Ironia i paradoks

kierownictwo
kierownictwo

W ostatnim czasie pojawiają się rozliczne analizy sytuacji społecznej i politycznej w naszym kraju. Wypowiadają się dziennikarze, psychologowie, publicyści, różnego rodzaju eksperci, profesorowie i rzecz jasna politycy.

Spora część z nich mizdrzy się do nowej władzy i nowych liderów, którzy rozbłyśli na firmamencie naszego życia publicznego. Okres mizdrzenia się dopiero się rozpoczął. Rządząca partia wykonuje ruchy ad hoc, w większości pochopne i nieprzemyślane. Prawicowe media tryumfują. Media głównego nurtu jak zwykle skupione wyłącznie na poszukiwaniu sensacji. Liczą się słupki oglądalności.

Obraz tych analiz jest w skrócie taki: Partia władzy zgrała się przez osiem lat i ukazała swe zdemoralizowane oblicze, ciepła woda w kranie nie zadowala już nawet mieszczuchów. Młodzi nie mają perspektyw i szans by choćby zbliżyć się do reklamowanego w mediach świata luksusu, lub choćby własnego mieszkania na dożywotni kredyt. Mamy kapitalistyczny rynek pracy oparty na taniej sile roboczej i eksporcie kadr za granicę. Kościół katolicki potęgą jest i basta a tęsknoty narodowe o silnej Polsce, która prowadzi niezależną politykę wobec mocarstw, są wciąż żywe. Lewica umarła, trochę na własną prośbę. Unijne dotacje suto rozdawane w ostatnich latach dawno zostały zjedzone i mało kto o nich pamięta. Nie wszyscy z resztą na nich skorzystali. Odzyskana 25 lat temu wolność jest odległą historią jak Mieszko i Chrobry. Ponadto my Polacy wolimy martyrologię i heroiczne ofiary, niż pokojowo przejętą władzę. Oprócz tego jak uświadamia nam PIS, nowa władza po 1989 roku to władza kolaboracyjna, władza układu z komuną, wałęsowski spisek w Magdalence, dlatego nigdy nie była w pełni suwerenna, a wręcz wcale. Młode pokolenie nie może już tak szybko i łatwo jak ich ojcowie w latach 90-tych zrobić kariery, zarobić na domek z ogródkiem, gdyż miejsca na ławce szybkich karier są już zajęte, kapitalizm się ustabilizował i teraz dorabiać się trzeba będzie latami, czyli całe życie. Prognozy, że polskie społeczeństwo dojrzało do liberalnego kapitalizmu okazały się przedwczesne. Polskie społeczeństwo chce powrotu do socjalizmu w narodowo-katolickim kształcie z rozbudowaną opiekuńczością państwa. [Skądś to znamy?] Polska jest podzielona dychotomicznie na tradycyjne postzaborowe strefy geograficzne, na Polskę młodą i starą, mieszczańską i wiejską, lemingową i konserwatywną i jeszcze kilka równie skrajnych opcji. PO nie było dość populistyczne by zjednać sobie mniej wykształconych i nie dość odważne, żeby wprowadzić konieczne reformy, choćby w sferze publicznej, w obronie interesów drobnej przedsiębiorczości czy podatków. Partia władzy zaniedbała też komunikację ze społeczeństwem a kolejni rzecznicy rządu i partii źle wykonywali swoje zadania, pohukując z wyższością lub zamiatając problemy pod dywan. Zamiatanie pod dywan, to z resztą największa wada całej klasy politycznej, która lęka się rozwiązywać gardłowe problemy, wprowadzać niepopularne reformy, bo przecież…wybory a w demokracji zawsze są jakieś wybory.

 ***

Nie sposób się z większością tych analiz nie zgodzić, szkoda że eksperci z pierwszych stron gazet zdobyli się na nie tak późno. Wcześniej większość publicystów i polityków była raczej skłonna do chowania głowy w piasek i obrony status quo. Tymczasem, myślę sobie, że nasza polska demokracja niestety jest bardzo młoda. Wprost z ustroju komunistycznej urawniłowki, presji i kontroli wpadliśmy w kapitalizm łóżek polowych i szczęk, przemytu alkoholu i bazarowych fortun. Dziś polowe łóżka zniknęły, dawni hurtownicy alkoholu stali się szanownymi biznesmenami a odcinek autostrady A1 pod Toruniem wreszcie został ukończony. Nie jesteśmy jednak krajem tak odpornym na wstrząsy jak Wielka Brytania, Francja czy USA. Tam wielki zamach terrorystyczny, zabójstwo prezydenta czy bezsensowa wojna [jak te w Iraku czy Afganistanie], afera taśmowa [Watergate] wstrząsa systemem ale go nie rozsadza. Polska natomiast jest krajem, który w historii nowożytnej nie posiada dobrej tradycji rządów. Zawsze tu był jakiś okupant. Rządy 20-lecia międzywojennego, co się oczywiście przemilcza z powodów martyrologicznych, okazały się fiaskiem. Rząd i część armii po prostu zbiegła z kraju przez Rumunię wcześniej wpychając Polskę i obywateli w łapy dwóch okrutnych reżimów. Wszystko co w Polsce obecnie niepokoi jest społecznym pokłosiem wieloletniej niezdolności do samostanowienia, skutkiem wychowania się dziesiątków pokoleń pod czyjąś okupacją.

