Jak i po co wybierasz książki?

czytelnik
czytelnik

A zatem książki. Książki, książki, książki. Kolejny raz piszę o książkach na blogu. Książki nieustająco. Książki tanie, książki drogie, pożyczone, zapomniane, stare wydania i nowe hity. Książki do poduszki, do pociągu i do tramwaju, książki naukowe, obowiązkowe, lektury i bajki. Książki na zimę. Książki, które tylko pożyczamy, oraz te, które chcemy mieć.

Dlaczego kupujesz książki? A może korzystasz ze znikających bibliotek?  Co czytasz i po co? Jak trafiasz na książkę? Skąd od niej się dowiadujesz? Ile masz książek na własność?

Ja mam sporą bibliotekę. W wyniku życiowych zmian i wichrów to moja trzecia biblioteka w życiu. Dwie utraciłem. Trzecią odbudowałem. Nigdy jednak nie powróciły do mnie niektóre książki. Mam nadzieję, że jakimś czytelnikom, nowym właścicielom, gdzieś w Polsce, dobrze służą. Ktoś na nich zarobił, ktoś inny je docenił, pokochał tytuł albo autora. Dotykał z serdecznością ich strony i okładki, wczytując się w czarne mróweczki tekstu na sepiowym papierze, przeżywając niesłychane emocje. Mam nadzieję, że nie zniknęły w papierni jako pulpa, wsad do maszyny, która produkuje papier toaletowy.

Mówię biblioteka, a nie biblioteczka, gdyż w moim księgozbiorze mam obecnie kilka tysięcy książek.  Objętość biblioteki gminnej, albo szkolnej. Umberto Eco, który posiada zbiór kilkudziesięciu tysięcy woluminów na pytanie zaskoczonych gości, czy wszystkie przeczytał, odpowiada w zależności od nastroju: To tylko zbiór podręczny, resztę trzymam na uniwersytecie. Albo: Nie, nie czytam wszystkiego, potrzebne mi tylko fragmenty. Jestem zbyt leniwy żeby chodzić do biblioteki. Albo: Jasne, że nie czytam. Powiem w dyskrecji, żeby utrzymać reputację profesora, muszę mieć książki.  Albo: We Florencji zimy są chłodne, a papier znakomicie izoluje stare ściany, to tańsze od remontu. Albo:  Zebrałem tych kilka książek do pracy nad moją nową powieścią. Prawdziwą bibliotekę mam w domu na wsi. Wszystkie te odpowiedzi bawią profesora. Wymyśla nowe. Jest w nich pobłażliwa wyższość osoby czytającej, erudyty, miłośnika i twórcy, intelektualisty wszechczasów i mędrca. Dla Eco człowiek, który nie czyta, stanowi dziwny gatunek, nad którym skłonny  jest się pochylić z troską badacza, choćby dlatego, że nie rozumie owej osobliwości.

A u nas? Polska dla Eco, to dziwny kraj. O jednym z najniższych współczynników czytelnictwa w Europie. Dzieciaki nie czytają lektur, tylko oglądają ekranizacje, czytają streszczenia i opracowania w necie,  ewentualnie słuchają audio. Książki, które najlepiej się sprzedają, to książki kucharskie i lista top 10, top 50 bez względu na to jakie pozycje się na niej znajdują. W wydawnictwach krąży powszechny już dowcip, że więcej osób w Polsce książki pisze, niż je czyta. Pisze? Spora część topowej listy,  to robota autorów widm. Celebryta, który często nie potrafi sklecić trzech zdań w ojczystym języku w mowie, z jeszcze większym trudem posługuje się pismem, a jednak pisze, to znaczy podpisuje swoim nazwiskiem wspomnienia z alkowy, historię życia z innym znanym celebrytą, ujawnia cudze grzeszki, czasem ośmiesza, niekiedy zdradza tajemnice, troszkę donosi. Dzięki temu możemy zajrzeć do celebryckich sypialni, dotknąć zakazanego,  rozszerzyć tabloidową wiedzę. Lecz na topowej liście, oprócz pamiętników celebrytów są także sagi o wampirach; powieści erotyczne; Rowling dla dorosłych; książki osób znanych z telewizji; lub zekranizowanych powieści, oczywiście kulinarne; i nieoczekiwanie Bóg urojony ewolucjonisty, wojującego antypapisty, przeciwnika religii, zwłaszcza monoteistycznych, profesora Dowkinsa.

U mnie też spory misz masz. W dzieciństwie, w domu, było niewiele książek i jako dziecko nie specjalnie lubiłem czytać. Całe szczęście czytała nam matka. Pamiętam szczególnie Starą baśń Kraszewskiego. Czytana w lesie, przy ognisku, nad wodą, latem, z dala od ludzi, silnie działa na moją wyobraźnię. Może dzięki temu czytam? Co rusz oglądałem się za siebie, sprawdzając czy z lasu nie wypadną wojowie na koniach.

