Jak kręgi po wodzie

równowaga
równowaga

Rzeczywiście przez lata pracy w zawodzie trenera biznesowego zjeździłem całą Polskę, niemal wzdłuż i wszerz. Kiedyś z koleżankami i kolegami w zespole trenerskim podsumowując rok pracy roznarzekaliśmy się okropnie. “Każdy z nas jest – jak nie wybitnym trenerem, to przynajmniej przyzwoicie wykształconym i nieźle utalentowanym w prowadzeniu szkoleń. Materiały, treść i metody szkoleniowe mamy ciekawe, inspirujące, nowatorskie. Wszak jeździmy na szkolenia doświadczonych mistrzów i sami uczymy się ile wlezie.  Ćwiczenia piszemy na podstawie konkretnych sytuacji branżowych. Najnowsza wiedza, nierzadko topowe tematy i…Jakaś część uczestników i tak narzeka, okazuje niezadowolenie i krytykuje, jak nie pogram, to trenerów, jak nie trenerów, to ćwiczenia, jak do ćwiczeń się nie przyczepią, to krytykują termin, salę, klimatyzację, jedzenie albo zajęcia wieczorne”.

 

A potem już pojechało po całości: “Na jakiej podstawie uczestnicy piszą oceny (ewaluacje)  powiedzmy szkolenia z metody PMI, kiedy usłyszeli o zarządzaniu projektowym po raz pierwszy 16 godzin wcześniej? Na jakiej podstawie uznawać za miarodajne ocenianie trenera sprzedaży, jeśli uczestnicy jeszcze w życiu niczego nie sprzedali, a trener robił to przez ostatnie 10 lat? Jak serio traktować oceny pracy coacha grupowego, kiedy o słowie coaching uczestniczy usłyszeli pierwszy raz w życiu, gdy dokonywano w ich firmie zwolnień grupowych pod hasłem „coaching”, co ich wrogo nastawiło do coachingu?  Jak motywować do szkolenia z negocjacji, jeśli uczestnicy nigdy nie musieli negocjować, gdyż są monopolistami na rynku?”

na szkoleniu Roberta Diltsa
na szkoleniu Roberta Diltsa

Na domiar złego kilka osób w naszym zespole trenerskim uczestniczyło w szkoleniach za granicą, w grupach mieszanych albo jendorodnych: Włosi, Argentyńczycy, Belgowie i Francuzi, w innej grupie Niemcy i Szwajcarzy, a w jeszcze innej Szwedzi, Finowie i Estończycy, ktoś był w Chinach, a ktoś w Rosji, Hiszpanie razem z Angilkami i do tego Turcy, Szkoci i Australijczycy. Wszędzie entuzjazm i zaufanie do trenerów, wsłuchiwanie się w program, albo dyscyplina, uważność i nawet nabożny lęk. Wdzięczności i radość. U nas?  Wzdychaliśmy okrutnie. U nas – narzekanie na termin, a potem na ośrodek, jak nie na krzesła to na długopisy i materiały, a potem?  Festiwali mądrali. Przerywanie, złośliwe pytanie, wtręty – byle by tylko zaistnieć i na chwilkę błysnąć, jak nie dowcipy góralskie, to o seksie, gównie i penisie. Malkontenci górą. Krytkanci wygrywają! Po szkoleniu picie na umór. Rano kac i kolejne agresywne zaczepki, bo trenerzy chcą realizować program, a uczestników boli głowa. A potem oczywiście oceny. Trenerzy dali z siebie wszystko, inspirujące tematy, pasjonujące ćwiczenia…A oceny: przeciętnie, dostatecznie, za dużo materiału, nie zrozumiała treść, zbyt mało, zbyt dużo, zbyt teoretycznie, zbyt dużo ćwiczeń.

 

I wtedy, w apogeum naszego narzekania pewien nasz mistrz, superwizor zespołu, otworzył swój kalendarz i przeczytał na głos słowa pewnego mnicha: Szanuj swój rząd, jaki by nie był. Twoje narzekanie tylko utrudnią mu pracę, gdyż jak kręgi po wodzie, tak ciśnienie ludzkiego niezadowolenia rozchodzi się coraz szerzej i nawet ci, którzy jeszcze wczoraj byli zadowoleni ze swego miejsca pracy, domu i pysznej miski ryżu, powiedzą: „rzeczywiście moglibyśmy mieć więcej!” Każdy rząd i każdy człowiek myśli, mówi i działa najlepiej jak umie. Lecz narzekanie spotęguje jedynie jego niewiedzę, wzbudzi lęk, lęk agresję, agresja niechęć, niechęć wrogość, we wrogim otoczeniu wszyscy będą popełniali błędy, patrząc na siebie podejrzliwie.

