iluminacja

iluminacja, iluminacja, poszukiwanie
iluminacja, iluminacja, poszukiwanie

Wiele osób, naprawdę wiele zgłasza się do coacha, na sesje coachingowe w poszukiwaniu sensu, siły, odpowiedzi, jakiejś motywacji, którą zaledwie przeczuwają w sobie. Kredyt zaciągnięty, niezłe zarobki i pozycja zawodowa już ustabilizowana. Wczorajsze wybory już za nimi. Dzieci często odchowane. Przysięgi zerwane i poczynione nowe. Pierwsze zdrady i drugie straty już za nimi, już często wyleczyli się z goryczy. Odpokutowali własne i cudze kłamstwa, utracili dawnych przyjaciół i zyskali nowych. Oczywiste wybory i entuzjastyczne motywacje dawno już przestały być oczywiste. Teraz na prawdę pukają do drzwi nieznanego. Dokąd zmierzam? Co jest ważne? O co chodzi w moim życiu? Na czym mi zależy? Jaki to ma sens? Czasem zamiast wysublimowanej techniki coachingowej, błyskotliwej metafory, pointującego pytania – po prostu czytam jakiś wiersz…

od lat potrzebowałem spotkania na wysokościach

jak na wieży ukrytej w metalowym brzuchu

o brzasku

sądziłem, że tam mieszka bóg

albo choćby anioł podróżny

.

posiwiały moje serdeczne palce

i reumatyzm zmarszczył moje brwi

wytarłem kolana wyprałem łokcie

sfilcował się wzrok z dawnej barwy

pozostał jedynie ślad po słoneczniku

.

ułamki które zgubił...
ułamki które zgubił...

i teraz po stu schodach na sam szczyt

zamiast szukać boga

moje serce wyrywa się do lotu

w jednej chwili rozpościera skrzydła

by wzlecieć nad miasto

.

wiatr podbija w górę jak latawiec lekko

szybuje pomiędzy myślami gestami ludzi

wplata się łączy zanim usiądzie gdzieś w tłumie

by dziobać okruchy słów

odnajdując ułamki,  które zgubił bóg

Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

16 komentarzy

  1. Vayha,
    o eksperymencie z DMT pisze Manuela Gretkowska w najnowszej swojej–uroczej— powieści „Trans”.

  2. Doświadczyłam cudu natury. W ciągu doby widziałam dwa wschody słońca i jeden zachód. Dech mi zaparło… Jeden wschód i jeden zachód pod Częstochową. Czułam się jakbym była nad oceanem, w lecie i w górach jednocześnie. Odurzający widok, a działo się to na stacji PKP ;-) Wschód drugi, powrót do domu, Stocznia Gdańsk, między industrialnym widokiem dźwigów stoczniowych, pojawił się zmiękczający cud czerwonego słońca. Kuli niespiesznej, odwiecznej, cierpliwej.

    I można tak stać i patrzeć. Nic więcej nie jest ważne. Zauważa się wtedy naprawdę wszystko i przez kilka sekund jest się wszystkim.

    Może to trochę natchnione, górnolotne, ale nie znajduję innych słów. Co ja gadam, sami spróbujcie opisać boskość natury ;-)

  3. Vayha,
    nie ma za co przepraszać, ja się nie mam o co gniewać na Ciebie, wręcz przeciwnie, dzięki za tak szerokie objaśnienia.
    Wszyscy mają naturę buddy i sposobność jej urzeczywistnienia, tak jak wszyscy mają możliwość wyzwolenia w falach mózgowych DMT, ale nie jestem do końca pewna, czy to może dziać się tak „mechanicznie”. Przedarcie się przez sferę ego (liczne praktyki w każdej z tradycji buddyjskich pomagają w tym) wymaga też pracy mentalnej.Tzw. gromadzenie zasług we wszystkich tradycjach buddyjskich mahajany służy oczyszczeniu naszego umysłu od codziennego praktykowania naszej „osobności”, praktyki odcięcia ego związane z dakinią Yeshe Tsogjal, czy tonglen, wszystkie służą przedarciu się przez sferę ego.
    Trochę medytuję i wiem, że to, o czym piszesz nie jest fikcją.

