Hologramy

Siłę banalnego stwierdzenia, że pieniądze szczęścia nie dają poznałem dawno temu, gdy pracowałem jako psychoterapeuta w nieistniejącym już ośrodku terapii. Ani ośrodka nie ma, ani ja nie zajmuję się już psychoterapią; wolę coaching. Moi pacjenci zajeżdżali pod główne wejście ekskluzywnymi samochodami, nierzadko posiadali pierwsze w kraju kapitalistyczne firmy, zarabiali krocie, lecz byli głęboko nieszczęśliwymi, nierzadko chorymi ludźmi. Niewiele to jednak zmieniało w moim własnym stosunku do pieniędzy. W dzieciństwie panowała bieda, może nie ubóstwo, ale daleko idąca skromność. Żadnych widzi mi się, zbytecznych zakupów lub wydatków, zero tolerancji dla fanaberii lub przyjemności – rzeczy potrzebne i rezerwa na „czarną godzinę”. Pomimo, że potem, już jako dorosły wytrwale pracowałem uprawiając jednocześnie kilka zawodów, mój stosunek do pieniędzy nie zmieniał się. Nie przybywało ich także w sakiewce ani na koncie.  Sądziłem [to kwestia przekonań], jak wielu Polaków, że posiadanie pieniędzy to strefa zakazana, w której trzeba mieć jakieś specjalne, nie znane mi, tajemnicze kompetencje, a jednocześnie być człowiekiem nieetycznym – bo tylko tacy „kombinują kasę”.

A co na to coaching? To fundamentalna sprzeczność występująca u wielu ludzi – z jednej strony pożądają pieniędzy, z drugiej krytykują, a nawet nienawidzą ludzi bogatych. Właśnie ten klincz sprawia, że nie mogą ruszyć do przodu. Jakże bowiem stać się dobrowolnie złodziejem, oszustem, kombinatorem? A przecież tylko w taki sposób można pieniądze zarobić – myślą rodacy frustraci. Ponadto historycznie w naszym kraju inteligencja kojarzona była z niskimi zarobkami, działalnością non profit; a kapitalizm, tak zwana „prywatna inicjatywa” z hochsztaplerstwem, cwaniactwem, cynizmem. Coaching  mówi: Świat jest taki jaki myślisz, że jest. Dziś już wiemy z licznych badań i eksperymentów, że mózg tworzy hologram rzeczywistości na skutek własnych impulsów, czyli myśli – będących reakcjami na bodźce, lecz to myśli [przekonania] nadają kształt naszym emocjom, a od nich zależą nasze działania.  W istocie funkcjonujemy zgodnie z logiką samospełniających się przepowiedni. Sporo o tym pisałem w różnych miejscach. Jak mawiał profesor Maxi C. Maultsby, twórca Racjonalnej Terapii Zachowania: Mózg nie zna się na żartach, mózg kognitywny, racjonalny, analityczny – każdy impuls, każde przekonanie bierze na serio i traktuje jak instrukcję. Zatem jeśli mówisz sobie: To trudne – rzeczy stają się trudne, gdyż mózg traktuje je jako zagrożenie, opór i przystosowuje ciebie do wysiłku. Inna wybitna postać  Stephen Gilligan powiedział kiedyś: Mózg racjonalny jest jak populistyczny polityk, zrobi wszystko abyś na niego zagłosował, a potem cię zdradzi i zrobi co będzie dla niego wygodne. A co jest dla niego wygodne? Wzorzec, stereotyp, raz obrany  schemat, gdyż jest najmniej kosztochłonny, wymaga najmniejszego wydatku energii, a mózg lubi oszczędzać. Z pieniędzmi dlatego jest jak ze świętym Mikołajem w dzieciństwie, przychodzą wtedy, kiedy na moment o nich zapomniałeś. Są skutkiem prawa przyczyny i skutku. Wczorajsze wybory podyktowane myślami [przekonaniami] przyprowadziły cię w miejsce, w którym jesteś. Im więcej w nich oporu, złości, niewiary – tym efekty bardziej obciążone są negatywnymi emocjami, a przez to mizerne. Gesze Michale Roache, buddysta i menedżer mówi, że ktoś, kto odnosi sukces może albo wyczerpywać własny akumulator i nie potrafi go ładować [na przykład dając, dzieląc się, ciesząc się] co grozi śmiercią lub kalectwem :) albo łamie zasady i to szybko się na nim zemści, albo stosuje zasady.  Co to za zasady?  Przyczyny i skutku. Co wysyłasz to do ciebie wraca. I znowu psychologia eksperymentalna udowodniła, że nie są to tylko mistyczne, buddyjskie historyjki. W jednym środowisku wystarczy łańcuszek jedynie 16 osób żeby agresywny bodziec wysłany przez jedną z nich, wrócił do niej jeszcze w ciągu tego samego dnia. W przypadku pozytywnych bodźców łańcuszek sporo się wydłuża. Złe energie rozchodzą się szybciej. Jednak pozytywne bodźce dają efekt kumulacji i działają jak śniegowa kula.

