Jak 16 lat temu rzuciłem palenie?

Trafiłem na cytat Emila Ciorana z jego Zeszytów : Choroby są po to, by nam przypominać, że nasz kontrakt z życiem może być w każdej chwili unieważniony. Ten pesymistyczny filozof, autor Na szczytach rozpaczy i  Złego demiurga  często strasząc nas życiem jednak do niego zapraszał. Przeziębiłem się, to znaczy tak się potocznie nazywa tę przypadłość, gdy skacze temperatura, gardło pali, z nosa się leje. Powszechnie wiadomo, że chodzi o działanie wirusa. Krótkie wychłodzenie nie ma tu nic do rzeczy, może co najwyżej sprzyjać wirusowi przy obniżonej odporności. Wirusy nawet nie są organizmami, to cząsteczki pozbawione struktury komórkowej, czyli podstawowego elementu, który organizm czyni organizmem. Życie według definicji funkcjonalnej opiera się na dwóch funkcjach, zdolności do reprodukcji i zdolności do dziedziczenia cech, które następnie mogą się zmieniać, czyli samodzielnie ewoluować. Wirus natomiast pasożytuje na komórce by przy jej pomocy namnażać się. Jakaś niekompletna forma agresywnego białka.

Ktoś, gdzieś kichnął i mój zmęczony organizm nie poradził sobie z porcją wirusów wystrzelonych w powietrze. Filtr obronny przepuścił wroga. Co ciekawe owo „przeziębienie” wydaje się rzeczą tak banalną, niemal nieuniknioną,  a zwala z nóg; wyłącza i dezorganizuje;  niszczy; jest jak mała śmierć. Wczoraj prowadziłem jeszcze coaching grupowy  i czułem jak przez niezliczone, ciężkie zasłony w mojej głowie wydobywa się myśl, którą wypowiadam i jednocześnie jest to proces ciekawy i bolesny. To wysupływanie myśli z biblioteki pamięci boli, podobnie jak reagowanie na komunikację w grupie; wysiłek żeby podjąć wysiłek sprawia ból. Z drugiej strony zadziwia, zaciekawia, inspiruje silna obecność obserwatora. Obserwatora? Tak, tego przedstawiciela mnie we mnie, który z dystansem przygląda się mnie/sobie, który spostrzega otoczenie i który w bezpiecznej odległości kogoś, kto patrzy na sprawy z zewnątrz, chłodnym okiem – widzi więcej, rozumie szybciej, analizuje w lot. Ta część samopoczucia jest inspirująca i twórcza. Jednak trudno ją przełożyć na słowa. Słowa i myśli przecież  bolą.

Tomas Mann w Czarodziejskiej górze napisał: Choroba nie jest bynajmniej wytworna ani godna szacunku – takie zapatrywanie jest już samo chorobą albo do niej prowadzi. Rozpowszechniony jest pogląd, że choroba uszlachetnia, jest próbą, czasem pytaniem a czasem odpowiedzią. Tymczasem choroba, ot takie przejściowe przecież, jesienne „przeziębienie” ma silnie degradujący charakter. Człowiek niebezpiecznie dla innych kicha, smarka i charcze; pachnie i wygląda odrażająco. Jest niezdolny do żadnej pracy ani najmniejszego wysiłku; zapada nie tyle w drzemkę, co w rodzaj psychodelicznej maligny, z której zrywa się w ataku bolesnego kaszlu. Wojna. Wojna we wszelkich  komórkach ciała. Rodzina i tabun znajomych wysyła człowieka do lekarze, a w zatłoczonej poczekalni dziesiątki podobnych chorych pluje i kaszle. Na daremno. Już kilkaset lat temu, nie mając pojęcia o NFZ i polskiej służbie zdrowia Volter przestrzegał:  Le­karze za­pisują le­kar­stwa, o których niewiele wiedzą, na cho­roby, o których wiedzą jeszcze mniej, ludziom, o których nie wiedzą nic.  A na wirusy przecież nie ma lekarstwa. Przeżyjesz albo nie.  Maliny i mięta, witaminy i aspiryna jedynie mogą ci poprawić nastój, a przede wszystkim temu, kto ci je serwuje.

