Jaka to okazja?

jaka to okazja?

Jeszcze odczuwa się przedświąteczne napięcie. Tłok, najrozmaitsze Wigilie, opłatki, śledziki i pośpiech w kończeniu tegorocznych budżetów, raportów, podsumowań. Obok mega super centromarketów nie sposób przejechać, a co dopiero zaparkować i dokonać zakupu. Za chwilę to się wyciszy, spowolni. Polska odpocznie, odetchnie, weźmie głęboki, rześki oddech. Potrzebujemy świąt po dniach pracy. Potrzebujemy świętowania, gdy cele zostały osiągnięte, a etapy naszych starań zakończone. Kończy się rok. Domknięcia, podsumowania, raporty, końce i początki. Obietnice złożone i złamane.  Zdrady i wybaczenia. Rodzina być może pojedna się przy stole. Samotni znajdą bliskich. Bliscy ogrzeją swoje serca i wzmocnią nadzieje. Naiwność i wiara.  Tradycja i konsumpcja. Nasze, polskie, tradycyjne, rodzinne, spokojne, ciepłe, radosne, bogate – takich przymiotników używamy najczęściej w czasie składania życzeń. Na wyrost? Święta! Święta! Święta za pasem!

Chyba jesteśmy społeczeństwem ciągle głodnym, jeszcze nienasyconym, pobudzanym do życia chińskimi gadżetami. Na stoły wkradła się, egzotyczna jeszcze niedawno, krewetka oraz wino. Jak silne jest to konsumpcyjne napięcie między biednymi i bogatymi? Chyba niezbyt silne, nie tak jak pomiędzy paryskim przedmieściem, a bogatymi dzielnicami starego Paryża. Chyba nie tak jak pomiędzy londyńskim city a obrzeżami, w których zebrał się przekrój populacji emigrantów z całego świata. Kiedy odwiedza się na przykład Bengal Zachodni i tamtejsze wioski, albo choćby New Delhi, czy nepalskie Kathmandu to można westchnąć i powiedzieć trawestując Bogusława Lindę: Co ty wiesz o napięciach społecznych i biedzie? Polska bieda?

Czasem myślę, że polska bieda ukryła się w umyśle, w mentalności, inaczej niż bieda indyjska czy nepalska, gdzie człowiek może być tak bardzo zdeterminowany miejscem urodzenia i otoczeniem, że nawet nie jest w stanie dotrzeć, dodrapać się, dogrzebać do  światełka w tunelu nędzy i bezradności. W Polsce łatwiej. Łatwiej? Oczywiście tak może powiedzieć tylko ta osoba, która skorzystała z szansy, wsiadła do pociągu ze swojej popegeerowskiej wioski, zdobyła pracę, podnosi wykształcenie, szuka możliwości, oszczędza, odkłada. Ktoś, kto tam pozostał i czeka na sobotę, na sobotnią dyskotekę porno, jak w znanym filmie dokumentalnym, tej szansy, możliwości oczywiście nie widzi, może nawet nigdy nie dostrzeże. Poranny kac zaprowadzi go znowu, jak setki razy, w to samo niewygodne, ale znane miejsce.

Jest jeszcze coś arcypolskiego, co wyrażają rozmowy o śniegu. Nie ma śniegu. Nie dobrze, susza, co to za święta bez śniegu? Nie zarabiamy nic, bo maszyny stoją, ani grama soli nie zużyliśmy jeszcze w tym sezonie. Co prawda są oszczędności na opale, ale…co to za święta bez śniegu? Szaro. Wreszcie dość nieoczekiwanie spadł śnieg! Białe Boże Narodzenie! Śnieg, zaspy, znowu drogowcy zaspali. Stłuczki, drogi nieprzejezdne, zawieje i zamiecie śnieżne. Korki. Główne miasta nieprzejezdne z powodu zalegającego śniegu. Tragedia. Podtopienia i groźba powodzi. Problemy z oblodzeniem i odśnieżaniem dachów. Masowe złamania i skręcenia kończyn. Oddziały ortopedyczne zawalone pracą. Masy śniegu zalegają na ulicach. Śnieg, biały puch na święta, jak cudownie!