ps. O ocenach pisałem już bardzo wiele na blogu i w archiwum jest sporo tekstów. ocena to przejaw mózgu kognitywnego, który domaga się reguł, klasyfikacji, etykiet. Etykieta jednak zamyka na proces poznawczy i działa jak imperatyw, wyznacznik prawdy, tymczasem każda ocena podobnie jak przekonanie – jest kłamstwem. Kłamstwem o sobie samym, gdyż jest uproszczeniem i redukcją.

Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

12 komentarzy

  1. Witaj Łukaszu;
    polecam moją książkę Coaching Tao – inwestycja nie taka znów wielka, a być może cię zainspiruje, a jak nie, to będziesz miał prezent dla siostry i szwagra, z tego co piszesz – to może być dla nich niezła zabawa, albo nawet powód do żartów :)
    pozdrawiam ciepło

  2. Iwona_A i oby tacy kompetentni ludzie byli zatrudniani, a nie znajomi znajomego.

  3. Aniula – menedżer, o którym piszę ma zawód Menedżer Projektów (w właściwie Project Manager, bo to obcokrajowiec). Zostaje on wynajęty przez firmę/korporację do konkretnego projektu (na międzynarodową skalę). Ma bardzo duże kompetencje w zakresie zarządzania zasobami ludzkimi (nie lubię tego określenia, ale ono najbardziej tu pasuje). O tym, kto ma być liderem zespołu w projekcie decydował w bardzo dla nas dziwny sposób. Aktualny stan wiedzy merytorycznej był daleko w tyle za predyspozycjami osoby. I faktycznie to się sprawdziło. Wiedzę zawsze można uzyskać (szczególnie jak zamiast motywacji czujesz inspirację – to zasługa menedżera i jego niestandardowego podejścia do pracy zespołowej – ale o tym długo by pisać), z predyspozycjami człowiek się rodzi. Projekt wdrożył i poszedł dalej. Teraz mam nowego szefa, ale też jest naprawdę dobrym menedżerem – nic dziwnego – wybrał go właśnie ten poprzedni, było to jedno z jego ostatnich zadań w „action log” jego projektu.

  4. Pieniądze szczęścia nie dają …, jeśli nie wiesz co dla Ciebie znaczy szczęście.
    Panie Macieju, jak Pan zmienił to przekonanie u siebie?

  5. Iwona_A gdzie takich menadżerów sieją? Przydałby mi się taki:) Najgorzej jak człowiek tak utknie, nie lubię tych momentów. Mam wrażenie, że kręcę się w kółko i nie zauważam tego co trzeba. Znowu by mi się przydał taki Anioł – dobrysta – politolog -poliglota;)

  6. Zarabiam nieźle. Cieszę się, że oprócz tego, że mam ciekawą pracę, która daje mi sporo satysfakcji, dodatkowo mogę zaspokajać swoje potrzeby, które ktoś inny z pewnością nazwałby zachciankami. W moim przypadku pieniądze dają mi szczęście, a właściwie są jednym z elementów niezbędnych do szczęścia, do pełnego zadowolenia z życia.
    To fakt jednak, że nie przyjęłam tej pracy, bo tu jest KASA. Spodobał mi się charakter tej pracy i fakt, że nie znająca mnie zupełnie osoba (świetny, wówczas zupełnie nowy, menedżer nowego projektu) powierzył mi tę bardzo odpowiedzialną pracę, bo był pewny, że to praca dla mnie. Miał rację…