Zwykłe przeziębienie, ot wirus – uczy pokory.  W dobie antybiotyków, antydepresantów nowych generacji  i kardiochirurgii w światłowodach wykichany w metrze wirus zwala z nóg i zaprasza na kilka dni do krainy niebytu. Odbiera świadomość, odbiera sny, spowija bólem całe ciało, odbiera oddech, apetyt i zdolność przełykania. Przestajesz istnieć, dusisz się jak wigilijny karp, niewidzącymi oczami wpatrujesz się w widmo w lustrze.

A jednak zawsze mnie uczy czegoś nowego takie “przeziębienie”. Czasem zwiastuje zmianę. Zaprasza. Czasem wręcz prowokuje. Na przykład  16 lat temu, dzięki wirusowi,  zrobiłem najzdrowszą rzecz w życiu – rzuciłem palenie.

Jak 16 lat temu rzuciłem palenie?
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

18 komentarzy

  1. Dziękuję Bartek
    za ważne i tak miłe dla mnie słowa :) Rzeczywiście pełno tu niebanalnych perspektyw ludzi czytających, oglądających, chcących lepiej zrozumieć ten świat. Też zwróciłam uwagę na Twoje wpisy. Pewnie dlatego tak dobrze rozumiesz moje i czujesz jako czlowieka :) że sam jesteś do mnie podobny!
    Trzeba mieć zdrowe zacięcie humanistyczne żeby tu być :) Szukać, wiadomo. Kto z nas nie szuka? Nawet nie jest pewne czy po śmierci już nie szukamy?Już nas nie wierci, nie kręci, nie nosi gdzieś ukryta prawda, coś ważnego co może w innym razie umknąć.
    Odsłuchałam. Stachurowe :) to bardzo. Nasz Łukasz coś w tych mniej “hardkorowych szlaczkach” ma coś z niego.
    Pozdrawiam i życzę zdrówka na chłodne czasy, listopadowe lasy ;)

  2. A w temacie Pana Macieja, sugeruję krótką acz niebezpieczną kurację /szczególnie dla bliskich/: kubek ciepłego mleka, 4-6 rozgniecionych ząbków czosnku, miód. Na wieczór taka kuracja i za dwa dni, jak ręką odjął.

    Zdrowia życzę!!!

  3. Dżo-ann,

    Ponad rok temu trafiłem TU, na ten blog. Poznałem pięknych ludzi, dzięki, którym mogę dowiadywać się o sobie, o innych i poznawać inność. Tao, buddyzm, szacunek do ludzi, zwierząt i przyrody. Zacząłem zadawać pytania, wreszcie. Po co? Co mi to da? Komu, czemu to pomoże?
    Twoje komentarze są szczególne. NAPRAWDĘ. Jesteś niezwykle inteligentną osobą. Słowa dają do myślenia /dotyczy to wszystkich tematów na tym blogu, które komentowałaś/. Przenikliwość, głębia tekstów, mądrość – niesamowite.

    Poniżej Twój ulubiony Stachura i słowa Jego:

    “Ludzi można podzielić na dwa rodzaje; tych, którzy są wytworem świata, w którym żyją, i tych którzy są wytworem samych siebie, którzy choć świata nie zmienili, nie dali się zmienić światu. Oni chodzą po świecie a nie świat po nich”.
    Stachura (Oto)

    I tak trzymaj Dżo-ann!!!

    Jeżeli nie śpisz, to posłuchaj

    “Kołysanka” http://www.youtube.com/watch?v=dhueQOo829c

    A jutro wstanie pewnie nowy piękny dzień :)

  4. Bartek inność Łukasza i jego poplątanie jest fajne. Sporo w nim intrygujących cech. Ale, weź Tuwim nie mieszał nikogo z błotem.