  4. Przepraszam Zosiu. Wszedłem w rolę eksperta (znowu – ech..), tym razem nieświadomie i chciałem zmieścić wiele rzeczy, w kilku linijkach – wiedzy, którą lubię nabywać ale jest ona świeża i zupełnie nieugruntowana. Jeszcze raz szczerze przepraszam.

    To co chciałem przekazać to to – że słowo oświecenie ma dwa znaczenia. Jedno używane na co dzień – oznaczające „oświecić się do czegoś” to znaczy zrozumieć jakąś prawdę – mniej lub bardziej subiektywną i drugie- oświecenie jako uwieńczenie procesu, który jest celem każdego człowieka – stanie się oświeconym – czyli Buddą. Piszę tutaj celu każdego człowieka ponieważ przez wiele lat zadawałem sobie pytanie – jaki jest cel życia człowieka (pewnie każdy z czytelników na tym forum zadał sobie chociaż nie raz to pytanie). Czytając nauki mistrzów rozwoju duchowego najczęściej pojawiającym się terminem było: celem życia człowieka jest powrót do własnego ja, lub powrót do czegoś co jest większe niż my sami – na łono wszechświata czy też powrót do domu Boga, itp. Oczywiście ludzie mają różne cele w życiu – domy, rodziny, pracę – skąd jednak biorą się cele? Z przekonań – a te uwarunkowane są wieloma czynnikami jak środowisko, rodzice, moda, wartości itp. Niemniej jednak mnie intrygował cel postawiony przez ludzi, których uznałem za mądrych – więc szukałem odpowiedzi co kryje się pod tym terminem. Odkryłem, że istnieje proces, w którym człowiek rzeczywiście może doświadczyć całkowicie namacalnie podróży do własnego wnętrza, czy też wymiaru, który na początku jest projekcją własnego ja. Rozumiem też że trudno w to uwierzyć bo nie dzieje się to za pomocą wtyczki przyczepionej do mózgu jak w filmie Matrix, ale następuje to albo w specyficznej sytuacji, jest efektem odpowiedniego treningu ciała i umysłu lub zostaje wywołane za pomocą substancji podanej z zewnątrz (substancja jest substytutem wtyczki). Zrozumiałem też po co mnisi siedzą w dziwnych niewygodnych pozycjach przez wiele godzin z zamkniętymi oczami – oni podróżują przez własne wnętrze do centrum wszechświata i doświadczenie to jest realne – każdy kto tego doświadczył to potwierdza – chociaż mówienie o tym otwarcie jest narażaniem się na śmieszność, ponieważ nie można tego udowodnić a jedynie samemu doświadczyć. Naukowcy zauważyli, że podczas procesu (przejścia w czasie medytacji) w szyszynce dochodzi do syntezy DMT. DMT prawdopodobnie jest substancją, która jest czymś w rodzaju molekularnego przekaźnika informacji. Za jego pomocą w jakiś sposób np. rośliny komunikują się ze światem zewnętrznym. To by tłumaczyło np. umiejętność mistrzów rozwoju duchowego rozmowy ze wszystkim co jest żywe. Natomiast samą podróż jest trudno opisać ponieważ w alternatywnych wymiarach do których przemieszcza się świadomość – nie odczuwa się tradycyjnych zmysłów, pojęcia czasu czy odniesienia do naszej otaczającej przestrzeni. Wschodni mistrzowie rozwoju duchowego mówią, że powrót do własnego ja jest tylko częścią procesu, ponieważ dopiero przebicie się przez własne ja, w którym na początku się podróżuje i dotarcie do prawd uniwersalnych jest pełnym oświeceniem. Część ludzi, która osiągnęła zdolność przemieszczanie się zostaje na poziomie tego wymiaru – czyli np. pozostaje na poziomie wymiaru w którym czują się bardzo przyjemne – ich własne ja projektuje np. bardzo przyjemne wizje czy doświadczenia. Część ludzi natomiast wie, że dopiero doskonalenie w tamtej przestrzeni powoduje wznoszenie cały czas świadomości i docieranie do coraz to bardziej uniwersalnych prawd rządzących działaniem tym co bym nazwał całkowitą rzeczywistością. Dzięki temu np. uczą się jak zarządzać informacjami w polach izomorficznych – co dowodziłoby znowu realnych możliwości uzdrawiania przez mistrzów rozwoju duchowego. Obecnie nowoczesna medycyna będzie właśnie szła w kierunku edycji danych w polach izomorficznych o czym przekonywał w święta film dokumentalny the living matrix emitowany na tvn24.

