Jeszcze o Warszawie…

1.Warszawa wymaga hartu ducha, mądrości, wytrwałości, przebiegłości. Tu trzeba umieć się poruszać, przemieszczać, poszukiwać, odnajdywać. Warszawa to paczłork. Rozległa przestrzeń zmusza do zagospodarowania ogromnej mapy, która mieści się w głowie, w centralnym GPS naszych zmysłów. Lekarz na Dolnym Mokotowie, a stacja obsługi samochodów na Bródnie, ciocia mieszka na Ursynowie, a biblioteka jest na Ochocie, obok jadłodajnia, ale już sklep z żółwiami na Bemowie, uczelnia na Pradze, a kumpel mieszka w Ząbkach, zaś impreza odbędzie się w Nadarzynie, a chrzciny w Piastowie. W zależności od wieku, pełnionych ról i zadań potrzeba rozlicznych, wyjątkowych kompetencji. Warszawa wymaga innych umiejętności od osób starszych, innych od studentów, innych od rodziców dowożących i rozwożących dzieci po całym mieście, innych od pracowników korporacji mieszczących się w wielkich, przepastnych biurowcach na Jana Pawła, czy na Marynarskiej, w okolicach Żelaznej czy Stawek. Trzeba znać połączenia i przesiadki, rozliczne kolejki i perony, autobusy i stacje metra. Niekiedy konieczna jest znajomość restauracji i barów, by wybrać odpowiedni na biznesowy lunch lub spotkanie z wiceprezesem. Kiedy indziej przydatna jest znajomość topografii jakiegoś centrum handlowego, parkingu, lub siedziby banku. Miejsca lokalne i centralne, place przesiadkowe i  znikające skwerki, na których nagle wyrasta gigantyczny biurowiec. Najwolniej zmienia się stara Praga ale tutaj także ostatnie 20 lat, to boom inwestycyjny.

Warszawa potrzebuje szybkiej komunikacji, bez niej się dławi. Linia metra sprawiła gospodarczy cud. Wzdłuż jedynej nitki biegnącej z południa na północ powstały nowe osiedla, ulice, sklepy, restauracje, kina. Ursynów ze swoją główną ulicą KEN stał się miastem ze zwartą zabudową, setkami kafejek, ciągiem sklepików. Jeszcze parę lat temu pomiędzy rozrzuconymi blokami – jak cegły, które spadły z taczki, hulał wiatr, a wieczorami do domów przemykali się zmarznięci ludzie. I choć ceny niebotycznie wzrosły to jednak ktoś te mieszkania kupił stając się dumnym mieszkańcem Mokotowa, Ursynowa lub  Bielan.

Warszawa to gigantyczny plac budowy i jednocześnie miasto nieustannych zmian. Przyzwyczaiłeś się do knajpki, w następnym sezonie znika. Masz ulubiony skwer, za miesiąc stanie na nim biurowiec, kupiłeś  wygodne buty – obuwniczy przeniesiono, pamiętasz półkę w księgarni, teraz znajdziesz tam garnki, jeździłeś tym mostem, tamtym skrótem – most zamknięty, skrót zagrodzony.

2.Ostatnio sporo jeżdżę po kraju. Szerokie szosy wbiły się pomiędzy pola. Lawina samochodów.  Jezdnie piętrzą się a w dole widać miasteczka i domy. Coraz lepiej się podróżuje, zwłaszcza samochodem. Wyobraziłem sobie Polskę i Warszawę za 20 lat w roku 2032, a potem pomyślałem o roku 2113. W miastach lubimy starość, zabytki są w cenie, zwłaszcza te dobrze utrzymane albo kompletne ruiny jak Forum Romanum. Polska przebudowuje się szybko, trochę chaotycznie, jaki obraz się z tego wyłoni? Czy starej brzydoty nie zasłaniamy pośpiesznie nową? Znajomy, który pracuje i mieszka w odległym miasteczku, które można objechać w 15 minut, zmęczony stolicą,  gdy przyjeżdża tu w interesach, stwierdza, że  za nic by tutaj nie zamieszkał, a przecież Warszawa to nie Moskwa, Tokio, ani Buenos Aires. Ciekawe czy dzisiejsze bloki, architektoniczne dziwactwa, dumne biurowce i galerie będą dla naszych wnuków i prawnuków przyjazne, przyjemne, czy będą tworzyły atmosferę podobną do tej na starówce lubelskiej, poznańskiej, krakowskiej, czy opolskiej? Czy też będą to wyburzać by postawić nowe, ich zdaniem ładniejsze?

Jeszcze o Warszawie…
Oceń artykuł

Udostępnij:
Maciej Bennewicz

Maciej Bennewicz

Dyrektor Instytutu Kognitywistyki, wykładowca mentoringu i coachingu, pisarz, socjolog, coach, terapeuta, superwizor.

