Jedno z przebudzeń

Wielu badaczy poszukuje przez ostatnie cztery dekady śladów cywilizacji pozaziemskiej. Profesor Stephen Howking twierdzi, że rachunek prawdopodobieństwa może nas w tej kwestii mylić, zwraca uwagę raczej na efekt skali. Miliardy galaktyk, w których tysiące miliardów słońc może być podobnych do naszego daje pewność, że inne cywilizacje istnieją, że istnieją inne formy życia. W dodatku wcale życie nie musi być oparte, zdaniem genialnego profesora, na atomach węgla i wodoru, wodzie i białkach. Może tam być równie dobrze azot, siarka, a życie przyjmować formę gazu. Profesor przestrzega przed genem agresji i ekspansji, która prowadzi do samozagłady. Inne cywilizacje, jeśli były podobne do naszej, mogły po prostu nie przetrwać wewnętrznych konfliktów i same się unicestwić.

Przez wiele lat życie było dla mnie niezauważalnym zjawiskiem. Byłem tak pogrążony w iluzjach, że robak był obrzydlistwem, a wszelka inna, drobna gadzina przeszkodą, którą łatwo rozdeptać, pies lub kot zabawką, a kiełbasa produktem w folii, który nie ma nic wspólnego z życiem, cierpieniem, cudem istnienia. Nie miałem pojęcia o tym, czym jest cud życia. Pewnego dnia, jedno z moich przebudzeń z transu, pozwoliło mi dostrzec, że cud życia, magia komórek, które nagle istnieją samodzielnie, stają się istnieniem, istotą, która podejmuje decyzje, działa, oddycha, ten cud jest wszechobecny. Życie do zwariowania dosłownie nas otacza i wszędzie wokół nas istnieją cywilizacje pozaziemskie, których nie rozumiemy, nie potrafimy nawiązać z nimi kontaktu, które rozjeżdżamy, zarzynamy, rozdeptujemy, zabetonowujemy, a co najwyżej ignorujemy. Czy mam jakąś pointę? Nie. Mam pomieszanie. Smutek i radość. Radość z bogactwa życia. Smutek z powodu jego bezmyślnego unicestwiania. Pozostaje mi na ten moment tylko uważność i obecność.

Jedno z przebudzeń
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

18 komentarzy

  1. Agnieszka Hawajka… czadowo, nie moc będzie z Tobą :))) trzymam kciuki

  2. Agnieszka a może przynajmniej jakaś mała relacja co jakiś czas z “zajętości życia”? ;)

  3. Szybko zleciały te dwa miesiące w Polsce, oj szybko, a początkowo wydawały się taką męką! Tyle się wydarzyło w tym czasie, jak dużo wiem tylko ja i przyjaciółka. Pożegnanie z rodziną, w ramach której się nie mieszczę, pożegnanie męża, który też ma prawo do szczęścia, pożegnanie mieszkania, bo za drogie, pożegnanie ubrań, biżuterii, książek, bo po co mi one, pożegnanie ukochanego, bo mam swoją drogę, pożegnanie znajomych, bo i w ich świecie już się nie mieszczę. Pożegnania… A co mnie czeka? Przywitania i te Indyjskie i te hawajskie i te wewnętrzne, które tylko czekają aż wejdę przed odpowiednie drzwi. Czy dam radę? Bilet kupiony, pieniądze wymienione, plecak niecierpliwie czeka, aż go wypełnić niezbędnikiem na 4 miesiące wspólnego życia… Tak, dam radę, bo przeszłam dużo więcej, a czeka mnie jeszcze więcej. Teraz już dość pożegnań i łez, już dość, jestem pusta, posprzątałam tak, że można ze mnie jeść ;-)
    I żegnam na razie to miejsce by powitać z nową energią ;-)
    Jeszcze raz dziękuję za przestrzeń Panie Macieju!
    Namaste!
    Aloha!
    Już czas. Idę, choć umysł krzyczy, zostań w znanym, starym, ciepłym… Idę mimo wszystko ;-)
    Wszystkiego dobrego dla wszystkich, odmeldowuję się i przez pewien czas będę zajęta życiem ;-)

  4. A ja myślę, że ani konkretne działanie, ani cele, tym bardziej na dużą skalę nie są czasem potrzebne, poprostu ŻYCIE DZIEJĄCE sie jest działaniem i celem samym w sobie… nie każdy powinien prowadzić bloga, pisać, malować, śpiewać i to na dużą skalę żeby BYĆ, dla siebie i innych….w swej pełni… pomyślcie o tym, czasem działanie, nie ma nic wspólnego z misją, a misja rozmija się z celem,…., świat jest różnorodny, świat jest nieprzewidywalny, nie MY tu jesteśmy siłą sprawczą, to ŻYCIE :) PS ja często myślę o tym, że można zapłodnić komókę in vitro, można sklonować ssaka, ale nie można już swtorzyć ani ziarna, ani komórki jajowej, ani plemnika biorąc szypte tego, szypte tamtego, po odrobinie wszytkiegi i to mnie oczarowywuje, a przed ZYCIEM się nsiko kłaniam .

