Jak zachęcić Narcyza do miłości?

wolnośc umysłu
wolność umysłu, medytacja, równowaga

Ożywiona dyskusja o zasadach karmicznych i narcyzmie. Kiedy o tym myślę to odwołuję się przede wszystkim do doświadczeń coachingowych. W jakim stopniu używając narzędzi psychologii pozytywnej lub podejścia behawioralno-poznawczego [moim zdaniem bazowej podbudowy coachingu] możemy zmieniać jakość naszego życia? Od czego owa „jakość” zależy?  Kiedy mylimy się co do obranych dróg i metod, a kiedy zyskujemy strategię prowadzącą do szczęścia, spełnienia, spójności? Czym jest dawanie?  Jak zmienia nas pozycja dawcy? Czy aby nie jest groźna, gdyż pozbawia energii? Czy mechaniczne dawanie może być skuteczne? Może może? Na początku to często jedyny sposób na wyrwanie się z autohedonistycznych tęsknot.

Dawanie “mechaniczne i bez zaangażowania”  [ponoć?] stwarza szansę na zmianę zatwardziałej postawy, gdyż dawanie intencjonalne jest na początku nazbyt trudne, a wręcz niemożliwe, gdyż Narcyzowi kojarzy się właśnie z ubóstwem, gdyż nie zna prawdziwego bogactwa pustki [czyli wolności od zaciemnień i skalań umysłu wywołanych pożądaniem itd.] Dopiero gdy “ofiaruje”, odda część swoich zasobów być może dostrzeże, że “nie zbiedniał”, a przeciwnie doznał bogactwa, być może odmieni swój los, świadomie odwróci kierunek. Wcześniej lękał się [nieświadomy lęk], że nic nie ma, że jest pusty i pustki się obawiał. Tymczasem inna pustka, jako wolność od zaciemnionego pożądaniem umysłu, jest wyzwoleniem. W języku współczesnej psychologii powiedzielibyśmy – odwracając kierunek, zmieniając pozycję z “daj mi”; “oni mi nie dali”; “oni są źli” na: “mam”; “nie ubyło mi”; jestem hojny” – Narcyzy zyskuje szansę na choćby chwilowe uwolnienie się od lęku, że nic nie ma, że pozbawiony cudzej energii umrze z braku miłości, zasobów, siły…

Albert Chmielowski - od Narcyza do świętego
Albert Chmielowski - od Narcyza do świętego

W katolicyzmie istnieje dogmat mówiąc o naturalnej komunii w chwili wyrzeczenie się własnej korzyści na rzecz innej, potrzebującej osoby. Wówczas osoba, która nie zna zasad wiary katolickiej może zostać obdarzona łaską i “wezwana przez Boga”. Dziś usłyszałem od klienta coachingu po raz kolejny powiedzenie, że dobre uczynki zawsze zostaną ukarane. Brak w tym powiedzeniu jedynie pointy: przez Narcyza. Trener, z którym współpracowaliśmy w NBG jakiś czas temu, Jacek Wisznowski mawiał z goryczą: Jeśli ktoś twoją uprzejmość i otwartość bierze za słabość i wykorzystuje twoją dobrą wolę i cierpliwość, choćby myślał przez chwilę, że jest przebiegły i silny w gruncie rzeczy okazuje chamstwo, czyli prostackie rozumienie zależności. Niczego mu nie wyjaśnisz. Kiedy przestaniesz dawać wścieknie się na ciebie. Dlatego musisz postawić granice już za pierwszym razem. Tymczasem w wielu kulturach jałmużna jest właśnie takim „mechanicznym dawaniem”. Post, jałmużna, datek – a nawet kulturowy obowiązek wspierania słabszych, mniej zamożnych członków rodziny to w cywilizacjach przedmodernistycznych element wspierający mechanizmy altruizmu, lecz również „leczenia” własnej duszy.  Współcześnie w cywilizacjach

