w śmiech (mówi się w takich wypadkach np. o ‘głupim, nerwowym chichocie’), jakby w inną rzeczywistość (mówi się też o ‘śmiechu sztucznym’, ‘śmiechu wymuszonym’ – to wtedy, gdy ktoś zalękniony tylko usiłuje uciec w śmiech lub też zarazić nim tych którzy są jego ‘sędziami’, ‘katami’ – i w ten sposób ich zjednać i unieważnić całą bezwzględną procedurę sądową).
    Zresztą te podane dwa przykłady ‘koanów’ zaprezentowane w innych okolicznościach, w innym kontekście, wyglądałyby ‘po prostu’ jak typowe zabiegi humorystyczne, jak dowcipy.
    Nie twierdzę oczywiście, że przeżywanie komizmu równa się przeżyciu mistycznemu, ale że zawiera jakiś analogiczny tryb, schemat. Zresztą można mieć czasami wrażenie, jakby w intensywnych przeżyciach tego rodzaju (którym zresztą chyba nawet nie zawsze musi towarzyszyć śmiech) na małe mgnienie otwierają się – jakby widziane przez szczelinę – jakieś nowe, wielkie i nieopisane widoki.
    Śmiech to także jakby chwilowa ‘afazja’.

  2. Kōan jest zbudowany właśnie na tej zasadzie, w buddyzmie zen mistrz posługuje się paradoksem, by uczeń mógł osiągnąć oświecenie; bardzo znany Kōan w postaci pytania, to na przykład: Jak wyglądała twoja twarz zanim ujrzeli ją rodzice? albo: Jak brzmi dźwięk klaszczącej jednej ręki?; podobne funkcje spełniały przypowieści w księdze Daodejing [Tao te ching] przypisywanej Lao tzu [Laozi, Lao tsy]; tradycja chrześcijańska także ma swe przypowieści, poprzez które nauczał Jezus z Nazaretu; słowem hipnoza i język transu, paradoks i wieloznaczność, metafora i symbolika, wtajemniczeni i wykluczeni, kapłani i poddani – od tysiącleci towarzyszą kulturze i w końcu ten język przejęła współcześnie sztuka [ zwłaszcza wizualna i teatr]…szeroki, pasjonujący temat…przede mną leży Wahadło Foucaulta z 1988 roku i najnowszy Cmentarz w Pradze Umberto Eco :)

  3. Konsekwentny sceptyk będzie bodaj wątpił nawet w to, że wątpi. Pewnie stąd ‘afazja’. Niektórzy natomiast chyba mogą uznawać, że sprzeczność, absurd nie musi być zawsze czymś złym. I nawet uprawiać ją świadomie. Nie jestem znawcą,ale wydaje mi się, że absurd ma pewne związki z mistycyzmem, z ekstatycznością, z językiem tego rodzaju doświadczeń.

  4. Niestety to racja z tym obiektywizmem :) to całkiem podobnie jak z przekonaniami. Już samo stwierdzenie, że istnieje jakieś przekonanie jest przekonaniem na temat przekonania i na temat istnienia itd. I kiedy napiszę, że świat jest pełen sofizmatów [czyli sformułowań, w których świadomie lub nieświadomie został ukryty błąd rozumowania nadający pozory prawdy fałszywym twierdzeniom] to również będzie to sofizmat, gdyż sofizmatem jest wszelka próba dowiedzenia swoich racji, bez względu na wartość logiczną przedstawionej argumentacji. Tymczasem wartość logiczną ma bodaj matematyka [ to także przekonanie] reszta zaś jest właśnie próbą obiektywizacji [ i tu znowu sofizmat i przekonanie na temat prawidłowości wynikania].

    Z tego powodu jest mi jakoś radośnie :) Radość zaś jest przedmiotem osobistego doświadczania, którego w żaden sposób nie da się zobiektywizować :) można je tylko opisać [i tu znowu mamy przekonanie, tym razem wywodzące się od Sceptyków :) bardzo mi przykro

  5. Czy stwierdzenie ‘obiektywizm nie istnieje’ samo nie wyraża pewnego roszczenia do ‘obiektywizmu’? Zdaje mi się, że to trochę tak, jakby ktoś powiedział: ‘jest prawdą, że nie ma prawdy’.