  7. Chłop Andrzej się realizuje, krok po kroku ;D

  8. Andrzej chłopie Ty się w tym życiu realizuj, bo nie wiadomo gdzie ci dadzą przydział na następne :)

  9. W zasadzie streścił Pan wszystko czym się kierujemy przy wyborach scieżek naszego życia. Czym jest coaching. Pieniądze to nie cel, pieniądze to środek do celu. Są jednym z elementów, dzięki którym mogę osiągnąć cel, lecz niekoniecznym. Ja też często się martwię o pieniądze, mam jednak dziwne przeczucie, że w przyszłym życiu będę miał ich pod dostatkiem i będę mógł spokojnie realizować siebie. Fajne uczucie :)

  10. Pamiętam jak zarobiłam kiedyś pieniądze na zbieraniu wiśni i kupiłam chyba z 20 książek. Moja ciocia skomentowała to wtedy: „Ciuchy byś sobie kupiła a nie tylko te książki”. Zostało mi to do dziś, ciężko mi księgarnię ominąć. Czytam z pięć książek na raz :) Całe szczęście, że mój mężulo akceptuje moją pasję książkową , bo płaci bez mrugnięcia oka. Obserwuję cały czas jak zmienia się w mojej rodzinie podejście do pieniądza. Moi rodzice zawsze byli hamowni przez swoich, ponieważ tak jak Pan napisał biznes prywatny kojarzony był z cwaniactwem i kombinatorstwem. Jednakże potrafili się tak zgrać, ciężko pracowali i może nie mają wielkiego domu i kilku mercedesów, ale cały czas się napędzają do działania. Nigdy w moim domu nie było akcji postaw się, a zastaw się. Mama zawsze mi powtarzała, wszystko można stracić ale to co w głowie to Twoje:) Nie można być ciągłym Skrudźem i na wszystkim oszczędzać, grunt to racjonalnie dysponować tym co się ma. W pewnym okresie, zostaliśmy z mężem zarzuceni propozycjami kart kredytowych, nawet jedna pani osobiście przyjechała do domu. No i co z tego, że wykorzystamy , potem trzeba oddać, a jak zabraknie to bezlitośnie odsetki naliczą, nie ma zmiłuj się :) Tak naprawdę w obecnej chwili, gro ludzi masę pieniędzy oddaje bankom całkowicie niepotrzebnie. Gubią się przez chęć posiadania, ponieważ posiadanie dowartościowuje. Kiedyś weszłam do bardzo drogiego sklepu z ciuchami, ponieważ zobaczyłam przepiękny czerwony płaszczyk wiosenny kosztował z 500 zł. przeliczyłam szybko z czego tu zrezygnować , żeby taki nabyć ,byłam trochę złą ” bo kurcze znowu mnie za bardzo nie stać, ale co tam od życia mi się coś należy”….. no i nie kupiłam, bo mam oko krawcowej i jak zobaczyłam jak badziewnie jest odszyty to mi ręce opadły. Myślę, że warto czasem „popatrzeć pod podszewkę” samego siebie i może okaże się , że czegoś chcemy, bo to nas bardziej dowartościowuje w oczach innych niż nam naprawdę potrzebne.

  11. Zawsze miałam pieniądze, ale nigdy się nimi nie przejmowałam, po prostu spadały z nieba (tak też o nich mówiłam); kiedy trzeba mi było ich wiecej–nagle pojawiali się ludzie, okazje, propozycje. Nigdy nie odmawiam żebrakom (potrzebującym), Cyganom, itp bo wiem, że sama —choć mam pracę–niezbyt różnię się od nich na podstawowym poziomie potrzeby.
    Ocena zamyka sprawę jak kasę. Zła kasa (pusta) czy dobra (pełna złotych monet) to jednak tylko kasa, a życie płynie, płynie ponad ocenami i sądami :)

  12. Witam! Ciekawy tekst. A przy okazji przypomniałem sobie jak sam kilkanaście lat temu wyjechałem na rok do Pewnego Bogatego Kraju. Ot taki biedny polski studencina. Po dwóch tygodniach pracy mogłem sobie sprawić stary ale sprawny samochód. Był tam też taki market, do którego można było oddać w ciągu 90 dni bez podawania przyczyny prawie wszystko co się zakupiło. Kupowałem więc jak głupi – elektroniczne gadżety, sprzęt, wszystko o czym mogłem tylko pomarzyć w moim kraju. Kupowałem i oddawałem. Oddawałem bo po jakimś czasie zaczynały mnie nudzić więc „wymieniałem” na nowe. Dosyć szybko i z niemałym zdziwieniem nauczyłem się, że radość jaką dają przedmioty jest naprawdę krótkotrwała.

Komentarze są wyłączone.