    Tak jak wspomniałem DMT to skrót oznaczający substancję organiczną – Dimetylotryptaminę, która wydziela się naturalnie w ludzkim organizmie podczas specyficznych sytuacji – medytacji czy na chwilę przed śmiercią. Jej działanie powoduje efekt między innymi oddzielenia świadomości od ciała ludzkiego i zrzucenie całkowite ego. Prawdopodobnie zwiększa ona percepcje i świadomość przez zburzenie systemu przekonań dotyczącego otaczającego nas świata i praw w nim rządzących. Widzimy tylko część rzeczywistości – iluzję. DMT prawdopodobnie poszerza percepcję i przenosi świadomość do innego wymiaru. Wiem, że to brzmi jak scenariusz z filmu na podstawie książki Ubik Dicka ale to naprawdę istnieje. Nie działa to jak żaden znany narkotyk czy halucynogen, mimo, iż podstawowe źródła informacji mogą tak stereotypowo tłumaczyć jego efekty. DMT nie powoduje uzależnień a doświadczenie z jego działania nie przypomina działania żadnego narkotyku. Tripy narkotykowe mają swoje źródła w doświadczeniu z otaczającego świata. DMT autentycznie przenosi świadomość w inne miejsce przy zachowaniu całkowitej świadomości – czego nie potrafi zrobić żaden narkotyk.

    Szamani używają Ayahuasci – czyli DMT w formie pitnej – nie po to aby się tym narkotyzować (to nie uzależnia) ale po to aby leczyć choroby a także np oczyszczać organizm z pasożytów. Oczywiście Ayahuasca jest główne po to aby „zrozumieć”. Niestety ludzie o tym nie usłyszą ani w telewizji, ani w kościele ( że takie coś istnieje jak powrót do własnego ja ) ponieważ żadnej instytucji, która czerpie w jakiś sposób korzyści z szeroko pojętego niewolnictwa nie zależy na tym aby ludzie przechodzili taki proces. Ludzie, którzy doświadczyli bowiem tego rodzaju wydarzenia są już zwykle inni. Bardziej spokojni (przestają się emocjonować negatywnie śmiercią) rozumieją, że system i świat, w którym funkcjonujemy nie do końca są prawidłowo pojmowane. Inaczej tez zaczynają rozumieć istotę i cel ludzkiego życia.

    Co do DMT polecam film na YouTube – DMT molekuła duszy – z polskimi napisami w 5 częściach.

  5. Vayha,
    dzięki za wyjasnienia. Niewątpliwie jest i tak, jak mówisz, jeszcze lepiej by było, gdybyś sam doświadczył tego, o czym wiesz, czego Ci życzę. Nie bardzo wiem, co by to miało byc to tajemnicze DMT,co to za skrót. Znam też kilku szamanów i z pewnym sceptycyzmem podchodzę do ich praktyk bo jeśli celem szamaństwa staje się dążenie do nadzwyczajnych stanów, to niech spadają na rajskie drzewo. Oświecenie, czymkolwiek by nie było, ani ja, ani Ty, jak przypuszczam, nie oświeciliśmy się jak dotąd, na pewno nie jest poznaniem czegoś niebywałego, nie z tej ziemi, nowego smaku lodów, o jakich nikomu się nie śniło. Nie, oświecenie na pewno tym nie jest. Tak mówię ja, bo miałam w dzieciństwie iluminację na ten temat, a z tego, co mówił mi ktoś urzeczywistniony (ten, kto urzeczywistnił nature umysłu) wiele dzieci przeżywa stany iluminacji.
    Grerr, już tak nie kokietuj ta swoją prostotą :)
    Ewelino, przyznam, ze do garów potrzeba niezbędnej dozy iluminacji. Ja wolę jeść niż gotować, a od jedzenia wolę taniec, a na równi z tańcem święty spokój, ale samsara ma te ograniczenia, trzeba pichcić, zwłaszcza jak się jest babą, od dzieciństwa do grobowej dechy. Pozdrawiam wszystkich.