  5. Nie ma tu o czym dyskutować tym tonem i w ten sposób. Nie wymyślaj nowych głupot, obelg, przeinaczeń, gróźb jak ta sprzed chwili. Nie chcę kontynuować długiej pisaniny w nieskończoność.
    Nie udawaj kogoś kim nie jesteś. Masz ochotę pokrzyczeć sobie to jedź do lasu albo w gory i tam się wyżyj.
    Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego

  6. Mnie też na początku irytowały Twoje teksty Łukasz. Co za gość myślałem, co on tutaj robi? Jakiś dziwny. Inny. Irytowałeś mnie. Jak bardzo nie lubimy inności. Inny, bo inny. Odtrącamy Kogoś, bo coś napisał, nie pasującego do tego bloga. A przecież cytujesz autora /mniemam, że szukasz swej Drogi, może jesteś na ścieżce obok, może już na niej/, dajesz wspaniałe angielskie teksty, podrzucasz info o ciekawych koncertach, jesteś warszawski inteligent, w pozytywnym znaczeniu :), może trochę sarkastyczny, dający do pieca, ale jakiś.

    Co do wulgarnego języka. Jest kilku znanych, co pikantnie piszą.

    Julian Tuwim /nie dla dzieci !!!/

    “Całujcie mnie wszyscy w dupę”

    Absztyfikanci Grubej Berty
    I katowickie węglokopy,
    I borysławskie naftowierty,
    I lodzermensche, bycze chłopy.
    Warszawskie bubki, żygolaki
    Z szajką wytwornych pind na kupę,
    Rębajły, franty, zabijaki,
    Całujcie mnie wszyscy w dupę.

    Izraelitcy doktorkowie,
    Widnia, żydowskiej Mekki, flance,
    Co w Bochni, Stryju i Krakowie
    Szerzycie kulturalną francę !
    Którzy chlipiecie z “Naje Fraje”
    Swą intelektualną zupę,
    Mądrale, oczytane faje,
    Całujcie mnie wszyscy w dupę.

    Item aryjskie rzeczoznawce,
    Wypierdy germańskiego ducha
    (Gdy swoją krew i waszą sprawdzę,
    Werzcie mi, jedna będzie jucha),
    Karne pętaki i szturmowcy,
    Zuchy z Makabi czy z Owupe,
    I rekordziści, i sportowcy,
    Całujcie mnie wszyscy w dupę.

    Socjały nudne i ponure,
    Pedeki, neokatoliki,
    Podskakiwacze pod kulturę,
    Czciciele radia i fizyki,
    Uczone małpy, ścisłowiedy,
    Co oglądacie świat przez lupę
    I wszystko wiecie: co, jak, kiedy,
    Całujcie mnie wszyscy w dupę.

    Item ów belfer szkoły żeńskiej,
    Co dużo chciałby, a nie może,
    Item profesor Cy… wileński
    (Pan wie już za co, profesorze !)

    I ty za młodu nie dorżnięta
    Megiero, co masz taki tupet,
    Że szczujesz na mnie swe szczenięta;
    Całujcie mnie wszyscy w dupę.

    Item Syjontki palestyńskie,
    Haluce, co lejecie tkliwie
    Starozakonne łzy kretyńskie,
    Że “szumią jodły w Tel-Avivie”,
    I wszechsłowiańscy marzyciele,
    Zebrani w malowniczą trupę
    Z byle mistycznym kpem na czele,
    Całujcie mnie wszyscy w dupę.

    I ty fortuny skurwysynu,
    Gówniarzu uperfumowany,
    Co splendor oraz spleen Londynu
    Nosisz na gębie zakazanej,
    I ty, co mieszkasz dziś w pałacu,
    A srać chodziłeś pod chałupę,
    Ty, wypasiony na Ikacu,
    Całujcie mnie wszyscy w dupę.