Zaraz, zaraz, a co właściwie świętujemy? Jaka to okazja? Z jakiego powodu ta choinka, lampki, neonowe renifery, starszy pan z siwą brodą, opłatek, barszcz i sterta prezentów? Jaka to okazja?

Jaka to okazja?
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

11 komentarzy

  1. Joanno!
    Chciałam już skończyć ten wątek,ale czuję że chcę jeszcze wyjaśnić :)
    Naprawdę nie uraziłam się i nie przyjęłam Twojej wypowiedzi jako chwalenia się, ani w żaden sposób negatywnie.
    Cieszę się, że są ludzie, którzy traktują zwierzaki jak czujące istoty że Pan, Panie Macieju oraz Ty Joanno i pewnie sporo osób komentujących tego bloga działacie podobnie. Rzadko przyznaję się do tego, że nie jadam mięsa. Nie chce odpowiadać na pytania: A co ty jesz? A jak ty żyjesz, pewnie jesteś chora, umierasz itp.
    Ot, po prostu robię swoje.
    Energia idzie za uwagą. Tak! Nie ma sensu skupiać się na negatywach, jednak też trudno być ślepym. Co święta widok kapi w siatkach i podobne “atrakcje” biją w moją wrażliwość i empatię. Trudno w takich wypadkach mówić, że ludzie są dobrzy. Sporo osób – to ci nieświadomi?, w amoku tego, co dyktuje tradycja, media, reklamy i jedynie słuszna racja. Są też ci, którzy z premedytacją znęcają się nad innymi – zwierzętami, ludźmi (to dla mnie bez różnicy, krzywdzenie jest złem) tych trudno nazwać mi dobrymi.
    Większość moich bliskich je mięso – trudno jest mi pogodzić to z jaką miłością pochylają się nad psem z kawałkiem świni na talerzu – jednak akceptuję to – darzę ich uczuciem wraz z ich upodobaniami kulinarnymi. Znam wspaniałych, empatycznych ludzi mięsożerców, jednak do wegetarian mi blisko. Naturalne – lubimy podobnych.
    Czytam właśnie “Coaching tao”. Myślę nad fragmentami, w których Dróżnik i Marcin opowiadają jakimi prawami w stosunku do przyrody i zwierząt rządzą się mieszkańcy tamtejszych wiosek. Chyba równolegle dochodzę do wniosku, że nie mi to oceniać, a z drugiej strony budzi się wrażliwość i uczucie, że nie wolno zabijać. Spory obszar do refleksji jak i cała książka.
    Jest takie powiedzenie, że nie uratujemy całego świata, ale jeśli uratujemy jedno zwierzę, to zmieni się cały jego świat. I na tym zapewne warto się skupić. Jednak chęć buntu na to, co złe pozostaje i czasami warto go wyrazić.
    Na tym blogu poruszana Pan wiele innych ważnych tematów (chociażby ostatnio Tybet). Warte czytania są zarówno posty jak i komentarze – to jedyny blog, który czytam. Dużą wartością jest kulturalna i rzeczowa wymiana zdań. I tak właśnie odebrałam Joanno Twój komentarz – jako wnoszący kolejną wartość.
    Dziękuję za link do mnichów!

  2. Elizo, nie było moją intencją chwalenie sie działaniem. Nie było tez moją intencją licytowanie sie w tej sprawie z Tobą czy kimkolwiek innym . Mam wrażenie, ze poczułaś się urażona moim wpisem, co też absolutnie nie bylo moją intencją.
    Mój proces myslowy był następujący: Maciej wielokrotnie w swoich wpisach porusza to, co niefajne, bolesne, trudne. O ile dobrze rozumiem jego intencję chodzi mu o poruszenie ludzi, skłonienie do refleksji. Jednocześnie sugeruje pewien filtr spostrzegania rzeczywistości, bo pod wpisem pojawiaja sie komentarze w podobnym nurcie. A ja ciągle mam w głowie, ze energia podąża za uwaga. Jeżeli ileś osób w danym momencie myśli o tym, jak jest niefajnie i ile cierpienia wokół- to zgodnie z tą filozofia powiększa takie zjawiska. Nie chodzi o to, zeby je wypierać, zamiatać pod dywan.W mojej mapie warto byc po stronie rozwiazań. Zauważam, ze cos nie jest OK i podejmuję działanie w kierunku zmiany. Żeby zrównoważyć. Ta historia z wpłatami na psa to nie miała byc moja autoprezentacja. To miała byc informacja o tym, jak wielu ludzi podjęło decyzję zrówwnoważenia krzywdy, która zrobiono temu stworzeniu. I że wystarczy jeden prosty krok , podjęcie działania zamiast poprzestanie na refleksji, ze jest źle.

