Indeks szczęścia 4.

bogactwo...
bogactwo…

Również inne pomiary poczucia dobrostanu, satysfakcji z życia potwierdzają ten nieoczekiwany a zarazem jakby oczywisty fakt – poczucie szczęścia nie zależy od bogactwa materialnego. Blichtr, konsumpcjonizm, kreowanie mód i popytu na kolejne mody, zamożność a nawet masowa dystrybucja taniej przemysłowej żywności, zjawiska tak charakterystyczne dla bogatych krajów Zachodu, są odwrotnie proporcjonalne do doznawanego przez społeczeństwa dobrostanu. Wyniki, które okazały się jeszcze bardziej zaskakujące wskazują, że podobnie jest z ortodoksyjną religijnością, zwłaszcza reglamentowaną przez państwo. Im silniejsza teokracja lub wpływ religii na życie codzienne obywateli, na przykład przez ścisłe podporządkowanie normom religijnym, jak choćby islamskie prawo szariatu, tym mniej szczęśliwe społeczeństwa. Zinstytucjonalizowana duchowość, też szczęścia nie daje.

Ludzie od zawsze marzyli o szczęściu. O podróży do Eldorado, krainy zamożności, o wyprawie Argonautów po Złote Runo, lub na wyspę Avalon, na którą odpłynął król Artur, gdzie zaznaje się według legend nieśmiertelności i rozkoszy, albo na wyspy Elfów, na które odpłynęli Bilbo i Frodo Baggins’owie. Ludzie marzyli o skarbach dlatego podbijali Troję, Konstantynopol, niszczyli Babilon, szukali drogi do bajecznych Indii oraz zaginionej Atlantydy. Poszukiwacze złota podbili państwo Inków i Majów, wymordowali rdzennych Kubańczyków i Jamajczyków. Czy wszystkie te okropieństwa, walki i zmagania przybliżyły ludzi i cywilizację do szczęścia? Niektórzy sądzą, że już znaleźli swoje odpowiedzi i sposoby na szczęście. Sklepy są pełne alkoholu i cukru, mięsa i pszennej mąki – jedzenie znakomicie zastępuje inne potrzeby. Bez problemu można kupić również używki mocniejsze, które dają na przemian odlot lub euforię, uspokojenie lub pobudzenie. Niestety, pomimo powszechnego dostępu do wiedzy, wydaje się, że wciąż jesteśmy zachłannym ciemnym ludem, któremu wystarczą igrzyska i chleb. A jednak w końcu nie wystarczają.

Dlatego zdaniem wielu myślicieli życie, wcześniej czy później sprowadza się do udzielenie sobie odpowiedzi na pytanie o szczęście, jest poszukiwaniem szczęścia w kontekście sensu życia. Bo czyż nie o tym właśnie rozmawiamy nawet w bardzo biznesowym języku, gdy staramy się o wyniki, sukcesy, mówiąc o wzroście sprzedaży, zintensyfikowaniu działań marketingowych, sprawniejszym zarządzaniu? Pod każdym z tych celów kryją się pragnienia, których źródłem jest w istocie poszukiwanie szczęścia. Po co menedżerowi efektywność, sprawny marketing lub wynik gdyby nie spodziewał się w istocie zrealizowania poprzez te wyniki ukrytych tęsknot dotyczących spełnienia, docenienia, sukcesu, choćby to były nawet substytuty szczęścia. Jak zatem do prawdy o szczęściu się zbliżać?

Cdn.

Indeks szczęścia 4.
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

2 komentarzy

  1. z moich doświadczeń wynika że szczęście to bycie sobą;d, możliwość swobodnego wyrażania sb, swoich uczuć, myśli, emocji, jak już się wyjdzie poza te wszystkie etykietki którymi do tej pory tworzyło się swoją tożsamość w społeczeństwie, czyli bazując głównie na zasadzie porównań:> too uświadomienie sb że porównywać się można, ale do sb z wczoraj:> co się zmieniło na lepsze dzisiaj?;d szczęście to wyjście poza jakiekolwiek oczekiwania, które nie są moimi:> pytanie – a czego ja chcę od życia?/osiągnąć w życiu?:> szczęście to odnalezienie swojej pasji w życiu;d szczęście to dzielenie się nim z innymi:> szczęście to wolność, w byciu sb:>

  2. z pytaniem o poczucie szczęścia można mieć kłopot. ja taki kłopot mam. Czy jest ktoś permanentnie szczęśliwy? Czy szczęście nie dlatego jest właśnie tak cenne, że się bardziej wydarza niż cały czas jest obecne? Że można je doceniać, właśnie dzięki momentom trudniejszym? Nawet bardzo wolny, może bardzo biedny człowiek z Bangladeszu, cały czas uśmiechnięty bez komórki, laptopa i auta ma swoje rozterki, swoje śmierci bliskich?
    Ja jestem jakaś inna, bo ani mnie igrzyska nie pociągają, ani do końca też nie uważam że wszyscy Polacy to jedna rodzina jak śpiewa poeta ludyczny ;-) bo rodzina i w zomo i ub (teraz się świetnie mają) mnie nie urządza. Jesteśmy krajem bareistycznym, bo gdzie okiem nie sięgnąć tam miś po prostu. I wolę patrzeć w ten sposób, w inny dostaję przerażenia podskórnego. Jedno jest pewne – ludzie, którzy decydują się tu być żyć, nie emigrują na lata czy stałe w jakiś sposób są silni, odporni na frustrację i niepewność na pewno.

Komentarze są wyłączone.