:)
:)

wysokorozwiniętych technologicznie jest silne pęknięcie pomiędzy osobami zamożnymi, o postawach autohedonistycznych i narcystycznych a „zapomnianymi”, bezradnymi, którzy z powodu przeżywania własnej, gorszej pozycji także są autohedonistyczni i narcystyczni. Mechanizm sprawcy –ofiary – nowego sprawcy, który nie chce być ofiarą – nowej ofiary, która była sprawcą prawdziwym lub symbolicznym – zapętla się.  Jałmużna jako obowiązek religijny skierowuje choćby na chwilę wzrok na istotę bardziej potrzebującą. Tak zwany „dobry uczynek” ulecza podobnie jak coaching działa bez względu na przekonanie, że działa, lub że nie działa : )

[ Być może :)    :)    :)

Jak zachęcić Narcyza do miłości?
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

32 komentarzy

  1. gwiazdy sa zawsze tylko zaslanija je chmury, podobnie jest ze sloncem, taka filozoficzna tania refleksja mi przyszla

  2. A u mnie gwiazd nie widać.( Spokojnej nocy:)

  3. i przyszła piękna spokojna noc , pełna gwiazd na pięknym niebie …
    Spokojnej Nocy wszystkim …

  4. Joanno,
    a w ktorym to momencie i w jaki sposób zbeształam Cię, pouczyłam i postawiłam do kąta?

  5. OK, kolejny raz zostałam zbesztana, pouczona i postawiona do kąta:))) Niech i tak będzie:)))

    Dostałam przed chwilą kolejnego maila w sprawie “Biologii Przekonań” Liptona. Najprawdopodobniej wyczerpał się już nakład, nie jest dostępna w internecie.Ja mam jeden egzemplarz. Teraz go nie wypuszczam z rąk, bo na podstawie m.in. opisanych tam badań przygotowuję wystąpienie na konferencji poświęcone pracy z przekonaniami. Potem chętnie pożyczę, już jest kolejka:)Może ktoś z osób czytających ten blog wie, gdzie jeszcze można ją dostać .

    Moniko B., super, że czytasz “Pole”.To jedna z najciekawszych książek, jakie ostatnio wydano w Polsce.

  6. Joanno,
    świat jest tak urządzony, ze ludzie się oceniają, nawet jeśli udają, ze tego nie robią. Ty sama, zwolenniczka nieoceniania, oceniłaś kilkakrotnie uczestników tej rozmowy, mnie się jeszcze najmniej dostało, bom ja wypadla w Twojej ocenie jako osoba zaawansowana w praktykach buddyjskich, co mile łechcze moje wypasione ego. Do pokoju mnie wzywać nie musisz, bo ja żadnej wojny nie prowadzę, choc moze w Twojej ocenie wygląda to inaczej. Pisałam na temat, który poruszyłaś, a nie o Tobie, a tym bardziej nie oceniałam Ciebie personalnie. To nie był przytyk do Ciebie, tylko odniesienie sie do tematu, który się przewinął w Twojej notce. Ale skoro jesteś taka delikatna, będę bardziej na Ciebie uważać.

  7. a może roztaczając swoją wewnętrzną jasność ( skutecznie i systematycznie powiększając ) , mamy wpływ na rozświetlenie ciemności na zewnątrz …

  8. Tak, to niesamowity rosyjski film ” Straż nocna”. Zarwałam przez niego noc, Chociaż dzisiaj czeka mnie intensywna praca z laptopem. To zdanie tez przyciągnęło moją uwagę. I jeszcze jedno-że ludziom pozostawiono wolność wyboru, po której są stronie.

    Polecam jeszcze jeden współczesny rosyjski film :”Podróż ze zwierzętami domowymi” . Też w obszarze dawania. A poza tym piękne, poetyckie kino.

  9. ogladalem film w polskiej tv i tam padaja takie slowa: “latwiej jest zgasic jasnosc w sobie niz pokonac ciemnosc na zewnatrz”

  10. Moniko B, wolnosci każdemu bez naruszania granic innych ludzi:)

    Agnieszko Hawajko, rozumiem:) Mnie jest czasem szkoda, gdy niepotrzebnie wnosi się negatywne emocje w harmonijne miejsce.. Chociaż to pewnie tak, jak z kamieniem wrzuconym w wodę. Przez chwilę rozchodzą się kręgi i potem wraca równowaga.

