Jedną z najważniejszych lekcji odbyłem dawno temu…

Kiedyś, dawno temu byłem gościem klasztoru, prawie domownikiem. Dziwne czasy, komuna, lęk, niedostatki, bieda, brak perspektyw oprócz oficjalnej ścieżki dla wybranych wiernych. Gnuśny król i cała banda serwilistycznych wasali rządziła krajem. To było sto lat temu, a może dwieście. Garstka mnichów żyła w ledwie zadaszonych ruinach klasztoru. Byłem chłopcem. Już nie dzieckiem, ale jeszcze nie mężczyzną, choć gdyby ktoś minie tak określił byłbym się bił. Ot, zbłąkany chłopak. Wtedy w kraju nie istniały żadne formy pomocy dla młodzieży z tak zwanymi problemami, dla łobuzów i różnych wykolejeńców. Czasami jakiś mnich się ulitował i przygarnął. Dziwne czasy. Dwieście, a może trzysta lat temu. Pewnego dnia przypadkiem wszedłem za klauzurę, teren niedostępny dla obcych, świeckich, tych bez habitu i kaptura. Jednak sprawa była pilna, a przeor nie tak rygorystyczny jak nakazywała reguła zakonna. Wszedłem do celi, w której szukałem jednego z zakonnych braciszków – Adriana i… przypadkiem ujrzałem brata Wojciecha, który siedział przy oknie i gapił się w dal.

-Przepraszam – powiedziałem cofając się – brat czytał brewiarz, a ja przeszkadzam.

-Nie czytam, wchodź śmiało – odpowiedział braciszek nie odrywając oczu od czegoś tam, za oknem.

-W takim razie brat drzemał, tym bardziej przepraszam – zmitygowałem się jeszcze bardziej.

– Nie drzemałem – odpowiedział zakonnik.

– W takim razie brat się modlił, już uciekam.

– Gdzież tam, nie modliłem się, nieszpory dopiero za godzinę – odpowiedział.

– To co brat robił? – spytałem kompletnie już zbity z tropu.

– Nadal to robię.

– Co takiego brat robi?

– Patrzę na ptaki.

– Po co brat patrzy na ptaki? – zdziwiłem się jeszcze bardziej zaskoczony.

– Jestem.

– Jak to brat „jest”?

– Jestem razem z nimi. Jesteśmy.

– Jak to? Po co? Co brat myśli tak patrząc?

– Nic nie myślę. Jestem w najprostszej intencji, w miłości. Jestem tu i patrzę.

Jedną z najważniejszych lekcji odbyłem dawno temu…
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

12 komentarzy

  1. Dzisiaj rozmawiałam z koleżanką o potrzebie szczęścia ( znaczy koleżanka potrzebę ma), to podstępnie zadałam znane poniekąd blogowiczom pytanie, co by zrobiła jakby miała 100 milionów dolarów. No i była podroż dookoła świata, domy dla całej rodziny , studia, kursów całą masa, nauka angielskiego, pieniądze na biedne dzieci w Afryce, no i zostało nam tak około 96 milionów bez pomysłu. Kolejne pytanie :co i kiedy musiałoby się zdarzyć , abyś była szczęśliwa? I zagadka dla Was jaka padła odpowiedź?:)

  2. Witajcie. Krótka historyjka a w zasadzie dialog między mamą (czyli mną) i synkiem
    7 letnim Maksem…

    Maks: Mamusiu wziąłem udział w konkursie szkolnym, były wiersze Brzechwy, a ja znam „Na wyspach Bergamutach” i zaśpiewałem ten wiersz
    Mama: Zaśpiewałeś? a wogóle jaki konkurs? jakie nagrody?
    Maks (jakby nie słysząc) : Mamo była super zabawa, a jaki fajny mikrofon i scena taka wielka…..
    Mama (dalej swoje): ok, no i jak wypadłeś? co dalej?
    Maks (mój cudowny syn i mój coach) : Mamo to była czysta przyjemność……. tak sobie śpiewać
    pozdrowienia

  3. magiczny film o narodzinach komara z filmu Microkosmos http://youtu.be/xJRtQxCoNlo niestety wyłączono możliwość umieszczania na stronach