Dziś czytam po kilka książek na raz. Czasem wracam do le Guin i Huxleya, Adamsa i Pratchetta, Pattisona i Goldinga; Whortona i Carolla; Bułhakowa, Dostojewskiego, Sapkowskiego i Manna [Thomasa]. Czasem sięgam po coś nowego, ale szybko zapominam autora. Murakami i Houellebecq przychodzą mi z pewnym trudem, dlatego ostatnio unikam. Przyjemnie: Sontag; Bauman; Kołakowski; wracam do Mrożka i Cortazara; Marqueza; Borgesa; Gombrowicza. Wracam do Wilbera, Mindella, sesji Ericksona, sentencji de Mello. Długa lista. Ale najwięcej czytam książek, w kategorii zawodowe. Nowości szybko. Zazwyczaj książka równie szybko znika z mojej percepcji; nie pamiętam tytułu, ani autora; chyba że coś mnie zainspiruje, wtedy wracam do tekstu lub koncepcji. Pojawia się Sedlacek albo Ferriss z czterogodzinnym tygodniem pracy, albo Cain z pochwałą introwertyzmu. Najbardziej jednak lubię literaturę piękną, choć brak mi na nią czasu. Zamierzam to zmienić

A ty? Jak to jest z tobą? Co czytasz? Po co czytasz? Dlaczego kupujesz książki? A może korzystasz ze znikających bibliotek? Ile masz książek na własność? Ale przede wszystkim ciekaw jestem, jak trafiasz na książkę? Skąd się o niej dowiadujesz?

 

Jak i po co wybierasz książki?
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

36 komentarzy

  1. Książki są ze mną od zawsze …. Wypożyczane z bibliotek, kupowane w księgarni, pożyczane od znajomych, a czasem wyszukane w antykwariacie czy otrzymane w prezencie :))
    Dlaczego czytam ? Bo bardzo lubię i zdecydowanie wolę czytać niż np. oglądać TV
    Dlaczego kupuję ? Powody są różne: bo są o kotach. bo chcę mieć jakąś książkę zawsze w zasięgu reki, bo nie można jej wypożyczyć, bo przynoszenie przez córkę z biblioteki po raz kolejny 47 tomów “Sagi o ludziach lodu” staje się uciążliwe i łatwiej było ją znaleźć w antykwariacie ;)
    Rodzaje książek, które czytałam zmieniały się wraz z wiekiem, a ostatnio czytani autorzy to Tolle, Cialdini i czytany obecnie Bennewicz ;)

  2. Książka… jeszcze nie tak dawno temu jej nie zauważałem. Była na półce, zapomniana, zakurzona.

    Kiedyś kupiłem “przypadkowo” Alhemika Coelho, potem inne książki tegoż autora. Znajoma poleciła “Coaching Tao” Bennewicza i znów kilka pozycji doszło. Teraz odkrywam Tolla. Ci wymienieni powyżej autorzy wpływają na mnie ze względu na duchowy wymiar ich książek. Ukrytą lub wyrażoną wprost prawdę. Rozwijają mnie jako człowieka.

    Jest też sporo książek związanych z moim zawodem. Dzięki nim staję się trochę lepszym w tym co robię.

    Pozdrowienia

  3. Panie Macieju, bardzo podobało mi się to o piekarni :). Żałuję że nie zdążyłam przeczytać tego fragmentu o tych hejterach (?), bo pewnie był “hot”. Nie znałam tego słowa, ale znalazłam w googlach i zapewniam, że bardzo cieszę się Pana sukcesów zarówno jako coacha, jak i bloggera, no i autora książek oczywiście :).

    Dopóki Pan mnie toleruje z moimi komentarzami, no cóż, będą się one ukazywały takie lub inne. Oczywiście Pan ma te przewagę, że zawsze może usunąć komentarz lub mnie zabanować na zawsze. Piszę co naprawdę myślę, bo mogę. Póki co…

    P.S. Nie miałam zamiaru rozpętać dyskusji w tym temacie, bo nie po to wchodzę na tego bloga, ale miło wiedzieć, że kilka osób dokładnie wyczuło moje intencje zawarte w komentarzu :)

    A Pan Maciej rogata dusza jest, ehhhh….. Pozdrawiam ;)

  4. I jeszcze trochę społ-politycznie. Kiedyś była prasa. jaka była, taka była, ale była. W kiosku Ruchu leżała obok papierosów. Też “pachnąca żywicą”; z nieporozrywanymi stronami miało się do czynienia z wiadomościami i dostęp do wiedzy (cenzura pobudzała neurony). Był też Pan Filutek na rozśmieszenie.
    Myślę, trochę o takiej typowo naszej sugestywności – o tym jak łatwo wykorzystać potrzebę odnalezienia się w czyichś przeświadczeniach i doświadczeniach (bo coś długo było wyciszane lub wyciszone, a gdzieś trzeba skanalizować bunt ulicy i jej nastroje). Jak skrzętnie potrafią wykorzystać i z chęcią podchwycić zbiorowości, grupy, kliki hasła, symbole, idee de facto wbrew sobie pójść za ciosem. Za cenę zdrowego rozsądku.
    Patrzę na dzisiejszą Rzeczpospolitą, w dniu kiedy Wyborcza podkreśla Święto Matki Bożej Gromnicznej, a tam szykanowanie Polaków przez Czechów na Zaolziu (na pierwszej stronie). Smutne to. Dewastacja pomnika czeskiego generała i powraca pytanie dlaczego łatwiej rzucić kamień niż się dogadać; czemu prościej sięgnąć po broń czy łom niż uszanować historię: czyjąś, nawet trudną i bolesną dla nas?
    Czy jedynym najsilniejszym środkiem wyładowania społecznych frustracji już zawsze będzie wandalizm, mordobicie, prawo pięści? Czy tego nauczyła nas wszystkich historia w szkole podstawowej? Poniekąd odpowiedź na pytanie o Ojczyste sacrum/profanum znajduję w “Hamulcu zmian” Dawida Wildsteina tamże.
    Mit świętej albo mit upadłej, a gdzie postawa obywatelska z poszanowaniem wartości?
    Przykre, że te bełkot staje się ad hoc bełkotem wskutek naszych własnych antydziałań.
    Fajnie byłoby się obudzić w Polsce, w której nie przeczyta się ani nie usłyszy o kolejnym zniszczeniu Cmentarza, Pomnika czy Ogrodzenia i Domu Posesji, kogoś kto na to harował latami.