  11. Joanno, czuję, że każda zmiana jest dobra, nawet jeśli się wali i pali. Tego nie da się uniknąć ;) Zmiana pola dla mnie jest dobra nie oceniam na jaką, ona po prostu jest i niebawem będzie inna. Mojego centrum zmiana nie narusza, choć też się zmieniam.

    U mnie teraz świeci słońce i ogrzewa leciutką warstewkę śniegu ;-) Zmiana.
    Rano fizycznie cierpiałam, pomasowałam się, dałam uwagę, przechodzi. Zmiana.
    Wczoraj się śmiałam, dziś przygotowuję do ważnej rozmowy z mamą. Zmiana.
    Wczoraj radość, dziś małe trzęsienie ziemi w środku – a jednak we mnie spokój. Stabilizacja. Korzenie. Moc.

    Serdecznie pozdrawiam i zapraszam na ciastka orkiszowe, na kawę, na sok z letnich malin mojej babci, na medytację, na rozmowę, na uśmiech i refleksję. Zapraszam na bycie. Rozgośćcie się ;-)

  12. Wolności każdemu to dobra Intencja nie tylko na tą piękną noc …
    Dobrej Nocy …

  13. może zadawać sobie pytania ? po co to robię ? co mi to daje ? jak mogę inaczej ?
    zajrzeć w głąb siebie ..( w swoją podświadomość , poprzez sny …poprzez obserwacje siebie …)

    przecież tylko ty wiesz czego szukasz …
    przecież tylko ty decydujesz że już znalazłeś ..
    przecież tylko ty wiesz co potrzebujesz do szczęścia i kiedy osiągniesz spokój ..
    nie ma nikogo lepszego w odkryciu i zrozumieniu tego ..
    tylko ty …i Ja ( dla siebie samej )

  14. “nigdy nie zaznaje spelnienia” nieustannie poszukuje, troche jak wampir, co zrobic zeby nie byc wampirem, kosztem innych? tak sie pytam troche sam siebie

  15. znalezione w sieci …
    Narcyz (gr. Νάρκισσος Nárkissos, łac. Narcissus) – mit. gr. młodzieniec niezwykłej urody.

    Uchodził za syna boga rzecznego, Kefisosa, i nimfy Liriope. Nie chciał odwzajemnić uczuć nimfy Echo, wobec czego Nemezis ukarała go miłością do własnego odbicia w tafli wody. Narcyz zmarł z niezaspokojonej tęsknoty i po śmierci na jego grobie wyrósł kwiat nazwany później jego imieniem – narcyz.

    lub inaczej …

    Narcyz to człowiek, który staje się niewolnikiem stworzonego przez siebie błędnego koła nieustannych poszukiwań. Wprawdzie te poszukiwania mają na celu osiągnięcie osobistego szczęścia, ale narcyz nie potrafi się cieszyć nawet z tego, co już osiągnął, przeciwnie – wciąż czuje niepokój i wewnętrzny przymus dążenia ku nowym wyzwaniom.