    Item ględziarze i bajdury,
    Ciągnący z nieba grubą rętę,
    O, łapiduchy z Jasnej Góry,
    Z Góry Kalwarii parchy święte,
    I ty, księżuniu, co kutasa
    Zawiązanego masz na supeł,
    Żeby ci czasem nie pohasał,
    Całujcie mnie wszyscy w dupę.

    I wy, o których zapomniałem,
    Lub pominąłem was przez litość,
    Albo dlatego, że się bałem,
    Albo, że taka was obfitość,
    I ty, cenzorze, co za wiersz ten
    Zapewne skarzesz mnie na ciupę,
    Iżem się stał świntuchów hersztem,
    Całujcie mnie wszyscy w dupę !…

    Może powinniśmy znaleźć swoje “Okulary”?

    I jeszcze jeden cytat: “Racja jest jak dupa, każdy ma swoją”

    Pozdrowienia

  7. Ho ho jak miło. Wiesz jestem kobietą, którą razi chamstwo. Nikomu nie dopasowuje potrzeb (nie taki mam zawód, takiego zawodu po prostu nie ma), natomiast jak mnie coś razi po oczach i widzę, że innych PRZYPADKIEM też to piszę to wyraźnie, bez ogródek.
    Proszę o nie zniekształcanie mojego nicka blogowego.

  8. Agnieszko okres kalafiora mam za sobą , to już jestem oświecona????:) Jak to co mam teraz to oświecenie to ja dziękuję, nie podoba mi się :) Takie nieprzyjemne uczucie kręcenia się w kółko to chyba jednak nie oświecenie:) Czuję się jakbym bardziej zmierzała ku Mordorowi niż wesołej wiosce Hobbitów.

  9. Aniula, jak tak, to jedna tylko rada by się z tego koła wyrwać, oświecenie. Podobno pomaga jedzenie kalafiora ;-) (serio!, gdzieś na ang. stronach czytałam symbolikę kalafiora, bo mnie się śnił i ogólnie mnie prześladował i już wiem dlaczego, no nic, tylko oświecenie się zbliża :) ;) :)))

  10. Łukaszu zanim coś napiszesz, pomyśl ze dwa razy co w ł a ś c i w i e i do kogo piszesz. Napiszę wprost i nie chcę mi się więcej powtarzać: Czuję się zażenowana Twoimi tekstami. Ogarnij się człowieku i zacznij używać klawiatury zamiast w nią walić bez sensu. O ile jesteś czasem ciekawy i młodzieńczo porywczy, tak Twoje niedojrzałe poglądy i zachowania wyrostka próbującego zaistnieć niszczą pierwsze wrażenie Twojej osoby. Każdy może się zmienić, Tobie chłopie zmiana potrzebna jak chleb.
    Melancholijny czas ludziska. Jesiennie, słotnie. Fajnie Macieju, że piszesz o Cioranie. Dobry wpis jak na tak mocne zawirusowanie. Chciałam się dłużej wypowiedzieć, dziś tak to zostawię. Szacun (!!!) dla Ciebie, że nie kasujesz żadnych postów pod wpisami.

  11. Pewnie tak, po dziurki w nosie poprzednich i następnych wcieleń :)

  12. Aniula, a może masz czegoś dość, już tak “po dziurki w nosie”? :-)

  13. To dla złagodzenia tych blokad duchowych to ja polecam tabletki z podbiałem do ssania, lipkę z soczkiem malinowym, jak gardło wydobrzeje to żuć sobie tak pół łyżeczki miodu lipowego, albo odsklepin ( to takie plasterki którymi pszczółki zaklejają plasterki) albo plaster namoczony w miodzie trzy razy dziennie. Fantastycznie oczyszcza zatoki i gardło. Jak nos nawali i głowa pęka to warto zrobić sobie inhalację. Zagotować wodę w garnuszku wrzucić tam 2 tabletki wapna musującego, trzy tabletki soli emskiej i 2 krople np olbasa. Ręcznik na głowę i wdychać ile się wytrzyma. Kurację powtarzać co godzinkę co najmniej 5 razy. Ma to spowodować wygojenie się gardła nosa oraz odblokowanie czopów katarowych. Każdy musi przetestować na sobie czy działa. W zeszłym roku miałam prześwietlane zatoki i są czyściutkie:) Korzystam również z kropli do nosa rozrzedzających wydzielinę i kropli zasuszających pod koniec. Jak dojdę co mnie karmicznie obciąża , że mam te katary dam znać :)