  5. @ania- cofam wszystkie słowa zdziwienia z powodu zdziwienia, dzięki za twój komentarz “naprostowujący” mnię na prostotę :) fragment o hejterach usuwam;
    pozdrowienia dla Ciebie oraz Iwony_A
    Miłego wieczoru

  6. Podtrzymuję :> Dobry wpis i ciekawa dyskusja :) O książkach a nieksiążkowa wcale. Startuję z Murakami 1Q84. Dobrze, że blog ściąga ludzi z krwi i kości. Mega blood&bone klimat ;>

  7. Macku!!!
    teraz to ja zaprotestuje-dostales 27 odpowiedzi pozytywnych i neutralnych ,i jedna od Iwony, ze ma w nosie odpowiedz taki temat!!! a zareagowales na te jedna….
    to tez nasza polska wlasciwosc…..
    ;)))))))))))
    liczac czysto matematycznie -proporcje sa daleko barzdiej optymistyczne niz we Francji czy Irlandii;))))11 na 12 osob dyskutowalo otwarcie przez 3 dni na temat ksiazek,obnazajac intymne szcegoly swoich ksiegozbiorow ,historii rodzinnych,podajac tytuly i,odczucia ,pytania i marzenia….

    Iwona przeciez nikogo nie obrazila;))))))))))ma oprawo powiedziec ,ze to temat dla niej zbyt intymny;))))

  8. *W Supraślu też odwilż :)
    *Kot bardzo podobny do Lolusia, niemal identyczny :) [fotka z netu]

  9. @Iwona_A: Ciekawe, jest w tym jakiś nasz polski obyczaj…Zastanawiam się po co wchodzić do piekarni i oznajmiać na głos, że się nie lubi pieczywa?

    To też oczywiście pytanie, lecz pytanie może i nawet powinno zostać czasami bez odpowiedzi. Większość pytań, na moim blogu taki ma właśnie charakter. Pytaniami o książki zainspirowała mnie Monika B. swoim wpisem. Na moim blogu mnóstwo jest intymnych opowieści, bardzo często również moich; jest to zaproszenie do świata intymności. Można je przyjąć lub nie i tak jest ok.

    pozdrawiam :)

  10. Nie odpowiem na te pytania, bo dla mnie brzmią jak te z zimnych, bezosobowych, pseudo-anonimowych ankiet internetowych (prawie konkursowych), a temat uważam za szczególnie intymny. Jakoś ten wpis na blogu nie zachęcił mnie do “wynurzeń”, choć sama nie wiem dlaczego. O książkach uwielbiam rozmawiać, czytam dużo…That’s all :)

  11. tak…ciekawe ,za 100 lat-czy ksiazki znikna?czy beda tylko dla kolekcjonerow i koneserow celulozy?czytajacy ksiazki beda jak….milosnicy starych automobili…..na przyklad?
    czy zastapia je zupelnie inne nosniki,mniejsze ,wygodniejsze,pojemniejsze,bardziej dostepne?
    czy ksiazka ,obecna od setek lat w tym ksztalcie pozostanie?czy starczy drzew?czy wydawac sie bedzie na papierze tylko wybrane egzemplarze?okolicznosciowe?albo szczegolne w inny sposob………….moze na wydanie w papierowej formie trzeba bedzie jakos specjalnie zasluzyc?????moze nasze obecne biblioteczki nie straca,a wrecz zyskaja na wartosci?????a moze nic sie nie zmieni
    napisze list do mojego praprawnuka;)))))))))))))))z tym zapytaniem;))))))))))))))))))

  12. Może dlatego, że rodzice czytali nam książki, a nie telewizory, tablety, ebooki i audiobooki (chociaż słuchanki na płytach też były).
    Może dlatego, że w wieku lat X czytając Władcę Pierścieni bałem się spuścić nogi z łóżka, bo mógł się tam czaić Upiór Kurhanu.
    Może dlatego, że to medium które nie ogranicza wyobraźni; jak mówi moja córa: tato, jak ty czytasz to ja tak sobie wyobrażam jak to wszystko wygląda. Na filmie to pokazali inaczej, moje było lepsze.