    Wolności każdemu ..to moja opowieść …

  16. Grerr, toco nazywasz dziecinnością dla mnie to spontanicznośc i otwartość. I bardzo to w Tobie lubię:))

    Agnieszko Hawajko,zastanawiam sie, czy zawsze zmiany w polu są OK. Jeżeli wchodzi w nie złość, agresja, rywalizacja, brak szacumku dla innych to ja to odbieram jako zakłócenia,z którymi warto coś zrobić
    Zośko, pax:)) Rozumim, ze jako osoba zaawansowana w praktykach buddyjskich możesz uznać, ze ludzie mają różne mapy świata. I mozna im sie przygladac i poznawać odpuszczając sobie ocenianie.. Myślę, ze powstrzymanie sie od oceniania może pomóc faktycznie poznać cudzy świat, a nie tylko własne filtry. Po prostu słuchajmy swoich opowieści bez uprawiania gier statusowych typu”moje lepsze, twoje gorsze”, tak charakterystycznych dla wielu forów internetowych.
    Maciej, pisałes wcześniej o ocenianiu. Mam jeszcze jedno skojarzenie. Oceniając kogos dokonuję przypisania go do jakiejś szufladki. Mojej szufladki. I wycinam ileś informacji, żeby do tej szufladki pasował. I wtedy widzę i słyszę to, czego sie spodziewam. A nie to, co ta osoba faktycznie mówi i robi. Przez ten błąd percepcyjny coraz bardziej upraszczam świat. I w konsekwencj jestem ja kontra masoni i cykliści:)) I chyba dobrym sposobem jest tutaj wchodzenie co jakis czas w drugą pozycje percepcyjną

  17. Joanno,
    ja nie mam żadnej opinii na temat “uzdrawiania miłością”,po prostu nie mam zaufania do tego typu retoryki. I Ty chyba też nie masz, skoro dodałaś, ze “jakkolwiek nie brzmiałoby to w nawiedzony sposób”. Próbowałam napisać dlaczego ani mi to brzmi dobrze, ani wygląda. Osobiście nigdy nie oddałabym się w ręce osoby, która mówi o sobie, ze “uzdrawia miłością” i zaraz mi to zrobi…

  18. Konfrontacja popycha do bijatyki, kiedys lubilem sie bic, ale wtedy mialem 11 lat teraz wole sluchac i czytac, moze dlatego ze lubilem ksiazki Verna, Szklarskiego i Niziurskiego – dziecinne to moze ale dlatego lubie opowiesci

  19. Grerr,dzięki:)Faktycznie każda wypowiedź to opowieść autora o sobie.Te konfrontacyjne też. Nawet tte troszkę żmijowate :)

  20. Wszystko się zmienia ;-) teraz pole jest jakie jest i to jest dobre ;-) Za chwilę może znowu się zmienić i też będzie dobre. I tao jest w tym i pomiędzy, i nad, obok i wszędzie i tego nic nie zmieni ;-)
    Wczoraj było słońce, dziś pada śnieg z deszczem, a jutro? ;-)
    Teraz jest czas na odpoczynek, czego i Wam serdecznie życzę.
    Uściski serdeczne!

  21. chyba i tak kazdy snuje swoja opowiesc albo przyjemniejsza jest w odbiorze dla siebie i dla innych albo mniej przyjemna

  22. Zośko, mam inną opinię na ten temat:) .Gwoli wyjaśnienia-moje refleksje n/t tzw. Narcyza są kontynuacją rozmowy z Maćkiem zapoczątkowanej na grupie superwizyjnej. I pewnie dla części czytajacych są jasne, a dla innych zbytnim skrótem myślowym.

    Co do dawania. Juz kiedys zastanawiałam sie, że są trzy ścieżki. Mogę oddawać, dawać i poprostu dzielic się. I każde z tych okresleń nadaje inne znaczenie relacji.

    Co by musiało sie wydarzyc, zeby wróćiło poprzednie pole tego bloga?Bez wzajemnego pouczania się, besztania, występowania z pozycji batdziej oświeconego?:)) Wczesniej blog przypominał mi taką maćkową grupę, gdzie każdy snuje swoją opowieść. Słucha innych, dokłada swoje. I coś się zachwiało. Vayha napisał jakis czas temu o ego. Część osób po tym poście zamilkła, pojawiły się inne. Ciekawy proces…

  23. Joanno, ale wszyscy jesteśmy, mniej lub bardziej narcystyczni, w takim sensie jak podaje Autor tego bloga. Nie ma takich klarownych sytuacji, że tu oto przede mną rośnie Narcyz, a ja usiłuję opromienić go blaskiem mojej dojrzałości, miłości, etc.Jeżeli tak ustawiamy sytuację z tzw. Narcyzem, to już wpadliśmy w schemat—skądinąd miły- schemat typu:ja leczę i uleczam, a on się powinien zmienić, tak wiele przecież daję, a moge jeszcze więcej bo przecież tyle we mnie tej “uzdrawiającej miłości”…

