Jak żyć? II

jak żyć?
jak żyć?

Zdaniem stoików są rzeczy zależne i niezależne. Rzec można to fundament stoicyzmu i coachingu. Przygotowujesz się, powiedzmy, do egzaminu z fizyki kwantowej. Czy podręczniki i wyłożona w nich teoria zależą od ciebie? Oczywiście, że nie. Czy wymagania, które postawił wykładowca zależą od ciebie? Oczywiście, że nie. Czy warunki przeprowadzania egzaminu, test lub ustny, sala, dzień, kryteria zależą od ciebie? Jasne, że nie. Co więc od ciebie zależy? To, czy przeczytasz książki i notatki? Też nie. Może przydarzyć się wiele rzeczy, które cię odciągną, uraz oka, niedostępność lektury, konieczność czytania innego tekstu do jeszcze pilniejszego egzaminu, dziesiątki rzeczy. Co więc zależy od ciebie? Wyłącznie akt woli i twoja przeszłość. A dokładnie to w jaki sposób przeszłość wykorzystasz w aktualnej chwili. Jeśli chodziłeś na zajęcia, słuchałeś wykładów, na bieżąco czytałeś lektury, oczywiście dzięki aktom woli – wówczas bazujesz na tym, na co miałeś wpływ. Możesz dbać wyłącznie o to, na co masz wpływ, powiedzą stoicy. A na co masz wpływ? Tylko na swój układ nerwowy i pośrednio na skutki jego działania. Powiedzmy, że szukasz pracy. Czy masz wpływ na warunki pracy? Na rynek pracy? A może na kryteria rekrutacyjne? A może na wysokość pensji i wymagane kwalifikacje? A może na kryzys? A może na oceną rekrutera, na atmosferę pracy, na decyzje zarządu, ilość pracy na rynku, bezrobocie, stawki, związki zawodowe? Nie, nawet na swoje kompetencje nie masz do końca wpływu – powie reprezentant stoicyzmu, gdyż możesz mieć niewłaściwe nawyki utrwalone nie z twojej winy, możesz mieć czyimś zdaniem nieprzydatne kompetencje, możesz mieć kompetencje mniej cenione i tak dalej. Masz wpływ tylko na swój układ nerwowy. Zajmij się tym, na co masz wpływ. Resztą się nie zajmuj. To jednoznaczna i ostra dyrektywa stoików. Oczywiste jest również to, że nasza natura lgnie do zajmowania się wszystkim, tylko nie tym, co może przynieść wpływ i odpowiedzialność po naszej stronie. Ucieczka od odpowiedzialności daje ulgę i zaraz po chwili – bezradność.

Zdaniem buddystów wyrzekanie na demoralizację niektórych ludzi w Zambrowie czy w Warszawie, w Radomiu czy Przasnyszu, w samorządzie, czy w sejmie – jest zaciemnieniem umysłu. Owoc karmy dojrzał, owoc złych myśli, emocji, działań stał się tym, co w chrześcijaństwie nazywa się grzechem. Kiedy dzieje się coś złego w pewnym sensie zło się dopełnia i ustaje. Zbierało się, zbierało, dojrzewało jak wrzód, jak czyrak i pękło. Umysł lgnie do ocen, do przerzucania odpowiedzialności na innych, broni się przed cierpieniem nieporadnie, odgradzając się od niego. Pomstując na zło, dajemy sobie zaledwie ulgę ale niestety w ten sposób cierpnie się zwiększa. Unikanie, odgradzanie się, zaprzeczenie – tworzy barierę lęku oraz przestrzeń bezradności, bo przecież nie mamy wpływu na miliard rzeczy w naszym życiu, powie stoik. Mamy wpływ na wszystko, to owoc kramy, powie buddysta, owoc gorzki lub słodki. Drzewo za oknem wzrastało wiele lat. Wyrosło z jednego nasienia, jak każdy z nas. Nasze nawyki wrastały latami – dobre i złe. Nawyki stwarzają twój świat, dopóki tego nie zrozumiesz, chocholi taniec będzie trwał w twoim życiu. Na tym polega prawo karmy.