  13. ja draze temat dalej;)))))))))) i dalej kota za ogon ciagne….

    czy o ksiazke chodzi?o posiadanie na wlasnosc pachnacego drukarska farba woluminu?
    o mozliwosc przerzucania szeleszczacych kartek,posiadanych na wlasnosc????o regaly po sufit?
    o czym maja swiadczyc?

    czy raczej o tresc? informacje ?o nauke, ktora zmienia myslenie,przekonanieczy chocby nastroj………?????

    w pierwszym licytujemy sie jak dzieciaki….kto ma wiecej;))))))))))))))))))))a i tak Umberto Eco bije nas o glowe;))))))))))))z taka duza biblioteczka klopot,nie upchna jej nam do trumny….posiadanie kiedys sie skonczy…i z ksiegozbiorem trzeba bedzie sie rozstac,a dla naszych potomnych nasze osobiscie wybierane ,czule gladzone grzbiety moga byc bezwartosciowe,i jesli skoncza na allegro…to i tak dobrze;(((…….rownie bardzo mozna byc dumnym z kazdej innej kolekcji.chocby pantofli na wysokim obcasie;dlaczego ksiazki mialyby byc lepsze????

    a jesli o wiedze ,nauke,informacje-wcale nie trzeba posiadac na wlasnosc ksiazki….informacje mozna dostac od mistrza,od zycia,d rodzica,od dziecka,z gazety,z tv ,z netu,z radio,z eksperymentu,z ksiazki pozyczonej,nieposiadanej na wlasnosc,z biblioteki,przypadkowej,znalezionej,zagubionej…………………

    ksiazka jest tylko nosnikiem
    dlaczego przywiazujemy sie do niego tak bardzo??????

  14. Jaki super jest ten blog. Ciągle pojawia się jakiś hot temat, a dyskusja o książkach to już cud miód.
    Ja czytam namiętnie i dużo.
    Żeby było zabawniej czytać nauczył mnie mój wujek-rolnik, który w wolnym czasie lubił dużo czytać.
    Moja mama czytywała mi do poduszki baśnie Andersena.
    Moje studia też były świetne, bo polegały głównie na czytaniu i pisaniu.
    Piękny czas.
    Teraz czytam misz masz, dobra książka może pochodzić z dowolnej kategorii.
    Ostatnio zachwyciłam się kimś, zakochałam, bo czyta więcej ode mnie.
    Coaching Tao i Coaching czyli przebudzacz neuronów to są książki przełomowe w życiu.
    Od nich zaczęła się duża zmiana.
    O to chyba chodzi w czytaniu.
    Książki to jedna z niewielu rzeczy, które pragnę mieć na własność.

  15. Zaglądam, a tu świetna gorąca dyskusja :)
    Zgadzam się Ania :) …i dzisiejsze dzieci, w większości, w końcu mają na buty, żeby pójść do szkoły i do papierniczego po zeszyt.
    Ad jesteś koneserem podobnych do mnie doznań drukarskich :>
    Przepraszam ludzi walczących o sukces, ale mam w nosie, w tym momencie, sukcesy sedesy, które powiedzmy sobie wprost, wykolejają ludzkie tory życia. Człowiek tak, jak powiedział Stanisław Tym jest drogą, a nie zawalidrogą tzn. myślę właśnie tak, powinien być traktowany wszędzie, gdziekolwiek się poruszy. I w kwestii poruszenia. Jestem dziś poruszona kpt. Romanem Paszke (wielki Szacun dla Pana, kapitanie) który wybrał życie. Miał wielkie szanse wygrać, ale zamiast kolejnego sukcesu i laurów wybrał rodzinę. Dla mnie jest wielkim bohaterem i to on wygrał z Hornem, a nie Horn z nim :)
    Hop hop Macieju, czekamy aż znowu wrócisz do nas za ster coachingu na tym blogu :) Czyje opowiadanie wygrało? Co w Supraślu? Jak tam Karolcia sobie radzi? Jakie myśli ubierzesz w słowa z początkiem lutego?
    Kupiłam Muramaki’ego by zobaczyć w nowym świetle przez pryzmat Japonii Twój przystanek :> Agnieszka inspirujesz Szeherezado :) tymiankowa ;)

  16. PS a było tak, że Agnieszka kupowała książki zamiast butów na zimę, które były niezbędne. Kupowała książki zamiast jedzenia, bo starczał jej chleb z masłem ;-) kupowała książki zamiast ubrań… teraz ma inaczej i też jest z tym szczęśliwa ;-)

  17. Jeśli Agnieszka dobrze rozumie siebie to ma na myśli, co następuje: życie dostarcza wielu opowieści, cudów, odkryć. Na ten moment one mi wystarczają ;-) Fabuły mnie zmęczyły, mądrości również. Już nie chcę poznawać fikcji, już nie chcę wiedzieć o kolejnych teoriach. Teraz chcę sprawdzić jak Agnieszka działa sama ze sobą i światem jej bliskim, jak “wiedzieć i widzieć” bez ksiąg, jak ufać bardziej i bardziej swojej mądrości. Tak Agnieszka ma i szanuje wszelkie istnienie wraz z jego przejawami (w tym i książki, które jej dały ogrom wsparcia, ale teraz czas by je uwolniła ;-))

  18. Ja mam książek dużo. Jeśli liczyć z biblioteką rodziców to baardzo dużo (mają dom, a ja mieszkanie i mi się nie mieści).
    Książki fachowe (techniczne), fachowe (rozwój osobisty), historyczne (mój konik do II wojna światowa) i beletrystyka głównie SF i fantasy, trochę klasyki oraz dużo książek dla dzieci, podróżnicze.
    Wprowadzenie strefy płatnego parkowania przy mojej pracy zdecydowanie zwiększyło moje czytelnictwo. Zamiast samochodem jeżdżę autobusami a pieniądze zamiast na paliwo – idą na książki.
    e-booków jakoś nie mogę. jednak jak coś ma fakturę, zapach i ciężar to jest jakieś żywsze.

  19. a tak zmieniajc temat;)))))))))))

    czy w Supraślu tez odwilz?????

