Ironia w służbie kultury

czy ten ptak jest ironiczny?
czy ten ptak jest ironiczny?

Ironia, czyli dwuznaczność, żart, kpina, presupozycja, drwina i żartobliwy stosunek do rzeczywistości, a zwłaszcza autoironia, to raczej trudna dyscyplina. Pisarz uzależniony jest nie tyle od atramentu i papieru, nawet nie od własnej weny i prądu w gniazdku, który zasila komputer, co od czytelnika. Musi być choć jeden – który tekst przeczyta. Bez niego nie istnieje literatura. Jeden czytelnik to zbyt mało, może bowiem nie złapać konwencji, może nie lubić, nie chcieć, nie podzielać, nie zgadzać się, nie doczytać, nie i nie…po prostu. Nie mówiąc o hejcie, czy choćby ocenach. Pisarz jest wrażliwy, więc każdy nieprzychylny feedback boli, jest jak dudnienie wzmocnione pudłem rezonansowym ego, które wyczekuje na pochwały a niekiedy drży z niepewności.  

Dwóch czytelników też mało, gdyż nawet jeśli ten drugi zachwyci się, gdy ten pierwszy odrzuci – bilans wynosi zaledwie 50 % sukcesu. A przecież pisarz karmi się „czytelnością” jak telewizja „oglądalnością”. Tak oto pisarz znalazł się na manowcach, na rozdrożach, gdzie hula wiatr. Jedna droga kusi schlebianiem by czytelnika zadowolić, druga wolnością twórczą lecz tam ani widu, ani słychu aplauzu, tam groźna wydaje się samotność, niezrozumienie i najgorsze z możliwych zmor – odrzucenie i zapomnienie. Dlatego pisarz nie napisze smutnej piosenki ani wiersza. Owszem depresyjny tekst bywa w cenie jednak za zazwyczaj dopiero po śmierci autora lub, gdy depresyjne gremium przyzna autorowi nagrodę, za trafne oddanie ich depresyjnych nastrojów. Jednak czy nagroda zjedna wielu? Owszem kilku w ślad za wyrokiem gremium kupi książkę depresyjną a nawet przeczyta lecz w końcu depresyjny nastój porzuci, wraz z autorem.

***

Pewna młoda pianistka startująca w konkursie chopinowskim stwierdziła w telewizji, że sukces to 95 % ciężkiej pracy, 4 % szczęścia i 1% talentu. Nie wiem jak wyliczyła ten wzór jednakże słyszałem również inną jego wersję, że 1% to jest talent, 4 % to ciężka praca, a 95 % daje bóg. Co gorsza znam również wersję, że 95 % to przypadek, 4 % daremny wysiłek, a 1% to rachunek prawdopodobieństwa. Albo taki, że 95 % to konsekwentna praca, 4 % talent i 1 % to szczęście. Dopiero nad ranem, po bezsennej nocy, zaświtała mi myśl, że ilość wersji jest nieskończona, że nie sposób określić tu jakąś uniwersalną prawidłowość, choć niezliczeni psychologowie starają się ją wykazać. Co rusz pojawia się nowa koncepcja sukcesu, sam posiłkuję się kilkoma dorobiwszy do nich narzędzia jak znajomy mechanik uniwersalny klucz do felg. Jedyną pewność co do parametrów sukcesu mają super trenerzy rozwoju osobistego, królowie życia, którzy wiedzą wszystko na temat kariery, zazwyczaj własnej. Jednakże trafić do czytelnika, zainspirować go ironią, zaciekawić żartem, zaintrygować pointą, wieloznacznością – tu nie ma prostych recept. Efekt twórczy jest tak nieprzewidywalny jak tajfun w lipcu na bałtyckim wybrzeżu, łatwiej tu o sinice, plamy ropy i las parawanów.

***

Najważniejsze jednak w życiu współczesnej literatury polskiej, powinnością piszącego jest pisać krótko. Media społecznościowe, tam zwłaszcza przeniosła się literatura, nie tolerują długich wpisów. Przy co drugim poście jako pierwsza pojawia się adnotacja: „krótki tekst” albo „obejrzy do końca” albo „na końcu jest najfajniejsze” albo „tekst jest długi ale warto przeczytać cały” albo „za szeroko ale jedno zdanie jest dobre” albo “całość dobra, wytrzymaj do końca”. Pewnym sposobem na przełamanie tego trendu, w pewnym sensie bliźniaczą metodą, jest napisanie kilkusetstronicowego dzieła. I tak prawie nikt tego nie przeczyta ale efekt jest piorunujący, gdyż epicki rozmach wciąż robi wrażenie, choćby zawiłym tytułem i opasłym tomiszczem.