  24. A we mnie różne refleksje. Bo jeżeli tzw. narcyz w coachingu, to rozumiem, ze sam wyraża potrzebę zmiany. Czyli coś mu doskwiera, chciałby inaczej. Zauważył, ze dotychczasowy wzorzec jest niewystarczający. A to oznacza, ze już zaszla zmiana. I wspólnie testujemy kolejne kroki, ich efektywność dla niego. Np. dawanie i towarzyszące temu uczucia.
    Jeżeli ktoś w tzw. życiu, bliska osoba to myślę, ze ściezką jest nasza uzdrawiajaca miłość. Jakkolwiek nie brzmiałoby to w nawiedzony sposób:) Pokazywanie takiej osobie, że jestem przy niej i kocham ją, chociaż nie decyduję się na spełnianie jej wszystkich oczekiwań. Tak jak z małym dzieckiem:) T sciezka wymaga naszej dojrzałości i poczucia, ze sami mamy wystarczająco dużo miłości:) Której źródlo jest wewnątrz, nie na zewnątrz.
    A poza tym zmieniłabym określenie. Przy słowie “narcyz” pojawiają się negatywne konotacje. Inaczej wchodzę w kontak z narcyzem, a inaczej z osobą, która boi się braku miłości.. W mojej mapie to obciążenie psychoterapeutycznej diagnostyki. W którymś momencie zaczynamy widzieć etykietkę, a nie człowieka.
    To mówiłam ja, z wykształcenia psycholog kliniczny:)) Który ma przekonanie, ze ten rodzaj psychologii ma swoją ciemną stronę księżyca:))

    A obraz z ojcem Albertem przypomniał mi moją nieżyjącą mamę. Przez ostatnie lata swojego życia zajmowała siębezdomnymi. Była wiceprezesem Towarzystwa im. Brata Alberta. Z jednej strony zajmowała się sprawami organizacyjnymi duzego stowarzyszenia, z drugiej spotykała się bezpośredno z bezdomnymi. I robila to z autentyczną miłością. I tak sobie myślę, że ślad, jaki po sobie zostawiamy jest zawsze związany z dawaniem.

  25. Jeżeli rozumieć “mechaniczne dawanie” jako wpisany w tę, czy inną kulturę wzorzec, to i owszem, może i zadziała. W kościele ludzie dają na tacę, wielu wspiera żebrzących, choć wokół tych biedaków roztacza się obecnie wrogi klimat (nieroby, rumuny). Masowo wrzucamy do puszek ze świąteczną pomocą, etc. Czy te, społecznie kształtowane nawyki ,ruszą nasze serce Narcyza? Troszkę, zapewne tak, bo jesteśmy wspólnotą ludzi, mamy na siebie wpływ, to się rozchodzi w przestrzeń jak informacja “trzeba dać” i ludzie dają, Ale zeby tak autentycznie poczuć, do krwi i kości, ze “trzeba dać” i dawać zawsze, nawet tego specjalnie nie zauważając, to już trzeba, moim zdaniem, dogłębnego zrozumienia, odczucia, jak jesteśmy wszyscy bliscy sobie,” choc różnimy się od siebie jak dwie krople czystej wody”—jak zauważa Pani Szymborska. Co zrobić, by zachęcić Narcyza do miłości? Nauczyć go współczucia. Jak się uczy współczucia?. Moim zdaniem, to znajdowanie punktów wspólnych między mną, a innymi, albo między innymi a moimi bliskimi. Kiedy uczę w mojej szkole polskiego i jestem zmęczona po piątej lekcji i mam dość, i najchętniej puściłabym jakiś ambitny film młodziezy, a sama spoczęła, myslę sobie: muszę jeszcze trochę solidnie pouczyć, bo przecież nie chciałabym, zeby jakaś belferka obijała się na lekcjach w szkole, do której chodzi moja córka. I to mnie motywuje, zbieram energię i uczę jak Pan Bóg przykazał, a film polecam do oglądnięcia w domu.