  20. na pewno nie przez ilosc
    a czy przez jakosc czytanych ksiag
    droga do oswiecenia?
    czy poznawanie calej skomplikowanej natury naszego swiata z tego punktu widzenia
    nie jest strata czasu????jesli nasze zycie jest basnia?????
    ;))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))

  21. bedzie kontrowersyjnie:aczkowliek z przymruzeniem oka:

    nie wiem ,czy dobrze rozumiem Agnieszke;)))))i to co napisala…
    ja to rozumiem tak:mozna ksiazki czytac tak ,zeby zapomniec o prawdziwym swiecie i swoim wlasnym zyciu…mowia ze to miara dobrej ksiazki…

    kazda “namietnosc” z natury rzeczy jest zachlanna…i moze zaburzac rownowage…..czasem ksiazka to tez zwyczajna ucieczka…. w iluzje.

    ale jesli przyjac ,ze cale zycie to tez iluzja,to czytanie ksiazek -to ucieczka z iluzji w iluzje….he he he
    podreczniki tylko wyjasniaja ,jak ta iluzja jest skomplikowana i jednoczesnie tkaja jej siec…..pozwalalaj z jednej wchodzic w inna….

    przyjemne,ale coraz dalej od swiadomosci.

    ale ten “nalog” uznawany jest spolecznie za uzyteczny.;)))))))))

    czy wydawcy martwia sie,ze mniej czytamy,poniewaz spada nasz poziom wyksztalcenia????wiedzy????nauki?????
    przeciez sa takze inne zrodla…internet,tv-one tez sa srodkiem przekazu informacji-nie tylko durnej-zreszta -ksiegarnie tez sa pelne ksiazek niewiele wartych….
    dzisiejsze dzieci sa lepiej wyksztalcone niz te dwa pokolenia wstecz….czytaja wczesniej,licza szybciej i obsluguja cale mnostwo urzadzen ,o ktorych nawet sie nie nam nie snilo…..

    a moze ten apel dlatego ,ze przynosimy mniej zysku autorom ,ksiegarniom ,wydawnictwom?po prostu nie ma ruchu w interesie???
    ;)))))))))))))))))))))
    .na koniec dodam:
    niestety ,ja tez jestem uzalezniona.czytam.
    ;)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))0

  22. Dżo-ann,
    ;-)

    zośka,
    każdemu wedle potrzeb, piszę jak zwykle tylko o sobie ;-)

  23. Agnieszka Kawula,
    przecież książka to nie jest zastępcze życie? Można i czytać , i żyć. Czy nie?

  24. Dodałabym: pogłębiony o tysiąc i jedną ścieżkę więcej intelektualizm :)

  25. Kochana Agnieszka :) raz z prądem, raz bez, to znów pod prąd: byle w zgodzie z Sobą? :>

  26. Czytam dużo… bardzo dużo. Zwykle 3-4 ksiazki rownolegle i to w paru językach. czytanie w oryginale szczegolnie literatury pieknej i poezji uswiadamia mi jak wiele ginie, nawet w bardzo dobrym tłumaczeniu. Ginie cały swiat zmysłow, a jesli nawet nie zginie to zostaje znieksztalcony. Kazdy jezyk ma swój smak, barwę, zapach. Stosując analogie kulinarne… Nie da odtworzyc sie włoskiej kuchni w Polsce. “prawie robi wielką róznicę”.
    Czytam zachłannie, ale szybko zapominam. Tez nie potrafię rzucac tytułami, autorami, datami, cytatami. Lektura ksiazki to moje male intymne tu i teraz… chwilo trwaj!

    Im jestem starsza tym chetniej czytam o tym co piekne, szlachetne, madre..nie mam sił na smutek, przemoc, brzydotę. Dzieki temu rowniez w życiu codziennym zauwazam to co ładne, wzruszajace. A jest tego sporo. Trzeba tylko wybrac wlasciwe filtry. Dzieki książkom ustawiam i czyszczę moje filtry. I wtedy nawet swiat realny staje się ładnieszy!

  27. Czytam coraz mniej… Czytałam, oj nałogowo (nawet mi za to płacili…), teraz już dość czytania o życiu innych. Czas żyć samemu. Codzienność dostarcza tylu historii. Wystarczy słuchać. Już chcę inaczej. Miałam tysiące, mam kilkanaście. I choć są “cenne” choćby zielarskie to mogę i te puścić w świat. Potrafię bez. Na teraz. Co będzie jutro? Nie wiem ;-)

  28. Nie dziwię się Twojemu rozgoryczeniu, jeśli chodzi o czytanie celebryckich pozycji w Polsce. Ktoś z taką wiedzą i własną i uzyskaną z tylu ksiąg i książek, nie przejdzie tak łatwo nad brakiem szacunku dla czytelnika. Tutaj stworzyłeś Swoją przestrzeń, widać ją jak na dłoni i nikt Cię nie dogoni i nie przegoni nigdy :)
    Ja lubię szukać w książkach, szperać za jakąś “odleżaną” odpowiedzią. Kiedyś szukałam po prostu słów. Takich do sztambucha i takich potrzebnych mi do pisania do szuflady. Do rozumienia i odkrycia siebie też przy okazji. Teraz potrzebne mi do bujania się po świecie społecznym i ziemskim; jakoś to odbodźcowuje, pomaga w bujaniu się między bezpretensjonalnością a pretensjonalnością. Poszerza, mówiąc górnolotnie horyzonty :) Czasem stawia na nogi, a czasem pobudza kanaliki łzowe. Tak to jakoś już jest.
    Intelektualizm w czystej postaci. Mniam mniam. Tak, bym powiedziała o Twoim pisaniu tutaj o czwartej nad ranem. I o pisaniu innych blogowiczów również. Książka jest też jak kawa, jak papieros, jak fajka. Z Twoich jakoś najmocniej ukochałam sobie Miłość toksyczną, miłość dojrzałą. Ale wszystkie są bardzo pobudzające do refleksji, rozwoju, przemyśleń o tym kim jesteśmy w świecie i jak przepracowywać ulotność i delikatność w sobie i z nią sobie radzić. Przechodzić z nią przez trudne momenty, choćby pod pachą!
    Pozdrawiam :)