  6. Miałam nie komentować, bo to trochę po czasie, ale jednak muszę, bo tekst jest kapitalny.
    Na wszystkie pytania z ostatniego akapitu odpowiadam zdecydowane tak. Pytanie “Co ja u licha tutaj robię?” zadaję sobie codziennie. Naprawdę. Domyślam się i mam nadzieję, że nie jestem pojedynczym przypadkiem.
    Dzięki za kapitalny tekst. Super blog :)

  7. Mam takie chwile, kiedy czuję, że wynurzam się z oceanu myśli i widzę. Sekunda przed oceną sytuacji. Są to chwile, gdy skupiam się na bodźcach odbieranych zmysłami, przede wszystkim na dźwiękach i dotyku. Trwa to chwilę i zaraz znowu jestem w swojej opowieści. Choć tak naprawdę to i tak skupiając się na bodźcach odbieranych zmysłami już prowadzę dialog i mówię: to był dźwięk ciężarówki, a to stukanie klawiatury, więc i tak nazywam i interpretuję.
    Dialogi i dialogi – jeden zastępuje drugi.
    Obiektywizm – jak, skoro zawsze jest nieskończona ilość perspektyw spojrzenia na tę samą rzecz?

  8. …przed snem do poduszki ..
    każdego dnia czy każdej nocy ..Zacznij od znalezienia błogosławieństwa we wszystkim co się wokół Ciebie dzieje…i powiedz sobie Dziękuje Ci świecie za to doświadczenie bo ono przypomina mi że jestem człowiekiem a ..
    ” Rzeczą ludzką jest błądzić , boską – wybaczać …: Aleksander Pope
    lub zadaj sobie pytanie ” Czego sie nauczyłem ? , Po co do tego wracam ? Co mnie tu dalej trzyma ? , a następnie idż ..przyjmując to doświadczenie ,jak wielki Dar , idż dalej zostawiając przeszłość za sobą jak nie potrzebną energię która tylko rozprasza Twoją duszę ….
    może tak a może nie ale to …jak pięknej filiżance zawsze warto ją obejrzeć z kilku stron anuż coś pieknego i ważnego kryje się z je drugiej strony …a więc Naszą dusze może też , może poprostu wracamy aby jeszcze raz popatrzeć i powiedzieć aaa to o to chodzi ?
    Jestem

  9. New-age’owy wpis, Maciusiu :) Kurczę, zgadzam się ze wszystkim :) Nie wiem czemu, ale zawsze silne, sprzyjające nadużyciom, wykorzystaniu “dla zabawy”, albo “w jakimś czyimś celu” narzędzia władzy nad duszami i ciałami sprawiają, że jestem podobnie sceptyczna. Niestety nie wszyscy jesteśmy tak samo rozwinięci duchowo czy kierujemy się jednakowymi czystymi intencjami w tym co robimy.
    Przebudzamy się i zasypiamy. Parokrotnie w życiu czytamy książki de Mello, poszukujemy głębokiej duchowości, jeździmy czy pielgrzymujemy do Częstochowy, medytujemy, chcemy uduchowić nasz seks, więc zaczyna nas interesować tantra, a życie życiem i gdy przychodzą problemy dnia codziennego -nerwy i ostre słowa to koniec. Nie da się złapać wszystkich srok, słowików czy nawet koliberków za ogon.
    Czas się zmienia; czasem się skleja zdarzeniami – w miłym towarzystwie płynie szybciutko i serdecznie. Bywa, że się ślamazarzy potwornie. I nie raz nie dwa najlepiej pamięta się z całego dnia całkiem zwykły, miły dla oka widoczek gila skubiącego koralik jarzębiny albo trzymających się za ręce staruszków na jesiennym spacerze. Co człowiek to osobna historia, osobna percepcja, odmienna racja :)

  10. W hipnozie klasycznej afazja jest uznawana za niechęć do wypowiadania się. Gdy osoba rozluźni się fizycznie do takiego stopnia że po prostu nie jest w tym momencie w stanie poruszać aparatem mowy.
    I całkowicie nie zgadzam się że hipnoza sceniczna to nieszczęście. To hipnoza sceniczna wypracowała wiele z najszybszych technik hipnotycznych,To dzięki hipnozie scenicznej hipnoza w ogóle przetrwała okres w którym środowisko akademickie uznawało ją za coś co nie istnieje, jest nieoceniona jako poligon doświadczalny i treningowy dla każdego hipnotyzera. Pozwala ćwiczyć umiejętności poprawiać błędy. Więc wg mnie jest bardzo przydatna. Pozdrawiam Kuba

  11. Nazywam “szarą strefą” tę przestrzeń w umyśle, która odwirowuje–w różnym tempie–“obiektywne” od intuicyjnego. W tej strefie, czasem jest ona jak wiersz, ma ukryte znaczenia, głebsze niż tzw. obiektywizm, dzieje się sporo. Zwłaszcza w czasie dla mnie ważnym, który poprzedza jakieś zmiany, decyzje. W tej strefie poruszam się ostrożnie, czasem jak słoń w składzie porcelany, czasem jak tancerka, czasem jak piechur. Znam tę strefę odkąd siebie znam, czasami z nią eksperymentuję, często się jej poddaję. Właściwie to chyba nigdy mnie nie zawiodła.

Komentarze są wyłączone.