 ***

Reasumując, może i dla wielu woltyżerka pomiędzy Kukizem, PIS-em, nowczesną.pl, PO i resztkami po lewicy wydaje się zajmująca, ciekawa a nawet zabawna – we mnie natomiast budzi lęk. Wychowałem się w czasach komuny i choć nie przeżyłem wojny, wiem co oznacza kryzys gospodarki i państwa, jak on boleśnie dotyka życia zwykłych ludzi. Wydawało się naiwnie, że raczej trzeba nam Polakom, tę kruchą wolności i niepodległość jakoś chronić niż kontestować. Owszem rewolucje, czy może łagodniej – burze społeczne zdarzają się w czasach prosperity, nie w czasach kryzysu, jednak po każdej burzy trzeba sprzątać. Mam nadzieje, że nie będą to resztki po słabej wciąż państwowości, resztki po Polsce.

 ***

Sądzę, że przeżywamy teraz nie tyle kryzys partii rządzącej co kryzys świadomości społecznej. Politycy, eksperci, dziennikarze zapatrzeni są w wyniki sondażowe popularności partii i polityków. Słupki poparcia, słupki oglądalności i klikalności są teraz najważniejszym kryterium i bodaj jedynym przesłanką wartości. Nic innego nie ma znaczenia. Tymczasem skomplikowane procesy ekonomiczne to nie jest kwestia plebiscytu, powierzenie władzy nad armią nie może odbywać się na zasadzie teległosowania, zarządzanie budżetem średniej wielkości państwa to nie jest kwestia pomysłu! A jednak okazuje się, że tak, że poprzez uzależnienie się od sondażowni demokracja ześliznęła się w kierunku plebiscytu, który rządzi się podobnymi zasadami jak telewizyjny show. Atrakcyjność, zmiana, nowe twarze, szokowanie, zabawa, prowokacja – wszystkie te elementy przeniknęły do świata polityki i ją zepsuły. Nikt o zdrowych zmysłach nie powierzy kompletnemu amatorowi w danej dziedzinie kierownictwa zakładu produkującego najprostszy produkt jak heblowane deski, czy plastikowe łyżki. W przypadku skomplikowanego organizmu jakim jest państwo – nikogo to nie dziwi, ba, nawet nie zastanawia, że do władzy rwą się szaleńcy, ludzie niekompetentni, frustraci i błazny. Noam Chomsky, wybitny socjolog amerykański, już od jakiegoś czasu przestrzegał, że jeśli do dorosłego człowieka będzie się mówić jak do ograniczonego intelektualnie dziecka, stanie się ograniczony intelektualnie. Zdaniem Chomsky’ego to zasługa mediów, dziennikarzy oraz twórców i propagatorów popkultury. Dlatego okazuje się, że łatwiej jest w Polsce wygrać wybory i objąć władzę niż utrzymać rodzinny sklep spożywczy. W pierwszym przypadku wystarczy pleść androny lub populistycznie schlebiać większości, w drugim trzeba przez wiele lat ciężko pracować na minimalnych marżach.

 ***

Jak na ironię, Andrzej Olechowski jeden z twórców PO powiedział w telewizji: ja na bilet do Australii mam, nie dopowiedział jednak, że ci, którzy chętnie przyłączają się do demolki systemu podgrzani przez populistów, nie mają. Na tym polega ironia historii oraz ironia władzy.

Ironia i paradoks
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

2 komentarzy

  1. Na co mamy wplyw?…Zmieniajmy…pozytywnie

  2. Polska nie jest oderwaną wyspą. Uczestniczy w europejskim procesie historycznym, jest związana z zachodnią Europą kulturowo, gospodarczo i politycznie, a przez NATO także militarnie. Polacy demokracji będą się jeszcze uczyć – i to potrwa, trzeba poczekać. W znacznie słabszej, świeżo powstałej demokracji kilkanaście lat temu nie udało się przeprowadzić zamachu stanu i wyprowadzić Macierewiczowi i spółce wojsk nadwiślańskich na ulicę – wierzę, że teraz może być już tylko lepiej pod tym względem.
    Moim zdaniem prawdziwym problemem Europy i Polski nie są te wszystkie w/w problemy.
    Wystarczy trochę odsunąć obiektyw i zobaczyć: ponad 2 mln uchodźców syryjskich w Turcji (Turcja leży 2 dni drogi samochodem od nas), tysiące emigrantów z Libii i okolic koczujących na dworcach w południowych Włoszech (też 2 dni jazdy), mnóstwo emigrantów w Anglii, Szwecji, Norwegii.
    Natura nie znosi próżni i ludzie płyną od większych skupisk do mniejszych i z gorszej sytuacji do lepszej.
    Moim zdaniem tego już nie da się zatrzymać i zmiana, duża zmiana w Europie zachodzi na naszych oczach, my zaś śpimy i kłócimy się między sobą o bzdety, tymczasem nasze europejskie wartości, prawa, wolności bazujące na starożynej Grecji i jako tako zreformowanym chrześcijaństwie będą ustępowały jedynie słusznej, niereformowalnej religii i jej znakomitemu prawu szariatu pod przykrywką tolerancji religijnej która obowiązuje tylko NAS.
    Jako kobiecie i matce dwóch córek nie podoba mi się to bardzo.

    Polska ma dwa problemy: niż demograficzny i potencjalne fale dużej emigracji ludzi całkowicie obcych kulturowo. Reszta to wyssane z palca problemy … rozpuszczonego, roszczeniowego bachora (brak tego, brak tamtego, chcę nowy telewizor , bla, bla …)
    Jestem pewna, że przekonamy się o tym dogłębnie w ciągu najdalej 20-30 lat – i będziemy marzyć o powrocie do problemów pt. jak wziąć kredyt na 20 lat.
    Obyśmy tylko takie problemy mieli jak mamy teraz.
    Cieszmy się tym co mamy, doceńmy to wreszcie i pomyślmy co zrobić, aby – ta w sumie bardzo dobra sytuacja – trwała.

Komentarze są wyłączone.