  29. Bardzo ładne zdjęcie kotka czytelnika. czy to Loluś?
    Dziękuję za ten wpis.

  30. Miałam w rodzinie kogoś na kogo opowiadane niesamowite historie wpływały dobrze, koiły jego wybujałą emocjonalność. No więc czytałam, a potem opowiadałam. I tak się wciągnęłam w to papierowe szaleństwo.
    Czytam bo lubię fantazję przemieszaną z ludzką spostrzegawczością. Czytam poezję, eseje i powieści klasyczne albo te bardzo nowoczesne, jak to się mówi “z najwyższej półki”, choć wiem , że literatura popularna pewno więcej mówi o “prawdziwym życiu”, ale dla mnie “życie prawdziwe”, ” fikcja” —to nazwy umowne.
    Mam książki, całą ścianę, od sufitu po podłogę. Czuję się z nimi razniej. Jak kogoś kocham, zaczynam zasypywać go książkami :)

  31. Ksiazki spelniaja rozne role w moim zyciu , odkad pamietam byly – sa ze mna zawsze.
    .Braly-biora udzial w moim poznawaniu swiata ( odkryciem ostatniego roku jest Tiziano Terzani -wloski niezyjacy juz niestety podroznik)
    Sa odskocznia od trudnej czasami rzeczywistosci ( klasyka )
    Rozwijaja moj umysl i osobowosc ( Ken Wilber,S.Covey,J.Echilart)
    Dopelniaja rozwoj zawodowy ( J.Welch,A.Carnegie,B.Tracy, S.Jobs,n.Chan Kim, M.Bennewicz)
    Przenosza w swiat poezji ( W.szymborska,J.Twardowski)
    Pomagaja zrozumiec moje corki i ich spojrzenie na swiat (I.Bachmann)
    W czasach mlodosci zaczytywalam sie ksiazkami z bibloteki – traktujac je z szacunkiem, zachlannie “polykajac” tresc.Zdarzalo mi sie nie isc do szkoly bo ” musialam” skonczyc ksiazke.
    Byly-sa podstawa mojego rozwoju osobistego i zawodowego ( oprocz intensywnej pracy ,ktora sama przez sie wykonywana z pasja / bo kocham to co robie/ daje mi dobre doswiadczenie zawodowe.)
    Byly i sa nadal informacja ktora pokazuje mi rozwoj doroslych juz dzisiaj corek.Gdy byly dziecmi mialysmy zwyczaj spedzania jednego dnia w miesiacu w ustalonym rytmie-wedrowka po ksiegarniach (w Krakowie nie ma z tym problemu) . Kazda z nas wybierala ksiazki jakie chce i ile chce. Ze spokojem , ciekawoscia ” buszowalysmy”po polkach ksiegarni aby potem zjesc obiad w restauracji na Rynku krakowskim ogladajac wzajemnie dokonane wybory – czyli kupione ksiazki. Do dzisiaj odwiedzajac dziewczyny staram sie albo przeczytac jakies ich aktualnie kupione nowe ksiazki (czytam szybko)albo chociaz przejrzec. To pozwala mi widziec swiat ich oczami , obserwowac ich rozwoj a czasami odkryc ciekawa literature jak np ostatnio ” Malina” Ingeborg Bachmann.W druga strone rowniez ta zasada dziala, pokazuje im swoje fascynacje i tak np ” Coaching TAO” dostala kazda z moich corek.
    Od wielu lat , chyba odkad rozpoczelam prace zawodowa czytanie ksiazek oczyszcza moj umysl ze stresow.W momentach trudnych izoluje sie od otoczenia 2-3 dni i czytam nie odbierajac maili ani telefonow( dzieci sa uprzedzone) to mi pomaga w odnowie psychicznej.
    Czytam czasami 3 ksiazki jednoczesnie.W zaleznosci od nastroju, potrzeby, stopnia zmeczenia.
    Mam zwyczaj czytajac ksiazki podkreslac sentencje ktore sa dla mnie nowe,wazne, ciekawe a czasami zaskakujace. Niektore z nich przepisuje do specjalnego zeszytu.Zlapalam sie na tym, ze z biegiem lat czytajac ponownie ksiazke innaczej ja odbieram i co innego zwraca moja uwage.Jest to ciekawe doswiadczenie obserwacji wlasnej osobistej przemiany przez pryzmat doswiadczen, wiedzy i zmieniajacych sie map.
    Preferuje ksiazki w wersji papierowej, chociaz ostatnio ze wzgledu na czeste pidroze samochodem slucham audiobookow bo szkoda mi czasu.
    Mam swoje ukochane ksiazki jak np dziela Londona z 1960 roku w plociennej zoltej oprawie ktore kupilam w antykwariacie za pierwsze stypendium na studiach.
    Nie mam bibloteki, takiej z prawdziwego zdarzenia. Zmieniajac kilkanascie razy miejsce zamieszkania jest to trudne. Rozdaje przeczytane ksiazki ( obecnie uzupelniam ksiegozbior bibloteki w polskiej szkole na Lotwie)
    Prawdziwa bibloteka z wielkim starym biurkiem gdzie mozna schowac sie przed swiatem i zaglebic w swiat jest jeszcze przede mna :-)

  32. Bennewicza. Bardzo płodny autor w ostatnich latach. A bibliografia na końcu ”restauracji osobowości” naprowadziła mnie na wiele pięknych książek. Dziękuje i pozdrawiam.