Taoiści jeszcze inaczej. Powiedzą – jeśli doświadczasz zła to znaczy, że poszedłeś w  stronę zła. Jeśli lekcja się powtarza, to znaczy, że nie odrobiłeś lekcji i dobry, wyrozumiały los, droga, którą idziesz, a zwłaszcza Droga, czyli nieuświadamiana mądrość, daje ci kolejną naukę jako kolejną szansę. Gorycz nauki jest tym większa, im bardziej głuchy byłeś na poprzednie sygnały. Oczywiście wiemy o tym, człowiek jako tako samoświadomy, zdaje sobie sprawę, że kreuje własne życie, lecz jak trudna jest to wiedza, jak trudno czasem z tej wiedzy skorzystać, głuchość bywa wielka i zaskakująca, ślepota nagła i całkowicie mglista. Oczywiście wiemy również, że to tylko własne przekonania, które jako tako samoświadomy człowiek łatwo może zmienić.

Po tygodniach medytacji, po spotkaniach z mistrzami duchowości, po kontemplacyjnym spotkaniu z przyrodą, wiatrem i morzem, ziemią i słońcem, po godzinach modlitw i mantr oświecony człowiek wychodzi na ulicę, schodzi z góry w dolinę, lekko się skłania, radośnie wita z ludźmi, otwarty i harmonijny, zrównoważony i pozytywny. Wystarczy jeden klakson, jeden kierowca, który ostentacyjnie puka się w czoło hamując przed pasami i ów oświecony nastrój mija. W gardle rodzi się krzyk, w myślach przekleństwo, umysł lgnie do cierpienia, nawyk zwycięża. Oto droga początkującego.

Jak żyć? II
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

9 komentarzy

  1. Podoba mi się. Przenikliwe i mądre. Czekam na część trzecią. Jak żyć Panie Macieju?

  2. A ja zazdroszczę ptakom, kotom i innym kotolotom, że żyją bez pojawiającego się znienacka, a może uporczywie w chwilach trudnych pytania „jak żyć. Samej mimo, że zaliczyłabym się do jakiegoś profilu typu potrafiący się od czasu do czasu uśmiechnąć smutas – mnie osobiście najlepiej, kiedy to pytanie we mnie nie pada. Kiedy życie mierzę nie godzinami z minutami i nieubłaganym zegarkiem, a chwilą. I mimo, że bywa różnie jakoś udaje się być w chwilach bardziej nić bywać. Okropnie lubię kontemplować. Jasne, że łapie się w pułapkę i (zdarza się) mój smutek z niej wypływa. Wolę czasem trudne za to autentyczne emocje. Mierzę chwile chwilami, skondensowaniem swojej obecności w tym, co akurat robię choćby to była rzecz najprostsza nie raz staram się tak, jak naukowiec przy ostatniej, najważniejszej próbie eksperymentalnej. Nie mam szczęścia w kartach, grach zespołowych, loteriach i miłości, ale staram się szukać tego, co szczęśliwe dla mnie, choćby mikroskopowo, z tego wynika. Lubię zanurzać się w inaczej płynący czas, osadzać mocno w chwili postępującej za chwilą tak intensywnie by roztrząsać to, co niesie raczej przyjemność poznawczą. Trudności widać jak okiem sięgnąć, zło może przytłoczyć a ulotne piękno małych, rozciągliwych ułomków czasu biorę sobie z życia jak inni śmieszne czy fajne reklamy. Czemu się teraz tym dzielę? Nie mam pojęcia, pewnie niejeden ktoś się w tym jeszcze odnajdzie.

  3. Takie coś dzisiaj wyczytałam : „Kathrine Switzer. Nielegalnie dołączyła i ukończyła Maraton Bostoński w 1967 pięć lat przed tym jak oficjalnie umożliwiono kobietom start w tych zawodach. Pozostali biegacze powstrzymywali organizatorów przed usunięciem jej z trasy biegu przez cały wyścig. Myślę, że jeśli coś dotyka w duszy sprawiedliwości, to znajdą się ludzie, którzy dadzą wsparcie. Czasem czujemy, że ciągle nas coś blokuje, a może to znaczy, że obijamy się z uporem o ściany zamiast iść swoją drogą :)

  4. Jeśli coś takiego jak oświecenie faktycznie istnieje, to poznałam ostatnio oświeconą osobę.
    Jestem pod wrażeniem. Ona śmieje się ze wszystkiego, nawet w obliczu poważnych kłopotów i sytuacji. Sytuacji, które każdą inną osobę prowokują do narzekania i popadania w depresję. Jej śmiech jest piękny i zaraźliwy. Jest bardzo odważna. Myślę, że klakson sprowokowałby ją do ataku tego życiodajnego śmiechu. Uzdrawia samą swoją obecnością. Nauka od niej zajmie mi jeszcze dużo czasu. To taki coaching najwyższej jakości, z tym, że gratis. Prawdziwy prezent od losu.