    Jeżeli masz potrzebę wypowiedzenia się n/t wegetarianizmu to nie widzę przeszkód. Wielokrotnie komentarze pod wpisem Maćka wędrowały różnymi ścieżkami.

    Link do filmu o mnichach z Shaolin obalający mity mięsnej diety:
    http://www.youtube.com/watch?v=eZwmluSn_T0

  3. Gratuluję działania! Też co nieco robię :). Nie chcę ciągnąć tutaj wątku wegetarianizmu – w końcu wpis Autora dotyczył innego tematu :). Bardzo proszę tylko o tytuł filmu o mnichach :). Może nie tylko ja chętnie go obejrzę….

  4. Elizo, rozumiem Twoje uczucia wobec tego, co sie dzieje. I nie odebrałam Twojej wypowiedzi jako głosnego manifestowania swoich pogladów.Ja mam mocno na działanie:) Jeżeli widzę, ze dzieje się coś w mojej mapie niedobrego zaczynam mysleć, co z tym zrobić. A jestem głęboko przekonana , że kazdy z nas może wiele. Wierze, ze generalnie ludzie sa dobrzy, tylko często nieśwaidomi np. bólu jaki sprawiaja. Wierzę też, ze energia podąża za uwagą. I staram się ją dawac pozytywnym rozwiązaniom. Nie mam pomysłu na generalne przebudzenie ludzi, bo i mnie do niego daleko. Natomiast możemy mieć wpływ chociazby na rodzinę i znajomych. Uświadamiając im np., ze ryby odczuwaja ból. Ostatnio na FB przesyłano sobie link do artykułu n/t temat. Mozemy zażądac w sklepie, w którym trzyma się karpie w tragicznych warunkach zmiany tej sytuacji. Mozemy rozmawiając z ludźmi obalac mity n/t mięsa i wegetarianizmu. Jest np. dostepny w sieci film o klasztorze Shaolin, którego mnisi słynący ze sprawności i wytrzymałości nie jedzą mięsa. I to rozumiem jako edukację.
    Dwa tygodnie temu zrobiłam na FB wydarzenie poświecone zbiórce pieniedzy na operację dla pobitego szczeniaka. Prosiłam o powstrzymanie sie od komentarzy n/t sprawcy. Bo oprocz nakrecania silnych negatywnych emocji niewiele to zmienia. A może cos pogarsza.Ludzie wpłacali pieniądze na psiaka na konto Vivy. Ile kto mógł- po 100 i po i 10 zł. Bardzo szybko uzbierała się spora suma. Dziewczyna z Vivy byla zaskoczona tak silnym odzewem. W mojej mapie to 10 zł to nie tylko pieniądze.To opowiedzenie się każdej z zaangażowanych osób po Jasnej Strony Mocy:) Energia podąża za uwagą:)

  5. Joanno! Jestem pod dużym wrażeniem wpisów i komentarzy na tym blogu – dlatego moja uwaga znalazła się właśnie tutaj. Z głośnego manifestowania swoich racji wyrosłam dawno temu. Agresja rodzi agresję. Chociaż…. czasami trudno milczeć wobec czyjegoś, tak bezsensownego, ubranego w obłudę i tradycję cierpienia. Gwiazdorki coca coli, chińskie “ozdoby” i resztę świątecznego teatrzyku omijam z uśmiechem, wijącego się karpia trudniej… Może potrzeba mi jeszcze pracy nad sobą, by pogodzić się z czymś, czego zmienić nie można, a może to “nie” (chociaż wypowiadane zazwyczaj w milczeniu) jest ludzkie. Zgadzam się z Tobą, że niewarto narzekać – lepiej coś robić i z tym, że większość ludzi nie jest zła, tylko nieświadoma. Nie mam pomysłów na ich obudzenie…