  33. Czytam bardzo dużo.
    Ciągle wydaje mi się że za mało. Wręcz mam poczucie tego, że marnuję czas na głupoty, podczas gdy mógłbym przeczytać coś dobrego, wciągającego. Czytam bardzo dużo książek z rozwoju osobistego. Chcę mieć bogatą i ogromną wiedzę, by móc spojrzeć z jak najszerszego punktu widzenia. By móc świadomie patrzeć na siebie z różnych perspektyw. By móc pomagać innym z całym spektrum map. Wreszcie by używać użytecznych przekonań.

    Dosłownie 3 dni temu znów poszerzyłem swoją podręczną bibliotekę o :
    – Inteligencję emocjonalną – Daniela Golemana
    – Wywieranie wpływu na ludzi – Robert Cialdini
    – Getting Things Done – David Allen
    – Biznes po prostu – Leszek Czarnecki

    Staram się czytać co najwyżej 2 książki na raz. Obecnie jest to Steven Covey – 7 nawyków skutecznego działania i GTD.
    Z książkami z rozwoju osobistego jest tak, że nie można ich czytać jednym ciurkiem jak thilleru. Trzeba się zatrzymać, pomyśleć, chwila refleksji i zastanowienia.

    Czytam, bo cholernie to lubię. Książki znajduję, przeglądając portale książkowe i oczywiście- empik. Jestem w tym co raz lepszy. Moje książki ( o czym przekonałem sie przy przeprowadzce) ważą sporo. Więc tak sobie myślę, że czas na elektroniczne wersje. Mam ochotę na tableta.

  34. Nauczyłam się czytać w zerówce , bo jakoś wcześniej nikt nie miał czasu mnie nauczyć i to czytanie mi tak zostało. Przez pewien czas chciałam pracować w bibliotece, ale w końcu zrozumiałam, że tam praca polega na wypożyczaniu książek a nie na ich czytaniu:) Mąż już się przyzwyczaił do moich odwiedzin w księgarni i niby już miejsca nie ma na składowanie książek, ale jakoś zawsze kawałek półki się znajduje;) Książki swego czasu dawały mi możliwość ucieczki od szaroburego świata, otwierały na świat, dostarczały materiału do przemyśleń a przede wszystkim uczyły otwartego myślenia. Dlaczego czytam? A bo ja wiem, lubię po prostu:) Jestem samoukiem, moim pierwszym mistrzem jest autor książki, potem zaczynam szukać mistrza w realu. Czasem się trafia czasem nie. Książka ma to ograniczenie, że nie da się z nią polemizować ani zadać pytania:) Dlatego fajnie, że powstają blogi. Internet to fajne narzędzie ale w rękach normalnych ludzi. Skąd się dowiaduję o książkach? Z księgarni, FB, internetu. Internet pozwala mi buszować w księgozbiorach i szukać promocji:) Ciepła herbatka i szaleństwo :)

  35. w moim zyciu zawsze byla obfitosc ksiazek,a w rodzinie czytelniczy glod…babcia,sierota,wychowywana przez ciotke, pragnela ksiazek,ale w jej czasach bylo to cos nieosiagalnego.skonczyla tylko cztery klasy podstawowki- musiala isc do pracy, zamiast kontynuowac nauke….potem wojna ,repatriacja ….
    ale to pragnienie zostalo
    swoim corkom kupowala ksiazki przy kazdej okazji.byl to wedlug niej najlepszy prezent…sama cieszyla sie z nich,na rowni z dziecmi.ogladala,wachala,czytala razem z nimi….
    Mama marzyla ,zeby zostac bibliotekarka,ale zostala polonistka…czytala i czyta namietnie mimo wciaz pogarszajacego sie wzroku,mimo rozmazujacych sie linijek i skaczacych literek……….moze na zapas…moze kiedys trzeba bedzie sie przyzwyczaic do audiobookow?
    ja wychowlam sie w obfitosci ksiazek…w domu pelna biblioteczka,ciocia w czasach PRL-u ,pracowala w Domu Ksiazki-wiec znow ksiazka na kazda okazje od chrzestnych,czesto spod lady,czesto unikatowe egzemplarze,kolorowe wydania,albo ksiazki II gatunku-zupelnie juz za grosze………….
    wiec czytalam /mama z wypomina ,ze wiele tez zniszczylysmy jako dzieci…./-ksiazki swoje,dziecinne ,potem mlodziezowe, wertowalam encyklopedie,leksykony,albumy…kupowalam gazetowe wydania,wowczas popularne,ale i tak bylo malo ,wiec biegalam do biblioteki raz w tygodniu i przegladlam rzedy ksiazek w takich samych szarych papierowych okladkach,szukajac czegos nowego,studiowalam albumy z sztuka, wypozyczalam…
    ksiazki z biblioteki mialy inny zapach niz te z domu…..