  5. No tak–“instrukcje” kojarzą się w naszej niby-liberalnej epoce żle. A jednak użyłam tego słowa świadomie, żeby nie wyjeżdżać z “naukami o umyśle”, bo to by dopiero mogło zniechęcić. “Nauki” to już się kojarzy z wysiłkiem, a może i mozołem, a kto to lubi? Ja na pewno nie :) Praca z umyłem, by był uważny i obecny jest tak naprawdę prosta–dlatego “instrukcje” wystarczą–wymaga tylko systematyczności.
    Na mistrzów trzeba uważać–też tak uważam. Mistrzów sprawdza się w praktyce. Jak praktyka “działa”, Mistrz jest OK.

  6. Grunt to mieć zdrowy rozsądek, ponieważ na mistrzów-instruktorów też trzeba uważać .

  7. patrzę…widzę..jak każde z nas tańczy:)…i każde we właściwym rytmie, właściwym dla siebie, każde tańczy swój taniec..najwłaściwszy bo swój…:):)

  8. Myślę i wiem że jest dużo ludzi, nawet 80 000 którzy robią coś dobrego Dla innych, ale nasz przekaz międzyludzki woli sensację… Moje pytanie: ilu osobom powtórzcie plotkę, lokalną historyjkę, a ilu pożyteczne i bezinteresowne dobro?

  9. Żyć według instrukcji? Brzmi niepokojąco, ale może czegoś nie rozumiem ?

  10. Jestem pewna, że uważność i obecność wystarczy, by żyć i doceniać życie. Kwestią zaś zasadniczą jest —jak nauczyć się uwagi i obecności. Do tego potrzebne są instrukcje . Na szczęście są mistrzowie od tego i są instrukcje.

  11. Tym razem Mareczku nie trafione, małą podpowiedź, uzmysłowiła sobie czego potrzebuje naprawdę:)

  12. Aniula – mój strzał:
    ” …właściwie to jestem szczęśliwa…” ?
    :)

  13. Mareczku jedna godzina nie wystarczy, pracuję z koleżanką i coś mi się wydaje , że z iluzji wychodzi, ale 10 sesji jak nic:) Myślę, że po prostu trzeba działać i nie przeliczać. :) W tekście poniżej zadałam wszystkim zagadkę, spróbuj odpowiedzieć :)

  14. Któregoś dnia stałam na plaży. Klimat był jakiś niesamowity, piasek układał się w dziwne formy. I dotarło do mnie mocno – ja naprawdę żyję na ZIEMI, na jednej z PLANET. A łabędzie które widzę są niezwykłymi stworzeniami, tylko dla nas są “normalne”, w najlepszym razie ludzie ich nie zauważają.
    Smuci mnie to samo co Pana.. ale są takie historie np :

    http://www.youtube.com/watch?v=nnYRhanK3XA&feature=player_embedded

    I przywracają mi wiarę w ludzkość.

  15. Gdyby coś… to coś… przecież w większości ludzie śnią i nie chcą zmian. Bo się boją. Ja sie zastanawiam w ilu jeszcze iluzjach żyję. A może ile się tworzy, ile ubyło?

  16. Aniula
    Maciej napisał powyżej, że sam przez lata pozostawał pogrążony w iluzjach.
    Ja przez pewien czas także.
    Myślę, że wielu ludzi gdzieś głęboko w sobie czuje, że coś z ich zyciem jest nie tak, nie czują się szczęśliwi. Nie znajdują odpowiedzi w domu, w kościele. Czasem nie znajdują przez całe życie. A czasem wystarczy czyjeś jedno pytanie, jakaś myśl, aby obudzić duszę…
    Dlatego mam ogromny szacunek do wszystkich, którzy DZIAŁAJĄ. Którzy “tańczą swój taniec” – pomagając przy tym innym.
    Ten blog i inicjatywa Macieja jest dobrym przykładem. To jest konkret. Tylko, że potrzeba takich konkretów dużo więcej. Ile osób w Polsce może wyrażać podobne intencje jak my tutaj na blogu? Myślę, że wiele ale rzućmy ot tak jakąś liczbę – z 40 mln powiedzmy, że ok 20% to osoby w “średnim” wieku = 8 mln. Z tych osób załóżmy, że 1 na 100 podziela “nasze troski o stan świata w którym żyjemy” = 80 tys. Ile z tych osób aktywnie działa? Czyni coś na szerszą skalę dla dobra ogółu? Obawiam się, że nie za wiele. A gdyby tak każdy z tych 80 tys poświęcił symbolicznie 1 godzinę w tygodniu na jakieś (pytanie jakie?) działanie to tak jakby 1 człowiek poświęcił 10 lat życia!!! To mam właśnie na myśli. Skala. Jest takie kolokwialne powiedzenie “i Herkules dupa kiedy ludzi kupa”… :)

  17. marek coś mi się wydaje, że ciężko będzie, zbyt dużo osób wymagałoby totalnej trepanacji eh…….

  18. A ja pozwolę sobie na pointę. Potrzebne jest DZIAŁANIE. Konkretne. Celne. I na dużą skalę. “Zawsze” – kiedyś zniknie…

Komentarze są wyłączone.