  26. Agnieszko, dzięki za troskę – jak mawiał pewien bosman z Zegrza ” ciągle coś mnie prześladuje, ale nic to, naprawiam żagle, taka moja robota” :)

  27. PS I tak nie wiem gdzie zapytać, więc tu, czemu nie ;-)
    Mam nadzieję, że czuje się Pan już dobrze? Bo tak sobie ostatnio krążyłam niedaleko, więc ufam, że już siły wróciły ;-)

  28. Dziś dałam jałmużnę. Mijałam kobietę już dłuższy czas, ale dziś wróciłam. Dałam. Usłyszałam Bóg zapłać i zobaczyłam ogromne zdziwienie kiedy zerknęła do kubeczka. Uśmiechnęłam się do niej, ona była w szoku…
    Inaczej mi się daje teraz. Piękniej, serdeczniej, z serca. Nie wiem co mnie popchnęło do wrzucenia, coś ciepłego z serca. Widać dziś miałam dać akurat tej osobie, akurat to, co dałam.

    Ogólnie coś dziś we mnie zamieszkało ;) Może wiosna? Kwiat hawajski we włosach i wędrówka po mieście. Miałam wrażenie, że każdy na mnie patrzy. Kiedyś bym się dziwnie z tym czuła, dziś każde spojrzenie to był mój uśmiech w stronę tych oczu zdziwionych, że jak to, ktoś może iść radośnie, kolorowy i się uśmiechać, a jednak ;-)
    Dużo uśmiechów “złapałam”, a nawet panowie policjanci się oglądali, to też dostali uśmiech ;) i inna kolorowa pani mnie pozdrowiła swoim kolorowym uśmiechem. Czułam z nią połączenie, jakbyśmy miały niemą misję rozsiewania kolorowych uśmiechów ;-)
    Grupka chłopaków niemal się zatrzymała, słyszałam: “Ty widziałeś jakiego ona miała pięknego kwiatka”? ;-)

    Może jakiś Narcyz poczuł “coś”? Może kolor do niego dotarł? Nie wiem, dziś rozpylam kobieco-twórcze płatki po świecie ;)

  29. coś jeszcze. Bo w tytule jest “Jak zachęcić Narcyza do miłości? ” i tak sobie pomyślałam, że kiedy mówimy zachęcić to tak j akbyśmy chcieli przekonać, pokazać że coś jest fajne. A miłości potrzebuje każdy i jakby logicznym byłby że nie trzeba zachęcać..Ale w życiu tak się nie dzieje..

  30. chmmm… to dawanie mechaniczne i dla wyrobienia samego odruchu nawet jeśli tylko ma być takim na początku jest jednak trochę obarczone ryzykiem. Bo jeśli nic nie dostałam i mam tę postawę Narcyza, bo “to oni”, “tamci” itd mi nic nie dali to co właściwie mogę dać ? oczywiście, jeśli mam ale lękam się dawać to nawet jeśli mechanicznie zacznę dawać to rzeczywiście mam wszelkie szanse by weszło to w nawyk ( w zdrowym znaczeniu oczywiście) i procentowało wokół dla mnie i innych.
    Nawet jałmużnę żeby dać to trzeba mieć co dać. W krajach arabskich jałmużna jest niemal obowiązkiem i choćby mało to się dzielą tym co mają. Pewnie często mechanicznie ale dają prawdziwy pieniądz. Czy mechniczne okazywanie uczuć innym jest dobre dla kogokolwiek ? nie wiem.
    Ale jednak można uniknąć powielania mechanizmu sprawcy-ofiary-sprawcy. Bo człowiek nie rodzi się ani jako sprawca ani jako ofiara. Gdzieś, coś po drodze go tak zakwalifikowało. Czasem trzeba wrócić do tego momentu i go przełożyć zakładki tego mechanizmu tak żeby nam służyły. Ale na ile dobre uczynki w tym pomogą ? Nie wiem. Ale pomyślę nad tym :)

Komentarze są wyłączone.