  6. ))))))))))) „za prosty jestem, inżynier zwykły” dobre….

    może nie potrzebujesz żadnej iluminacji. Wszak iluminacja czyni wszystko…prostym :)
    nie wszyscy muszą być pokrętni z natury:))

    ale dobry chleb dzisiaj upiekłam ! próbuję nowy przepis na chleb razowy. dzisiaj drugie podejście bo ostatnio wyszedł trochę nie taki. a dzisiaj ! totalna iluminacja :))

    pozdrawiam,

  7. wczytuje sie w wiersze i w zaproszenie do „iluminacji” czymkolwiek jest, to dla mnie jak zaproszenie do kraju, w ktorym jeszcze nigdy nie bylem, a komentarze niektore dla mnie za trudne w odbiorze, za prosty jestem chyba, inzynier zwykly :)

  8. Iluminacja nie jest czymś filozoficznym. Nie jest też odkryciem. Wielu ludzi nazywa oświeceniem pewien proces zrozumienia, poszerzania swojej świadomości czy odczuwanie stanu błogości i równowagi. Oświecenie natomiast jest stanem, w którym fizycznie w naszym ciele syntetyzuje się DMT w szyszynce – co umożliwia podróż świadomości człowieka w głąb jego własnego ja aż do centrum wielowymiarowego wszechświata. Świadomość zostaje wyrzucona do wymiaru, w którym nie posiada się cielesnej formy. Przebicie się dopiero przez własne jestestwo jest uznawane za pełne oświecenie, co może trwać nieraz latami. Po to też mnisi medytują przez dziesiątki lat – ucząc się kontroli nad świadomością (pełna uważność) i energią w ciele – ponieważ, mimo iż każdy żywy organizm (i roślina) posiada DMT jego synteza i możliwość odpowiedniego przyswajania odbywa się tylko w szczególnych okolicznościach. Dzięki odpowiedniej koncentracji umysłu i pracy nad sobą, mnisi są jednak w stanie tego dokonać a co za tym idzie – przenosić własną świadomość i zwiedzać miejsca, które my, zwykli śmiertelnicy odwiedzimy zapewne dopiero po śmierci. Peruwiańscy szamani natomiast, syntetyzują DMT z roślin i otrzymują specjalny wywar do picia – dzięki czemu można doświadczyć tego niezwykłego stanu w zasadzie natychmiast bez żadnej „pracy nad sobą”. W takim przypadku jednak silnie wskazany jest udział przewodnika w podróży ze względów bezpieczeństwa, czego podejmuje się najczęściej prowadzący rytuał szaman.

    Samemu można doświadczyć także tego stanu – w zasadzie mówi o tej technologii każda prawa szkoła rozwoju duchowego. Niestety na przestrzeni lat wiedza o tym została wypaczona, religie stały się biznesami a szczytem zaawansowania naukowego są komputery. To dzięki tym ostatnim poznajemy otaczający nas świat, zamiast robić to bezpośrednio za pomocą naszego umysłu. Dodatkowo karmimy nasze zmysły różnymi wymyślnymi stymulatorami. Stąd dziś także bardzo trudno znaleźć prawdziwych przewodników duchowych, którzy mają wiedzę jak osiągnąć stan oświecenia. Swoją drogą mała dygresją – czy to nie jest wspaniałe, że klucz do niezwykłych doświadczeń i wiedzy przekraczającej najśmielsze wyobrażenia (oświecenie) natura zarezerwowała dla ludzi dobrych? :) Dla dobrych – ponieważ synteza DMT wymaga odpowiedniego nastawienia – dobrej postawy, koncentracji umysłu i jego kompletnego wyciszenia. Wyzbycia się pragnień i oczyszczenia serca z namiętności a w szczególności zduszenia narcystycznego ego!