Nastało milczenie. Rozeszliśmy się bez słowa. Od tego dnia, każda i każdy z nas szuka, koncentruje się i wzmacnia w sobie  i w otoczeniu mocne strony, przyjazne, funkcjonalne, pozytywne.  Ja na przykład często zaczynam szkolenia od medytacji światła, to coś w rodzaju skupienia albo modlitwy, która dosłownie koncentruje uwagę na świetle napełniającym daną przestrzeń, miejsce w którym mam rozpocząć projekt, szkolenie, spotkanie. Czy działa? Nie ma w tym nadzwyczajnej magii. Po prostu pozytywnie mnie to nastraja, wówczas mam w sobie więcej uśmiechu, życzliwości, wyrozumiałości, pokory, spokoju, radości, którą być może inni ludzie spostrzegają. Wyłapuję te spojrzenia i uśmiechy, błyski w oku – odwzajemniam je i w ten sposób zapalamy neurony lustrzane w pozytywnych połączeniach biochemicznych, które z kolei prowokują kolejne reakcje biochemiczne, w wyniku których pojawia się cała grupa hormonów przyjemności i  oto sytuacja społeczna zostaje zmieniona przez rekcje biochemiczne. Nie twierdzę, że wszystko zaczyna się od tej naiwnej medytacji. Trener to jednak lider sytuacji. Jego lęk, naburmuszenie lub napięcie, złość albo cynizm natychmiast są wychwytywane przez grupę.  I owrotnie – przychylność i uśmiech działają zachęcająco. A jednak w naszej firmie, jak za dotknięciem magicznej różczki, niemal zniknęły narzekania na uczestników. Coraz mniej zdarza się sytuacji ekstremalnych i wprost wrogich.Uczestnicy stali się przyjaźni.Malkontenci to wyjątki.

I wtedy, kiedyśmy się zachłysnęli naszym dobryzmem, ideą przyciągania dobra przez pozytywnych liderów nasz mistrz znowu opowiedział nam krótką historię przypisywaną Lao Tzy.

mistrz Lao Tzy
mistrz Lao Tzy

 

wioska w górach
wioska w górach

W pewnym mieście w górach koń zaprzężony do wozu spłoszył się, ugryziony przez małego kundelka. Przewrócił wóz, a potem jeszcze klika straganów. Ludzie  próbowali go  okiełznać, ale wtedy zarówno handlarze ratujący swój towar przed zniszczeniem, jak inne zwierzęta – również wpadły popłoch. Mały rynek i ulice zostały kompletnie zatarasowane. Wezwano straż, ale zamęt tylko się powiększył. Wówczas jeden z ludzi spostrzegł, że z gór, ku miastu schodzi mistrz Lao Tzy. “Mistrz nas uratuje, kto, jak kto, ale on będzie wiedział co zrobić!” – wykrzyknął uradowany. Tymczasem mistrz zatrzymał się na skraju miasta, na szczycie. Uważnie zlustrował całe zamieszanie i chaos i po chwili ruszył w bok okrążając miasto, choć musiał nadłożyć drogi. Po chwili też koń, na którego przestano zwracać uwagę, sam się uspokoił.

Tacy są taoiści : )

 

 

Jak kręgi po wodzie
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

8 komentarzy

  1. popieram to podejście! :)

    poza tym droga będzie tak daleka jak długie jest życie :) nie jest chyba frajdą wejść na szczyt i tam siedzieć, tylko wchodzić ciągle na nowe szczyty… a po drodze wchodzenie też jest spoko ;)))

  2. Paulino, tak sobie myślę, że nie ważne jak daleka droga, ważne, że na niej jesteś ;-)
    Serdeczności!

  3. Medytacja światła?Hmm… Czyli jednak dobrze czułam, że coś się dzieje energetycznie na szkoleniach Maćka. Ale oczywiście takie rzeczy nie są udowodnione naukowo:)))

  4. Ależ daleka jeszcze droga przede mną ……………….

  5. Ja jak czytam słowo równowaga to w uszach zawsze słyszę mistrza Szi Fu z Kung Fu Pandy. Kiedy mistrz siedzi, próbuje sie skupić i mamrocze – równo…. waga… równo… waga…. a póżniej – CICHO TAM! CICHO TAM!!!!

  6. Pozostając zatem w taoistycznym klimacie:

    “Nie wychodząc przez drzwi
    Poznaje wszystko, co jest do poznania”.
    Nie wyglądając przez okno
    Widzi drogi niebieskie
    Bo im dalej się odejdzie
    Tym mniej się rozumie.
    Mędrzec dociera nie wyruszając
    Widzi nie patrząc
    Czyni nie czyniąc”

    Ta myśl wisi na mojej “magicznej tablicy” od kilku lat. Czasem kilka razy dziennie czytam fragmenty, czasem całość, za każdym razem coś nowego wskakuje. Kiedyś tego totalnie nie rozumiałam i dlatego postanowiłam, ale mnie intrygowało, więc zapisałam. Dziś… dziś wiem więcej, a jednocześnie mniej, a tekst mnie prowadzi.

  7. Mądrość życiowa i wewnętrzna harmonia – bezcenne. Resztę [podobno :)] można kupić za pomocą karty… :))). To również niesamowite szczęście móc spotkać na swojej drodze, jak określasz – “mistrzów”. Bezcenne. Metafory, myśli, dobre słowa, prywatne doświadczenia, które tu przekazujesz, pomagają zatrzymać się i rozejrzeć. Czasami postawić do pionu butne ego. Bezcenne.

  8. I tą historią mogę rozpocząć dzisiejszy piątek o 4,30 rano :)
    miłego dnia Wszystkim :)

Komentarze są wyłączone.