  14. Również jestem niestety przeziębiony, zreszta po raz 2 w ciągu 3 tygodni. W takich sytuacjach doceniam to jak działa mój organizm, gdy jest zdrowy.

    Łukasz, Ty chyba się męczysz na tym blogu. Więc odpocznij.

  15. Hmmm, a ja parę dni temu u siebie pisałam o śmierciach różnych… a we środę prawie umarłam (i wcale nie przesadzam)…

    W ciągu ostatnich paru dni wiele śmierci zagościło w mym świecie. Małe-duże, przedwczesne-stare, zapomniane-przypomniane. Co rusz do drzwi któraś z NICH pukała. Otwierałam, zapraszałam na herbatkę, gościłam, w oczy patrzyłam.
    A każda jedna ten sam dar w ręku dzierżyła – ŻYCIE.

    W ciszy nowego TERAZ słychać jak pieśń żałobna przeplata się z hymnem pochwalnym. Coś odeszło, coś rozkwitać zaczęło. Łza smutku z tą radosną się łączą w miłosnym uścisku i już nie ma znaczenia, która jest którą. W ciszy nocnej umierają nasze małe-duże dylematy. Rankiem narodzą się ponownie. A może nie? Może już na zawsze zostaną „po tamtej stronie”? Może po cichutku odejdą i kłopotać nie będą? Niech im nicość lekką będzie. Z myśli powstały w myśl się obrócą. Przepływ.

    W moim TERAZ są słowa wolniutko pisane, w Twoim mgiełka senna się snuje. I ciekawe o czym śnisz, z kim się kochasz, kogo nienawidzisz, co znajdujesz, a co gubisz, gdzie zmierzasz, gdzie się zatrzymujesz. Kogo grasz, a kto gra Ciebie?
    Rodzi się nowy dzień – umierają nocne sny. Pozwalam im odejść bo tu ŻYĆ trzeba nie ŚNIĆ.

    W TERAZ śmierć mija życie, życie mija śmierć. Machają do siebie przyjaźnie i jedno do drugiego już nie ma żalu. Łapią się za dłonie i jak małe dzieci kręcą dookoła. Wirują, wirują, wirują…

    Kółko graniaste, cztero kanciaste… Kółko nam się połamało, cztery grosze kosztowało, a my wszyscy BĘC!

    PS Panie Macieju, udanej śmierci, jeszcze piękniejszego Zmartwychwstania życzę! To ciekawe jakie rzeczy się dzieją jak człowieka tak zmorze. Ja rzuciłam alkohol po pewnej “akcji”, zatem? Czasem warto skoczyć w niebyt i nie być :-)

  16. Oj, desperujecie, Panie Macieju. To okazja do przerwy-stop. Przydatna rzecz.
    Zdrowia dużo!

  17. “NIE wybaczać tym którzy na to NIE zasługują”.
    To dobra strategia. Tylko czy wiadomo, kto NIE zasługuje? I drugie pytanie: czy JA zasługuję?

  18. No to trzeba poczytać Łazariewa :) Wkurzanie i obrażanie się na kogoś przynosi blokady w postaci choroby. No i obciążenia karmiczne pokoleniowe są. Więc trzeba dbać o swoją duszyczkę i wybaczać tym, którzy zrobili nam coś złego. Eh trudne……

Komentarze są wyłączone.