***

Taki cytat zamieściłem w moim „Zabić coacha” – pochodzi od hiszpańskiego filozofa i socjologa J. Ortegi y Gasseta: „Być może mylę się, ale wydaje mi się, że obecnie pisarz, kiedy bierze do ręki pióro, by napisać coś na znany mu gruntownie temat, powinien pamiętać o tym, że przeciętny czytelnik, dotąd tym problemem nie zainteresowany, nie będzie czytał dla poszerzenia własnej wiedzy, lecz odwrotnie — po to, by wydać na autora wyrok skazujący, jeśli treść jego dzieła nie będzie zbieżna z banalną przeciętnością umysłu owego czytelnika”.

Okropne, skandalicznie prowokujące czytelnika a przecież dyrektorzy programowi, redaktorzy naczelni a nawet samosterowni, niezależni blogersi robią wszystko by epatować, uwodzić, manipulować, podawać słodką kaszkę lub przeciwnie – ostre frazy wprost pod nos czytelnika – wszystko by mieć klikalność, czytalność, oglądalność. Dawniej autorzy kształtowali nasze gusta teraz gusta kształtują autorów. Wszyscy stali się populistycznymi politykami a kiełbasa wyborcza walutą, no chyba, że młoda pianistka ma rację. Wtedy liczy się te 95 % pracy…ale…pogląd raczej bez przyszłości.

Ironia w służbie kultury
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

5 komentarzy

  1. Witam,

    Z wielka przyjemnoscia czytam dlugie ksiazki. Im dluzsza, tym lepiej. Prosze o nastepna powiesc, przeczytam na pewna z ogromna frajda I zaciekawieniem. O ironii w zyciu I sztuce pisalam prace magisterska z filozofii, ale o ironio! nie poszlo mi wysmienicie – chyba z tego powodu, ze ironii nie popieram:) Jest ona delikatnie zawoalowana forma lekkiej agresji. Wole prosto, po kolczingowemu I taoistycznie I z otwartym sercem.
    Talent plus milosc do tego, co sie robi przynosi zadziwiajaco dobre efekty. Wtedy nawet zostanie w pracy jest przyjemnoscia, jak sie lubi to, co sie robi zawodowo.

    Dziekuje za cala ta wiedze, ktora czerpie z Panskich ksiazek I wspaniale poczucie humoru. Uwielbiam za fobie Lasabiego I jego “Niech bedzie krochmalony Jerzy Chytrus I Maryla zawsze kocica” Jest Pan inspiracja.

    Pozdrawiam

  2. Czyli rzeczywistość jest taka, że większość ludzi Cię nie zrozumie. I co z tego? No nic. Trzeba robić swoje dalej.

  3. Biorąc pod uwagę moje doświadczenie, od 10 lat pracuje z młodzieżą jako trener sportowy uważam, że talent plus ciężka, naprawdę ciężka praca to jedyna droga do sukcesu. Oczywiście potrzebne jest jeszcze to coś…. nie wiem co, szczęście, sprzyjający los itp. Talent bez ciężkiej pracy od razu skazany jest na porażkę, zostaje zaprzepaszczony. Nawet najcięższa praca bez odrobiny talentu nie przyniesie pożądanych efektów. Trzeba zmienić dziedzinę i poszukać takiej, w której ma się talent. Nie wszyscy przecież musimy być Lewandowskimi, Kubicami czy Małyszami w tych samych dyscyplinach. Czasami w pojedynczych przypadkach pojawia się to coś, które powoduje, że mimo braku talentu, braku ciężkiej pracy pojawia się sukces. Ale jest tylko jednorazowy, bez powtarzalności. No chyba, że jest talent, a zabrakło ciężkiej pracy, a powstałe okoliczności do tej ciężkiej pracy motywują. Jeżeli jest talent to ta ciężka praca staję się po prostu przyjemnością :-).

  4. A mi się wydaje, że nawet jak się ma talent, to narobić się trzeba potężnie, cudów nie ma, ale to jest przyjemne “narobienie się”.

  5. Jestem ciekawa, kto lub co zmusiło tą pianistkę do grania? Żal mi jej, to takie pierwsze co przyszło mi do głowy. Z drugiej strony, dorosła jest niech się zastanowi nad sobą, po co tak tyra ;). Ja mimo wszystko jestem za tym, że jak się ma do czegoś talent, to się narobić za bardzo nie trzeba ;)

Komentarze są wyłączone.