  4. nauczyłam się tego „jestem” patrząc na dzieci, nie integrując, nie zwracając uwagi że brudzą ubrania, że brudzą siebie,
    można nauczyć się dystansu do świata materialnego, swojego wyglądu, wpływu innych

  5. Proszę koty ode mnie pozdrowić; wszystkie i każdego z osobna; mam chyba z nimi specjalne połączenie; choć nasi bracia z innych gatunków wszyscy są cudem; film Mikrokosmos i scena, w której z jaja wykluwa się komar to magia nad magiami, choć przecież komar nie dość, że jest nieuzasadniony z naszego punktu widzenia, to jeszcze jego byt wydaje się bezsensownie bzyczący; a jednak…cud życia;

    fotkę kota i kotów wszelakich postawić na FB koniecznie trzeba, Aniołka Liliannę i wszelkie inne, inspirujące; uświadamiam sobie, że myśląc o domu za miastem myślę o zwierzętach :) które w nim zamieszkają

    można być poza iluzjami…to łatwe, kiedy już się raz poznało drogę, to jest identyczne doznanie jak z iluzjami optycznymi, kiedy już raz zobaczysz goryla w filmie J.Simonsa, zobaczysz go już zawsze :)

    pozdrowienia dla wszystkich

  6. Wczoraj napisałam w „zrobiliśmy” o moim „przyglądaniu się”, a tu proszę taki tekst.
    A dzisiaj o 3 rano obudził mnie koci wrzaskun domagając się jedzenia, z uwagi na wiek zapominający o „właściwych” porach. Zwlokłam się nieszczęśliwa, a potem znowu zasnęłam z uśmiechem z nosem w nakarmionym futrzaku, myśląc „jesteś”…

  7. Nie jest to takie oczywiste–mówienie o własnej „obecności”, jak się o niej mówi, ona często zwiewa. Czasami wraz z ptakami :)

  8. Ptaki nie robią na mnie takiego wrażenia, żeby z nimi BYĆ (mam jednego w domu – wiem, w klatce to nie to samo, ale nie mogę go wypuścić na pewną śmierć).
    Totalne wyłączenie mózgu mogę za to z łatwością osiągnąć wpatrując się w koty. Szczególnie jak śpią, jak równomiernie unoszą futro przy każdym oddechu, jak się przeciągają od czasu do czasu, jak strzygą uszami na najmniejszy szmer. A to ugniatanie! Nawet powietrza :) Tak, powietrze też można ugniatać :).
    Jak nie śpią, to tym bardziej człowiek nie jest w stanie myśleć o czymkolwiek patrząc na nie. No pod warunkiem, że się nie ma alergii…

  9. Ja tak chyba miałem jak ostatnio usiadłem na pniu drzewa, które wpadło do jeziorka. Patrzyłem się na kaczki… Fajnie było :)

  10. To tak jak zaczynam coś wyszywać, wyłączam się, ważny jest tylko obrazek, tak naprawdę wiem jak będzie wyglądać bo mam wzór, ale zawsze efekt końcowy mnie zaskakuje :) Wiosna przyszła, listki na krzaczkach, tulipanki pod oknem, zdjęcie kotka w umywalce zaprzyjaźnionej pracowni plastycznej rozczula mnie niesamowicie:) Panie Macieju wrzucić na FB Kotkę Aniołka Liliannę oczyszczająco równoważącą – jak nazwali ją właściciele? :)

  11. „- Nic nie myślę. Jestem w najprostszej intencji, w miłości. Jestem tu i patrzę” – to trudna lekcja do odbycia – w każdym razie dla mnie. Bo przecież umysł krzyczy, że jest wiele spraw do obmyślenia, obgadania, dowiedzenia się, że tak wiele się dzieje… Wiem, że to problem wielu osób.
    Mentor coach, z którą miałam przyjemność pracować na nowo nauczyła mnie słuchania serca, wyłączania rozumu -to pomaga prawdziwie być. Pod warunkiem, że pozwalam sercu niemo zabrać głos, bo umysł chce głośno …. Ech, trudna droga, a niby tak oczywista.

  12. Pana blog jest dla mnie apteką dla duszy. Dziękuję.

Komentarze są wyłączone.