  5. Droga początkującego. Któż jednak decyduje o poziomie początkującego?

    Kiedyś wyobrażałem sobie oświeconego człowieka jako osobę wiecznie zadowoloną, szczęśliwą, bez cierpień, przekonań, uprzedzeń i tak dalej. Ach, wyobrażenie umysłu – dualistyczne podejście przekręcające się z jednego ekstremum w drugie.

    Panie Macieju, wspaniały tekst. Pokazujący pokazywanie przez różne paradygmaty świata. Nauki Buddy, który sam o swoich naukach mawiał (oczywiście to tylko moja parafraza): „Moje nauki są jak wąż. Kiedy ktoś z nimi źle się obchodzi, mogą ukąsić”.

    Mam wrażenie, że najbardziej cwanym oraz podstępnym doświadczeniem na drodze do oświecenia jest narozwojowane/pseudooświecone ego/osobowość/zestaw przekonań.

  6. Ja nawet nie moge powiedziec, ze weszlam na te Droge, dopiero sie przymierzam, bo nie chce juz powrotu i chyba nawet nie jest on juz mozliwy. To wymagajaca droga, gdzie nie mozna isc na latwizne a z drugiej strony prosta i jasna. Moje stare nawyki jeszcze czesto daja znac o sobie, ale sie ucze, obserwuje. Przepedzam gniew choc rodzi sie u mnie ostatnio czesto. Z natury jestem bardzo spokojna osoba choc ostatnio mam do przerobienia sytuacje z „wieprzami” a moje „perly” nie sa skuteczna taktyka i niestety obserwuje u siebie agresje na glupote, zlosliwosc i brzydote. Zlo rzeczywiscie” wymaga radykalnych ciec bez sentymentow a moje dobro bylo leniwe w swojej dobroci i nie dbalo o moje interesy”
    Dziekuje za podpowiedz.

    Chce zdobyc bieglosc w generowaniu odpowiednich stanow umyslu w warunkach niesprzyjajacych choc mysle , ze nie mam do tego jeszcze odpowiednich narzedzi. Czytam, praktykuje wdziecznosc i wspolczucie i w pewnych srodowiskach widze zmiane na lepsze – mam na mysli, ze moje reakcje rzeczywiscie wplynely na zmiane dynamiki relacji na bardziej pozytywna, lecz ciagle zjawiaja sie przede mna „nauczyciele” – wyzwania a ja sie ucze.

    Posylam wszystkim duzo dobrej energii

  7. @ad w sumie to jest różnica jak się idzie drogą na „czuja” zamiast zaopatrzyć się w mapkę :)

  8. … bo Droga jest drogą, a nie rzeczą, którą można posiąść raz na zawsze, zaliczyć, odhaczyć na liście. Denerwuje mnie to za każdym razem gdy zdaje mi się, że już już czuje i rozumiem, a tu klakson.
    Natomiast z drugiej strony oznacza to również, że skoro Droga jest drogą, a nie rzeczą do posiadania to również co byśmy nie robili nie da się jej ostatecznie stracić i zawsze jest kolejne podejście. To z kolei mnie uspakaja i daje nadzieję.

  9. Według Aniuli zło wymaga radykalnych cięć :) Bez sentymentów. Wczoraj doszłam do wniosku, że dobro jest leniwe w tej swojej dobroci. Przestaje się uczyć, przestaje dbać o siebie i swoje interesy. Ważne jest nie tylko dawanie ale to komu się daje. Nie rzuca się pereł przed wieprze. Stare dobre powiedzenie. Wczoraj wyjaśniłam jednej osobie jak można inaczej postrzegać pewną sytuację. Najpierw zszokowane spojrzenie a potem wielki uśmiech :) Nauczyłam stawiania pytań…… Warto pytać :)

Komentarze są wyłączone.