    Jak wspomniałem na początku umiejętność wchodzenia w stan przenoszenia świadomości do innych wymiarów nie jest jeszcze oświeceniem. Zdanie dopiero egzaminu w alternatywnej rzeczywistości wieńczy pełne oświecenie. Zatem pichcenie obiadu w pełnym blasku słońca może być także krokiem do oświecenia pod warunkiem, że gotowałaś szamańską Ayahuasckę :) – wtedy zwracam honor. Jest jednak dla ciebie dobra wiadomość. Tuż przed śmiercią wydziela się duża ilość DMT więc na pewno najpiękniejsze chwile w twoim życiu są jeszcze przed Tobą! Ba! – Co tam życie – cała wieczność przed nami – gwarantują to wszyscy Ci, którzy wrócili z podróży.

  9. Iluminacja to olśnienie, wiedza słoneczna, radosna, żadne tam wymozolone koncypowanie i racjonalne wybory, rozsądne do szpiku suchej kości. Inna sprawa, ze niewiele osób wierzy w iluminację, nawet gdy ją przeżyje. Jako przykład podam moje osobiste doświadczenie z iluminacją.
    Miałam około pięciu lat i bawiłam się , jak codzień, piaskiem i błotem na progu domu. Bawiłam się w dorosłość. Oto wypiekałam ciasto z błota i lepiłam pierogi. Zupełnie jak moja pracowita babka i jeszcze bardziej pracowita mama. Byłam sama. Babka wieszała pranie na strychu, mama poszła do urzędu na osiem godzin pracy przy biurku. Ja też pilnie pichciłam, bardzo się przejmowałam, czy zdążę z obiadem. I nagle od pobliskiego stawu zalśniło słońce, powietrze wokół mnie pojaśniało, wyraznie poczułam,że coś się zdarza, poczułam się tak, jakby jakaś siła, mocna, pewna i opanowana wciągała mnie w głąb przestrzeni, ze nie czułam się osobna od niej (od tej przestrzeni). Mickiewicz pisze, ze na tego typu stany, „nie ma głosu” w ludzkim języku i ma racje. Temu poczuciu towarzyszyła radość i niezbita pewność, ze WSZYSTKO jest, było i będzie OK. Zawsze i wszędzie. I tak trwałam w tym poczuciu i tym blasku. Blask był jak jasny gwint wyrażny i oczywisty. Po wielu latach życia, kiedy to mozoliłam się, umartwiałam i szarpałam z materią egzystencji ludzkiej, przypomniałam sobie wyrażnie to dziecięce olśnienie i zdałam sobie sprawę, ze ono było prawdziwe, bo nic mi się nigdy w życiu złego nie przytrafiło, jesli było coś nie tak, to tylko przez moją niewiedzę, że to „nie tak” pochodzi z umysłu, nie z blasku. Blask był, jest i będzie. Wystarczy go zauważyć. I wejść w niego. Tak piszę „wystarczy”, jakby to było coś łatwego zauważyć to „światło” (światło umysłu, jak mniemam), ale może czasem wystarczy wiedza,że ono- to światło- się przejawia, czasem w najmniej oczekiwanym momencie. Jestem przekonana, że gdyby nie te kilka chwil blasku wtedy, byłabym inną osobą, a na pewno nie śmiałabym się tak często .Dla mnie właśnie to swiatło jest „spotkaniem na wysokościach”. Mam nadzieję doswiadczyć go przy śmierci.

  10. ja lubię ten wiersz dla ” pukających w drzwi nieznanego” :

    Droga nie wybrana

    Dwie drogi w żółtym lesie szły w dwie różne strony:
    Załując, że się nie da jechać dwiema naraz
    I być jednym podróżnym, stałem, zapatrzony
    W głąb pierwszej z dróg, aż po jej zakręt oddalony,
    Gdzie wzrok niknął w gęstych krzakach i konarach;

    Potem ruszyłem drugą z nich, nie mniej ciekawą,
    Może wartą wyboru z tej jednej przyczyny,
    Że, rzadziej używana, zarastała trawą;
    A jednak mogłem skręcić tak w lewo, jak w prawo:
    Tu i tam takie same były koleiny,

    Pełne liści, na których w tej porannej porze
    Nie znaczyły się jeszcze śladów czarne smugi.
    Och, wiedziałem: choć pierwszą na później odłożę,
    Drogi nas w inne drogi prowadzą – i może
    Nie zjawię się w tym samym miejscu po raz drugi.