6 komentarzy

  1. Dobra, poziom krytycyzmu obniżył mi się znacznie :) Jednakże do zatłoczonych metropolii mnie nie ciągnie. Bardzo się cieszę, że Wrocław ma obwodnicę, i czuje się wyraźny luz. We Wrocławiu nawet nie trzeba patrzeć na numery samochodu, żeby wiedzieć, że to warszawiak. Warszawiak zapycha każdą dziurę i jeździ na centymetry :) Poza tym nie używa migaczy, bo po co :) wystarczy, że się zużywa zapalone żarówki. Myślę, że to nie chodzi o hart ducha przy mieszkaniu w Warszawie, ale o dobrych gospodarzy myślących perspektywicznie.

  2. Ja trzymam się założenia, że w każde miejsce przede wszystkim wnosisz swoją energię. Także z jednej strony zmiana miejsca nie zmieni Twoich problemów (bo tylko Ty możesz je zmienić), jak również też wszędzie możesz czuć się dobrze. Niektóre miejsca może tylko bardziej wyciągają z nas nasze wnętrza; tak jak w Solaris Lema – wszechocean materializował ludzkie podświadome pragnienia.
    Choć z drugiej strony są też miejsca z wyraźną swoją energią, którą lubię jak np. cmentarz Wolski, czy stare, drewniane kościółki.

  3. Aniula;
    To minie! Raz jest gorzej, raz lepiej :-) uszy do góry !

  4. Chyba na jakiś czas się wyłączę, bo same smętno – krytyczne komentarze mi ostatnio wychodzą …..

  5. Krakow-Warszawa
    (po spędzeniu kilku dobrych lat w Krakowie i w Warszawie z dystansu niedalekiego Wilna i Rygi)
    Warszawa -jest szybka i zyje się tutaj znacznie szybciej.Inna jest również komunikacja biznesowa.W Wwie sprawy z reguly zalatwia się szybko, dokładnie precyzując temat.
    Krakow- nigdzie się nie spieszy- na poznanie sedna sprawy trzeba znacznie więcej czasu.
    Pracujac w tej samej firmie w Wwie i w Krakowie miałam okazje zaobserwować jak na porównywalne zadanie w Krakowie, potrzeba 2-3 krotnie więcej czasu. Tutaj(w Krakowie) czas wolniej plynie, a biznesowe kwestie omawia się w licznych kafejkach i restauracjach ( nie tylko w porze lunchu) usytuowanych na Plantach lub wokół.
    W-wa dla przyjezdnych jest bardziej wyrozumiala – akceptując ich obecność( być może dlatego ze rodowitych warszawiakow pozostalo niewielu) Dlatego każdy może znaleźć tutaj swoje miejsce ( jeśli chce)
    Krakow – przyjezdnych traktuje z ” kulturalnym dystansem” .Dla rodowitej krakowskiej rodziny to ” obcy” czytaj prawdopodobnie bez należytej kultury nie ” nasz”.I upłynie trochę czasu zanim ” zdasz” egzamin kulturalny ( jeżeli go zdasz) i zostaniesz zaakceptowany.
    W Krakowie możesz wpaść do dobrych znajomych bez uprzedzenia. W Wwie jest to niemożliwe – trzeba się umowic przynajmniej tydzień wcześniej.
    Warszawa to rozniez ogrody , parki – piękne i zadbane mimo chaosu urbanistycznego .W Krakowie – tak pięknych parkow nie uświadczysz.
    Wielkosc miasta( wwy) – może ciekawość pozwala na ekspresje kultury.To tutaj skupia się teatralne centrum Polski Ilosc teatrow, dobra obsada aktorska wywoluja radość koneserow..Szokiem dla mnie była pierwsza wizyta w teatrze Powszechnym. Szok stanowil ubior widzow – normalny , żeby nie powiedzieć codzienny. W porównaniu z Krakowem – gdzie teatr – trochę jak sanktuarium , a szacunek widzow dla aktorow, sztuki wyraza się w odswietnym ubiorze, widok publiczności teatralnej w Warszawie najpierw budzi zdziwienie.Potem zyjac dluzej w tym miescie zaczyna się rozumieć ze chcąc uczestniczyć w wydarzeniu kulturalnym, nie zawsze mamy czas na powrot do domu i zmiane ubrania.Za to zawsze można znaleźć jakies ciekawe zdarzenie kuturalne, sztuke, koncert.
    Warszawa to również takie miejsce jak ” Czuly Barbarzynca” gdzie można wypic kawe, poczytać,kupic dobra ksiazke.Kiedys była tam jeszcze wielka drewniana hustawka.
    W Krakowie po prostu żeby poczytać idziesz( nie jedziesz) nad Wisle, na Kazimierz lub na Rynek i czytając, pijac kawe wchłaniasz energie miasta.
    Warszawa czasami histeryczna, szybka i nerwowa .Krakow spokojny, zyczliwy w swojej zadumie.
    Czasmi to jakby dwa absolutnie rozne swiaty, co nie przeszkadza niektórym ( mam kilku takich znajomych) zyc w jednym i drugim i brac z nich to co dla nas jest najlepsze.
    Z radoscia wracam do Krakowa i lubie być w Warszawie i w każdym miescie mam swoje ulubione miejsca :-)

  6. Oby za kilka lat jak już się sprowadzę do Warszawy komunikacja była o wiele lepsza ;-)

Komentarze są wyłączone.