    Moje dziecko lubilo “czytac”jak wiekszosc trzylakow-po przeczytaniu na glos ksiazeczek-znalo je na pamiec i paluszkiem wodzilo po linijkach ,czasem po stronach odwroconych do gory nogami….pamietam ,z jakim mozolem szly pierwsze samodzielne linijki w “Emilu ze Smalandii”-zanim dobrnelismy do konca zdania ,nie starczalo pojemnosci pamieci na poczatek …ale czytalismy przed snem razem.w czasie wakacji wnuczek czytal z babcia.ksiazki znow przybywaly- znow mozna bylo wracac do tytulow z czasow dziecnstwa….;))))))))
    dzis moj 12latek nie polozy sie bez ksiazki do lozka,choc nikt go nie zmusza.ilosc przeczytanych slow zupelnie jednak ,wbrew obiegowej opinii ,nie przekalda sie na jakosc ortografii;)))))))))))
    moje pluszowe “wnuki”,ustawone rzadkiem na poduszce, prototyp przyszlego pokolenia,tez “czyta”,albo “slucha” wieczornych opowiesci…mysle ,ze moje dziecko nawyk czytania przekaze kiedys swoim latoroslom

    czytamy ,czytamy ,czytamy…………

    poza podrecznikami zawodowymi sporo w mojej biblioteczce ksiazek o rozwoju-psychologia ,coaching,ksiazki filozoficzne i ksiazki o rozwoju duchowym.troche fantastyki z czasow fascynacji bajkami dla doroslych;)))mocno przebrane-zostaly te ulubione;)))))troche literatury pieknej,kilka biografii,ale tylko sentymenty,do ktorych wracam,reszta trafila do osiedlowej biblioteczki….tak jak i “jednorazowki”do pociagu;))))oddaje dalej ,jesli wiem ,ze do nich nie wroce….oszczedzam miejsce;)))))))))))wiele z klasyki jest w domu rodzinnym ,wiec po co dublowac tytuly?no i atlasy….albumy….ech ,gdybym miala nieograniczony budzet i duzo miejsca ,kupowalabym albumy z dzielmi sztuki,arcitektura,z dobrymi fotografiami…sa drogie ,ale dla mnie ,wzrokowca i wrazliwca szcegolnie wartosciowe….

    ksiazki pozyczam .niestety-zostaja na cudzych polkach,ja zas zapominam a czasem glupio sie po czasie upomniec…..odpuszcam wiec i mam nadzieje,ze komus dobrze sluza…..
    staram sie nie przywiazywac do nich…przeciez nie o to chodzi ,zeby je posiadac…to nie mydlo ,ze sie zmydla od czytania….powiedzialbym -tym cenniejsza,im bardziej zaczytana.
    mam kilka sentyntymentow, ksiazek szcegolnych:

    “mala encyklopedia zdrowia”-i moje dzieciece pragnienie do szpiku kosci-zrozumiec to wszystko,co w niej jest drobnym maczkiem zapisane…marzenie spelnione-dzis wydaje mi sie beletrystyka;)))))))))))”podrecznik dyzuranta”,ksiazka wytarta,przyjaciel pomocny na pierwszych samodzielnych dyzurach w pogotowiu…”Krotka historia wszystkiego”Kena Wilbera, ktora uporzadkowala wszystkie moje na tamten czas przemyslenia,album z obrazami Szyszkina,rosyjskiego realisty, “antyrak”, ktory uratowal moje myslenie w czasie choroby,seria o muminkach,i jeszce kilka, ktore ,gdyby mi kazano uciekac z plonacego domu, wyjelabym na slepo z biblioteczki;)))))))))))))))
    dzis mocno selekcjonuje kupowane ksiazki z powodu braku miejsca ,jak i pieniedzy…no chyba ,ze taka okazja z “wietrzenia magazynow”,jak napisal ad-mozna znalezc perelki,cos dla siebie ,cos dla dzieciakow, albo przeczytac i dac dalej…..zwlaszcza ,ze kosztuja mniej niz ilustrowny miesiecznik ,w ktorym tresci zbyt wiele nie ma…..no chyba ,ze “zwierciadlo”-oni tez polecaja dobre ksiazki i z ich recenzji ,artykulow,przedrukowanych fragmentow lub cytataow korzystam czesto, wybierajac cos ,co chce przeczytac od deski do deski….w empiku ogladam ksiazki i czytam fragmenty. niektore kupuje z polecenia.niektore zupelnie intuicyjnie trafiaja w moje rece na dlugo przed tym ,zanim do nich dorosne…

    a niektore-pozyczam od innch ,
    czasem tylko z ciekawosci chocby, jak ten egzemplarz”literackiego porno” ,co bije rekordy popularnosci;)))pewnie sprawdze ,skoro tyle rozglosu,ale te ksiazke ,skoro wszyscy juz maja-bedzie od kogo pozczyc;))))

    i zeby bylo jasnedo konca w kwestii pewnego rodzaju literatury-ksiazke kucharska tez mam,choc bardzo rzadko z niej korzystam;’)))))
    z jedzeniem ,jak i z seksem- nie czytac przede wszystkim nalezy ,by zostac mistrzem patelni;)))))))))))))))))))

Komentarze są wyłączone.