    Po wielu latach, z twarzą przez zmarszczki zoraną,
    Opowiem to, z westchnieniem i mglistym morałem:
    Zdarzyło mi się niegdyś ujrzeć w lesie rano
    Dwie drogi: pojechałem tą mniej uczęszczaną –
    Reszta wzięła się z tego, że to ją wybrałem.

    :)

  11. Biorę tylko trzecią część tej opowieści, bo Enso lśni i u źródła i na końcu :)

  12. Edyto na prawdę „naprawdę” razem? :) Dzięki – czujne oko redaktorów od dawna ratuje moje teksty ortograficznie. Było już o tym na blogu. Los dysgraficznie upośledzonych, piszących nocami – nie jest łatwy :)

    Może taki wiersz dla „pukających do drzwi nieznanego”?

    Akord

    Źródła oddalają się od brzegów
    Urwany ląd który kończy się ostrą falą
    Spotyka lodowiec rozpuszczony w gęstą farbę
    Naszych odchodów niechcianych słów wózka dla lalek z urwanym kółkiem
    Zardzewiałej poręczy martwego psa spranych ręczników parasola pianina które
    Spadło z mostu i dryfuje ku fali pierwszej do ostatniego akordu

    Oddalamy się od źródeł na szerokie wody
    Otwarta przestrzeń jest tak gęsta że hamuje nawet oddech
    Spotyka rzekę jak błoto zlepione z martwych liści
    Śliną tysięcy małych pająków o czerwonych łapkach które przebiegły po naszych
    Nozdrzach pozaklejały nasze powieki w usta wdeptując gorzkie cytryny
    Odnaleziony oddech akord

    Woda lśni potrzebujemy wody jak żeglarze wiatru
    Czystości która napełni nasze ciała i wypłucze umysły
    Strumieniem nie słów lecz wibrującej pewności że to ma sens
    Ze szkieletów zbudowana droga prowadzi z powrotem do źródła w którym
    Mądrzejsi o minioną rozpacz zostaniemy na zawsze rozbawieni swoją przeszłością
    Odnaleziony oddech akord

  13. To teraz wiem jakie mam szczęście, że wiem dokąd zmierzam, że widzę cel w oddali i konsekwentnie do niego dążę. Może to dlatego, że jestem młody i mam jeszcze w sobie ogromne pokłady energii i entuzjazmu ale nie wyobrażam sobie siebie kiedyś, w oddali jako człowieka bez pasji, bez uśmiechu na twarzy. Moje szczęście i osób bliskich będzie mnie zawsze motywowało.Wiem, różnie się układa w życiu, widzę to na co dzień, wiem też że motywacji musimy szukać w sobie samych. Ludzie często układają sobie życie tak jakby jechali po torach ( matura, studia, pierwsza praca, małżeństwo), a warto też spełniać siebie i swoje marzenia z rozsądkiem a czasami z nutką szaleństwa. Moc pytań jest ogromna i warto sobie je zadawać.

  14. Naprawdę. Razem. Proszę.

    A co dla tych, którzy zamiast „wczorajszych” wyborów od razu zapukali do drzwi nieznanego? Jaki dla nich wiersz?

  15. Staram się zrozumieć dokąd zmierzam, wyciągam wnioski z doświadczeń tych negatywnych i tych pozytywnych. Czasem nieumiejętnie i właśnie w takich chwilach potrzebuję coacha, który by zadał to właściwe pytanie.

  16. Ciągle poszukuję, każdy dzień przynosi jakieś rozwiązanie, zmiany przekonań, wartości. Te same sprawy widzę z innej perspektywy.

Komentarze są wyłączone.