  6. To “bez agresji i poczucia wyższości” nie było do Ciebie, Elizo:) Ostatnio mam taką refleksję przyglądając się różnym akcjom prozwierzęcym. Że często budzą opór w tych, którzy mają inne postawy. Że dużo w tych działaniach zaangażowania,emocji, ale brakuje wiedzy psychologicznej, umiejętności docierania do ludzi o innych poglądach. I mam na to pewien pomysł:)

  7. Elizo, ludzie robią takie rzeczy zwierzętom,bo nie mają świadomości, że sprawią im cierpienie. Wydaje mi się, ze jedyną ścieżką jest tutaj edukacja. Może więc zamiast narzekać na innych dołączajmy się do różnych akcji prozwierzęcych, zapraszajmy do nich znajomych, rozmawiajmy z innymi ludźmi. Bez agresji i poczucia wyższości wobec tych innych, mniej świadomych.

  8. Ważny temat i na czasie… To co napisze zapewne nie jest popularne. Świętowanie, radość, odpoczynek – tego jak najbardziej tego potrzebujemy – nawet bez okazji lub udając, że jest okazja (co teraz robi sporo pseudokatolików). Nie mogę jednak co roku pogodzić się z obłudą – niby szerzenie dobra, pojednania, a na stoiska i straganach ściśnięte – niemo jęczące karpie, wycięte choinki, które za chwile trafią na śmietnik. W drodze do pracy mijają mnie transporty świń na rzeź – w tym czasie potrzeba więcej mięsa. Przecież ma być bogato i zgodnie z tradycją. Co z tego, że często właściwie nie wiadomo skąd ta tradycja “jaka to okazja”, śmierć innych istot pomija się milczeniem. Ile to zwierzęcych śmierci znajdzie się na śmietniku, bo ktoś kupił za dużo – często za pożyczone lub ciężko zarobione pieniądze. Staram się zrozumieć, że ktoś chce jeść mięso, jednak po co te zapasy? Po co fundowanie im dodatkowych cierpień? Co roku zadaje sobie to pytanie, przechodząc koło straganów z karpiami. Czekam na styczeń, gdy ucichną kolędy, przerzedzą się stoiska, ustanie bieg… Aż do kwietnia, kiedy nasze społeczeństwo znowu zacznie mówić krzyczeć słowo święta! Jeszcze przed nami Wigilia, w którą to podobno zwierzęta mówią ludzkim głosem. Co nam powiedzą?

  9. Bez względu na obecność lub brak śniegu Jezusek i tak się urodzi:))) Oraz Mitra, Ozyrys i Tammus. Możemy sobie robić zakupy w internecie i rozmawiać przez komórki- a i tak od wieków wędrujemy w tym samym kole czasu. Zaczarowujemy obfitość ucztą i podarkami, robimy miejsce przy stole dla duchów, przepędzamy złe energie generalnym sprzątaniem. I tak co roku przez tysiące lat. A dzisiaj Yule- Zimomistrz tańczy :).

  10. Jechałam dziś do supermarketu tramwajem. A w tramwaju tłok. Jedna dziewczyna —stojąc na jednej nodze—przekazała drugiej dziewczynie (ta stała na drugiej nodze) stanowczą (a jakże) informację: na święta śniegu nie będzie. No, nie będzie śniegu na święta—pomyślałam. I basta. I kwinta (jak mawiała kiedyś moja czteroletnia córka). Wysiadam z tramwaju–a tu śnieg sypie. Ale jazda–myślę—będzie śnieg na święta! Halo, halo, do świąt jeszcze trochę… Co będzie z tym śniegiem?
    W grudniu, zdecydowanie po południu, przyjdzie Rabbi jak co roku i nawet ci, co go nigdy nie widzieli pogodzą się i przestaną wznosić mury. Czego sobie i wszystkim życzę.

  11. Jak to jaka to okazja? Przecież to Gwiazdka – święta od Coca Coli, której nie może zabraknąć na stole. Daje się ludziom prezenty, zadłuża się na prezenty dla najbliższych i na suto zastawiony stół w myśl powiedzenia “zastaw się a postaw się”. W drugi dzień świat można normalnie ruszyć do Galerii albo do jakiegoś Media Markt, bo pewnie wyprzedaż będzie. Po świętach jakoś to będzie. Aha, coś było jeszcze z tradycją katolicką. Coś się z Biblii czytało, jakiś fragment,a le o czym?

Komentarze są wyłączone.